Strona 2 z 2

Let's have a toast for the douche bags

: pn lip 27, 2026 10:04 am
autor: April Finch
Prychnęła pogardliwie, gdy tylko usłyszała o kruchym męskim ego blokującym porządne wyładowanie emocji Roderick. Dobrze ją rozumiała. Funkcjonowanie w towarzystwie takich kretynów nie było proste. Dbanie o karierę w taki sposób, by nikogo nie urazić, potrafiło być męczące. Nie była jedną z tych, które uważały, że do szczytu kariery należy dążyć po trupach, ale praca była dla niej istotna i jasny szlag by ją trafił, gdyby w rozwoju była blokowana w tak banalny sposób. Była zbyt ambitna, by się godzić na coś takiego i zakładała, że podobne odczucia targały Love, tylko miała mniej możliwości, by dać im upust.
— Jasne, że wrócisz. A potem zajdziesz dużo wyżej. Masz talent, Love i nie daj sobie wmówić, że nie zasługujesz na wszystko, co mieści się w ramach twoich ambicji. — Chciała dodać jej nieco otuchy w tej skomplikowanej sytuacji. Wiedziała, że łatwiej powiedzieć, a trudniej zrobić, ale zakładała też, że odpowiednie nastawienie jest niezbędne, by osiągnąć cokolwiek. Jak dziennikarka da się stłamsić, to na pewno do niczego nie dojdzie.
— To może te chłopy potrzebują uświadomienia, że trzeba się wreszcie ogarnąć i dziękować światu, że dostali od losu kogoś takiego jak ty? Ja chętnie przemówię takim do rozsądku. — Spojrzała na nią z rozbawieniem, choć propozycja była dość poważna. April może była drobna i wyglądała na wyjątkowo niegroźną, ale jeśli byłoby trzeba, to dla bliskich zrobiłaby wszystko, co trzeba. Zresztą, nie chodziło przecież o to, by się z tymi chłopami tłukła. Mogłaby im nagadać, żeby wreszcie zaczęli traktować Roderick tak, jak na to zasługiwała, a w gadaniu Finch była wyjątkowo uzdolniona.
— Raczej nie chcemy robić z tego tandetnej imprezy na trzysta osób, żeby spraszać ciotki, których imion nawet nie pamiętam, ale no proszę cię... miałabym sobie odmówić imprezy, w trakcie której jestem jedną z dwóch najważniejszych na niej osób? — Wyszczerzyła się, duma z poziomu napuszenia swojego ego. April bardzo lubiła być w centrum uwagi, więc nic dziwnego, że nie chciała sobie odmawiać takiej okazji. Gdyby tylko ktoś był w stanie wejść do jej głowy i do głowy jej narzeczonej, powyciągać z niej wszystkie najważniejsze myśli, a potem zorganizować całą imprezę za nich. Ach, to dopiero byłoby coś! Byłaby gotowa zapłacić za to naprawdę duże pieniądze.
— Do twarzy mi w białym, więc tego bym sobie nie odmówiła. Raczej nie będziemy kłócić się z rodzinami przebieg wesela. Rodzice Teddy są totalnie zachwyceni. Znają mnie przecież od piętnastu lat i od zawsze traktowali jak część rodziny. Ale no moi... — zawiesiła głos i nieco posmutniała. Ulotniła się z niej ta cała energia, która jeszcze przed momentem buchała we wszystkie strony. Spojrzała na puste kieliszki, zastanawiając się, jak właściwie ująć to najprościej i najkrócej.
— Moi rodzice nie mają w zwyczaju zachwycać się czymkolwiek, co robię, bo zazwyczaj odbiega to od ich wyobrażeń na mój temat. Zachowują się koszmarnie. Z mamą chyba się jakoś dogadam, ale ojciec? Nie trawi Teddy od liceum i jakoś nie urosła w nim sympatia na wieść, że będzie moją żoną — dokończyła, wzruszając ramionami. Trudno było jej w tej sytuacji znaleźć jakiekolwiek plusy. Paulowi Finchowi trzeba przyznać jedno, nikt tak skutecznie nie psuje humoru jego córki jak on sam.

Love Roderick

Let's have a toast for the douche bags

: pt lip 31, 2026 5:36 pm
autor: Love Roderick
Uśmiechnęła się pod nosem wdzięczna za słowa Finch. Bo wiedziała o tym, ale jednocześnie dobrze było to usłyszeć jeszcze od kogoś. Nie znalazła się w tym miejscu, w którym była przez przypadek. Nikt jej tego nie podał na złotej tacy. Nie miała kontaktów i znajomości. Nie miała nazwiska, które mogło coś znaczyć w tym świecie – ani jakimkolwiek innym. Zasługiwała na to, żeby to wszystko mieć. I po prostu musiała zrobić wszystko, żeby się w tym miejscu utrzymać, a nawet pójść wyżej. Mogła. Oczywiście, że mogła!
- Jak nie będę miała już absolutnie żadnego innego wyjścia i będę musiała wyciągnąć najcięższe działa… wtedy się do ciebie zgłoszę. – stwierdziła pogodnie, szczerząc kły w szerokim uśmiechu. Wtedy April będzie mogła przemówić do rozsądku komu tylko będzie chciała, a Love zamierzała robić dokładnie to samo. Czy byłyby wtedy jak dwa ujadające ratlerki? Oczywiście, że tak. I w głowie Roderick był to całkiem zabawny widok. Na także odrobinę kuszący, ale jednak najpierw musiała doprowadzić inne rzeczy do końca. Bellore by ją chyba powiesił, gdyby poinformowała, że w środku tego całego zamieszania straciła pracę… oh, god. Lepiej nie!
I spojrzała na April trochę niepewnie, gdy mówiła o tym, że chciała być w centrum zainteresowaniu i mieć białą kieckę, wszystko to, o co chodzi w ślubach. I z jednej strony rozumiała, a z drugiej ani trochę nie rozumiała. Trudno jednak się dziwić, bo ona była jedną z tych, które nigdy o tym nie marzyły. Nigdy nie wyobrażała sobie siebie w księżniczkowej sukience w drodze do ołtarza… no i chyba nieszczególnie lubiła sobie siebie w bieli! Ale rozumiała, że ktoś inny mógł tego chcieć – nawet jeśli April o to nie podejrzała. No cóż, przestrzeliła – zdarza się! Nie zamierzała się tym wielce przejmować. Ściągnęła natomiast wymownie brwi w momencie, w którym dziewczyna wspomniała o swoich rodzicach i było widać, że coś jest nie tak. Ewidentnie!
- Mam na to tylko jeden komentarz… faceci. Pieprzyć ich. – nawet jeśli wyjątkowo nie chodziło o facetów do randkowania to różnica była ostatecznie niewielka. Nie każdy nadawał się na rodzica. Love poznała w swoim życiu kilku takich facetów, z którymi jej matka próbowała jakoś ułożyć życie – bezskutecznie. Wzruszyła bezradnie ramionami i uśmiechnęła się pokrzepiająco do April – Wiem, że to twój tata i pewnie chciałabyś, żeby wszystko się ułożyło i żeby potrafił cieszyć się waszym szczęściem. Ale pieprzyć go. To on wiele traci, więc pozwól mu na to i poczekaj aż sobie to uświadomi. Nie jesteś od tego, żeby spełniać ich oczekiwania… a jeśli on nie chce brać udziału w takim życiu jakie ty sobie wymarzyłaś. Odetnij go. Niech dotrze do niego, co jest najważniejsze. – kontakt z córką, czy jego fochy i przekonania, że nie spotyka się z nieodpowiednią osobą. Prawdopodobnie nie dało mu się tego wbić do głowy siłą, więc potrzebne były inne radykalne rozwiązania. Trudne? Tak. Ale szczerze wierzyła, że skuteczne… albo w tą albo w tą!



April Finch