Strona 2 z 2

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: czw lip 23, 2026 3:56 am
autor: Kieran Burreau
Próbował skupić się na wypracowaniu, chociaż jego myśli były aktualnie dalekie od tematu, który widniał jako tytuł na kartce papieru. Wpatrywał się w litery, starając się za wszelką cenę uporządkować chaos w głowie. Mówiąc chciał, żeby Benjamin mu odpowiadał. Żeby drwił z niego, rzucając nieprzyjemne komentarze. Podnosił głos, by zaraz go obniżyć. By stroił z niego żarty, buńczucznie zwracając uwagę, że Burreau nie miał racji. Chciał po prostu go słyszeć. Ta cisza była przytłaczająca, zupełnie jak ta, którą uraczył go w samochodzie. Tam również zależało mu na natarczywych dźwiękach, które wydawał z siebie muzyk. Na tych prostych słowach nakrapianych unikatową otoczką tworzoną przez jego głos.
On jednak milczał.
Tak po prostu.
Skazując go na monolog.
Tłumaczył to jego zmęczeniem. Wlał w siebie tak dużo alkoholu, że już dawno powinien spać, pozwalając prawnikowi na dokończenie własnych spraw. Ale nie spał. Kieran czuł na sobie jego wzrok, który wodził po sylwetce. Widział ruch pod powiekami, chociaż usta nie poruszały się wcale. Czemu tak bardzo go to drażniło, wywracając w jego wnętrzu tak wiele? Brakowało mu tego porządku, w którym żył nie tylko na około. Brakowało mu ładu w środku. Tego spokoju, który teraz czmychnął przed dziwną niepewnością.
Wcale nie potrzebujesz spokoju.
Potrzebujesz chaosu.
Dlatego się nie odnajdujesz.
Westchnął. Zdecydowanie sam potrzebował snu wierząc, że emocje brały się ze zmęczenia. Jutro, kiedy tylko otworzy oczy, spojrzy na wszystko zupełnie inaczej. Teraz po prostu działo się zbyt wiele. Nieplanowana wyprawa, zaburzony rytm dnia. To wpływało na koncentrację oraz równowagę. Jutro wszystko będzie inaczej.
Decyzja o wybraniu pokoju gościnnego była w jego oczach najbardziej racjonalna, chociaż niekoniecznie najbardziej pożądana. Coś go tu zatrzymywało, dlatego kroki były ciężkie, a nogi walczyły, by zostać chociaż jeszcze przez chwilę. Jak to by miało cokolwiek zmienić.
Kieran, jesteś zmęczony.
Równie szybko, jak się położył, tak wstał, nie będąc tego nawet świadomy. Przebywał w krainie fantazji, nie rejestrując, że jego ciało poruszało się bez woli mózgu. Wybrało bezpieczne miejsce, bo nie od dzisiaj wiadomo, że organizm wiedział, czego nam potrzeba. Wybrał ciepło, które miało dać mu bezpieczeństwo, odpędzając koszmary, które nawiedzały go co noc, wyrywając z rytmu snu.
-Je suis désolé - wydobyło się z jego ust, kiedy przewrócił się na bok, twarz kierując w stronę Benjamina. We śnie rozgrywał się inny scenariusz, chociaż zaczynał mieszać się z rzeczywistością. Na ustach pojawił się delikatny uśmiech, kiedy wypowiadały kolejne słowo - Merci.
-S'il te plaît, ne me laisse pas - wypowiedział te słowa do swojej niani, za którą tak tęsknił, a która go wychowała, poświęcając swoją własną rodzinę. Bo tak odbierał to jego umysł - wkładał mu do głowy obrazy, do których nie chciał wracać normalnie. Były zbyt bolesne.
Przysunął się bliżej Benjamina, zdecydowanie bardziej ograniczając jego przestrzeń osobistą, niż gdyby zrobił to w dzień. Oparł czoło o jego bok, wtulając się w ciepłe ciało, pozwalając, by jego ręka znalazła się na torsie chłopaka. Czuł pod palcami bicie jego serca, chociaż niczego nie rejestrował. Jutro miało być to tylko niezidentyfikowanym wrażeniem, jednak teraz było rytmem, dzięki któremu dane mu było przespać noc, ani razu się nie budząc.

*****


W pierwszej kolejności poczuł zapach, którego nie potrafił przypisać do sypialni, w której zasnął. Nie pachniało tutaj tak… dobrze? Kojąco? I jakby znajomo. Drugim, co do niego dotarło było ponadprzeciętne ciepło. Nie lubił, kiedy w pomieszczeniu było za gorąco, bo zakłócało to jego sen. Wystarczyło, że każdej nocy, niemal o tej samej porze, śniły mu się koszmary pozostawiające niesmak, z którym sobie nie radził. Nic mu na to nie pomagało, żadne książki nie dawały odpowiedzi.
Wciągnął głośniej powietrze zdając sobie sprawę z anomalii - nie przypominał sobie, by tej nocy obudził się chociaż raz, a to znaczyło, że nie śniło mu się nic. Jak?
Poruszył dłonią, czując bliżej nieokreśloną szorstkość, która nie należała do pościeli. Przesunął nią delikatnie, rejestrując również ciepło. Coś było nie tak i kiedy tylko zdał sobie z tego sprawę, poczuł jak ogarnia go uczucie niepokoju, a serce bije znacznie mocniej. Uchylił powieki tylko po to, by jego oczom ukazała się z bliska twarz Benjamina. Wodził po niej przez chwilę oczami, dając mózgowi tych kilka dodatkowych sekund, żeby przetworzył. Prześlizgiwał spojrzeniem po zamkniętych powiekach z długimi rzęsami, lekko uchylonych ustach, znajomym zarysie szczęki.
Thallman
Na wprost niego
Tak blisko
-Coooo?! - wyrwało się z jego ust. Podniósł się do pozycji siedzącej i odsunął od muzyka tak gwałtownie, że po prostu spadł z łóżka, boleśnie obijając sobie pośladki.
Jakim cudem Benjamin leżał obok niego?!
-Miałeś zostać w mojej sypialni! - wyrzucił z siebie nieświadomy, że to nie Benjamin przyszedł do niego, a on do Benjamina.

Mon Dieu!

If one wish could be realized, would you grant me the light?

: ndz lip 26, 2026 12:05 am
autor: benjamin thallman
Czuł się dziwnie.

Dawno nie miał tak skonfliktowanych uczuć względem kogoś. Ostatnim razem było tak, kiedy był z Abby, swoją dziewczyną. Było im dobrze. Kochał ją, podobała mu się, seks też mu się podobał, ale mimo to ciągle oglądał się za czymś innym. Mężczyźni przykuwali jego uwagę bardziej. Z biegiem czasu zdał sobie sprawę, że pomimo tego, że był biseksualny, to jednak mężczyźni pociągali go w zupełnie inny sposób. Dlatego teraz, czując jak bardzo pragnął bliskości Kierana, irytowało go to. Wręcz bolało, bo ten uparcie twierdził, że lubił tylko kobiety. A jednocześnie sposób, w jaki reagował na dotyk, był niemal taki, jakby nigdy wcześniej tak naprawdę nie doświadczył żadnego fizycznego gestu. Benjamin nie wiedział, co miał z tym zrobić. Ani ze sobą... ani z nim.

Próbował trzymać ręce przy sobie, nie przekraczać żadnych granic, żeby Kieran nie wykorzystał tego później przeciwko niemu. Wiedział jednak, że ten głęboko śnił, a sam fakt, że znowu mówił coś w innym języku, po francusku chyba, czymś bardzo przejęty, sprawiał, że Benji nie mógł przestać mu się przyglądać. Tej pięknej buzi, która marszczyła brwi raz po raz, gdy wypowiadał te słowa tonem zupełnie innym niż ten, do którego Benjamin przywykł.

d e l i k a t n i e j s z y m

Światło księżyca opadało na jego twarz, a on po raz pierwszy przyjrzał się pieprzykom na jego twarzy. Po raz pierwszy zauważył długie rzęsy blondyna. Po raz pierwszy poczuł, jak zaciska mu się gardło i jak musi delikatnie się odsunąć, bo serce zabiło mu nieco szybciej, niż powinno. Chciał się przesunąć, ułożyć wyżej na plecach, gdy blondyn najwyraźniej miał inne plany. - Kurwa - No nie wytrzymam z nim... mruknął pod nosem cicho, czując bezradność, gdy ciężar chłopaka nagle wtulił się w niego, a dłoń spoczęła na jego torsie.
Był tak blisko niego.
Thallman automatycznie się spiął, jednak kiedy tamten się nie poruszył, powoli się rozluźnił. Zanurzył nos we włosach chłopaka i przymknął oczy. Drugą dłoń wysunął spod Burreau, żeby lepiej mu się leżało i żeby samemu nie ścierpnąć. Automatycznie więc go objął i leżał tak, napawając się zapachem chłopaka, który pomimo tego, że nie darzył go żadną sympatią, teraz tulił się do niego tak, jakby Benjamin był najbezpieczniejszą przystanią. Albo miejscem, do którego mógł wrócić. Miał sieczkę z mózgu. Dosłownie. Nie mógł już pojąć, co miał o tym wszystkim myśleć. Burreau był bardzo ciężką osobą do rozszyfrowania. Benji nie wiedział, co siedziało w jego głowie, ale nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo. Wiedział, że droga, żeby do niego przebrnąć, nie będzie łatwa, a teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebował się rozkojarzyć. Potrzebował chwycić się czegokolwiek, co pozwoli mu zapomnieć o tym, jakim nieudacznikiem był.

Promienie słońca przebiły się przez okno, przyjemnie rozgrzewając nagą skórę Benjiego, przez co uchylił jedno oko. Poczuł też, jak dłoń, która spoczywała na jego torsie, delikatnie się poruszyła. Nic nie powiedział przez moment, a kiedy zobaczył, jak Kieran przygląda się wszystkiemu zdezorientowany, starał się powstrzymać śmiech i szybko znowu zamknął oko, - Wyspałeś się, księżniczko? - zapytał z wciąż zamkniętymi oczami. Chwilę później usłyszał długie, przerażone... ''Cooo?'' - Parsknął śmiechem, szybko schylając się z krawędzi łóżka i wystawiając głowę, kiedy patrzył na leżącego na ziemi, przerażonego blondyna. - Halo, jestem tam, gdzie byłem. To ty przylazłeś tutaj w środku nocy - prychnął. - Poza tym przytuliłeś się do mnie i ośliniłeś mi tors. Jest dalej mokry, jakbyś potrzebował sprawdzić. - Poprawił się, siadając na krawędzi łóżka. Po chwili schylił się, chwycił chłopaka za ramię i pociągnął go ku górze. Odwrócił się, zgarnął swoje spodnie i wsunął je na siebie, a chwilę później zarzucił koszulkę. - Masz może jakąś wodę i tabletki przeciwbólowe? Cholernie mi łeb pęka - mruknął, przejeżdżając dłonią po włosach. - Tak w ogóle to byłem grzeczny. Nie dotykałem cię ani nic. Po prostu nie chciałem cię obudzić, bo wyglądałeś bardzo... comfy. - Dodał to tylko, posyłając mu lekki uśmiech. No bo tak było. Kieran wyglądał, jakby było mu bardzo wygodnie. No i uroczo. Ale tego mu już nie powiedział.

Burreau