Strona 2 z 2

the other woman

: pn lip 13, 2026 10:51 pm
autor: Peter Bylthe
Niby wypadał z jej definicji super faceta, a jednak to on do niej wpadał ostatnio najczęściej. Wie o tym dobrze, bo zna zasadę pościelową. Kobiety zmieniają je częściej na pewno niż mężczyźni (ale nie on, on zmienia co tydzień), ale na pewno nie mogłaby spać w tej samej z dwoma facetami. A pościel Alice zmieniała się według ustalonego porządku, tak że niekiedy załapywał się aż na dwie nocki w jednej.
-Alice, błagam cie, przecież Ci mówię, że z nikim innym nie sypiam - próbuje się usprawiedliwić, ale Alice najwyraźniej wrzuciła go do koszyka zdradzieckich mężów, chłopaków, kochanków. Ale tu nie trafiła, bo niestety Peter okazuje się być chronicznym monogamistą, nawet jak chce zdradzać. - To dziwne, że ktoś tak ma, ja nie mam, nie wiem dlaczego nagle o tym mówimy - wzruszył ramionami, chcąc uciąć ten temat.
No i trafiła nagle w sedno. Peter zatrzymał się i patrzy na nią uważnie.
- Masz rację, wciągnąłem cię w ten trójkąt wiec... właściwie to do ciebie teraz należy decyzja co chcesz z tym zrobić Alice. Z mojej strony sprawa jest jasna, ale zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała dalej się ze mną widywać - wyraźnie jest mu trochę przykro, bo nie po to jej to powiedział, żeby dostać kosza, chociaż chwilę później chyba Alice już podjęła jednak inną decyzję, a on z niedowierzaniem znów siada na łóżku i przesuwa spojrzeniem w górę do jej twarzy, która znów była blisko. Kiedy usiadła mu na kolanach przez moment zawahał się, bo czy Alice właśnie mu tutaj swoją mową ciała przypadkiem nie podpowiadała, że koniec końców i tak wciąż mogą się widywać w jednym celu? Jego usta rozświetlił trochę niepewny uśmiech, kiedy słuchał co miała mu do powiedzenia, a dłonie automatycznie wylądowały na jej udach.
- Nie jesteś zdzirą... - chce ją zapewnić, ale jego ręce powoli wsuwają się na jej plecy pod koszulę i zastanawia się - Chyba, że trochę cię to kręci - mówi trochę ciszej wychylając się, żeby skosztować tych zdradzieckich ust, a może raczej aby ona takich zdradzieckich posmakowała. -Tak, poproszę - odpowiada na jej pytanie, już absolutnie tracąc głowę, bo dopiero co był atakowany klapkiem, a tu nagle Alice się na nim wiła i sprawiała, że zapominał o co oni się właściwie przed chwilą spieli?? A zanim jeszcze mu odpowie, to jedną ręką ścisnął ją za pośladek.

Alice Sanders

the other woman

: wt lip 14, 2026 9:09 am
autor: Alice Sanders
Niby była wściekła i podirytowana, ale przecież sama się zgadzała aby wpadał i nawet myślała o tym aby porozmawiać o tym z kumpelą, poradzić się w co się wpakowała. W teorii mało korzystała z życia do tej pory, była grzeczna za nastolatki i nawet zamknięta w sobie ze względu na kompleksy. Dopiero gdzieś na studiach się otwarła, poczuła że makijaż i dobry ciuch potrafią zdziałać cuda i przynajmniej ktoś się za nią ogląda i interesuje. Faceci jednak dalej byli dla niej jak jakiś obcy z planety, nie rozumiała jeszcze do końca dlaczego tak się zachowują albo lubią luźne relacje, które wyglądają jak związek tylko w kobiecej głowie. Może zbyt dużo przegapiła? Może świat się zmienił? Może tak ludzie żyją? Na pewno miała jakiś moralny kac z tego powodu, a on wcale nie ułatwiał bo gdy się odzywał to szło się załamać. Nie widział problemu w sytuacji, nie widział co w tym złego i nawet nie wyglądał na kogoś kto chciałby cokolwiek zmieniać, wręcz przeciwnie - chciał ją udobruchać i dalej sobie korzystać jak do tej pory. Może była zbyt naiwna, może zbyt samotna i skrzywdzona aby na serio rozważać dalsze spotykanie się, może. Tych wątpliwości było tak wiele, a niedopowiedzeń jeszcze więcej. Alice była prosta w obsłudze bądź co bądź, jeśli mówił jej miłe słowa i twierdziła, że mając dziewczynę to i tak sypia tylko z nią to.. czuła się jakaś specjalna, chociaż przez chwilę. Nie oczekiwała wiele o tej relacji chociaż też nie pisała się na jakiś rollercoaster w tym wszystkim, ale okej. Póki co chyba odpuściła już mu te śmiechy i wyzywanie oraz rzucanie czymkolwiek, bo i po co miała to robić, Peter mógł być albo dobrym aktorem albo na prawdę takim słodziakiem.
- Jesteś mam rozumieć Bella, ona Edward a ja ten umięśniony, Jacob? Nie no dobra bo zalatuje to cringem, jak cała ta seria. Mniejsza. Chyba chce się widywać dalej, a przynajmniej chce to robić do póki nie poznam kogoś czy jak. W sensie wiesz jakie życie jest nieprzewidywalne czasami i tak dalej, więc trudno przed co się wydarzy za parę dni czy miesiąc. - ciężko jej było tłumaczyć co dokładnie ma na myśli więc dała sobie spokój z rozmową, lepiej odpowiadały za to jej gesty, a te wyraźnie zmierzały ku potwierdzeniu go, że jeszcze nie daje mu kopa w tyłek. Chciała to przemyśleć i pewnie będzie musiała obgadać to z koleżankami przy winie, ale na tą chwilę nie chciała rezygnować z przyjemności,. dotyku i męskiego zapachu. Peter może nie wpisywał się w jej idealny obraz faceta ale przynajmniej był szczery, potrafił być słodki a czasem i troszke drapieżny, szczególniej gdy się w takiej pozycji spotykali. Lubiła ten dotyk i w sumie to smutno byłoby rezygnować z tego tak już, lepiej może z rozwagą wycofywać czy wygaszać tą relacje. Chyba. Póki co to było ostatnie o co się miała się martwić i zadręczać.
- Peter! Ty świntuchuu. - uniosła się ale tylko przez moment, bo potem robiło się ciekawie, tym bardziej gdy ich usta się spotkały. Była tą zdzirą czy nie, ale fakt jakiś procent w niej dalej będzie uważał, że to co robią jest słabe ale dała sobie siana, tym bardziej gdy znów poczuła dreszcze od jego dotyku. Reakcji ciała na niego nie mogła ukryć, po prostu nie dało się nie zareagować gdy tak skutecznie ją atakował, bodźce w dwóch różnych miejscach powodowały, że robiło się jej zbyt gorąco.
- O co prosisz? - zapytała nachylając się nad jego uchem, które skubneła nieco swoimi wargami w ten uwodzicielski sposób. W zasadzie to chyba dla swojego ego chciała usłyszeć to na głos, wygrać.


Peter Bylthe

the other woman

: pt lip 17, 2026 11:22 pm
autor: Peter Bylthe
Przez chwilę się zagubił w tych porównaniach ze Zmierzchu i obiecał sobie napisać smska do Wendy , która powinna mu wytłumaczyć tą kwestię najelpiej. "Co znaczy, jak mnie dziewczyna porównuje do Belli ze Zmierzchu"? Niestety nim go wyśle, to zorientuje się, że niestety nie może zadać jej tego pytania, bo wtedy Wendy dowie się o tym, że on ma jakąś dziewcyznę na boku. Bo przecież Kristi nie ogląda Zmierzchu, zresztą, jaki miałaby w tym cel, skoro cały ten film/książka jest o trójkącie miłosnym? Dobija go trochę to, że nie może się podzielić swoimi wątpliwościami z Gardner, ale na tyle na ile ją znał, to na pewno powie, że to co on robi jest złe i dwulicowe i zacznie być jego wyrzutem sumienia. A on wcale nie chciał słuchać żadnego wyrzutu sumienia, szczególnie kiedy oznaczałoby to pewnie zrezygnowanie ze spotkań z Alice.
Ale zrozumiał, że ona zgadza się z jego tokiem myślenia i wcale nie zamierza jednak na prawdę z nim zrywać i dalej go wywalać ze swojego mieszkania. Słysząc to, aż się uśmiechnął, wyraźnie pokazując że mu się podobała taka odpowiedź.
- Okay... więc dogadaliśmy się - upewnia się, chociaż trochę go zastanawia kogo ona chce nowego poznawać. Natomiast na szczęście się pochamował, bo jakby zaczął się o to dopytywać, to mółby zostać posądzony o bycie psem ogrodnika. Sam nie rzuci dla niej dziewczyny, ale nie bedzie tez zadowolony z tego, że ona chce mieć kogoś na poważnie. Ale jasne, że go to zakuło, bo co to znaczyło? Że on jej nie wystarczał? Że czegoś innego szukała w tym życiu?
Natomiast, kiedy Alice już na nim usiadła, to wiedział, że to było ostateczne potwierdzenie i poczuł się jak jakiś najbardziej męski chłop. Tak na prawdę powinien sobie pogratulować, bo całkiem nieźle poszła mu ta cała rozmowa, a jeszcze Alice się wcale nie obraziła, skoro już znów się chce całować. Jakoś nie wpadł na to, że mogła być wciąż w szoku i na przykład za dwa dni po przemyśleniu sprawy, wysłałaby mu sms, że już myśli trzeźwo i nie ma opcji, żeby sie jeszcze kiedykolwiek spotkali. Ale teraz było teraz. I Peter całuje jej miękkie usta. Czasami, kiedy je całował próbował sobie wyobrażać, że to Kristin, ale nigdy mu to nie wychodziło. Wydawało mu się to jakieś brudne i nieodpowiednie. Więc przestał i skupiał się tylko na Alice. A ona nie pozostawała mu dłużna. Po prostu nie mogli się od siebie oderwać, to było silniejsze od nich. Pogładził ją po ramieniu, zgarniając włosy na plecy i kiedy się do niego przysuneła i jej szept łaskocze mu ucho, dalej uśmiecha się, nieprzerwanie od tego momentu, kiedy przyznała, że jednak nie chce się z nim rozstawać.
- Chcę, żebyś była moją kochanką Alice - mówi powoli, i przesuwa dłoń pod jej koszulką, wydawało mu się, czy czuł pod palcami lekką elektryczność, która biła od jej ciała? Jego palce jeździły po znanych plecach, po talii, aż trafił ręką na jej pierś. - I chcę cię jeszcze przelecieć na sto kolejnych sposobów - mówi trochę wyzywająco, podkręcając temperaturę, ale Alice lubiła takie akcje, bo przecież była bibliotekarką, a te są największymi freakami. Do dziś wspomina ten raz, kiedy Alice chciała z nim się zabawić w bookromance i nawet założył dla niej koszulę z szerokimi rękawami i miał powiedzieć jakiś tekst z książki, którą czytała.

Alice Sanders

the other woman

: sob lip 18, 2026 10:12 pm
autor: Alice Sanders
Rzuciła ten tekst trochę nieświadomie, nie mając pojęcia że oprócz tej całej Kristi, będzie jeszcze Wendy czy ktoś inny. Ona dawała to jako przykład siebie w roli Jacoba, który mąci w głowie głównej bohaterce chociaż ta przyznaje miłość grobową wręcz do Edwarda. Trochę tak jej brzmiało to co Peter określał w kwestii swojej dziewczyny, nawet śmiech by ją ogarnął gdyby te zaręczyny wchodziły jeszcze w grę ale może jednak do nich nie dojdzie? Przystając na jego dalszą propozycje, trochę może i miała z tyłu głowy fakt, że mogłaby zawrócić mu w głowie, dać mu realny powód do zerwania, może do związku z nią? W teorii reklamowała mocno, że niby nie jest w jej typie, że to tylko taka zabawa czy jakiś situationship, których teraz multum na świecie. Ale z drugiej strony nie oszukujmy się, nie chciała dać mu odejść tak z dnia na dzień, byłaby smutna gdyby to między nimi się skończyło tak nagle i od razu definitywnie. Może po czasie najdzie ją refleksja, że co właściwie odwala i na jaką rolę się zgodziła i cóż, wtedy różnie to będzie mogło wyglądać ale dzisiaj? Miękka się zrobiła pod wpływem jego słów czy zapewnień, czuła się dziwnie ważna dla niego skoro nie chciał kończyć tego wszystkiego i deklarował więcej, a już całkiem zgłupiała siadając mu na powrót na kolanach, będąc tak blisko.
Pokiwała głową na znak, że póki co mają ten deal i chociaż mówiła, że to opcja tymczasowa to szczerze wątpię było, że coś się prędko zmieni. Była zbyt wygodna w tej relacji i poniekąd odpowiadało jej to, że obyło się bez kwiatków czy serduszek. Może naiwnie myślała, że takie coś jej wystarczy i będzie wystarczać? A może ten tekst o poznaniu był po to aby zrobił się jednak odrobinę zazdrosny i taki mniej pewny swego, że ją zrobił i urobił. Poniekąd Alice nie rozwinęła tak mocno skrzydeł jakby mogła, kompleksy dalej tkwiły w jej głowie i czasami ciężko przychodziło jej się otworzyć szczególnie na facetów. Watpliwym więc było, że znajdzie kogoś na już i tak prędko, że będzie chciała próbować gdy sama pół życia wzdychała do swojego bliskiego kolegi, który trzymał ją w jakimś chorym friendship. Co w niej więc było takiego, że nikt nie chciał jej na stałe? Ciężko stwierdzić.
Sytuacja zmieniała się dynamicznie, od nerw i wściekłej wręcz pasji do rzucania rzeczami przeszła do momenty gdy głaskała jego włosy swoimi palcami a jego usta na nowo poznawała ze swoimi. Tak było prościej i bez zbędnego gadania czy oczekiwań. Skoro lubili nawzajem swoje ciała to dlaczego mieli unikać tego kontaktu? Ona sama ocierając się o niego dawała nieme przyzwolenie na więcej, a być może na powrót w pościel z której niedawno wyszli. W zasadzie nie miała nic przeciwko bo jeśli miała brać to garściami, póki nie zostanie jej to odebrane albo się to nie skończy nagle.
- Jezu jak to brzmi.... Kochanka. - rzuciła, tłumiąc trochę nerwowy śmiech w jego szyi. Mogła teraz się tak dumnie tytułować? Chwalić koleżankom czy jak? Musiała się zakryć w jego zagłębieniu na szyi, które w sumie muskała swoimi wargami w nieco czulszym geście. Niby to wszystko było chore a sama na to przystała, więc teraz miała - chory układ, brawo.
- To wymaga wielu prób, wiesz. Trzeba zacząć już dzisiaj..- zamruczała, sugestywnie się o niego ocierając co już ssmo w sobie dawało ten jeden zadowalający efekt. Pani bibliotekarka nie była taka niewinna i słodka, umiała pokazać pazur i nawet chyba miała kiedyś wizję jak ją bierze w bibliotece przy półce z książkami, kto wie może realizacja to jeden z jej celów w tej znajomości. Zapomniała już o tym oddając się jemu, chociaż było to nadzwyczaj niemoralne i zdzirowate. W tamtej chwili jednak nie myślała o tym jakie emocje zacznie w niej wzbudzać, że to będzie wszystkie trudne z czasem, że będzie chciała więcej niż tylko seks..

Koniec.

Peter Bylthe