coffee and pistols for two
: sob lip 11, 2026 4:20 pm
Ograła go jak absolutnego amatora, a Percival wciąż ją lekceważył. Pomyślałaby może, że ta złość, która wciąż w niej zbiera, wynika z faktu, że to akurat on nie chce zobaczyć jej jako równej sobie – ale jest zbyt wściekła, by myśleć.
Jej ostrożność nigdy nie była cechą wrodzoną. Musiała się jej nauczyć i po trzydziestu latach praktyki weszła jej w nawyk. Szczególnie przez ostatni rok próbowała trzymać się w ryzach, nie wychylać za bardzo i trzymać język za zębami.
Percival od samego początku rozwścieczał ją na tyle, by wychodziły z niej naturalne instynkty. Jej pyskatą stronę znał już na tym etapie może nawet lepiej, niż ktokolwiek inny (przynajmniej wśród żywych), ale jeszcze nie widział jej lekkomyślnej, impulsywnej.
Widział ją już wściekłą, to fakt, ale nie tak. Nie w sposób, przez który wszystko przestawało się liczyć. Nie obchodzi jej, że nie powinni zapadać nikomu w pamięć, by nie ułatwiać roboty ludziom w białym Audi. Nie obchodzi jej, że pewnie jedyne, co stoi między obsługą i telefonem na policję był plik banknotów, które Gardner im wręczył, bo w końcu otwarcie skakali sobie do gardeł w miejscu, w którym mieli dostęp do broni palnej. A już szczególnie nie obchodzi jej, że miała w planach trzymać swoje asy i nie zdradzać się ze swoimi umiejętnościami bez absolutnej konieczności.
Najwyraźniej lekcja, którą mu wcześniej dała była niewystarczająca. Z przyjemnością to powtórzy. Może nawet będzie musiała wbić mu ją do głowy sierpowym?
"Zawsze mogę cię do tego auta zaciągnąć siłą".
W tym momencie nie miałaby nic przeciwko temu, żeby mu przypierdolić.
Odrzuca głowę do tyłu i śmieje się z jego słów, szorstko i gardłowo.
— Dobra, to próbuj, Gardner — mówi, wzruszając ramionami. — Ciekawe, jak to się skończy. Może chcesz się założyć? — Śmieje się ponownie, cynicznie, wyzywająco. To jednak nie jest dla niej wystarczające. Chce go nie tylko rozwścieczyć – chce też wbić mu szpilkę. — Chętnie to zobaczę, bo wydawało mi się, że skoro też jesteś z ulicy, to masz w zanadrzu coś więcej, niż zegarek za dwieście tysięcy. — Mruży prześmiewczo oczy. — To jak jest? Tak długo udawałeś, że pasujesz do arystokratów, że całkiem zmiękłeś?
Unosi wysoko podbródek, patrząc mu wyzywająco w oczy. Tylko drżący lekko kącik ust nie pasuje do całej jej nonszalancji.
Percival Gardner
Jej ostrożność nigdy nie była cechą wrodzoną. Musiała się jej nauczyć i po trzydziestu latach praktyki weszła jej w nawyk. Szczególnie przez ostatni rok próbowała trzymać się w ryzach, nie wychylać za bardzo i trzymać język za zębami.
Percival od samego początku rozwścieczał ją na tyle, by wychodziły z niej naturalne instynkty. Jej pyskatą stronę znał już na tym etapie może nawet lepiej, niż ktokolwiek inny (przynajmniej wśród żywych), ale jeszcze nie widział jej lekkomyślnej, impulsywnej.
Widział ją już wściekłą, to fakt, ale nie tak. Nie w sposób, przez który wszystko przestawało się liczyć. Nie obchodzi jej, że nie powinni zapadać nikomu w pamięć, by nie ułatwiać roboty ludziom w białym Audi. Nie obchodzi jej, że pewnie jedyne, co stoi między obsługą i telefonem na policję był plik banknotów, które Gardner im wręczył, bo w końcu otwarcie skakali sobie do gardeł w miejscu, w którym mieli dostęp do broni palnej. A już szczególnie nie obchodzi jej, że miała w planach trzymać swoje asy i nie zdradzać się ze swoimi umiejętnościami bez absolutnej konieczności.
Najwyraźniej lekcja, którą mu wcześniej dała była niewystarczająca. Z przyjemnością to powtórzy. Może nawet będzie musiała wbić mu ją do głowy sierpowym?
"Zawsze mogę cię do tego auta zaciągnąć siłą".
W tym momencie nie miałaby nic przeciwko temu, żeby mu przypierdolić.
Odrzuca głowę do tyłu i śmieje się z jego słów, szorstko i gardłowo.
— Dobra, to próbuj, Gardner — mówi, wzruszając ramionami. — Ciekawe, jak to się skończy. Może chcesz się założyć? — Śmieje się ponownie, cynicznie, wyzywająco. To jednak nie jest dla niej wystarczające. Chce go nie tylko rozwścieczyć – chce też wbić mu szpilkę. — Chętnie to zobaczę, bo wydawało mi się, że skoro też jesteś z ulicy, to masz w zanadrzu coś więcej, niż zegarek za dwieście tysięcy. — Mruży prześmiewczo oczy. — To jak jest? Tak długo udawałeś, że pasujesz do arystokratów, że całkiem zmiękłeś?
Unosi wysoko podbródek, patrząc mu wyzywająco w oczy. Tylko drżący lekko kącik ust nie pasuje do całej jej nonszalancji.
Percival Gardner