Strona 2 z 4

wherever you go, i go there too

: pt lip 10, 2026 1:04 am
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

wherever you go, i go there too

: pt lip 10, 2026 7:58 am
autor: margo mercer
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 2:53 pm
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 3:33 pm
autor: margo mercer
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 6:05 pm
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 7:05 pm
autor: margo mercer
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 8:38 pm
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 9:28 pm
autor: margo mercer
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden

wherever you go, i go there too

: sob lip 11, 2026 9:48 pm
autor: Rhys Madden
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer

wherever you go, i go there too

: ndz lip 12, 2026 2:44 pm
autor: margo mercer
Jego słowa rozbijały się gdzieś pomiędzy nimi, docierały do niej, ale nie potrafiła zamienić ich w kolejną złośliwą ripostę. Jeszcze kilka minut temu z łatwością ciągnęła ich niekończącą się grę, odpowiadając przekorą na każde jego zdanie, prowokując go i uparcie próbując postawić na swoim. Teraz wszystko to odpływało gdzieś daleko, zagłuszone przez ciepło jego obecności i tę bliskość, za którą tęskniła przez każdy dzień spędzony w szpitalnym łóżku.
Pozwoliła, by świat zwolnił, by istniał wyłącznie on. Zamknęła oczy, czując jak jego ramiona otaczają ją szczelnie, palce zacisnęły się mocniej na jego przedramieniu, oddech urwał się na jedno uderzenie serca, a całe nagromadzone przez ostatnie dni emocje znalazły wreszcie ujście. Miała wrażenie, jakby na kilka krótkich sekund zapomniała o wszystkim, co wydarzyło się wcześniej. Jakby ból, zmęczenie i strach cofnęły się gdzieś daleko, pozostawiając po sobie wyłącznie błogą pustkę.
Nie czuła n i c.
Żadnego ciężaru, żadnej rany, żadnych wspomnień.
Po prostu trwała, wtulona w niego, pozwalając, by oddech powoli odzyskiwał spokojny rytm. Dopiero po dłuższej chwili wróciło zmęczenie, ciche i podstępne - najpierw osiadło na powiekach, później rozlało się po mięśniach, a na końcu przypomniało o ranie pulsującej gdzieś pod opatrunkiem.
Jej dłonie jeszcze przez chwilę spoczywały na jego ramionach, dopiero po kilku długich minutach rozluźniła palce i westchnęła cicho z czułością. Uśmiech sam pojawił się na jej ustach. - Pierwsza część zachcianek odhaczona - mruknęła, leniwie odnajdując jego dłoń i splotła ją ze swoją. - A co z jedzeniem? Nie mówiłeś przypadkiem, że zamówiłeś coś dobrego? - dopiero wtedy jej spojrzenie, zupełnie mimowolnie, uciekło gdzieś w stronę przedpokoju. Nie widziała komody ani pozostawionej na niej teczki, ale i tak miała wrażenie, że jej obecność wypełnia całe mieszkanie. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała ją otworzyć razem z nim, a wraz z nią wrócą wszystkie pytania, sprzeczki i każde kolejne nie, które Rhys rzuci jej prosto w twarz.
Jednak jeszcze przez kilka minut chciała udawać, że świat kończył się na tym łóżku, na jego ramieniu pod własnym policzkiem i ciszy, która wreszcie nie była ani niepokojąca, ani niepożądana. - Przepadł nam Meksyk - odezwała się znacznie ciszej. Nie chodziło nawet o same bilety, Meksyk od dawna przestał być miejscem tylko zaznaczonym na mapie. Stał się obietnicą, synonimem wszystkiego, czego nie zdążyli jeszcze przeżyć. Domu, którego nigdy nie wybrali. Wschodów słońca oglądanych z tarasu, wieczorów, podczas których jedynym problemem byłoby to, kto zamawia kolację. Świata, w którym nie musieliby oglądać się przez ramię ani zastanawiać, czy kolejny telefon oznacza następną katastrofę.
- I to kolejna twoja wina dopisana do pokaźnej listy - wyciągnęła szyję, całując go w zagięcie w szyi. - Nie wiem czy ktokolwiek wymyślił tyle sposobów, żebyś zdołał mnie za wszystko przeprosić - kąciki jej ust zadrżały, bo nie potrzebowała ani jednego przepraszam, co nie zmieniało faktu, że zamierzała mu to wypominać. Dzisiaj, za miesiąc i za kilka lat, gdy wszystko, w co bardzo wierzyła, stanie się tylko złym wspomnieniem.

Rhys Madden