tell me it hurts but it goes away
: wt sie 04, 2026 12:58 pm
Dobrze, że nie powiedział na głos o tych absurdalnie ładnych oczach, które wydawały się tylko dlatego, że zaczynał tracić wyraźne widzenie, bo dopiero by się na niego wkurzyła. Przecież zawsze były ładne, niezależnie od pory dnia i stanu, w jakim znajdował się Fontana. Akurat on nie miał tutaj nic do gadania.
Wypuściła krótko powietrze przez nos, ani trochę niezadowolona z faktu, że Zayn wspomniał o następnym razie. Czyli co? Planował częściej wracać w takim stanie? I czy ona wyglądała mu na pielęgniarkę? Wystarczyło, że była niańką dla jego córki. Tylko głupia, naiwna Coven oczywiście da się znowu w to wciągnąć, jeśli nadejdzie taka potrzeba. I znów będzie pochylać się nad przyjacielem, próbując zszyć to, co tam sobie rozpieprzył. Nie mogła tak po prostu zostawić go w potrzebie. A widziała w jego spojrzeniu, że naprawdę była mu tutaj potrzebna. Sam nie zdołałby zająć się raną. Co prawda Bremers nie zajęła się nią jakoś wybitnie dobrze, ale zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby jakoś to wyglądało. A jakoś to było idealne określenie na szwy, które zostawiła na jego ciele.
— Nie covenuj mi tutaj — ostrzegawczo wymierzyła w Fontanę butelką. — Mam prawo wiedzieć, co się stało — dodała stanowczo. Niewiele brakowało, a tupnęłaby nogą.
Chciała wiedzieć. Potrzebowała zrozumieć. Tak na wszelki wypadek, żeby... no właśnie, żeby co? Żeby przygotować się na przyszłość? Ojciec zawsze powtarzał, że przezorny zawsze ubezpieczony. A skoro Zayn zapowiedział, że następnym razem... nie, nie powinna myśleć w ten sposób! Potrząsnęła głową i znów wlepiła w niego spojrzenie.
— Skoro mi ufasz, to mi powiedz — dalej wierciła mu dziurę w brzuchu. Dobrze, że tylko metaforycznie, bo już jedną przecież miał. — Po prostu mi powiedz, proszę — dodała przyciszonym tonem i już miała złapać kolejny łyk wódki, ale Zayn wyrwał jej butelkę z rąk. Spojrzała na niego ze zdezorientowaniem, a potem ściągnęła brwi, gotowa go opieprzyć.
Ale wtedy zapytał, czy mogą odwlec tę rozmowę, a to sprawiło, że Bremers fuknęła jak kot. Odsunęła się o krok i przetarła dłonią twarz. Już nie wiedziała, jak do niego dotrzeć. Z jednej strony mówił, że jej ufa, a z drugiej zachowywał się tak, jakby nie do końca to było prawdą.
— Skomplikowane? — powtórzyła, odwracając się w jego stronę. — A co, boisz się, że nie zrozumiem? No tak, jestem tylko głupiutką Coven, której wiecznie coś trzeba tłumaczyć — westchnęła pod nosem. Właśnie tak spostrzegali ją inni. Nie sądziła jednak, że Fontana podziela ich zdanie. Ale w sumie dlaczego miałby tego nie robić? Już wielokrotnie udowodniła, że na niczym nie nie znała i wygadywała same bzdury. A on dał jej to odczuć, patrząc na nią pobłażliwie, kiedy znów się wydurniła.
— Wiesz co? Miej sobie te swoje wielkie tajemnice, ale oddaj mi butelkę — pochyliła się nad nim, żeby dosięgnąć wódki, którą postawił na podłodze gdzieś pod krzesłem. — No dawaj — syknęła przez zaciśnięte zęby tuż przy jego ustach. Zaraz się na niego przewróci, szwy puszczą i trzeba będzie zaczynać od początku.
Zayn Fontana
Wypuściła krótko powietrze przez nos, ani trochę niezadowolona z faktu, że Zayn wspomniał o następnym razie. Czyli co? Planował częściej wracać w takim stanie? I czy ona wyglądała mu na pielęgniarkę? Wystarczyło, że była niańką dla jego córki. Tylko głupia, naiwna Coven oczywiście da się znowu w to wciągnąć, jeśli nadejdzie taka potrzeba. I znów będzie pochylać się nad przyjacielem, próbując zszyć to, co tam sobie rozpieprzył. Nie mogła tak po prostu zostawić go w potrzebie. A widziała w jego spojrzeniu, że naprawdę była mu tutaj potrzebna. Sam nie zdołałby zająć się raną. Co prawda Bremers nie zajęła się nią jakoś wybitnie dobrze, ale zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby jakoś to wyglądało. A jakoś to było idealne określenie na szwy, które zostawiła na jego ciele.
— Nie covenuj mi tutaj — ostrzegawczo wymierzyła w Fontanę butelką. — Mam prawo wiedzieć, co się stało — dodała stanowczo. Niewiele brakowało, a tupnęłaby nogą.
Chciała wiedzieć. Potrzebowała zrozumieć. Tak na wszelki wypadek, żeby... no właśnie, żeby co? Żeby przygotować się na przyszłość? Ojciec zawsze powtarzał, że przezorny zawsze ubezpieczony. A skoro Zayn zapowiedział, że następnym razem... nie, nie powinna myśleć w ten sposób! Potrząsnęła głową i znów wlepiła w niego spojrzenie.
— Skoro mi ufasz, to mi powiedz — dalej wierciła mu dziurę w brzuchu. Dobrze, że tylko metaforycznie, bo już jedną przecież miał. — Po prostu mi powiedz, proszę — dodała przyciszonym tonem i już miała złapać kolejny łyk wódki, ale Zayn wyrwał jej butelkę z rąk. Spojrzała na niego ze zdezorientowaniem, a potem ściągnęła brwi, gotowa go opieprzyć.
Ale wtedy zapytał, czy mogą odwlec tę rozmowę, a to sprawiło, że Bremers fuknęła jak kot. Odsunęła się o krok i przetarła dłonią twarz. Już nie wiedziała, jak do niego dotrzeć. Z jednej strony mówił, że jej ufa, a z drugiej zachowywał się tak, jakby nie do końca to było prawdą.
— Skomplikowane? — powtórzyła, odwracając się w jego stronę. — A co, boisz się, że nie zrozumiem? No tak, jestem tylko głupiutką Coven, której wiecznie coś trzeba tłumaczyć — westchnęła pod nosem. Właśnie tak spostrzegali ją inni. Nie sądziła jednak, że Fontana podziela ich zdanie. Ale w sumie dlaczego miałby tego nie robić? Już wielokrotnie udowodniła, że na niczym nie nie znała i wygadywała same bzdury. A on dał jej to odczuć, patrząc na nią pobłażliwie, kiedy znów się wydurniła.
— Wiesz co? Miej sobie te swoje wielkie tajemnice, ale oddaj mi butelkę — pochyliła się nad nim, żeby dosięgnąć wódki, którą postawił na podłodze gdzieś pod krzesłem. — No dawaj — syknęła przez zaciśnięte zęby tuż przy jego ustach. Zaraz się na niego przewróci, szwy puszczą i trzeba będzie zaczynać od początku.
Zayn Fontana