knight to e3
: czw lip 23, 2026 3:11 pm
Tylko znów wszystko sprowadza się do tego, że Love miała prawo popełniać takie błędy podejmować takie decyzje i że to Anthony powinien być tym mądrzejszym i trzymać się od takich sytuacji z dala. Jego nie tłumaczył wiek, zawodowe doświadczenie, sytuacja w domu czy potrzeby, z których wiele pomagała mu spełniać w tym nieszczęsnym hotelu. Od początku wiedział, gdzie zmierza ta relacja, ale i tak czerpał z niej bez żadnych skrupułów, a co więcej – nawet nie zastanawiał się nad tym, co – już po wszystkim – się z nią stanie. Więc nawet jeśli redaktor Roderick była (tu wstaw odpowiednio mocną obelgę – przyp. redakcyjny), która sypiała z mężczyzną żonatym i w dodatku spodziewającym się dziecka (mam nadzieję, że można tak o nim powiedzieć w tej sytuacji……..), to i tak miała na sumieniu mniej, niż Anthony. Zwłaszcza, że miał już córkę i życzyłby sobie, żeby ta nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji – ani w roli Kimberly, ani w roli Love.
A swoją drogą to ciekawe, jak na to wszystko zareagowaliby faceci, sypiający z dużo młodszymi kobietami. Łapaliby się za głowę, że „wypchnął ją z łóżka”, czy jednak, bo niczego się nie nauczył i znów ryzykował wpadką? A może po prostu żałowaliby tych usuniętych zdjęć, które mu wysyłała, kiedy jeszcze się spotykali w trochę innych okolicznościach. W każdym razie na pewno byliby obleśni i rubaszni.
– A myślisz, że dlaczego skończył jako ktoś, kogo będzie łatwo tym wszystkim obarczyć, co? – Powiedział spokojnie, jeszcze zanim zaczęła lamentować i nawet rozchylił usta, żeby kontynuować diagnozę tego biednego Malarza, ale jej obawy skutecznie wybiły mu to z głowy. Nie musiała wiedzieć o konkretach, skoro te niewiele zmieniały w kontekście jego ewentualnego zachowania. Może innym razem – może wtedy będzie wiedziała, na co zwracać uwagę u Bellore. – Masz zamiar mu pomóc – wtrącał się, gdy Love brała swoje przerwy na oddechy, ale widocznie był mało przekonujący. Brnęła dalej. Może miała rację, może nie – nieważne. Najtrudniejsze było to, że nie udało mu się jej uspokoić. I że nie zdobył się na więcej niż kpiarski uśmiech, którym skwitował zakończony wreszcie wywód. – Myślę, że dałabyś mu radę. Gdyby rzucił się z łapami. – Rzucił ni to szczerze i pokrzepiająco, ni luźno i z rozbawieniem; nie zastanawiał się nad tym, bo napotkał wreszcie jej spojrzenie, a nawet zdążył porozumiewawczo kiwnąć głową, zanim klakson jadącej za nimi taksówki przypomniał o tym, że czerwone światło nie trwa w nieskończoność. – Wiem, że to nigdy nie brzmi dobrze, kiedy trzeba to powiedzieć, ale on nie jest agresywny. Naprawdę – podjął dopiero za kilka chwil, gdy auto przecięło skrzyżowanie i w spokoju mogli kontynuować drogę do zoo. – To niespełniony inteligent. Brzydzi się przemocą. Dlatego to wszystko jest takie popieprzone. W każdym razie – jest diabelsko spostrzegawczy i bystry. Może wyciągnąć… Może zauważyć coś krępującego i nie będzie mieć problemu z powiedzeniem o tym na głos, więc… Nie reaguj. To po prostu jego osobliwość. – Nie, żeby jakoś bardzo biedaka usprawiedliwiał, ale skoro już miała z nim rozmawiać, to powinna być przygotowana. I pamiętać o tym, żeby zapytać, co zauważył u Bellore, jak już będzie po wszystkim.
– W telewizji. Na żywo. Będziesz musiała udawać zaskoczoną, bo wszystko stanie się parę minut przed wejściem na antenę. A potem z bliska popatrzysz, jak wygląda koniec politycznej kariery – tylko jednej, mam nadzieję, pomyślał sobie w duchu, zanim dla niepoznaki uśmiechnął się krnąbrnie. – I wtedy już nikt nie odważy się spojrzeć ci w dekolt – dodał z przesadzoną pewnością siebie, a potem sięgnął po telefon, który dotąd spoczywał w cupholderze i wyciągnął go w stronę Love. – Ostatnie połączenie. Napisz, że dojeżdżasz i zapytaj, gdzie się spotkacie.
Love Roderick
A swoją drogą to ciekawe, jak na to wszystko zareagowaliby faceci, sypiający z dużo młodszymi kobietami. Łapaliby się za głowę, że „wypchnął ją z łóżka”, czy jednak, bo niczego się nie nauczył i znów ryzykował wpadką? A może po prostu żałowaliby tych usuniętych zdjęć, które mu wysyłała, kiedy jeszcze się spotykali w trochę innych okolicznościach. W każdym razie na pewno byliby obleśni i rubaszni.
– A myślisz, że dlaczego skończył jako ktoś, kogo będzie łatwo tym wszystkim obarczyć, co? – Powiedział spokojnie, jeszcze zanim zaczęła lamentować i nawet rozchylił usta, żeby kontynuować diagnozę tego biednego Malarza, ale jej obawy skutecznie wybiły mu to z głowy. Nie musiała wiedzieć o konkretach, skoro te niewiele zmieniały w kontekście jego ewentualnego zachowania. Może innym razem – może wtedy będzie wiedziała, na co zwracać uwagę u Bellore. – Masz zamiar mu pomóc – wtrącał się, gdy Love brała swoje przerwy na oddechy, ale widocznie był mało przekonujący. Brnęła dalej. Może miała rację, może nie – nieważne. Najtrudniejsze było to, że nie udało mu się jej uspokoić. I że nie zdobył się na więcej niż kpiarski uśmiech, którym skwitował zakończony wreszcie wywód. – Myślę, że dałabyś mu radę. Gdyby rzucił się z łapami. – Rzucił ni to szczerze i pokrzepiająco, ni luźno i z rozbawieniem; nie zastanawiał się nad tym, bo napotkał wreszcie jej spojrzenie, a nawet zdążył porozumiewawczo kiwnąć głową, zanim klakson jadącej za nimi taksówki przypomniał o tym, że czerwone światło nie trwa w nieskończoność. – Wiem, że to nigdy nie brzmi dobrze, kiedy trzeba to powiedzieć, ale on nie jest agresywny. Naprawdę – podjął dopiero za kilka chwil, gdy auto przecięło skrzyżowanie i w spokoju mogli kontynuować drogę do zoo. – To niespełniony inteligent. Brzydzi się przemocą. Dlatego to wszystko jest takie popieprzone. W każdym razie – jest diabelsko spostrzegawczy i bystry. Może wyciągnąć… Może zauważyć coś krępującego i nie będzie mieć problemu z powiedzeniem o tym na głos, więc… Nie reaguj. To po prostu jego osobliwość. – Nie, żeby jakoś bardzo biedaka usprawiedliwiał, ale skoro już miała z nim rozmawiać, to powinna być przygotowana. I pamiętać o tym, żeby zapytać, co zauważył u Bellore, jak już będzie po wszystkim.
– W telewizji. Na żywo. Będziesz musiała udawać zaskoczoną, bo wszystko stanie się parę minut przed wejściem na antenę. A potem z bliska popatrzysz, jak wygląda koniec politycznej kariery – tylko jednej, mam nadzieję, pomyślał sobie w duchu, zanim dla niepoznaki uśmiechnął się krnąbrnie. – I wtedy już nikt nie odważy się spojrzeć ci w dekolt – dodał z przesadzoną pewnością siebie, a potem sięgnął po telefon, który dotąd spoczywał w cupholderze i wyciągnął go w stronę Love. – Ostatnie połączenie. Napisz, że dojeżdżasz i zapytaj, gdzie się spotkacie.
Love Roderick