you again
: pn lip 13, 2026 6:24 pm
Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie zdążył zareagować - zresztą, gdyby potoczyło się odrobinę wolniej, co mógłby zrobić? Lada tkwiąca między nimi wcześniej była barierą bezpieczeństwa, teraz jednak okazała się przeszkodą. Nie mógł zrobić n i c na widok zbliżającej się, lekko podpitej blondynki, którą kojarzył z twarzy, jeszcze w miarę równo utrzymującej swój krok.
Do czasu.
Smród piwa wypełnił przestrzeń między nimi w ułamku sekundy, jeszcze nim dostrzegł w pełni skalę dokonanych przez kobietę zniszczeń. W jedno uderzenie serca zarejestrował ciemną plamę piwa i zmrożoną w zaskoczeniu twarz siedzącej naprzeciw niego blondynki. W drugie, fala złości przemknęła przez jego trzewia docierając do samego gardła z przekleństwem, które w nim utkwiło.
W trzecie, zauważył sięgającą po serwetki rękę Haze i wyciągnął własną. Zamiast złapać kobietę, chwycił za pojemnik z nimi i podniósł go, przesuwając na swoją stronę baru gdy uchwyciła pierwszą z nich. Nie zamierzała przecież jej pomagać?
Jego szklanka ze stukotem wylądowała na blacie gdy szeroko uśmiechnięta blondynka ruszyła w jego kierunku. Znał ją - rozpuszczoną córkę jednego z partnerów biznesowych Monroe, zamożnego właściciela udostępniającego niektóre swoje nieruchomości na rzecz procentów otrzymywanych z zysków tego, co na ich terenach się działo.
- Jessica - wycedził, w swej głęboko skrywanej satysfakcji dostrzegając, jak kobieta wymija ladę i usiłuje dostać się na drugą stronę baru, nic nie robiąc sobie z panujących w tym miejscu zasad - jak każda osoba, która w życiu wychowała się z taką ilością wpływów i pieniędzy. - Twój ojciec nie byłby zadowolony słysząc, jak traktujesz gości tego lokalu.
Dostrzegł wyciągnięte w jego stronę ramiona gdy rzuciła się w jego stronę, pragnąc owinąć je wokół jego szyi jak gdyby zobaczyła w nim starego przyjaciela, zachęcona do tego wypitym piwem. Z każdym pokonywanym przez nią centymetrem jego wściekłość tylko wzmagała, a świadomość siedzącej naprzeciw Haze, tkwiącej w kałuży wylanego piwa, jedynie tę wściekłość podsycała.
- To nie ja, to ona na mnie wpadła... - żachnęła się, już niemal będąc przy nim, niemal owijając ramiona wokół jego szyi gdy jego ręka wystrzeliła do przodu. Palce zacisnęły się na kobiecym nadgarstku nim ten zdołał dotrzeć do jego ciała, w geście na tyle gwałtownym, że kobieta zatrzymała się natychmiast, zaskoczona.
- Greaves - rzucił głośniej, przez ramię, do tkwiącego przy kasie barmana, który kątem oka obserwował tę sytuację. - Dorzuć na rachunek tej pani koszt zakupu nowej sukienki gwiazdy dzisiejszego wieczoru - rzucił, obserwując sprzeciw, jaki malował się na twarzy blondynki a także jej skonfundowane spojrzenie gdy odwracała je ku Haze, nagle orientując się w tym, kim właściwie była. - Wyglądała na drogą - dodał, a kącik ust barmana uniósł się wyżej gdy wstukiwał jeszcze jedno zero na rachunek należący do blondynki.
- Dobrze, zapłacę za sukienkę. Swoją drogą, wcale nie wygląda na dro... - prychnęła kobieta, szarpiąc nadgarstkiem by uwolnić go z jego uścisku, lecz jego palce tylko mocniej zacisnęły się na jej skórze. - Nie chciałam, okej? - syknęła, popełniając kolejny błąd - kierując tę żałosną namiastkę przeprosin do n i e g o.
- Nie wątpię. Ale sukienka panny Haze, oraz podłoga mojego baru jest teraz cała w piwie - odrzucił ze spokojem, który mógł podarować mu wyłącznie silny uścisk na ręce kobiety, którą miała czelność wyciągnąć w jego kierunku.
- Przecież obsługa to posprząta - zaśmiała się i, jakby na potwierdzenie tego, Greaves ruszył z mokrą ścierką w stronę wyjścia zza baru, które obecnie ich dwójka zagradzała.
- Nie, Jess - przerwał jej, pochylając się nad kobiecą sylwetką. Czarny kosmyk włosów wymknął się ich ułożeniu i powędrował w stronę czoła gdy mierzył ją spojrzeniem, palce coraz mocniej zaciskające na jej dłoni. - Moja obsługa nie będzie sprzątać twojego syfu.
Mokra szmata znalazła się obok nich sprawiając, że wypuścił kobiecą dłoń z ręki.
- Mój ojciec się o tym dowie. - Jessica potarła nadgarstek wściekle, przeniosła mordercze spojrzenie na barmana i odebrała od niego materiał, odwracając się w drugą stronę by wymaszerować na drugą stronę baru.
- Przesuń się - warknęła do Violet, chcąc uzyskać lepszy dostęp do klejącego śladu wylanego piwa, Monroe jednak znalazł się już z powrotem na swoim miejscu, naprzeciwko brunetki i sięgał po swoją szklankę wody. - Siedź - odrzucił natychmiast i choć ton jego głosu nie był wściekły - nie, gdy mówił do niej - jednocześnie był dość d o s a d n y.
Przekleństwa blondynki utonęły w dźwiękach muzyki gdy pochyliła się, ślizgając na podłodze na której spoczęły jej kolana. Na czworaka zaczęła zmywać podłogę, lawirując między nogami hokera, na którym siedziała Haze, podczas gdy jej partner stawał się coraz czerwieńszy na twarzy.
- Wygląda na to, że Rapture bardzo stara się zrobić na tobie jak najgorsze wrażenie - westchnął. Upił łyk swojej wody z westchnieniem, patrząc na sukienkę kobiety i zastanawiając się co mógłby z tym problemem zrobić, nie poświęcając blondynce dalszej uwagi. - Zgaduję, że nie pozwolisz mi tego w żaden sposób wynagrodzić.
trouble magnet
Do czasu.
Smród piwa wypełnił przestrzeń między nimi w ułamku sekundy, jeszcze nim dostrzegł w pełni skalę dokonanych przez kobietę zniszczeń. W jedno uderzenie serca zarejestrował ciemną plamę piwa i zmrożoną w zaskoczeniu twarz siedzącej naprzeciw niego blondynki. W drugie, fala złości przemknęła przez jego trzewia docierając do samego gardła z przekleństwem, które w nim utkwiło.
W trzecie, zauważył sięgającą po serwetki rękę Haze i wyciągnął własną. Zamiast złapać kobietę, chwycił za pojemnik z nimi i podniósł go, przesuwając na swoją stronę baru gdy uchwyciła pierwszą z nich. Nie zamierzała przecież jej pomagać?
Jego szklanka ze stukotem wylądowała na blacie gdy szeroko uśmiechnięta blondynka ruszyła w jego kierunku. Znał ją - rozpuszczoną córkę jednego z partnerów biznesowych Monroe, zamożnego właściciela udostępniającego niektóre swoje nieruchomości na rzecz procentów otrzymywanych z zysków tego, co na ich terenach się działo.
- Jessica - wycedził, w swej głęboko skrywanej satysfakcji dostrzegając, jak kobieta wymija ladę i usiłuje dostać się na drugą stronę baru, nic nie robiąc sobie z panujących w tym miejscu zasad - jak każda osoba, która w życiu wychowała się z taką ilością wpływów i pieniędzy. - Twój ojciec nie byłby zadowolony słysząc, jak traktujesz gości tego lokalu.
Dostrzegł wyciągnięte w jego stronę ramiona gdy rzuciła się w jego stronę, pragnąc owinąć je wokół jego szyi jak gdyby zobaczyła w nim starego przyjaciela, zachęcona do tego wypitym piwem. Z każdym pokonywanym przez nią centymetrem jego wściekłość tylko wzmagała, a świadomość siedzącej naprzeciw Haze, tkwiącej w kałuży wylanego piwa, jedynie tę wściekłość podsycała.
- To nie ja, to ona na mnie wpadła... - żachnęła się, już niemal będąc przy nim, niemal owijając ramiona wokół jego szyi gdy jego ręka wystrzeliła do przodu. Palce zacisnęły się na kobiecym nadgarstku nim ten zdołał dotrzeć do jego ciała, w geście na tyle gwałtownym, że kobieta zatrzymała się natychmiast, zaskoczona.
- Greaves - rzucił głośniej, przez ramię, do tkwiącego przy kasie barmana, który kątem oka obserwował tę sytuację. - Dorzuć na rachunek tej pani koszt zakupu nowej sukienki gwiazdy dzisiejszego wieczoru - rzucił, obserwując sprzeciw, jaki malował się na twarzy blondynki a także jej skonfundowane spojrzenie gdy odwracała je ku Haze, nagle orientując się w tym, kim właściwie była. - Wyglądała na drogą - dodał, a kącik ust barmana uniósł się wyżej gdy wstukiwał jeszcze jedno zero na rachunek należący do blondynki.
- Dobrze, zapłacę za sukienkę. Swoją drogą, wcale nie wygląda na dro... - prychnęła kobieta, szarpiąc nadgarstkiem by uwolnić go z jego uścisku, lecz jego palce tylko mocniej zacisnęły się na jej skórze. - Nie chciałam, okej? - syknęła, popełniając kolejny błąd - kierując tę żałosną namiastkę przeprosin do n i e g o.
- Nie wątpię. Ale sukienka panny Haze, oraz podłoga mojego baru jest teraz cała w piwie - odrzucił ze spokojem, który mógł podarować mu wyłącznie silny uścisk na ręce kobiety, którą miała czelność wyciągnąć w jego kierunku.
- Przecież obsługa to posprząta - zaśmiała się i, jakby na potwierdzenie tego, Greaves ruszył z mokrą ścierką w stronę wyjścia zza baru, które obecnie ich dwójka zagradzała.
- Nie, Jess - przerwał jej, pochylając się nad kobiecą sylwetką. Czarny kosmyk włosów wymknął się ich ułożeniu i powędrował w stronę czoła gdy mierzył ją spojrzeniem, palce coraz mocniej zaciskające na jej dłoni. - Moja obsługa nie będzie sprzątać twojego syfu.
Mokra szmata znalazła się obok nich sprawiając, że wypuścił kobiecą dłoń z ręki.
- Mój ojciec się o tym dowie. - Jessica potarła nadgarstek wściekle, przeniosła mordercze spojrzenie na barmana i odebrała od niego materiał, odwracając się w drugą stronę by wymaszerować na drugą stronę baru.
- Przesuń się - warknęła do Violet, chcąc uzyskać lepszy dostęp do klejącego śladu wylanego piwa, Monroe jednak znalazł się już z powrotem na swoim miejscu, naprzeciwko brunetki i sięgał po swoją szklankę wody. - Siedź - odrzucił natychmiast i choć ton jego głosu nie był wściekły - nie, gdy mówił do niej - jednocześnie był dość d o s a d n y.
Przekleństwa blondynki utonęły w dźwiękach muzyki gdy pochyliła się, ślizgając na podłodze na której spoczęły jej kolana. Na czworaka zaczęła zmywać podłogę, lawirując między nogami hokera, na którym siedziała Haze, podczas gdy jej partner stawał się coraz czerwieńszy na twarzy.
- Wygląda na to, że Rapture bardzo stara się zrobić na tobie jak najgorsze wrażenie - westchnął. Upił łyk swojej wody z westchnieniem, patrząc na sukienkę kobiety i zastanawiając się co mógłby z tym problemem zrobić, nie poświęcając blondynce dalszej uwagi. - Zgaduję, że nie pozwolisz mi tego w żaden sposób wynagrodzić.
trouble magnet