Strona 2 z 2

are you reaching out?

: sob sie 01, 2026 10:14 pm
autor: caspian marshall
W żadnym wypadku nie uważał jej za zwykłą osobę. To raczej była jedna z tych rzeczy, która wydawała mu się pewna już od pierwszej chwili, gdy ją zobaczył. Zrobiła na nim cholernie duże wrażenie. Ebenezer Scrooge z rodziny Marshalli w końcu odnalazł coś, a raczej kogoś, kto rozgrzał jego zlodowaciałe serce. - Nigdy - sprostował, zanim posłał jej ciepły uśmiech i wzruszył ramionami. - Na pewno nie mojej starszej siostry ani ojca - parsknął pod nosem. Tfutfutufu, nie chciało mu się nawet o nich myśleć.

Będąc już na miejscu, trzymając ją w talii i wpatrując się w nią, przymknął oczy, gdy poczuł jej czułe wargi muskające płatek jego ucha. Zacisnął palce na jej drobnym ciele i odparł, - bene, allora, perché starai ancora con me per qualche giorno - uśmiechnął się. - spero di non stancarti. - Wsuwając dłoń w jej włosy, pociągnął je delikatnie do tyłu, by odsłonić jej łabędzią szyję. Przejechał po niej nosem, zanim złożył na niej kilka krótkich pocałunków.

Uśmiechnął się pod nosem, przyglądając się jej rozpromienionej buźce i temu, jak cholernie podekscytowana wyglądała. No i jak on miał jej odmówić, gdy była teraz tak przeurocza, hm? Był tylko jeden problem. Przecież chodził o lasce, więc za żadne skarby nie dałby rady prowadzić auta, lol. No ale nie mógł przecież zniszczyć tych planów, co nie? Zresztą, do cholery, znajdowali się we Włoszech, stolicy vesp, right? - Umiem, ale raczej nie nadam się na twojego kierowcę, chyba że chcesz się gdzieś rozbić przez kalekę - odparł, wyciągając telefon i znajdując pierwszy lepszy salonik z tymi oldschoolowymi pojazdami. Wzięli taksówkę, w której starał się nie przesadzać z ilością pocałunków rozsypywanych na jej szyi. Jeszcze miał misję do odhaczenia, hm?

Kiedy znaleźli się pod salonem, poprosił ją, żeby zaczekała na zewnątrz, po czym wszedł do środka. Dosłownie zajęło mu to może z piętnaście minut. Wejść, wybrać i kupić vespę. Nie chciał bawić się w żadne wynajmowanie, a tak przynajmniej mógł wesprzeć jakiegoś lokalnego dziadka, który sprzedawał skuterek. Kupił kaski i podszedł do Eleny, gdy czekała na zewnątrz. Założył jej jeden z nich, zapiął pasek pod brodą i przez chwilę patrzył na jej piegi oraz brązowe ślepka. - Całe szczęście vespy mają gaz w kierownicy - parsknął śmiechem, po czym sam założył kask. - Italian experience, eh? - Uniosł brew, mając nadzieję, że nie zabrzmiało to w żaden sposób dyskryminacyjnie. No nie chciał jej podpaść. Po chwili właściciel podjechał zakupioną vespą, którą wcześniej dla nich zatankował. Caspian zasiadł na miejscu, wpatrując się w Elenę. - To co, gotowa? - podał jej telefon, zerkając na nią spod kasku, - Wpisz adres, a ja nas zawiozę. - Dobra, może nie było to najbardziej męskie rozwiązanie, ale chciał zrobić z nią coś czego nie dokonałby się w Kanadzie. Nie byłoby szans, żeby zdecydował się poruszać po zwariowanych ulicach Toronto na takowym skuterku z kobietą przylegającą do jego ciało, no fucking way... Poza tym będą mieli piękne widoki po drodze, wiatr we włosach... pocztówka z wakacji jak ta lala.
Brzmiało jak plan idealny.
W momencie, gdy Elena wpisała adres, Caspian szybko wyszukał hotel w pobliżu wybrzeża i zamówił taksówkę tam, gdzie miały zostać zapakowane ich walizki oraz jego laska, no bo nie mógł pozwolić, że zostaną tutaj porzucone na pastwę losu. Wszystko miało dotrzeć na miejsce przed nimi, a on chciał zatrzymać się po drodze w jakimś ładnym miejscu, popodziwiać widoki, zjeść coś dobrego, byleby tylko ujrzeć ten uroczy uśmiech na jej twarzy. - Vieni, mia bella - rzucił, klepiąc lekko miejsce za sobą. - Jak będziesz grzeczna, to może pozwolę ci prowadzić.

𝓶𝓲𝓪 𝓭𝓸𝓵𝓬𝓮𝔃𝔃𝓪