the new blood brought some bad blood
: ndz lip 12, 2026 11:39 am
Zwyczajnie się dopraszała o to wszystko. O wiele łatwiej jednak było sprowokować kłótnię niż poradzić sobie w zdrowszy sposób z tym wszystkim, co się działo. Tyle było z tej komunikacji, która chciały między sobą wprowadzić. Szło im naprawdę nieźle dopóki wszystko nie zaczęło się walić i komplikować.
Powinna wyjść. Tylko, że chyba musiała w jakiś sposób ochłonąć i rozładować te wszystkie emocje, które się w niej kłębiły. Nie było to uczciwe, ale chyba znowu robiła ze swojej żony worek treningowy, bo wydawała się najlepszym celem, który niemal zawsze znajdował się w pobliżu. Nie było to w żaden sposób uczciwe, ale trudno było jej ten stan rzeczy zmienić. Zwłaszcza, że Zaylee również ostatnimi czasy wskakiwała na nią bardziej niż zwykle.
Nawet jeśli już była na miejscu to powinna siedzieć cicho. Trudno jednak było jej zignorować to spojrzenie rezydentki oraz to jak zagubiona się wydawała. Dlatego też ruszyła ze swoim komentarzem jako pierwsza, aby zagonić ją do roboty. Nie miały czasu na maraton przeprosin oraz tłumaczeń, gdy miała zajmować się sekcją razem z Miller. Tylko, że to wtrącenie było dodatkowym impulsem, który sprawiał, że wyjątkowo działała koronerce na nerwy.
- Jak sobie pani życzy, pani doktor. Proszę zatem zająć się panią Valemont oraz autopsją - rzuciła w odpowiedzi niezrażona tym w jaki sposób kobieta się do niej odnosiła.
Nie po raz pierwszy na siebie warczały. Nie był to też pierwszy raz, gdy Miller mogła się poczuć jakby ktoś jej się wpierdalał w kompetencje. Po raz kolejny Evinie przeszło przez myśl, że nie powinny być przypisywane do tych samych spraw. Ktoś na górze powinien w końcu pójść po rozum do głowy.
Biedna rezydentka mogła jedynie posłuchać rad swojej mentorki i wrócić spokojnie do pracy, a one dwie... No cóż, napięcie eskalowało i nikt nie mógł być temu winny niż sama Swanson.
Obserwowała to jak żona zrzuciwszy rękawiczki, nacierała w jej stronę, ale sama pozostawała niewzruszona. Jedynie wbiła spojrzenie w jej wzburzone ciemne tęczówki i zastanowiła się nad tym pytaniem.
- O nic. Po prostu mamy kolejny przypadek, któremu nie udało nam się w żaden sposób zapobiec w jednej z najgłośniejszej spraw od dawna... Powiedzmy, że zależy mi na otrzymaniu szybko rzetelnego raportu od fachowca - odparła niby to obojętnym tonem, ale Zaylee na pewno nie miała problemu z wychwyceniem tego jak bardzo była wkurwiona.
Znały się doskonale. Miały swoje odpały i raczej nie umiały ich przed sobą zamaskować. Prędzej czy później wszystko wyłaziło i gotowe było je ugryźć w dupę.
zaylee miller
Powinna wyjść. Tylko, że chyba musiała w jakiś sposób ochłonąć i rozładować te wszystkie emocje, które się w niej kłębiły. Nie było to uczciwe, ale chyba znowu robiła ze swojej żony worek treningowy, bo wydawała się najlepszym celem, który niemal zawsze znajdował się w pobliżu. Nie było to w żaden sposób uczciwe, ale trudno było jej ten stan rzeczy zmienić. Zwłaszcza, że Zaylee również ostatnimi czasy wskakiwała na nią bardziej niż zwykle.
Nawet jeśli już była na miejscu to powinna siedzieć cicho. Trudno jednak było jej zignorować to spojrzenie rezydentki oraz to jak zagubiona się wydawała. Dlatego też ruszyła ze swoim komentarzem jako pierwsza, aby zagonić ją do roboty. Nie miały czasu na maraton przeprosin oraz tłumaczeń, gdy miała zajmować się sekcją razem z Miller. Tylko, że to wtrącenie było dodatkowym impulsem, który sprawiał, że wyjątkowo działała koronerce na nerwy.
- Jak sobie pani życzy, pani doktor. Proszę zatem zająć się panią Valemont oraz autopsją - rzuciła w odpowiedzi niezrażona tym w jaki sposób kobieta się do niej odnosiła.
Nie po raz pierwszy na siebie warczały. Nie był to też pierwszy raz, gdy Miller mogła się poczuć jakby ktoś jej się wpierdalał w kompetencje. Po raz kolejny Evinie przeszło przez myśl, że nie powinny być przypisywane do tych samych spraw. Ktoś na górze powinien w końcu pójść po rozum do głowy.
Biedna rezydentka mogła jedynie posłuchać rad swojej mentorki i wrócić spokojnie do pracy, a one dwie... No cóż, napięcie eskalowało i nikt nie mógł być temu winny niż sama Swanson.
Obserwowała to jak żona zrzuciwszy rękawiczki, nacierała w jej stronę, ale sama pozostawała niewzruszona. Jedynie wbiła spojrzenie w jej wzburzone ciemne tęczówki i zastanowiła się nad tym pytaniem.
- O nic. Po prostu mamy kolejny przypadek, któremu nie udało nam się w żaden sposób zapobiec w jednej z najgłośniejszej spraw od dawna... Powiedzmy, że zależy mi na otrzymaniu szybko rzetelnego raportu od fachowca - odparła niby to obojętnym tonem, ale Zaylee na pewno nie miała problemu z wychwyceniem tego jak bardzo była wkurwiona.
Znały się doskonale. Miały swoje odpały i raczej nie umiały ich przed sobą zamaskować. Prędzej czy później wszystko wyłaziło i gotowe było je ugryźć w dupę.
zaylee miller