Let's have a toast for the douche bags
: pn lip 27, 2026 10:04 am
Prychnęła pogardliwie, gdy tylko usłyszała o kruchym męskim ego blokującym porządne wyładowanie emocji Roderick. Dobrze ją rozumiała. Funkcjonowanie w towarzystwie takich kretynów nie było proste. Dbanie o karierę w taki sposób, by nikogo nie urazić, potrafiło być męczące. Nie była jedną z tych, które uważały, że do szczytu kariery należy dążyć po trupach, ale praca była dla niej istotna i jasny szlag by ją trafił, gdyby w rozwoju była blokowana w tak banalny sposób. Była zbyt ambitna, by się godzić na coś takiego i zakładała, że podobne odczucia targały Love, tylko miała mniej możliwości, by dać im upust.
— Jasne, że wrócisz. A potem zajdziesz dużo wyżej. Masz talent, Love i nie daj sobie wmówić, że nie zasługujesz na wszystko, co mieści się w ramach twoich ambicji. — Chciała dodać jej nieco otuchy w tej skomplikowanej sytuacji. Wiedziała, że łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić, ale zakładała też, że odpowiednie nastawienie jest niezbędne, by osiągnąć cokolwiek. Jak dziennikarka da się stłamsić, to na pewno do niczego nie dojdzie.
— To może te chłopy potrzebują uświadomienia, że trzeba się wreszcie ogarnąć i dziękować światu, że dostali od losu kogoś takiego jak ty? Ja chętnie przemówię takim do rozsądku. — Spojrzała na nią z rozbawieniem, choć propozycja była dość poważna. April może była drobna i wyglądała na wyjątkowo niegroźną, ale jeśli byłoby trzeba, to dla bliskich zrobiłaby wszystko, co trzeba. Zresztą, nie chodziło przecież o to, by się z tymi chłopami tłukła. Mogłaby im nagadać, żeby wreszcie zaczęli traktować Roderick tak, jak na to zasługiwała, a w gadaniu Finch była wyjątkowo uzdolniona.
— Raczej nie chcemy robić z tego tandetnej imprezy na trzysta osób, żeby spraszać ciotki, których imion nawet nie pamiętam, ale no proszę cię... miałabym sobie odmówić imprezy, w trakcie której jestem jedną z dwóch najważniejszych na niej osób? — Wyszczerzyła się, duma z poziomu napuszenia swojego ego. April bardzo lubiła być w centrum uwagi, więc nic dziwnego, że nie chciała sobie odmawiać takiej okazji. Gdyby tylko ktoś był w stanie wejść do jej głowy i do głowy jej narzeczonej, powyciągać z niej wszystkie najważniejsze myśli, a potem zorganizować całą imprezę za nich. Ach, to dopiero byłoby coś! Byłaby gotowa zapłacić za to naprawdę duże pieniądze.
— Do twarzy mi w białym, więc tego bym sobie nie odmówiła. Raczej nie będziemy kłócić się z rodzinami przebieg wesela. Rodzice Teddy są totalnie zachwyceni. Znają mnie przecież od piętnastu lat i od zawsze traktowali jak część rodziny. Ale no moi... — zawiesiła głos i nieco posmutniała. Ulotniła się z niej ta cała energia, która jeszcze przed momentem buchała we wszystkie strony. Spojrzała na puste kieliszki, zastanawiając się, jak właściwie ująć to najprościej i najkrócej.
— Moi rodzice nie mają w zwyczaju zachwycać się czymkolwiek, co robię, bo zazwyczaj odbiega to od ich wyobrażeń na mój temat. Zachowują się koszmarnie. Z mamą chyba się jakoś dogadam, ale ojciec? Nie trawi Teddy od liceum i jakoś nie urosła w nim sympatia na wieść, że będzie moją żoną — dokończyła, wzruszając ramionami. Trudno było jej w tej sytuacji znaleźć jakiekolwiek plusy. Paulowi Finchowi trzeba przyznać jedno, nikt tak skutecznie nie psuje humoru jego córki jak on sam.
Love Roderick
— Jasne, że wrócisz. A potem zajdziesz dużo wyżej. Masz talent, Love i nie daj sobie wmówić, że nie zasługujesz na wszystko, co mieści się w ramach twoich ambicji. — Chciała dodać jej nieco otuchy w tej skomplikowanej sytuacji. Wiedziała, że łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić, ale zakładała też, że odpowiednie nastawienie jest niezbędne, by osiągnąć cokolwiek. Jak dziennikarka da się stłamsić, to na pewno do niczego nie dojdzie.
— To może te chłopy potrzebują uświadomienia, że trzeba się wreszcie ogarnąć i dziękować światu, że dostali od losu kogoś takiego jak ty? Ja chętnie przemówię takim do rozsądku. — Spojrzała na nią z rozbawieniem, choć propozycja była dość poważna. April może była drobna i wyglądała na wyjątkowo niegroźną, ale jeśli byłoby trzeba, to dla bliskich zrobiłaby wszystko, co trzeba. Zresztą, nie chodziło przecież o to, by się z tymi chłopami tłukła. Mogłaby im nagadać, żeby wreszcie zaczęli traktować Roderick tak, jak na to zasługiwała, a w gadaniu Finch była wyjątkowo uzdolniona.
— Raczej nie chcemy robić z tego tandetnej imprezy na trzysta osób, żeby spraszać ciotki, których imion nawet nie pamiętam, ale no proszę cię... miałabym sobie odmówić imprezy, w trakcie której jestem jedną z dwóch najważniejszych na niej osób? — Wyszczerzyła się, duma z poziomu napuszenia swojego ego. April bardzo lubiła być w centrum uwagi, więc nic dziwnego, że nie chciała sobie odmawiać takiej okazji. Gdyby tylko ktoś był w stanie wejść do jej głowy i do głowy jej narzeczonej, powyciągać z niej wszystkie najważniejsze myśli, a potem zorganizować całą imprezę za nich. Ach, to dopiero byłoby coś! Byłaby gotowa zapłacić za to naprawdę duże pieniądze.
— Do twarzy mi w białym, więc tego bym sobie nie odmówiła. Raczej nie będziemy kłócić się z rodzinami przebieg wesela. Rodzice Teddy są totalnie zachwyceni. Znają mnie przecież od piętnastu lat i od zawsze traktowali jak część rodziny. Ale no moi... — zawiesiła głos i nieco posmutniała. Ulotniła się z niej ta cała energia, która jeszcze przed momentem buchała we wszystkie strony. Spojrzała na puste kieliszki, zastanawiając się, jak właściwie ująć to najprościej i najkrócej.
— Moi rodzice nie mają w zwyczaju zachwycać się czymkolwiek, co robię, bo zazwyczaj odbiega to od ich wyobrażeń na mój temat. Zachowują się koszmarnie. Z mamą chyba się jakoś dogadam, ale ojciec? Nie trawi Teddy od liceum i jakoś nie urosła w nim sympatia na wieść, że będzie moją żoną — dokończyła, wzruszając ramionami. Trudno było jej w tej sytuacji znaleźć jakiekolwiek plusy. Paulowi Finchowi trzeba przyznać jedno, nikt tak skutecznie nie psuje humoru jego córki jak on sam.
Love Roderick