one last step
: pt lip 03, 2026 11:07 am
Może nie wybrał zatem tego kubka przypadkiem?
Nigdy nie wierzył w takie bzdury. Nie wierzył w przeznaczenie, znaki wysyłane przez wszechświat, przypadki mające prowadzić ludzi dokładnie tam, gdzie powinni się znaleźć. Nie wierzył również w miłość od pierwszego wejrzenia ani całe to romantyczne pieprzenie, które ludzie lubili sobie opowiadać, żeby łatwiej było pogodzić się z własnymi decyzjami. Życie było prostsze - składało się z wyborów, konsekwencji i odrobiny szczęścia.
A jednak.
Może po prostu znał Garry'ego na tyle dobrze, że podświadomie sięgnął po rzecz, którą tamten sam wybrałby dla siebie. Po tylu latach wspólnej służby potrafił przewidzieć jego reakcje, dokończyć za niego zdanie i odgadnąć, co zamówi w barze zanim kelner zdążył podejść do stolika. Może właśnie dlatego ręka bez zawahania wyciągnęła się po ten, a nie inny kubek.
Parsknął cichym śmiechem na wzmiankę o żonie i dwójce dzieci, kręcąc lekko głową. - Ani jednego, ani drugiego - nie było sensu dodawać nic więcej. Narzeczona istniała gdzieś na obrzeżach jego myśli, dokładnie tam, gdzie od kilku miesięcy spychał wszystko z czym nie potrafił sobie poradzić. Nie był z tego dumny. Gdyby zaczął wyliczać własne grzechy z ostatnich miesięcy, prawdopodobnie zabrakłoby mu palców u obu rąk. Żadnego z nich nie próbował nawet usprawiedliwiać.
Gdyby przyszedł tutaj dlatego, że spodobała mu się atrakcyjna kobieta pracująca w warsztacie, pewnie przyznałby jej rację. Problem polegał na tym, że od samego początku chodziło o coś zupełnie innego. O Garry'ego, wyrzuty sumienia, potrzebę zobaczenia na własne oczy, że jego siostra żyje dalej, nawet jeśli życie nie miało już wyglądać tak samo.
Podobało mu się spędzanie z nią czasu. Nie dlatego, że była piękną kobietą. Nie dlatego, że rzucała mu zaczepne spojrzenia i odbijała każdą piłkę z zadziwiającą łatwością. Kilkanaście minut rozmowy wystarczyło, by wyrzuty sumienia odsunęły się gdzieś na bok, pozwalając mu złapać oddech. Gdyby powiedział, że nie chciał tego uczucia więcej, zwyczajnie by skłamał.
Właśnie dlatego powinien stąd wyjść.
Pozwolił jej odejść bez kolejnej wymówki. Bez następnej usterki wymyślonej na poczekaniu i bez głupiego pytania tylko po to, żeby zatrzymać ją przy sobie jeszcze przez kilka minut. Wystarczająco mocno naciągnął granicę, którą sam sobie wyznaczył.
Przez chwilę obserwował jeszcze, jak z wprawą znika przy Mustangu, odnajdując się pomiędzy narzędziami z taką naturalnością jakiej nie dało się udawać. Kącik jego ust drgnął ledwie zauważalnie. Ruszył w stronę wyjścia, ale po kilku krokach zatrzymał się jeszcze na moment. - Dzięki za kawę - odezwał się, patrząc na nią z rozbawieniem, którego nie próbował ukryć. - Nie zgadniesz. Śmieszna sprawa... wystarczyło, że spojrzałaś na mój samochód i wszystko zaczęło działać - nie pozwolił sobie zostać, poczekać na jej odpowiedź. Choć możliwość usłyszenia jeszcze jednego żartu była cholernie kusząca, dostał dokładnie to, po co tu przyszedł.
Ally Aldridge
Nigdy nie wierzył w takie bzdury. Nie wierzył w przeznaczenie, znaki wysyłane przez wszechświat, przypadki mające prowadzić ludzi dokładnie tam, gdzie powinni się znaleźć. Nie wierzył również w miłość od pierwszego wejrzenia ani całe to romantyczne pieprzenie, które ludzie lubili sobie opowiadać, żeby łatwiej było pogodzić się z własnymi decyzjami. Życie było prostsze - składało się z wyborów, konsekwencji i odrobiny szczęścia.
A jednak.
Może po prostu znał Garry'ego na tyle dobrze, że podświadomie sięgnął po rzecz, którą tamten sam wybrałby dla siebie. Po tylu latach wspólnej służby potrafił przewidzieć jego reakcje, dokończyć za niego zdanie i odgadnąć, co zamówi w barze zanim kelner zdążył podejść do stolika. Może właśnie dlatego ręka bez zawahania wyciągnęła się po ten, a nie inny kubek.
Parsknął cichym śmiechem na wzmiankę o żonie i dwójce dzieci, kręcąc lekko głową. - Ani jednego, ani drugiego - nie było sensu dodawać nic więcej. Narzeczona istniała gdzieś na obrzeżach jego myśli, dokładnie tam, gdzie od kilku miesięcy spychał wszystko z czym nie potrafił sobie poradzić. Nie był z tego dumny. Gdyby zaczął wyliczać własne grzechy z ostatnich miesięcy, prawdopodobnie zabrakłoby mu palców u obu rąk. Żadnego z nich nie próbował nawet usprawiedliwiać.
Gdyby przyszedł tutaj dlatego, że spodobała mu się atrakcyjna kobieta pracująca w warsztacie, pewnie przyznałby jej rację. Problem polegał na tym, że od samego początku chodziło o coś zupełnie innego. O Garry'ego, wyrzuty sumienia, potrzebę zobaczenia na własne oczy, że jego siostra żyje dalej, nawet jeśli życie nie miało już wyglądać tak samo.
Podobało mu się spędzanie z nią czasu. Nie dlatego, że była piękną kobietą. Nie dlatego, że rzucała mu zaczepne spojrzenia i odbijała każdą piłkę z zadziwiającą łatwością. Kilkanaście minut rozmowy wystarczyło, by wyrzuty sumienia odsunęły się gdzieś na bok, pozwalając mu złapać oddech. Gdyby powiedział, że nie chciał tego uczucia więcej, zwyczajnie by skłamał.
Pozwolił jej odejść bez kolejnej wymówki. Bez następnej usterki wymyślonej na poczekaniu i bez głupiego pytania tylko po to, żeby zatrzymać ją przy sobie jeszcze przez kilka minut. Wystarczająco mocno naciągnął granicę, którą sam sobie wyznaczył.
Przez chwilę obserwował jeszcze, jak z wprawą znika przy Mustangu, odnajdując się pomiędzy narzędziami z taką naturalnością jakiej nie dało się udawać. Kącik jego ust drgnął ledwie zauważalnie. Ruszył w stronę wyjścia, ale po kilku krokach zatrzymał się jeszcze na moment. - Dzięki za kawę - odezwał się, patrząc na nią z rozbawieniem, którego nie próbował ukryć. - Nie zgadniesz. Śmieszna sprawa... wystarczyło, że spojrzałaś na mój samochód i wszystko zaczęło działać - nie pozwolił sobie zostać, poczekać na jej odpowiedź. Choć możliwość usłyszenia jeszcze jednego żartu była cholernie kusząca, dostał dokładnie to, po co tu przyszedł.
koniec
Ally Aldridge