First meeting: please don't notice I'm winging adulthood.
: pn cze 29, 2026 6:17 am
— Calvina Kleina? Oo, nie widziałam chyba tej reklamy… — mówiąc to z rozbawieniem, spojrzała sugestywnie na Huntera. No co - może też dobrze wygląda bez koszulki? W końcu, co w rodzinie to nie zginie czy coś takiego, a skoro jeden z Wrightów dobrze bez niej się prezentuje, to i ten drugi raczej też musi. A przecież popatrzeć chyba mogła, czyż nie? — O ile ostatecznie się przełamię — odparła z uśmiechem, bo trochę nie była pewna tego, czy rzeczywiście się da przekonać do nauki jazdy na łyżwach. Co prawda - jest z Toronto i generalnie wypadałoby, żeby potrafiła, niemniej to nie znaczy, iż musiała specjalnie nabywać tą umiejętność, prawda?
Kate słuchała uważnie co miał do powiedzenia, jednocześnie dostrzegając jak jej córka patrzy na niego. Widać było, że się… zakochiwała, co ją bardzo cieszyło - a jednocześnie martwiło. Ale do tego może przejdzie później. — A to powołanie nastąpi prędzej za później, jak myślisz? — zapytała, ale tylko Huntera, bo chciała poznać jego zdanie, nie Prudence która pewnie zaraz wypaliłaby, że nie tak szybko, bo po prostu pewnie teraz nie chce, aby za prędko do tego doszło. — Wujka? No proszę, czyli lubisz dzieci — co akurat dobrze rokowało, bo sama chciałaby w końcu kiedyś zostać babcią, a tej jej córce to jakoś za specjalnie się nie spieszyło do posiadania swoich dzieciaków…
— Mamo, wiem co już sobie myślisz… — zerknęła na kobietę z powagą, aby nawet w myślach nie rozwijała wyobrażenia siebie w roli najlepszej babci na świecie, bo co innego że jest… w związku, a co innego żeby zaraz mieć gromadkę dzieciaków. Aż tak jej się nie spieszyło, żeby prędko przeskakiwać etapy życia!
Mała wymiana zdań pomiędzy mamą i córką skończyła się zabawnie, bo przecież nigdy się nie kłóciły, a zawsze lubiły sobie dogryzać. Odkąd pamięta, traktowały się jak przyjaciółki i nigdy to się nie zmieni, na to liczyła. Gdy więc Hunter dodał swoje odnośnie prawdopodobnego nowego partnera w życiu Kate, ta się jedynie uśmiechnęła na to, po czym czekała na odpowiedź co do swojego pytania - bo może źle wychowała tą swoją dziecinę i nie była dobra dla facetów, bo nie widziała nigdy u swojej mamy jak to jest z jakimś być?
— Nie wątpiłam, że nie jest dobra, ale nie spodziewałam się aż takiej odpowiedzi — przyznała rozpromieniona, patrząc przez chwilkę na swoją córkę z widoczną dumą. — Czyli mam rozumieć, że Twoja rodzina ją już zaakceptowała? — to też wywnioskowała z pomiędzy wierszy wypowiedzi Huntera, skoro powiedział, iż jego bliscy są zadowoleni ze zmiany, jaka się u niego dokonała dzięki właśnie jej. Zresztą, to jak teraz to on na nią patrzył dało jej trochę do myślenia, jednocześnie wciąż była zmartwiona. Żeby się otrząsnąć, zapytała znów o wojsko, po prostu była ciekawa.
— Duża odpowiedzialność, prawda? — zapytała, gdy wyjaśnił pokrótce jak to wygląda. W końcu to wszystko na pewno jakoś na niego wpływało i nadal wpływa, o czym chciała wiedzieć - z czystej troski o własne dziecko. — A jeśli nie… dostaniesz powołania ponownie, to co wtedy planujesz? — może i trochę przesadzała - co widziała po minie swojego dziecka, zapewne wkraczając w sferę zbyt intymną, albo po prostu ogólnie niezbyt łatwą dla niego - niemniej, znowu, zwyczajnie chciała wiedzieć. Miała prawo jako mama osoby, z którą zdecydował się związać, prawda?
Hunter Wright
Kate słuchała uważnie co miał do powiedzenia, jednocześnie dostrzegając jak jej córka patrzy na niego. Widać było, że się… zakochiwała, co ją bardzo cieszyło - a jednocześnie martwiło. Ale do tego może przejdzie później. — A to powołanie nastąpi prędzej za później, jak myślisz? — zapytała, ale tylko Huntera, bo chciała poznać jego zdanie, nie Prudence która pewnie zaraz wypaliłaby, że nie tak szybko, bo po prostu pewnie teraz nie chce, aby za prędko do tego doszło. — Wujka? No proszę, czyli lubisz dzieci — co akurat dobrze rokowało, bo sama chciałaby w końcu kiedyś zostać babcią, a tej jej córce to jakoś za specjalnie się nie spieszyło do posiadania swoich dzieciaków…
— Mamo, wiem co już sobie myślisz… — zerknęła na kobietę z powagą, aby nawet w myślach nie rozwijała wyobrażenia siebie w roli najlepszej babci na świecie, bo co innego że jest… w związku, a co innego żeby zaraz mieć gromadkę dzieciaków. Aż tak jej się nie spieszyło, żeby prędko przeskakiwać etapy życia!
Mała wymiana zdań pomiędzy mamą i córką skończyła się zabawnie, bo przecież nigdy się nie kłóciły, a zawsze lubiły sobie dogryzać. Odkąd pamięta, traktowały się jak przyjaciółki i nigdy to się nie zmieni, na to liczyła. Gdy więc Hunter dodał swoje odnośnie prawdopodobnego nowego partnera w życiu Kate, ta się jedynie uśmiechnęła na to, po czym czekała na odpowiedź co do swojego pytania - bo może źle wychowała tą swoją dziecinę i nie była dobra dla facetów, bo nie widziała nigdy u swojej mamy jak to jest z jakimś być?
— Nie wątpiłam, że nie jest dobra, ale nie spodziewałam się aż takiej odpowiedzi — przyznała rozpromieniona, patrząc przez chwilkę na swoją córkę z widoczną dumą. — Czyli mam rozumieć, że Twoja rodzina ją już zaakceptowała? — to też wywnioskowała z pomiędzy wierszy wypowiedzi Huntera, skoro powiedział, iż jego bliscy są zadowoleni ze zmiany, jaka się u niego dokonała dzięki właśnie jej. Zresztą, to jak teraz to on na nią patrzył dało jej trochę do myślenia, jednocześnie wciąż była zmartwiona. Żeby się otrząsnąć, zapytała znów o wojsko, po prostu była ciekawa.
— Duża odpowiedzialność, prawda? — zapytała, gdy wyjaśnił pokrótce jak to wygląda. W końcu to wszystko na pewno jakoś na niego wpływało i nadal wpływa, o czym chciała wiedzieć - z czystej troski o własne dziecko. — A jeśli nie… dostaniesz powołania ponownie, to co wtedy planujesz? — może i trochę przesadzała - co widziała po minie swojego dziecka, zapewne wkraczając w sferę zbyt intymną, albo po prostu ogólnie niezbyt łatwą dla niego - niemniej, znowu, zwyczajnie chciała wiedzieć. Miała prawo jako mama osoby, z którą zdecydował się związać, prawda?
Hunter Wright