full moon outside & things we can't deny
: sob lip 04, 2026 2:41 pm
Tańczył dokładnie tak, jak mu zagrała. Nie wiedziała jeszcze dlaczego: czy celowo i świadomie wchodził w to coraz dalej, czy wpadał w pułapkę emocji dominujących nad rozumem. Niczego o nim nie wiedziała - pozostawał nieodgadnionym, rysując jej przed oczami kadr niedopałka papierosa. Czegoś, co mogło przynieść wymarzone ukojenie i czegoś, co zabijało duszącym dymem jednocześnie. Jakby sama rozmowa z nim zawierała ciężar ryzyka, do jakiego Ally nie była przyzwyczajona. W kwestiach międzyludzkich marna była z niej hazardzistka.
W pokerze radziła sobie zdecydowanie lepiej - ale żetonami łatwiej było szastać bez chwili zastanowienia.
Reid - zamiast mówić - przekroczył niegdyś nienaruszalną barierę i przeszedł do czynów. Jego dotyk był elektryzujący, spojrzenie - hipnotyzujące, a całokształt uzależniał. Bodziec zatrzymał ją skutecznie na tych kilka sekund. Rozluźniła spięte barki, paradoksalnie - zamiast walczyć z jego próbą dominacji, poddawała jej się z niespodziewaną uległością. Tego pragnęła od mężczyzny w mundurze. Zdolności, by ją poprowadzić, by przejąć stery, by gwałtownym i zdecydowanym gestem sprawić, by jej ciało drżało samym ledwie nakreślonym kółeczkiem. To, po odsunięciu męskiej dłoni, płonęło jak naznaczone śladem rozżarzonych węgli.
— To fascynujące — nawet jej głos zdawał łamać lekko pod intensywnością doznań, gdy tembr męskiego głosu wybrzmiewał tuż przy uchu. Tak blisko i tak daleko zarazem. — Znasz mnie tak krótko i już doskonale wiesz, czego bym chciała.
Prztyczek w nos - za pychę, ale i ukłon w stronę wdrażanej z sukcesami strategii. Widział ją wszak dwa razy w życiu, w obu sytuacjach krótko, ledwo poznał jej imię… A potrafił sprawić, by miękła i zatapiała się w barowym fotelu jak laleczka po pociągnięciu za właściwe sznurki.
T o było zadanie mężczyzny. A on przedstawiał przed Ally imponujące CV wraz z listem motywacyjnym skrojonym na jej miarę.
Potrzebowała dwóch chwil na cztery wdechy, gdy nagle wycofał i odwrócił. Kilku sekund na okiełznanie kołatającego serca, które - instynktownie - podpowiadało jej fight or flight. Co najmniej tak, jakby tysiące lat temu goniło ją dzikie, żądne krwi zwierzę i musiała walczyć o przetrwanie - bo właśnie takim zagrożeniem był dla niej mężczyzna, który raz po raz naciskał jej czułe punkty.
Potencjalnie śmiertelnym, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.
— Tamten — miała wybór: wskazać mężczyznę, który w niczym nie przypominał Reida i byłby jawnym żartem l u b wskazać kogoś, kto realnie mógł jej spodobać. Postawiła na tę drugą opcję. Mężczyzna, ku któremu dyskretnie skinęła głową, był konwencjonalnie atrakcyjny. Wysoki, świetnie zbudowany - wydawał się nieznacznie niższy od Reida, a przy tym bardziej umięśniony. Miał oczy, w których mogłaby się zgubić i włosy, w których mogłaby leniwie sunąć palcami w niedzielne poranki. Kolana, na których mogłaby się rozsiadać i plecy, w których z rozkoszą zatapiałaby paznokcie.
Dokładnie to wyobrażała sobie analizując wybrany obiekt westchnień, i nie próbowała tegoż rozmarzenia ukrywać przed rozmówcą.
Podobał jej się. Ale nie był jedynym atrakcyjnym mężczyzną w tym lokalu i jeśli sam proponował taką zabawę, musiał umieć udźwignąć jej brzemię.
— Wygląda jak ktoś, kto potrafiłby z całym szacunkiem okazywać mi brak szacunku aż do rana. Lub do czasu policji walącej w drzwi w związku z sąsiedzką skargą na hałas... — nie była pruderyjną kobietą. Nie przesadnie wyzywającą - także, ale nigdy potulną, grzeczniutką i krygującą się z tym, co miała do powiedzenia. Bez oporów serwowała Reidowi scenariusz pożądania, na jaki miała apetyt.
I wciąż wpatrywała się w tamtego, gdy w Reida wymierzała ostateczny cios:
— Ale oboje wiemy, że nie pozwolisz mi z nim wyjść.
gavin calloway
W pokerze radziła sobie zdecydowanie lepiej - ale żetonami łatwiej było szastać bez chwili zastanowienia.
Reid - zamiast mówić - przekroczył niegdyś nienaruszalną barierę i przeszedł do czynów. Jego dotyk był elektryzujący, spojrzenie - hipnotyzujące, a całokształt uzależniał. Bodziec zatrzymał ją skutecznie na tych kilka sekund. Rozluźniła spięte barki, paradoksalnie - zamiast walczyć z jego próbą dominacji, poddawała jej się z niespodziewaną uległością. Tego pragnęła od mężczyzny w mundurze. Zdolności, by ją poprowadzić, by przejąć stery, by gwałtownym i zdecydowanym gestem sprawić, by jej ciało drżało samym ledwie nakreślonym kółeczkiem. To, po odsunięciu męskiej dłoni, płonęło jak naznaczone śladem rozżarzonych węgli.
— To fascynujące — nawet jej głos zdawał łamać lekko pod intensywnością doznań, gdy tembr męskiego głosu wybrzmiewał tuż przy uchu. Tak blisko i tak daleko zarazem. — Znasz mnie tak krótko i już doskonale wiesz, czego bym chciała.
Prztyczek w nos - za pychę, ale i ukłon w stronę wdrażanej z sukcesami strategii. Widział ją wszak dwa razy w życiu, w obu sytuacjach krótko, ledwo poznał jej imię… A potrafił sprawić, by miękła i zatapiała się w barowym fotelu jak laleczka po pociągnięciu za właściwe sznurki.
T o było zadanie mężczyzny. A on przedstawiał przed Ally imponujące CV wraz z listem motywacyjnym skrojonym na jej miarę.
Potrzebowała dwóch chwil na cztery wdechy, gdy nagle wycofał i odwrócił. Kilku sekund na okiełznanie kołatającego serca, które - instynktownie - podpowiadało jej fight or flight. Co najmniej tak, jakby tysiące lat temu goniło ją dzikie, żądne krwi zwierzę i musiała walczyć o przetrwanie - bo właśnie takim zagrożeniem był dla niej mężczyzna, który raz po raz naciskał jej czułe punkty.
Potencjalnie śmiertelnym, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.
— Tamten — miała wybór: wskazać mężczyznę, który w niczym nie przypominał Reida i byłby jawnym żartem l u b wskazać kogoś, kto realnie mógł jej spodobać. Postawiła na tę drugą opcję. Mężczyzna, ku któremu dyskretnie skinęła głową, był konwencjonalnie atrakcyjny. Wysoki, świetnie zbudowany - wydawał się nieznacznie niższy od Reida, a przy tym bardziej umięśniony. Miał oczy, w których mogłaby się zgubić i włosy, w których mogłaby leniwie sunąć palcami w niedzielne poranki. Kolana, na których mogłaby się rozsiadać i plecy, w których z rozkoszą zatapiałaby paznokcie.
Dokładnie to wyobrażała sobie analizując wybrany obiekt westchnień, i nie próbowała tegoż rozmarzenia ukrywać przed rozmówcą.
Podobał jej się. Ale nie był jedynym atrakcyjnym mężczyzną w tym lokalu i jeśli sam proponował taką zabawę, musiał umieć udźwignąć jej brzemię.
— Wygląda jak ktoś, kto potrafiłby z całym szacunkiem okazywać mi brak szacunku aż do rana. Lub do czasu policji walącej w drzwi w związku z sąsiedzką skargą na hałas... — nie była pruderyjną kobietą. Nie przesadnie wyzywającą - także, ale nigdy potulną, grzeczniutką i krygującą się z tym, co miała do powiedzenia. Bez oporów serwowała Reidowi scenariusz pożądania, na jaki miała apetyt.
I wciąż wpatrywała się w tamtego, gdy w Reida wymierzała ostateczny cios:
— Ale oboje wiemy, że nie pozwolisz mi z nim wyjść.
gavin calloway