Strona 2 z 2

I’m pretending you ain’t been on my mind

: śr sie 19, 2026 11:01 pm
autor: Bonnie Miller
Coven nie musiała robić z Bonnie zawodowej bilardzistki, by zdobyć jej sympatię. Właściwie to nie musiała się w ogóle za bardzo starać, bo Miller już wystarczająco była nią zafascynowana i wpatrzona jak w obrazek. W dodatku nie od dzisiaj, bo przecież już tyle czasu zbierała się w sobie i czekała na przypływ odwagi, by móc do niej zagadać! W tym momencie, wydawać się to jej mogło już idiotyczne, w końcu nic złego się nie stało (kto by się tego spodziewał?), a nawet świetnie na tym wyszła, bo nie dość, że udało jej się w końcu porozmawiać z tą ślicznotką, to jeszcze zdobyła jej numer i się umówiły. Zupełnie nieważne, że jeszcze żadna z nich nie nazwała tego randką.
Pochwała z ust dziewczyny, wywołała uśmiech na twarzy Bonnie, choć sama nie była zachwycona tym pierwszym rozbiciem. Wspierając się na swoim kiju, wykonała lekki ukłon w stronę Coven, która niestety zdążyła się już od niej oddalić. Doceniała fakt, że na początek została potraktowana ulgowo i Bremers nie pokusiła się na ten łatwy łup, jakim była niebiesko-biała kula, tuż przy łuzie. Nie odrywając od niej wzroku, wzięła łyk drinka i zaraz odstawiła szklankę w to samo miejsce. Obserwowała jak jej urocza towarzyszka przymierza się do uderzenia zielonej bili i, o dziwo, nie tylko podziwiała jej atuty, ale rzeczywiście próbowała wszystko zapamiętać i czegoś się nauczyć.
Co jeśli wbiłabym czarną przez przypadek? Wtedy ty wygrywasz, tak? — wtrąciła pytanie, ale już zaraz kompletnie o nim zapomniała i mało ją już obchodziła odpowiedź, bo zaczęły gadać o układaniu się na stole i o dziurkach. Tak, to zdecydowanie bardziej zdawało się ją fascynować. No, błagam! Kogo takie teksty by nie rozproszyły?
Och.
Miller spojrzała na dziewczynę i uśmiechnęła się tylko, powstrzymując się jakoś cudem od śmiechu. Kosmate myśli pojawiły się w ich głowach chyba w tym samym momencie, a kolejne wypowiedzi Coven wcale nie pomagały sytuacji, bo Bonnie od razu zaczęła to sobie wyobrażać. Nie można jej chyba za to specjalnie winić. Nie była jakimś niewyżytym zboczuchem, ale trudno było sobie nie zwizualizować Bremers rozkładającej przed nią nogi, skoro ona sama o tym wspomniała! Na jej zarzuty, Bon odpowiedziała tylko uniesieniem wolnej od kija dłoni i miną mówiącą „co złego, to nie ja”.
Serio? Ja tam myślę, że spódnica właśnie bardzo ułatwia sprawę, ale nie wiem, może się nie znam — powiedziała, już trochę ciszej, jakby nie chciała za bardzo przeszkadzać dziewczynie przy uderzeniu. Pochwaliła ją zaraz za celny strzał i była pewna, że Coven da jej solidne bęcki, wbijając kolejne bile, jednak tak się nie stało i na tej jednej poprzestała.
Dzięki, spróbuję już sama — odpowiedziała na jej propozycję, choć perspektywa znalezienia się znów tak blisko Bremers była naprawdę bardzo kusząca.
Biała bila znajdowała się niestety za daleko od tego niebiesko-białego pewniaczka, w dodatku kąt uderzenia niezbyt jej sprzyjał. Chyba że zastosowałaby jakieś sztuczki w postaci odbicia którejś z kul od bandy w taki sposób, by finalnie uderzyć w połówkę przy łuzie. To jednak, dla takiego żółtodzioba jak Miller, zbyt zaawansowane taktyki.
Przechodząc dookoła stołu, wypatrzyła sobie coś znacznie prostszego, czyli pomarańczową połówkę. Nachyliła się i wymierzając kijem, przymknęła oko, tak jak jej poprzedniczka, bo myślała, że właśnie tak trzeba i w czymś jej to pomoże. Nie pomogło. Nie pomogło nawet to, że wcześniej wysmarowała czubek kija kredą, bo ten zamiast uderzyć w sam środek kuli, ześlizgnął się po niej. Biała bila jedynie zawirowała w miejscu i nie przesunęła się w stronę tej pomarańczowej ani o centymetr.
Wybacz, chyba jestem beznadziejnym przypadkiem — skomentowała, rozbawiona swoim zupełnym brakiem talentu. Ale to przecież dopiero jej druga próba! Zdecydowanie zbyt szybko się czasem poddawała.


coven bremers

I’m pretending you ain’t been on my mind

: sob sie 22, 2026 5:57 pm
autor: coven bremers
Rozmowa przychodziła im naturalnie. Coven nigdy nie miała problemu z nawiązywaniem znajomości, ale przy Bonnie dopadał ją lekki stres. Dlaczego? Cholera wie. Wobec innych dziewczyn potrafiła być bezpośrednia i od razu podłapywała, kiedy któraś była nią zainteresowana. Wtedy ich energia udzielała się Bremers. Przypadkowy seks i wspólne, jednorazowo spędzone noce nie były jej obce. Teraz jednak musiała przestać powtarzać sobie w głowie, że zbłaźni się przed Miller, bo w końcu wywoła wilka z lasu i naprawdę tak się stanie! A przecież już i tak miała tendencję do gadania tego, co jej ślina na język przynosiła. Gdyby dziewczyna nie chciała się z nią spotkać, nie zaproponowałaby wspólnego wyjścia. A może zrobiła to po prostu z grzeczności, bo głupio było jej się nie odezwać, kiedy Bremers o to prosiła? Nie. Po co od razu sobie dopowiadać i wymyślać niestworzone rzeczy? To nawet nie było nic zobowiązującego! Nie było przecież powiedziane, że wyjdą stąd zaręczone, pomimo krążących pogłosek o tym, jak szybko kobiety mające się ku sobie potrafią szybko wejść w związek i równie szybko go przypieczętować. Chyba.
Dokładne. Jak wbijesz czarną do dziurki, zwycięstwo jest moje — pokiwała głową. Jezu, dosyć już o tych dziurkach! Tym razem szybko pokręciła głową, żeby wyrzucić z niej niestosowne myśli. — Ale możemy trochę nagiąć zasady i uznać, że nic takiego się nie wydarzyło. Ja tam nic nie widzę i nie mamy żadnych świadków i nikt się o niczym nie dowie — mrugnęła porozumiewawczo do Bonnie. Po co od razu psuć sobie frajdę byle potknięciem?
Spódnica w żaden sposób nie ułatwiała poruszania się przy stole. Coven była skłonna stwierdzić, że mocno utrudniały ruchy w trafieniu do dziurki. Chyba że... Nie, dość! Miller natychmiast powinna przestać ją tak dekoncentrować! Patrzyła na poczynania dziewczyny, a kiedy nie wyszło z tego nic sensownego, uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco.
Hej, nic się przecież nie stało. Niepotrzebnie sobie ujmujesz — zapewniła, obchodząc stół, żeby znaleźć dla siebie dogodną pozycję i kulę. Dalej miała na oku tę żółtą, ale zastawiła ją inna, którą pewnie musnęłaby, próbując wbić do łuzy swój kolor. Spróbowała więc innej taktyki. Oszacowała w głowie, że jak spróbuje odbić białą bilę od bandy pod odpowiednim kontem, to ta trafi w żółtą. Oczywiście nic bardziej mylnego. Faktycznie po silnym uderzeniu biała kula odbiła się, ale zamiast trącić wybraną, to sama wpadła prosto do łuzy. — O masz ci los — zaśmiała się krótko, ustępując miejsca dziewczynie.
Rozgrywka trwała w najlepsze i z każdą kolejną turą szło im coraz lepiej. Albo gorzej. Wszystko w zależności od ustawienia na stole. W końcu zostały do wbicia tylko trzy - nieszczęsna żółta bila Bremers, czarna, którą wbijało się na końcu i jedna, która należała do Miller.
Dawaj, teraz na pewno się uda — Coven zachęciła Bonnie szerokim uśmiechem i pociągnęła kilka łyków drinka przez kolorową słomkę.

Bonnie Miller