Strona 2 z 2

coffee and pistols for two

: sob lip 11, 2026 4:20 pm
autor: helena peregrine
Ograła go jak absolutnego amatora, a Percival wciąż ją lekceważył. Pomyślałaby może, że ta złość, która wciąż w niej zbiera, wynika z faktu, że to akurat on nie chce zobaczyć jej jako równej sobie – ale jest zbyt wściekła, by myśleć.

Jej ostrożność nigdy nie była cechą wrodzoną. Musiała się jej nauczyć i po trzydziestu latach praktyki weszła jej w nawyk. Szczególnie przez ostatni rok próbowała trzymać się w ryzach, nie wychylać za bardzo i trzymać język za zębami.
Percival od samego początku rozwścieczał ją na tyle, by wychodziły z niej naturalne instynkty. Jej pyskatą stronę znał już na tym etapie może nawet lepiej, niż ktokolwiek inny (przynajmniej wśród żywych), ale jeszcze nie widział jej lekkomyślnej, impulsywnej.

Widział ją już wściekłą, to fakt, ale nie tak. Nie w sposób, przez który wszystko przestawało się liczyć. Nie obchodzi jej, że nie powinni zapadać nikomu w pamięć, by nie ułatwiać roboty ludziom w białym Audi. Nie obchodzi jej, że pewnie jedyne, co stoi między obsługą i telefonem na policję był plik banknotów, które Gardner im wręczył, bo w końcu otwarcie skakali sobie do gardeł w miejscu, w którym mieli dostęp do broni palnej. A już szczególnie nie obchodzi jej, że miała w planach trzymać swoje asy i nie zdradzać się ze swoimi umiejętnościami bez absolutnej konieczności.
Najwyraźniej lekcja, którą mu wcześniej dała była niewystarczająca. Z przyjemnością to powtórzy. Może nawet będzie musiała wbić mu ją do głowy sierpowym?

"Zawsze mogę cię do tego auta zaciągnąć siłą".

W tym momencie nie miałaby nic przeciwko temu, żeby mu przypierdolić.

Odrzuca głowę do tyłu i śmieje się z jego słów, szorstko i gardłowo.
Dobra, to próbuj, Gardner — mówi, wzruszając ramionami. — Ciekawe, jak to się skończy. Może chcesz się założyć? — Śmieje się ponownie, cynicznie, wyzywająco. To jednak nie jest dla niej wystarczające. Chce go nie tylko rozwścieczyć – chce też wbić mu szpilkę. — Chętnie to zobaczę, bo wydawało mi się, że skoro też jesteś z ulicy, to masz w zanadrzu coś więcej, niż zegarek za dwieście tysięcy. — Mruży prześmiewczo oczy. — To jak jest? Tak długo udawałeś, że pasujesz do arystokratów, że całkiem zmiękłeś?

Unosi wysoko podbródek, patrząc mu wyzywająco w oczy. Tylko drżący lekko kącik ust nie pasuje do całej jej nonszalancji.

Percival Gardner

coffee and pistols for two

: sob lip 11, 2026 5:59 pm
autor: Percival Gardner
Powinien był ją tam zostawić.
Już wtedy, gdy wróciła do środka. Gdy wyraźnie kazał jej wsiąść do auta.
Kazał…

Z każdą wymianą zdań coraz mniej liczyło się to, że strzelała lepiej od niego. Zaczynało chodzić o coś więcej.
Percival Gardner był człowiekiem sukcesu. Człowiekiem, którego ludzie słuchali i którego podziwiali. Tymczasem Helena Peregrine nie robiła ani jednego, ani drugiego. Ktoś tak przyzwyczajony do władzy i posłuchu, tak egoistycznie nastawiony do świata, że aż bolało, nie potrafił zdzierżyć wojowniczej natury kobiety młodszej od siebie o kilkanaście lat. Tak, bycie kobietą miało tu wyjątkowo duże znaczenie. Zwłaszcza że Gardnera śmiało można było określić mianem szowinisty, o czym Peregrine przekonywała się coraz wyraźniej.
Nie planował tego.

„Może chcesz się założyć?”.
Ani drgnął, choć w środku niewątpliwie buzował.
„Chętnie to zobaczę, bo wydawało mi się, że skoro też jesteś z ulicy, to masz w zanadrzu coś więcej, niż zegarek za dwieście tysięcy”.
Na jego usta wypłynął krzywy uśmiech.
„To jak jest? Tak długo udawałeś, że pasujesz do arystokratów, że całkiem zmiękłeś?”.
Dbał o siebie. Ćwiczył, biegał, nawet boksował. Siłownia urządzona na piętrze rezydencji w York Mills nie była jedynie pokazówką.
Był przekonany, że poradziłby sobie z nią jedną ręką. Tak cholernie przekonany…
Poruszył szczęką z wściekłości, powstrzymując się przed złapaniem jej za ramię.
Jeszcze. Nad. Sobą. Panował.
Skończyłaś pierdolić? — Nie szczędził natomiast ostrych słów. — To zmyj ten durny uśmieszek z twarzy i idź do auta — powiedział gardłowym tonem.
Coraz więcej osób z obsługi kręciło się w pobliżu. Spoglądali to na Percy’ego, to na Hellie. Jakby tylko czekali, żeby zareagować. Albo kalkulowali, czy w ogóle powinni.
— Przepraszam… wszystko w porządku?
Drobna blondynka podeszła bliżej Percivala z pytającą, a zarazem zmieszaną miną.
Uniósł tylko dłoń, dając jej znak, żeby nic nie mówiła. Nawet na moment nie oderwał wzroku od Heleny.

helena peregrine

coffee and pistols for two

: sob lip 11, 2026 9:16 pm
autor: helena peregrine
Helena przygląda mu się spode łba, a chociaż krew w niej buzuje, analizuje każdy grymas, który pojawia się na jego twarzy. Zauważa, które z jej słów wzbudzają reakcją, a które nie. I wyciąga wnioski.

Ten pierwszy - jak głupia musiała być, by uwierzyć, że Percival Gardner to ktoś więcej, niż osoba, za którą uważała go przed wyjazdem? Wyrzuca sobie, że zachowywał się w miarę przyzwoicie przez jakiś czas, a ona zaczęła myśleć o nim z pewną dozą sympatii. Mało tego, flirtowała z nim beztrosko w wiadomościach. Przynajmniej od początku wiedziała, że to błąd. Ale gdyby miała mniej czasu na zastanowienie się...

Skończona idiotka.
Zaczęła myśleć, że może nawet trochę ją rozumie. W końcu usłyszał wycinek jej historii i zdecydował się jej pomóc, więc założyła, że musiał do niego trafić.
To było od początku paradoksalne, że pojawiła się akurat u jego drzwi, akurat w tej sprawie. Zupełnie zdesperowana w walce z systemem, który – myślała wtedy – co najwyżej reprezentował. Powoli trafia do niej, że on nie tylko go reprezentował, ale był jego częścią. Wkupił się w jego łaski i korzystał z nich bez żadnego sprzeciwu. Dumnie i otwarcie.
Pierwsza myśl najlepsza – przecież od początku szła do niego z założeniem, że jedyne, co w tym wszystkim widzi, jest korzystny wynik dla sprawy Parka. Po prostu miał coś do ugrania.
Kretynka.
Kiedy podchodzi do nich ta blondynka i gdy to jego pyta, czy wszystko jest w porządku – Helena wrze. Jak gdyby to nie on groził jej zaciągnięciem siłą do samochodu. Ale przecież to on rzucił plik banknotów na blat, nie Peregrine – to, że jego zegarek zdobi jej przegub przecież nie ma znaczenia dla nikogo, oprócz Hellie.

Peregrine patrzy na pracownicę strzelnicy z mieszanką politowania, współczucia i obrzydzenia.
A potem odwraca głowę w stronę Percivala – i jej uśmiech rośnie, bo dobrze wie, jak wbić szpilkę najgłębiej, jak tylko może. Wymawia ostrożnie każdą głoskę, gdy zwyczajnie mówi:
Nie.

Percival Gardner

coffee and pistols for two

: ndz lip 12, 2026 10:27 am
autor: Percival Gardner
Potrafił zrozumieć ludzi – nawet bardziej, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, kiedy wchodził w tę swoją dobrą, wyćwiczoną rolę, odgrywaną wyłącznie na pokaz. Rolę kogoś, kto potrafił powiedzieć kilka miłych słów, czasami przyznać się do błędu, nie pozwalając, by przemówiła przez niego duma. Ale zdarzało się to rzadko.
Uważanie się za kogoś lepszego miało swoje plusy. Przede wszystkim skutecznie tych ludzi odstraszało.
Jakby samo pokazanie światu swojej miękkiej strony paraliżująco go przerażało.
T e g o właśnie nauczyła Percy’ego ulica. Przebicie się przez jego skorupę było praktycznie niemożliwe.

Okazywanie uczuć jest dowodem słabości.
Wierzył w to.

Gdyby tylko dopuścił do siebie myśl, że wcale nie. Że tak naprawdę jest dowodem odwagi…
Nah. Według niego to było absurdalne. Śmieszne. Zbyt trudne.

Kto ich nie okazuje, przestaje być człowiekiem.

Kim więc był Percival Gardner?

„Nie”.
Jedno, krótkie, pieprzone nie wystarczyło. Rozluźnił dłonie, spojrzał na blondynkę i zmienił taktykę.
Na usta Gardnera wypłynął łagodny uśmiech.
Przepraszam, koleżanka ma lekkie problemy z nerwami.
Koleżanka. Aż prychnął w duchu.
Zaraz wychodzimy.
W jego głosie wybrzmiewała skrucha. Musieli wyjść, jeśli nie chcieli, żeby sytuacja wymknęła się spod kontroli… jeszcze bardziej. Wątpił, by ktokolwiek z obsługi ponownie załadował im broń.
Podszedł do Heleny powoli i ostrożnie, tak jak podchodzi się do dzikiego zwierzęcia. Złapał ją za ramię i pewnym, choć wciąż delikatnym ruchem pociągnął w swoją stronę. W stronę wyjścia.
Chodź — powiedział miękko, starając się utrzymać ten fałszywie spokojny ton. — Już dosyć.
Kilka zaciekawionych par oczu wciąż śledziło każdy ich ruch. Przedstawienie musiało dobiec końca. Mieli się nie wychylać, zachować ostrożność, a tymczasem dzieliły ich najwyżej minuty od chwili, w której ktoś zadzwoni po policję. Nie zamierzał dać nikomu tego czasu.

helena peregrine

coffee and pistols for two

: ndz lip 12, 2026 3:21 pm
autor: helena peregrine
Helena otrzymała tę samą lekcję od ulicy - jedyną emocją, którą ewentualnie można pokazać bez plamy na honorze, jest złość – ale tego też lepiej unikać. Zwłaszcza w jej przypadku.
Bo przecież jest kobietą.

"Koleżanka ma lekkie problemy z nerwami".
W jej myślach odbijają się echem bardzo podobne słowa: "Moja córka jest nerwowa. Ma problemy. Żona też miała histerię. Robię, co mogę".
Nieważne, ile razy dostała tę samą lekcję, i tak nie potrafiła trzymać języka za zębami. Wręcz przeciwnie, walczyła jeszcze zapalczywiej – udowadniając wszystkim dookoła, że jej ojciec ma rację. Nic dziwnego, że gdy zniknęła, Whitby obiegła plotka, że Helena Grant uciekła, by marnować swoje życie gdzieś indziej.

Widzi w urządzanym przez niego przedstawieniu taką samą pewność i przyzwyczajenie, z jaką ona władała bronią... i nagle z jej twarzy i spojrzenia znika całe napięcie. Znika wściekłość, a w jej miejscu zalewa ją r o z c z a r o w a n i e.

Odbija się w jej twarzy na ułamek sekundy, zanim nie zastępuje go obojętność – bo przecież nie powinna być rozczarowana.
Zobaczyła w nim człowieka – i to jedno. W swoim ojcu też widziała człowieka. Percival udowodnił jej właśnie jednak, że nigdy nie powinna była liczyć na to samo z jego strony.

Nie porusza się, gdy Percival podchodzi, by złapać ją za ramię. Wzdycha ze zmęczeniem, zapierając się nogami w miejscu, by zmusić go do użycia siły. Czeka na szarpnięcie – i nie mija nawet sekunda, zanim Gardner nie wywija kozła, lądując na plecach. Helena przewraca go bez większego wysiłku, jedynie przekierowując impet mający skłonić ją do marszu.
Patrzy na Gardnera z góry.
Znowu zlekceważyłeś przeciwnika. — Jej ton jest... pusty. Apatyczny. — Ale ja też popełniłam błąd. Przeceniłam cię, Percy.

Zanim porządnie dotrze do niego, co się stało, Helena idzie w stronę wyjścia. Ktoś z obsługi robi krok w przód, jakby chciał ją zatrzymać, ale po tym przedstawieniu wystarczy jedno spojrzenie, żeby natychmiast się cofnął. Nie ogląda się za siebie ani razu.

Na zewnątrz dopada do drzwi pasażera BMW. Wyciąga torbę z laptopem spod siedzenia, zabiera swoją nerkę. Helena wie, że znikać należy gwałtownie, zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy, więc nie daje sobie czasu na otwarcie bagażnika. Nie chce patrzeć na Gardnera, nie chce go słyszeć. Gdyby tylko mogła na zawołanie zapomnieć, że Percival Gardner kiedykolwiek istniał, zrobiłaby to.
Nawet nie zamyka za sobą drzwi do auta. Znika w bocznych uliczkach.
koniec
Percival Gardner