Strona 2 z 4

daisy dress, daisy mess

: wt lip 14, 2026 6:47 pm
autor: Daisy Whitmore
Kira mogła sobie mówić, co tylko chciała, ale Daisy i tak akcję z Florą uznała za wygraną. W jej własnych kryteriach wychodzenia z własnej strefy komfortu, sam fakt, że podeszła do obcej dziewczyny, żeby do niej zagadać, a potem zgarnąć od niej numer telefonu był już z góry czymś, czego normalnie nie robiła. I pewnie by nie zrobiła, gdyby to wyzwanie nie padło z ust Kiry. Było to przekroczenie granicy, a to, że potem już się z kobietą faktycznie nie spotkała, to już drugorzędna kwestia.
Uniosła wysoko brwi w zainteresowaniu, gdy Finch wspomniała, że miała już pomysł na ich kolejne spotkanie. W głowie chodziło jej już dużo pomysłów, na jakie wiedziała, że stać blondynkę i już był gotowa wtrącić się, żeby chociaż raz nie wliczało to w sobie alkoholu, ale wtedy Kira wyznała, że chodziło jej o wieczorek zapoznawczy dla ich psów.
Podoba mi się ten pomysł — skinęła głową. Salami nie miał wielu kumpli osiedlowych. Przez to, że mieszkali w bloku, a ona chodziła do pracy na soczystą szóstą rano, Whyprowadzała Salami o jakiejś piątej trzydzieści, zanim słońce jeszcze wzeszło, przez co nie spotykała za dużo psiarzy na spacerkach. Jak już to jakiś żuli przy ulicy, którzy ledwo co byli w stanie kogokolwiek zaczepić. Dlatego tym bardziej pomysł z zapoznaniem buldoga z Nyx brzmiał jej świetnie. — No to zostaje tylko pytanie, czy u mnie, czy jednak u ciebie? — blok mocno ograniczał im możliwości, gdyby cokolwiek poszło nie tak, dlatego raczej lepiej by było, gdyby spotkanie zorganizowały u Kiry w domu. Miała zapewne niewielki ogród i kawałek zielonej przestrzeni, na której z pewnością oba psiaki czułyby się komfortowo. Miała jeszcze coś dodać, ale wtedy wyrosła między nimi brunetka o zielonych oczach. Stevie.
Daisy — przedstawiła się zaraz po Kirze i uśmiechnęła szeroko. Niesamowite jak człowiek o wiele bardziej czuł się komfortowo, kiedy w klubie zagadywała do niego kobieta, a nie mężczyzna. Od razu mięśnie mniej się spinały, a głowa nie tworzyła z góry planu ewentualnej ucieczki, gdyby zrobiło się zbyt niebezpiecznie. Ściągnęła brwi, gdy brunetka wspomniała, że kojarzyła Finch. — A skąd? — głupie pytanie. Pewnie miały jakiś przelotny romans. Nie wiedziała, jak to wyglądało w świecie kobiet homoseksualnych, ale chyba świat był jeszcze mniejszy niż w przypadku tych hetero, wiec to chyba nic dziwnego, że miała kilka znajomych twarzy na tego typu imprezie? Stevie jednak nie zdążyła odpowiedzieć, bo blondynka już ciągnęła ją do stolika. Daisy zeskoczyła z hokera i ruszyła za nimi.
No jak to co jest do wygrania? — Stevie zaśmiała się na pytanie Finch i również objęła ją ramieniem, by po chwili odkręcić ją i pchnąć w stronę jednego końca stołu. — Wieczna chwała i uznanie. To za mało? — spytała zaczepnie, stając po przeciwnej stronie. — To jest Margaret — wzkazała krótko obięta dziewczynę, która już zaciskała piłeczkę w dłoni. Miała różowe włosy i koszule flanelową przewieszoną przez biodra.
Siema — przywitała się koleżanka, a ona pewnie obie również podały swoje imiona. — To co? Gramy dwa na dwa, czy jeszcze kogoś werbujemy? Widziałam takie dwie laski jeszcze pod sceną, chociaż jedna już się trochę zataczała… — mruknęła pod nosem, rozglądając się dookoła, jakby chciała je namierzyć.
Dobra, dawajcie same. Najwyżej jak nam się koleżanki szybko sprują, to znajdziemy nowe — puściła oczko do Daisy, a ta zaś spojrzała na Kirę. Bo co to niby było? Że co? Że miała sukieneczkę w kwiatki, to wyglądała na taką, co by się szybko nawaliła? Nie no teraz to musiały to wygrać! — To co, dla przypomnienia: w każdym kubeczku browarek, trafiasz to ktoś albo zeruje piwo ALBO robi zadanie, które jest spisane pod i kubek zostaje na następną rundę. Wygrywa drużyna, która pierwsza pozbędzie się wszystkich kubków przeciwników. Jasne? No to fajnie. To zaczynaj, K-Rush — powiedziała z wyzywającym uśmiechem, a potem cisnęła piłeczkę w stronę Kiry. Daisy natomiast zamrugała zmieszana, bo jak ona ją nazwała?

kira 🏓

daisy dress, daisy mess

: wt lip 14, 2026 7:25 pm
autor: kira finch
Ona też była z niej bardzo dumna. Właściwie była święcie przekonana, że Daisy jednak nie podejmie się tego wyzwania. Że w którymś momencie zabraknie jej odwagi albo uzna, że to po prostu zbyt wiele i odpuści. A tu proszę - taka niespodzianka! Finch naprawdę nie mogła wyjść z podziwu, że po kilku wskazówkach Whitmore po prostu wstała z ławki, podeszła do Flory i zaczęła rozmowę. A potem, jak gdyby nigdy nic, wróciła z jej numerem telefonu. To wymagało nie lada odwagi. Zwłaszcza jak na kogoś, kto jeszcze niedawno był przekonany, że zwykłe zagadanie do obcej kobiety graniczy z niemożliwością. Za coś takiego zdecydowanie należały jej się oklaski na stojąco.
Może być u mnie — zgodziła się, bo właściwie bez różnicy było, gdzie spotkają się z psami. Równie dobrze mogły iść do jakiegoś parku, ale Nyx na pewno będzie czuła się swobodniej na własnym terenie. Tylko co na to wszystko Salami? Trzeba będzie zadbać o to, żeby poczuł się jak u siebie i na pewno cały wieczorek zapoznawczy przebiegnie pomyślnie. — Aż tak chcesz zobaczyć, jak mieszkam? — rzuciła jeszcze z łobuzerskim uśmiechem. Co prawda nie podejrzewała Whitmore o taki przebiegły plan, ale nie mogła powstrzymać się od zaczepki.
Całe szczęście, że Stevie nie zdążyła pociągnąć tematu, skąd mogła ją kojarzyć. Nie byłoby to żadnym zaskoczeniem, gdyby faktycznie połączył je przelotny romans. Właściwie Kira wolałaby, żeby tak było. Próbowała utrzymać to, czym zajmowała się wieczorami w tajemnicy, ale nie zawsze jej to wychodziło. Undergroundowe wyścigi cieszyły się coraz większą popularnością i przyciągały mnóstwo nowych widzów. Ktoś kogoś przyprowadził, ktoś inny szepnął słówko znajomemu i nagle z kameralnych wydarzeń robiła się impreza, która nabierała kolosalnych rozmiarów.
Wieczna chwała i uznanie? — powtórzyła po Stevie, jakby to jednak nie wystarczyło. — A gdzieś jakiś order z ziemniaka i dyplom z drukarki? To może przynajmniej przegrane stawiają jakiegoś fancy drinka wygranym? — zaproponowała, na co Margaret, która powiedziała, że mogą mówić do niej Marge, pokiwała entuzjastycznie głową.
Zasady brzmiały banalnie prosto. Zresztą Finch nie pierwszy raz brała udział w podobnej zabawie, a i Daisy na bank pamiętała coś podobnego z licealnych czy uczelnianych czasów. Chyba że już wtedy Rowan trzymał ją na krótkiej smyczy, to może mogła przynajmniej popatrzeć sobie na to z boku?
Jak słoneczko — odparła, kiedy Stevie wszystko im objaśniło i pociągnęła przez słomkę Blue Lagoon. A kiedy usłyszała ksywkę, którą posługiwała się w trakcie wyścigów, aż się zakrztusiła. Zupełnie jak wtedy na karaoke w Brantford. Finch nie skomentowała tego w żadne sposób, ale posłała Stevie wymowne spojrzenie. W końcu chwyciła piłeczkę w dłoń i cisnęła nią w kubki stojące po przeciwnej stronie stołu. Ta zatoczyła się po krawędzi jedno z nich, ale ostatecznie wpadła do środka. Stevie niestety nie trafiła. Za to Daisy jak najbardziej i to czyściutko, co Finch podsumowała kuksańcem w bok. Marge nie miała jednak tyle szczęścia - piłka odbiła się od stołu i poszybowała tak wysoko, że trafiła jakąś ciemnoskórą dziewczynę w tył głowy.
No to co tam masz ciekawego? — zapytała, kiedy Stevie jednym haustem opróżniła kubeczek z zawartości alkoholu, a Margaret stwierdziła, że na razie jeszcze się wstrzyma, tłumacząc się słabą głową.
Sięgnęła po karteczkę, która znajdowała się na odwrocie.
Zrób komuś najlepszy tekst na podryw, jaki potrafisz wymyślić na szybko — przeczytała i cmoknęła, jednocześnie szukając wzrokiem swojej potencjalnej ofiary. Jej wzrok zatrzymał się na Whitmore. — Powiedz mi jedną rzecz, Daisy - zawsze tak przyciągasz uwagę, czy tylko moją? — poruszyła fikuśnie brwiami, uśmiechając się do niej zalotnie.

Daisy 🍺

daisy dress, daisy mess

: pt lip 17, 2026 12:33 am
autor: Daisy Whitmore
Wieczna chwała i uznanie akurat dla Daisy Whitmore brzmiały… dobrze.
Wystarczająco. Nie była wymagającym współgraczem, szczególnie że rzadko kiedy grywała o stawkę. Może i miała w sobie trochę z hazardzisty, ale nawet nie była w stanie eksplorować odpowiednio tego kierunku przez swoje życie, bo Rowan był człowiekiem mocno ułożonym. Nie lubił zabawy ani spontaniczności. A przynajmniej nie ostatnimi latami…
Koniecznie przegrany stawia drinki! — poparła Kirę w jej propozycji i nawet stanęła zaraz obok blondynki, krzyżując ręce na piersi, tak dla podkreślenia autorytetu. — I robi jakieś specjalne zadanie — dodała już od siebie. Dziewczyny popatrzyły na nią podejrzliwie. Chwilę się nad tym zastanawiały, jednak po chwili Stevie uśmiechnęła się szeroko i stwierdziła, że jak najbardziej pójdzie na taki układ. W końcu były tutaj się bawić, a co złego mogło być w takim zadaniu? Gorzej że Whitmore już z góry założyła wygraną i nawet do głowy jej nie przyszło, że istniało pięćdziesiąte procent szans na to, że jednak to one z Kirą przegrają i będą musiały wykonać jakieś zadanie wyznaczone przez dziewczyny. Słowo jednak się rzekło, a gra się rozpoczęła!
Kilka nietrafionych strzałów, które bardzo łatwo dało się uzasadnić odpowiednią argumentacją: trzeba było się rozgrzać. Wczuć trochę w rzuty, wyczuć piłeczkę. I chociaż na początku szło średnio, tak Daisy w końcu trafiła w jeden z kubeczków. Podskoczyła zadowolona i zarzuciła ręce na biodra, nachylając się nad stołem i obserwując, jak Margaret wyciąga karteczkę z wydrukowanym tekstem.
Wymyślenie tekstu na podryw na pozór wydawało się całkiem prostym zadaniem. Szczególnie gdyby wziąć pod uwagę, że dziewczyny ewidentnie czuły się tutaj w towarzystwie kobiet jak ryby w wodzie. Sama miała wrażenie, że o wiele łatwiej byłoby jej rzucić coś podobnego do innej dziewczyny niż podbijać do chłopaka. I chyba Margaret była podobnego zdania, bo wbiła spojrzenie prosto w Whitmore.
Powiedz mi jedną rzecz, Daisy - zawsze tak przyciągasz uwagę, czy tylko moją?
Była przekonana, że tekst padnie w kierunku Stevie, a tu proszę! Uśmiechnęła się delikatnie, chociaż na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. Daisy nie umiała przyjmować komplementów, chociaż Blue Lagoon, które prawie wyzerowała wydawało się działać odpowiednio.
Zawsze przyciągam uwagę — odpowiedziała, odwzajemniając spojrzenie. — Ale tą twoją szczególnie doceniam — puściła dziewczynie oczko… po czym spaliła Jana. Zawstydziła się i odwróciła, śmiejąc się w eter. I tak długo wytrzymała, biorąc pod uwagę, że była w tematach flirtu kompletnie zielona. Z drugiej strony, co jej się dziwić, skoro była z jednym facetem od liceum?
Dobra, teraz wy rzucacie — zmieniła szybko temat, żeby przypadkiem nie zatrzymał się zbyt długo na jej zawstydzeniu, chociaż miała wrażenie, że Kira i tak się z niej lekko podśmiechiwała. Stevie złapała za piłeczkę i cisnęła nią w stronę kubeczków. Na moment faktycznie wpadłą do środka ale zaraz na nieszczęście dziewczyny odbiła się od tafli i wyleciała. Niby śmiesznie, ale dziewczynom wcale nie poszło lepiej, bo Kira miała podobny przypadek, a zaś Daisy nawet nie trafiła w stół, próbując zupełnie nowej taktyki rzutu z powietrza, która okazała się, cóż… mocno średnia. Margaret za to miała świetny rzut i pierwsza piłeczka wylądowała w czerwonym kubku.
Dobra, to ja czytam — Whitmore wyrwała się do przodu. Delikatnie podniosła kubek i palcem zgarnęła lekko mokry kawałek papieru. — Patrz swojej parze w oczy przez dwie minuty bez przerwy, a na koniec powiedzcie sobie po komplemencie — wyrecytowała, a Stevie klasnęła w dłonie.
Jezu, uwielbiam patrzeć ludziom w oczy — westchnęła. — Szkoda, że my tego nie wylosowałyśmy — dodała pod nosem i sięgnęła do tyłka, a dokładniej tylnej kieszeni spodni po telefon. — Nastawie wam stoper — coś pokićkała w środku, a Daisy za ten czas odwrócił, się w stronę Kiry.
Wzrostu miały dokładnie po tyle samo, co do jednego centymetra, dlatego poziom oczu również odpowiednio się zgadzał. Zrobiła niewielki krok do przodu i westchnęła. Patrzenie się komuś w oczy… co to w ogóle za wyzwanie? Przecież to łatwizna. Zawsze patrzyła się Kirze w oczy, kiedy z nią rozmawiała. No, tylko chyba nigdy przez całe dwie minuty…

look in my eyes, look into my soul

daisy dress, daisy mess

: pt lip 17, 2026 2:45 pm
autor: kira finch
Kiedy Daisy wspomniała o dodatkowym zadaniu, Kira spojrzała na nią z wysoko uniesionymi brwiami. Drinki były jeszcze całkiem akceptowalne. Zresztą sama przecież rzuciła taką propozycję. Miała urodziny, więc mogła postawić kolejkę dwóm przypadkowym dziewczynom i nie widziała w tym nic dziwnego. Ale pod hasłem zadanie mogło kryć się dosłownie wszystko. Finch sama nie miała z tym większego problemu. Nigdy nie należała do osób, które uciekały przed wyzwaniami, a spontaniczne pomysły zazwyczaj bardziej ją bawiły niż przerażały. Tyle że Whitmore chyba nie do końca przemyślała, na co właściwie się zgadza. Bo o ile Kira była gotowa na głupie zakłady, o tyle nie była pewna, czy Daisy równie ochoczo podejdzie do każdego pomysłu, który wymyślą ich przeciwniczki. I w przeciwieństwie do niej, nie zakładała z góry, że wygrają. W trakcie wyścigów wiele razy była zbyt pewna zwycięstwa, a potem dojeżdżała na metę gdzieś na szarym końcu.
Tekst na podryw, którym wypaliła Marge nie był zbyt wysokich lotów, ale i tak plusik za to, że zdołała wymyślić coś na poczekaniu. I jeszcze spotkała się z odpowiedzią Daisy, której policzki zarumieniły się momentalnie. Kira nie potrafiła ukryć uśmiechu. To, jak menadżerka zawstydzała się, w jakiś dziwny sposób bardzo ją rozczulało.
Graj, absolwentko Wyższej Szkoły Bajeru — rzuciła zaczepnie, gdy żadna z nich nie trafiła i na polu bitwy została jedynie Margaret. Margaret, która miała wyjątkowo dobrego cela. Albo to był po prostu łut szczęścia. Nawet LeBron James miałby problem, żeby z tej odległości umieścić piłeczkę w kubeczku. Tym bardziej że ta była strasznie lekka i wystarczyło, że ktoś obok przeszedł zbyt szybko, wytwarzając niespodziewany podmuch wiatru.
Wyzwanie, które im się trafiło, wcale nie było takie złe. Szczerze mówiąc, mogło być o wiele gorzej. Zdecydowanie lepsze to niż robienie pompek na rzęsach albo wykonywanie innych dziwactw, które ktoś mógłby uznać za zabawne po kilku drinkach.
Przez dwie minuty? — upewniła się, spoglądając na Stevie. Ta tylko skinęła głową.
Dwie minuty i ani sekundy mniej — dorzuciła jeszcze Marge, jakby pilnowanie zasad było najważniejszą częścią całej zabawy.
Kira parsknęła pod nosem. Kto w ogóle wymyślał te zadania? Przecież to było bajecznie proste! Spodziewała się raczej czegoś w stylu tańczenia na barze, podejścia do przypadkowej osoby i przekonania jej do postawienia darmowego drinka albo zrobienia czegoś, po czym następnego dnia człowiek zastanawiałby się, dlaczego w ogóle na to przystał. A nie czegoś takiego! Wzruszyła tylko ramionami i ustawiła się naprzeciwko Daisy. Oby tylko tego nie wjebały, bo będzie wstyd na cały klub. Swoją drogą, co się stanie, jeśli któraś przed upływem czasu odwróci wzrok? Trafią na stryczek? Zostaną wyproszone z lokalu? Będą musiały wykonać inne zadanie, żeby odkupić swoje winy? Nie no, nie ma co się nad tym zastanawiać. Dwie minuty to przecież nic.
Gotowe? — Margaret popatrzyła najpierw na jedną, a potem na drugą. — Start! — machnęła ręką, tym samym dając Stevie sygnał do włączenia stopera.
Finch uśmiechnęła się łobuzersko, ale zaraz spoważniała, żeby przypadkiem czymś się nie rozproszyć. Minęło zaledwie dziesięć sekund i to wystarczyło, żeby przekonać się na własnej skórze, że to nie zadanie stanowiło problem. To oczy menadżerki były prawdziwym rozpraszaczem. Kira musiała się wziąć w garść. To przecież miały być zwykłe dwie minuty, a nie jakieś wyzwanie, z którym nie potrafiłaby sobie poradzić. Dlatego uniosła figlarnie jedną brew i lekko kiwnęła głową w stronę Daisy.
Pękasz, Whitmore? — zapytała, tym razem rezygnując z uśmiechu. Nie zamierzała dać jej tej satysfakcji. A raczej dziewczynom z przeciwnej drużyny, który już zacierały ręce na ich porażkę.

i see forever when i look in your eyes

daisy dress, daisy mess

: pt lip 17, 2026 10:44 pm
autor: Daisy Whitmore
Dwie minuty.
Co złego mogło stać się w dwie minuty?
Nic.
Z takiego założenia wyszła Daisy, kiedy tylko przeczytała zadanie znajdujące się pod spodem kubeczka z piwem. Miała pełną świadomość, że wyzwanie mogło być o wiele gorsze. I pewnie znajdowały się one w innych miejscach. Podejście do kogoś i zagadanie, dziwne tańce, dzwonienie do byłych… mało tego było? Twórcy takich gier mieli te wszystkie pomysły w małym paluszki i rzucali z nimi na lewo i prawo jak z rękawa, a każde kolejne potrafiło być gorsze od poprzedniego. Ich pierwsze zdawało się być dziecinnie proste.
Ustawiła papier na stół i jeszcze spojrzała na Stevie, która wygrzebała z tylnej kieszeni spodni telefon i rozpoczęła poszukiwanie stopera. Oczywiście jak na złość nie mogła go znaleźć przez dobrą chwilę, ale finalnie się udało. Whitmore wyprostowała plecy, trzepnęła ramionami, tak dla zasady, na rozładowanie napięcia, a kiedy przeciwniczki zgłosiły gotowość do odliczania czasu, Daisy swoje spojrzenie zawiesiła na twarzy Kiry.
Bardzo ładniej twarzy swoją drogą. Zawsze to wiedziała i tak uważała, ale świadomość, że będzie musiała się na nią patrzeć przez bite dwie minuty uświadomiła ją, że pewnie zaraz zacznie zauważać rzeczy, których wcześniej nie miała szansy dostrzec. I faktycznie — już po dziesięciu sekundach musiała przyznać, że odciek oczu Kiry tak naprawdę wcale nie był ani niebieski ani kompletnie szary. Było to połączenie zieleni, błękitu i szarości. Trochę turkus, trochę grafit. Piękny miks.
Prychnęła śmiechem, gdy tylko Finch zaczepiła ją słownie, ale nawet na moment nie odwróciła od niej spojrzenia.
Ja nigdy nie pękam, Finch — mruknęła w odpowiedzi, prostując plecy, chociaż trzeba przyznać, że czas jakoś nieubłaganie się dłużył. — Myślisz, że jak podejdę bliżej, to oczy nam się zleją w jedno? — próbowała jakoś przyspieszyć czas, zagadując swoją partnerkę i nawet zrobiła krok do przodu, przysuwając się jeszcze bliżej Kiry. Szkoda tylko, ze towarz Finch wcale nie zmieniła się w jedną, wielką muchę, a stała się jeszcze bardziej ładna. Kolorowe światła odbijały się w jej tęczówkach, a Daisy złapała się nad tym, że teraz nawet gdyby mogła, chyba wcale nie chciałaby odwracać wzroku. Uśmiechnęła się delikatnie.
Przyznaj się, jak często słyszysz, że masz piękne oczy? — znowu się odezwała, zaraz po tym, jak Stevie powiedziała im, że dopiero minęła pierwsza minuta. Serio były piękne. Niespotykane. Tak ładne, że pewnie łatwo dało się w nich zakochać. — Podobno to zwierciadło duszy, czy coś… — nadawała, nawet nie zdając sobie sprawy, że znowu wykonała mikro krok w jej kierunku. — To twoja musi być wyjątkowo ładna — Daisy-Rizz-Whitmore proszę państwa. A najgorsze w tym chyba było to, że mówiła to z pełną świaodmościa. Z jakąś taką wewnętrzną potrzebą poczucia czegoś. Czegoś więcej. Elektryzującego prądy ekscytacji, który przy Kirze ostatnio pojawiał się przerażająco często.

kira (˶◕.◕˶)

daisy dress, daisy mess

: sob lip 18, 2026 1:24 pm
autor: kira finch
Miała nieodparte wrażenie, że te dwie minuty rozciągnęły się do kilku godzin. Gdzieś pomiędzy łobuzerskim uśmiechem a lekkim wzruszeniem ramion w głowie Kiry pojawiła się myśl, że mogłaby patrzeć w te oczy bez końca. Złapała się na tym dopiero, kiedy Daisy zrobiła krok w przód. Finch wciągnęła bezgłośnie powietrze przez nos, ale nawet brew jej nie drgnęła.
Myślę, że tak — skinęła lekko głową, jakby tym gestem chciała jeszcze bardziej podkreślić swoje słowa. — Myślę, że jeśli podejdziesz jeszcze bliżej, to we mnie wrośniesz — dodała, ale bez sprecyzowania, o co jej dokładnie chodziło. Niech menadżerka ma zagwozdkę! Tylko czy to przypadkiem już się nie stało? Kira nasiąkała Whitmore za każdym razem, kiedy tylko się widziały. Nieważne, czy spotykały się w redakcji, czy gdzieś poza pracą. Daisy powoli stawała się małym, ale nieodłącznym elementem jej codzienności. Oczywiście Finch nigdy w życiu by się do tego nie przyznała. Mogliby ją rozkrajać na kawałki i posypywać rany solą, a ona i tak nie pisnęłaby nawet słowa. A już na pewno nie powiedziałaby na głos, że ktoś zaczął znaczyć dla niej więcej, niż powinna na to pozwolić.
Minęła dopiero pierwsza minuta? To dlaczego wydawało jej się, że stoją tutaj już drugą dobę? Stevie coś ściemniała. Za to pytanie, które padło z ust Whitmore sprawiło, że Kira parsknęła cichym śmiechem.
Często — zgodziła się, co było prawdą absolutną. Ładne oczy to był jeden z komplementów, które słyszała praktycznie zawsze. — Nawet nie masz pojęcia, jak często. Częściej tylko słyszę, że mam fajne cycki — dodała, na co Marge zareagowała ostentacyjnym gwizdem. Finch zerknęłaby na z ukosa, gdyby tylko mogła odwrócić wzrok. Chyba dziewczyna wyłapała, o co jej chodzi, bo pospiesznie uniosła ręce w obronnym geście.
No co? Nie da się ich nie zauważyć — wyjaśniła krótko. Trudno było udawać, że było inaczej. Każdy widział, że najpierw wchodził biust Kiry, a dopiero później cała reszta. Tylko ślepiec by tego nie zauważył. Jej uwaga została jednak szybko pominięta, bo właściwie nie dało się z nią nie zgodzić. Zresztą Finch miała teraz zdecydowanie ciekawsze rzeczy do roboty.
Twoja dusza też musi być niczego sobie. I dupa — dodała, nie mogąc powstrzymać zawadiackiego uśmiechu.
Chyba nie powinna aż tak bardzo wprawiać Daisy w zakłopotanie. Nie po to tutaj były. Grały przecież w jednej drużynie, więc wzajemne rozpraszanie się trochę mijało z celem. Tylko że najwyraźniej obie prowadziły jeszcze własną, zupełnie indywidualną rozgrywkę. I żadna nie zamierzała odpuścić jako pierwsza. To było ekscytujące. I cholernie podniecające.
Ostatnie trzydzieści sekund! — poinformowała Stevie, machając im telefonem przy twarzy, jakby chciała je zmusić do popatrzenia na uciekający czas. Bezskutecznie.
No dalej, Whitmore. Widzę, jak się rumienisz — Kira poruszyła wymownie brwiami. — Ładne masz te oczy. Jak dwa szafiry. Ale policzki zrobiły ci się czerwone niczym dojrzały pomidor — powiedziała, właściwie wyszeptała gdzieś przy jej twarzy, bo niespodziewanie postanowiła zmniejszyć dzielący je dystans, więc Daisy mogła poczuć jej oddech gdzieś w kąciku swoich ust.

Daisy 👁️👄👁️

daisy dress, daisy mess

: sob lip 18, 2026 2:34 pm
autor: Daisy Whitmore
W żadnym stopniu nie zdziwił ją fakt, że Kira Finch bardzo c z ę s t o słyszała, że miała ładne oczy. Ich kolor był na tyle niespotykany, że Whitmore bez problemu mogła sobie wyobrazić, jak ludzie zwracali na to uwagę. Niebieski blindował się z zielonym, a to wszystko jeszcze było przepuszczone przez szary grafit, tworząc mieszankę iście wyjątkową. Nie z tej ziemi. Daisy też zwróciła na to uwagę, ale co się jej dziwić, skoro za zadanie miała patrzeć się w oczy dziennikarki przez bite dwie minuty.
Minuty, które dłużyły się niemiłosiernie, ale w ten najbardziej przyjemny, zaskakujący sposób. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz zaglądała komuś tak głęboko w oczy, w dodatku be żadnego kontaktu fizycznego. Po protu patrząc. Z Rowanem każde dłuższe spojrzenie kończyło się pocałunkiem, niektóre czymś więcej, ale było coś wyjątkowego w takim po prostu zaglądaniu. W daniu czasu głowie, żeby się oswoiła z widokiem, zauważyła szczegóły, cieszyła detalami… Chociaż im dłużej Daisy patrzyła w tęczówki Kiry tym bardziej się jej podobały, a to już chyba wcale nie było dobre. Nie w jej przypadku.
Faktycznie, cycki też są niczego sobie — mruknęła, podłapując ostatnie słowa Finch, żeby jakoś rozproszyć uwagę własnej głowy z terenów, na który Whitmore nie chciała wpuszczać własnych myśli. Margaret chyba uważała tak samo, bo zaraz dostała prosto w ramię od Stevie, mrucząc coś pod nosem, że no przecież fajne są, zobacz.
One nie mgły zobaczyć, bo wciąż zostało im pół minuty wpatrywania się w siebie nawzajem. Daisy przyjęła komplementy na temat swoich oczu i tyłka z uśmiechem, chociaż faktycznie — na jej twarzy pojawiły się czerwone wypieki. Nigdy nie była dobra w chowanie swoich emocji, dało się ją czytać jak otwartą księgę, dlatego kiedy tylko Kira przysunęła się jeszcze bliżej, uśmiech od razu opuścił twarz managerki. Nie było w jej twarzy jednak żadnego dyskomfortu, bardziej skupienie. Żeby nie zrobić czegoś głupiego.
Wcale się nie rumienie. Wydaje ci się — rzuciła niby obojętnie, ale przecież czuła jak policzki ją palą. Po tej uwadze to już w ogóle zaszły prawdziwym ogniem. — A co, nie lubisz pomidorów? Czy jaki właściwie masz do nich problem? — zmieniła temat podłapując porównanie do warzywa (bo kurwa pomidory to warzywa a nie owoce, amen) i jak na złość samej sobie, też przysunęła się bliżej Finch. Ich oddechy tańczyły już na wzajemnych policzkach. Obijały się o usta i brodę, a oczy… te niezmiennie były wpatrzone w siebie.
Piętnaście sekund! — poinformowała Stevie, a Daisy tylko się uśmiechnęła. Bo co to było piętnaście sekund?
A brzoskwinie lubisz chociaż? — rzuciła, ciągnąc temat warzyw i owoców, nachylając głowę jeszcze bliżej. Serce waliło jej mocno w piersi, a mięśnie jakoś naturalnie się spięły.
Dziesięć!!!
Słodkie, soczyste… — wciąż mówiły o brzoskwiniach?
Pięć!!
Czego tu nie lubić, nie? — dodała i nawet nie zauważyła, że wisiała już dosłownie nad ustami Kiry. Wystarczyłby jeden ruch do przodu, wychylenie głowy, żeby ich wargi się spotkały. Fala ciepła zalała jej ciało, gdy tylko sobie to uświadomiła, a kiedy Stevie powiedziała, że to koniec, Whitmore odwróciła się w stronę stolika i od razu wyzerowała całego swojego drinka.
Zapowiadał się ciekawy wieczór.
Kurwa.

kira (❀❛ ֊ ❛„)♡

daisy dress, daisy mess

: sob lip 18, 2026 9:13 pm
autor: kira finch
Trochę rozumiała podejście Rowana. Ona sama nie pamiętała, kiedy tak długo patrzyła jakiejś kobiecie w oczy. Zwykle zostawało to przerwane pocałunkiem, który najczęściej inicjowała Kira. Ale zdarzało się, że była tym pocałunkiem zwyczajnie zaskakiwana. Niby powinna się spodziewać zamiarów, ale za każdym razem było to równie przyjemne. Teraz również przemknęło jej to przez głowę. Raz czy dwa. Albo sto dwadzieścia, czyli dokładnie tyle, ile sekund miały dwie minuty. I przez każdą sekundę, którą stały naprzeciwko siebie, gdzieś z tyłu głowy czekała na ten moment. Na to, że jedna z nich w końcu skróci dzielącą je odległość.
Chcesz dotknąć? — zapytała z trudem powstrzymując się od parsknięcia. Nie można było spuszczać się nad cyckami Finch wzroku, ale nikt nie wspominał o zakazie macania.
Stevie coś tam przebąkiwała, że sama chętnie dotknęłaby piersi K-Rush, ale właścicielka supercycków puściła tę uwagę mimo uszu. Za to uszy Daisy zaczęły przybierać identyczny odcień, co policzki.
Lubię pomidory. Najbardziej właśnie te dojrzałe. Malinowe — wyjaśniła, bo nie miała problemu z żadnymi warzywami. Ani owocami, bo przecież pomidor z botanicznego punktu widzenia jest owocem. Jej siostra była wegetarianką, a Finch nikomu w talerz nie zaglądała. No chyba że właśnie April i kiedy ta nakładała sobie kilogram zieloniny komentowała to krótkim "fuj, rukola".
To było najdłuższe piętnaście sekund w jej życiu. Czuła się trochę tak, jak wtedy w Brantford, kiedy stały na tyłach zamkniętej cukierni i kiedy była o tyle od skradnięcia menadżerce pocałunku.
Brzoskwinie są najlepsze — odparła tuż przy jej ustach. — Takie ociekające sokami. Nie ma niczego smaczniejszego — totalnie dała się wciągnąć w tę pogawędkę o owocach, chociaż nie była już pewna, czy właściwie mówią o tej samej brzoskwini. — A ty lubisz brzoskwinie, Whitmore? Czy wolisz jednak warzywa? Bakłażany? — zapytała akurat w momencie, gdy Stevie skończyła odliczanie. Wyzwanie można było uznać za sukces, a jednak Kira cały czas stała w tym samym miejscu, obserwując, jak Daisy sięga po swojego drinka i wypija go jednym haustem. Nie mogła się ruszyć. Drgnęła dopiero, jak Margaret poklepała ją po plecach.
Dziewczyny, to było takie hot, że zaczęłam się zastanawiać, kiedy wyślecie nam zaproszenie na ślub — pokręciła głową i zrobiła sobie z dłoni prowizoryczny wachlarz, którym zamachała, żeby pokazać, jak jej gorąco. Jej zrobiło się gorąco? To co miała powiedzieć Kira?
Daisy jest mężatką — wytłumaczyła, żeby nie było żadnych dziwnych niedomówień. Niewiele brakowało, że dodała na końcu niestety.
Masz męża?! — zdziwiła się szczerze Daisy. — O matko, co ci strzeliło do głowy. Nasz lesbisjki świat tyle przez to stracił — westchnęła ciężko i naprawdę wyglądała tak, jakby była mocno zawiedziona tym faktem.
Gramy dalej? — nie czekając na odpowiedź, Kira cisnęła piłeczką w stronę kubeczków przeciwniczek. I - ku własnemu zaskoczeniu - trafiła. Była przekonana, że menadżerka strasznie ją rozproszyła, a jednak zadziałała na nią pobudzająco i motywująco. Potem przyszła kolej na Marge, której piłeczka wylądowała gdzieś poza obrębem stołu. Rzut Daisy był natomiast bardzo celny. Co prawda piłeczka najpierw odbiła się od krawędzi innego kubka, ale ostatecznie wpadła do po prawej stronie. Stevie nie miała tyle szczęścia, chociaż była całkiem blisko. W międzyczasie ustaliły, że jednak jedno zadanie na rudę wystarczy, bo każdej drużynie zostały jeszcze tylko po dwa kubki.
No dobra, co tam masz? — spojrzała przez ramię Margaret, która opróżniła drinka i wyjęła spod spodu karteczkę. — Pocałuj zawodniczkę ze swojej drużyny. A nie można z przeciwnej? Bez sensu — mruknęła, za co zarwała od Marge kuksańca w bok. Nie trzeba było ich do tego jakoś specjalnie namawiać, po chwilę później zaczęły się obściskiwać. Od razu widać, że to nie była dla nich pierwszyzna. Na bank ze sobą sypiały.

Daisy ꕤ*.゚

daisy dress, daisy mess

: ndz lip 19, 2026 3:45 pm
autor: Daisy Whitmore
Lubiła brzoskwinie.
Właściwie był to ulubiony owoc Daisy ze wszystkich. Wolała je nawet bardziej niż truskawki. Dlatego jeszcze bardziej, zupełnie nieświadomie wkopała się w tą słowną potyczkę, na którą chyba sama nie była gotowa. Jakby nie spodziewała się, że Kira od razu podłapie rękawice i odbije piłeczkę. A przecież znała ją już trochę, powinna przewidzieć, że Finch nie przechodziła obok takich okazji obojętnie.
I nie wiedzieć kiedy z przyjemnego wypadu do klubu, żeby świętować urodziny Kiry, zrodziły się głębokie spojrzenia w oczy i rozmowy o tym jak brzoskwinie miały się do bakłażanów. Nijak się miały, bo jeśli chodził o owoce, brzoskwinie wygrywały u niej każdy ranking. Tylko… no właśnie, może nie powinny? Może powinna o wiele bardziej przestawić się na warzyła, bo tak wypadało?.
Stevie ogłosiła koniec drugiej minuty w ostatnim momencie, nim Whitmore zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. Zareagować w jakikolwiek sposób na przyśpieszone bicie serca i nieznośną bliskość, w jakiej nagle się znalazły. Dlatego tym bardziej odskoczyła do tyłu i wyzerowała swojego drinka.
Drinka, którym prawie się z a d ł a w i ł a, kiedy Stevie oznajmiła, że cały ich performance był hot i nie mogła doczekać się ich ślubu. Kurwa, czyli wcale się jej nie wydawało. Czyli coś tam jednak między nimi się wydarzyło, skoro nawet ludzie stojący z boku byli w stanie to dostrzec.
Niedobrze.
Już miała oznajmić, że miała męża ale i w tym wyręczyła ją Kira. Trochę spodziewała się reakcji Margaret i Stevie, biorąc pod uwagę, że same wolały dziewczyny, ale wciąż poczuła się nagle jakoś… mniej chciana w towarzystwie.
Mam — skinęła głową, grzebiąc palcem przy jednym z kubków. — Co mi strzeliło do głowy? A ja wiem? Miałam szesnaście lat jak się zeszliśmy — wyznała, a obie dziewczyny równo otworzyły szeroko oczy.
CO?! — krzyknęła Margaret. — Czekaj, czekaj. Chcesz powiedzieć, że jesteś z jednym facetem od szesnastego roku życia? — aż musiała się przytrzymać stołu. Przez moment naprawdę wyglądała, jakby lada moment miała zemdleć. Daisy tylko skinęła głową, a ta dalej nie potrafiła uwierzyć. — Nie no kurwa, Daisy, żartujesz?! No a skąd wiesz, że to ten jedyny? A byłaś kiedyś z jakimś innym? Albo z dziewczyną? — wbiła w Whitmore wyczekujące spojrzenie, a managerka jedynie pokręciła przecząco głową. No co im miała powiedzieć? Skąd wiedziała, że jedyny? A skąd mogła wiedzieć, że nie? Przecież człowiek, kiedy wiązał się z kimś w relacji, nie szedł zaraz przed podjęciem decyzji przelecieć pół miasta, żeby mieć pewność, że podejmował dobrą decyzję. Po to po prostu się szło. Wchodziło w ciemno, a dopiero potem ewentualnie można było snuć jakiekolwiek wnioski. — Nie no to przecież tak nie może być! Musisz się pocałować z jakąś dziewczyną — wtrąciła kolejne cztery grosze między jednym rzutem o drugim. Żeby było śmieszniej dokładnie w tym samym momencie dziewczyny dostały za zadanie, żeby się pocałować. Proszę bardzo, idealnie zgrane w czasie. I chociaż Margaret rzuciła Daisy jakieś wyzywające spojrzenie, jakby tak naprawdę chciała iść jej coś udowodnić, tak finalnie skończyła w objęciach Stevie, która nie próżnowała i od razu przeszła do rzeczy. Wplotła dłoń we włosy Margaret i wpiła się agresywnie w usta koleżanki.
Może powinnyśmy je zostawić — Daisy nachyliła się do Kiry, zawisając nad jej ramieniem, a po chwili łapiąc idealnie szare spojrzenie. Nie żeby po jej głowie chodziła masa innych aktywności, ale może mogłyby pójść na parkiet, albo do bory, skoro tutaj już było po zabawie. A przynajmniej tak myślała Whitmore. W jakim jednak była w błędzie! Bo nim zdążyła oderwać wzrok od Kiry, Margaret pociągnęła ją za rękę (a kostki zdecydowały) i bez najmniejszego ostrzeżenia szarpnęła do siebie Daisy i tuż przed twarzą Finch, wpiła się w jej usta. Krótko ale intensywnie. Kowalewicz style.
No, to teraz już przynajmniej nie możesz mówić, że nie całowaś się z dziewczyną! — rzuciła rozbawiona, kiedy tylko się od niej oderwała. A Daisy? Daisy tylko zamrugała w szoku, bo co to kurwa miało być?

kira ( ˶˘ ³˘)♡

daisy dress, daisy mess

: ndz lip 19, 2026 8:26 pm
autor: kira finch
Fakt, że Daisy była z jednym facetem od tak długiego czasu, wywołał niemałe poruszenie. Dziewczyny nie mogły uwierzyć w to, co właśnie usłyszały. Trudno było się im dziwić. Sama Finch zareagowała podobnie. Może nie była aż w takim szoku, ale z pewnością była zaskoczona. Dla niej wizja związania się z kimś w tak młodym wieku i wytrwania u jego boku przez kolejne lata wydawała się czymś kompletnie abstrakcyjnym. Owszem, jej rodzice byli razem od ponad trzydziestu lat. Tylko że to było zupełnie co innego. I szczerze mówiąc, Kira nie była nawet pewna, czy ich małżeństwo wciąż opierało się na miłości, czy raczej na przyzwyczajeniu, wspólnym nazwisku i życiu, którego żadnemu z nich nie chciało się już układać od nowa, bo totalna strata czasu.
Margaret bardzo, ale to bardzo chciała wiedzieć, dlaczego Whitmore od tylu lat jest ze swoim mężem i od razu zaczęła ją nagabywać ją do pocałunku z jakąś kobietą. Uciszyły ją dopiero usta Stevie, która objęła ją mocno w pasie i przyciągnęła tak blisko, jak tylko się dało.
To raczej one powinny znaleźć sobie pokój — skomentowała z cichym parsknięciem. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że Finch nawet nie zdążyła zareagować. Marge odskoczyła od Stevie i, ku kompletnemu zaskoczeniu wszystkich, błyskawicznie dopadła Whitmore, żeby skraść jej pocałunek.
Kira patrzyła na całą scenę z wysoko uniesionymi brwiami. Niewiele brakowało, a po prostu rozdziawiłaby gębę ze zdumienia. Musiała nawet zagryźć wewnętrzną stronę policzka, żeby nie wyglądać jak skończona kretynka. Najbardziej zaskakujące było jednak to, że Margaret najwyraźniej była ze swojego wybryku szczerze zadowolona. Cofnęła się o krok z szerokim uśmiechem, jakby właśnie osiągnęła dokładnie taki efekt, o jaki jej chodziło.
I jak było? — zapytała od razu Stevie, najwyraźniej nie mogąc doczekać się opinii Daisy. Finch natomiast nie odezwała się ani słowem. Po prostu ją zamurowało. I wcale nie dlatego, że Whitmore została pocałowana przez kobietę. W innych okolicznościach pewnie parsknęłaby śmiechem i jeszcze długo wypominała jej tę sytuację. Chodziło o to, że Margaret była pierwsza. Że to ona zasmakowała ust Daisy, chociaż trwało to dosłownie ułamek sekundy.
Nie sądzisz, że najpierw wypadałoby zapytać, czy ktoś w ogóle życzy sobie, żeby wpychać mu język do gardła? — zwróciła się do Marge, która tylko wzruszyła ramionami. Przyganiał kocioł garnkowi. To tak, jakby Kira kiedykolwiek pytała kogoś o zgodę. Ale nie musiała, przecież od razu widziała, czy jakaś laska była zainteresowana. Zawsze była.
Oj, po co od razu ta spina, K-Rush — wtrąciła Stevie, która chyba poczuła się jako adwokatka Margaret. Nie z Finch takie numery. Została wychowana przez dwójkę prawników. — Przecież nic takiego się nie stało! Gramy dalej? — sięgnęła po piłeczkę, gotowa do następnego rzuty.
Słysząc swojej ksywkę, samymi oczami dała dziewczynie do zrozumienia, że nie powinna już więcej nazywać ją w taki sposób. Stevie chyba to wyłapała, bo momentalnie zamilkła.
Ja pasuję. Chyba wolę napić się czegoś mocniejszego. Idziemy do baru? — zwróciła się wyłącznie do Whitmore, bo jakoś odeszła jej chęć na towarzystwo Stevie i Margaret. Zabawa była spoko, ale tylko do czasu. Potrzebowała zamówić sobie jakiegoś porządnego drinka, a nie spijać resztki piwa z plastikowych kubeczków. A najlepiej kolejkę jakichś konkretnych szotów.

Daisy ❁ꫂ