what we shouldn't have started
: śr lip 15, 2026 12:16 pm
Nie zdawała sobie nawet sprawy, jak bardzo trafiała. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Ally miała irytujący talent do wypowiadania na głos rzeczy, których sama nie mogła wiedzieć. Robiła to od pierwszego dnia. Najpierw przy samochodzie, później w barze, a teraz tutaj. Raz po raz dotykała miejsc, które od dawna powinny pozostać szczelnie zamknięte i do których nie miał prawa dopuszczać nikogo, a już na pewno kobiety, którą znał zaledwie od kilku tygodni.
Paradoks polegał na tym, że im bardziej próbował ją od siebie odsunąć, tym chętniej sam skracał dzielący ich dystans. Gdyby był odrobinę rozsądniejszy, już dawno wróciłby do Thunder Bay, zostawił ją z naprawionym mustangiem i zamknął ten rozdział zanim zdążyłby się naprawdę zacząć. Tymczasem stał obok niej na drewnianym molo, mocno trzymając jej dłoń we własnej, choć nie powinno być jej w jego życiu nawet przez jeden wieczór.
Parsknął cicho pod nosem. - W jednym i drugim - odpowiedział bez większego zastanowienia. - Sprawdzałem, chociaż to jest kurewsko głupie. Jeden lubi kwiaty, drugi dobrą whisky, trzeci ciszę. Jakim cudem ktoś miałby napisać instrukcję dla wszystkich? - wreszcie puścił jej dłoń, gdy dotarli na sam koniec pomostu i oparł przedramiona o drewnianą barierkę, zerkając na kobietę z rozbawieniem malującym się na twarzy. Tak jak nie wierzył w horoskopy, przepowiednie ani przeznaczenie, tak samo podważał sens istnienia poradników, mów motywacyjnych i całego tego pierdolenia związanego z coachingiem - bez względu na dziedzinę życia.
Był samoukiem. Doświadczenie zbierał wyłącznie na własnych błędach, więc jeśli coś nie wychodziło za pierwszym razem, musiało udać się za drugim albo trzecim. Ally dawała mu właściwie już trzecią, może nawet czwartą szansę i, ku własnemu zdziwieniu, wciąż nie zaliczył spektakularnego upadku. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że wszelkiej maści poradniki były stratą czasu.
Obserwował ją jeszcze przez chwilę, by zaraz potem przenieść wzrok na spokojną taflę wody. Nigdy nie zastanawiał się nad swoją randką idealną. Nie wiedział nawet, czy już kiedyś ją przeżył, czy może wciąż miał ją przed sobą. W gruncie rzeczy nie był też pewien, czy coś takiego w ogóle istniało. Kobiety patrzyły na to inaczej. Faceci byli znacznie bardziej pragmatyczni. Nie skupiali się na tym, żeby idealnie wyglądać, żeby kwiaty pasowały do koloru sukienki, a torebka do faktury obrusa w restauracji. - Zorganizowana dla mnie? - upewnił się. - Ally, nie jestem wymagający. Będę też pewnie przewidywalny i płytki, jeśli powiem, że liczy się towarzystwo, a nie miejsce - posłał jej zadziorny uśmiech, bo choć jego słowa były szczerą prawdą, jednocześnie brzmiały jak coś, co powiedziałby każdy facet próbujący zaskarbić sobie kobiecą sympatię.
- Gdybym miał wybierać, to najpierw mecz hokeja, później dobra restauracja, a na koniec miły seks - odpowiedział wreszcie, rozwiewając chyba wszelkie wątpliwości co do swojej romantycznej natury. I tego, że ten wieczór od początku był organizowany przede wszystkim dla niej, co nie znaczyło jednak, że jemu również nie odpowiadał.
Oderwał się od drewnianej barierki dopiero wtedy, gdy wypowiedziała kolejne zdanie. Powoli podszedł bliżej, zatrzymując się tuż przed nią. Oparł obie dłonie po jej bokach o poręcz, zamykając ją pomiędzy własnymi ramionami, choć wciąż nawet jej nie dotknął. - Nie będę składał deklaracji - odezwał się cicho, patrząc prosto w jej ciemne, hipnotyzujące oczy. - Mam swoje sprawy, które muszę załatwić - pierwszy raz postawił na taką szczerość. - Mam też wielki bagaż i nie mogę pozwolić, żeby ciągnął się również za tobą, dlatego potrzebuję czasu - pochylił się jeszcze n i ż e j, tak że ich oddechy zaczęły mieszać się ze sobą. - Ale nie znikam.
Ally Aldridge
Paradoks polegał na tym, że im bardziej próbował ją od siebie odsunąć, tym chętniej sam skracał dzielący ich dystans. Gdyby był odrobinę rozsądniejszy, już dawno wróciłby do Thunder Bay, zostawił ją z naprawionym mustangiem i zamknął ten rozdział zanim zdążyłby się naprawdę zacząć. Tymczasem stał obok niej na drewnianym molo, mocno trzymając jej dłoń we własnej, choć nie powinno być jej w jego życiu nawet przez jeden wieczór.
Parsknął cicho pod nosem. - W jednym i drugim - odpowiedział bez większego zastanowienia. - Sprawdzałem, chociaż to jest kurewsko głupie. Jeden lubi kwiaty, drugi dobrą whisky, trzeci ciszę. Jakim cudem ktoś miałby napisać instrukcję dla wszystkich? - wreszcie puścił jej dłoń, gdy dotarli na sam koniec pomostu i oparł przedramiona o drewnianą barierkę, zerkając na kobietę z rozbawieniem malującym się na twarzy. Tak jak nie wierzył w horoskopy, przepowiednie ani przeznaczenie, tak samo podważał sens istnienia poradników, mów motywacyjnych i całego tego pierdolenia związanego z coachingiem - bez względu na dziedzinę życia.
Był samoukiem. Doświadczenie zbierał wyłącznie na własnych błędach, więc jeśli coś nie wychodziło za pierwszym razem, musiało udać się za drugim albo trzecim. Ally dawała mu właściwie już trzecią, może nawet czwartą szansę i, ku własnemu zdziwieniu, wciąż nie zaliczył spektakularnego upadku. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że wszelkiej maści poradniki były stratą czasu.
Obserwował ją jeszcze przez chwilę, by zaraz potem przenieść wzrok na spokojną taflę wody. Nigdy nie zastanawiał się nad swoją randką idealną. Nie wiedział nawet, czy już kiedyś ją przeżył, czy może wciąż miał ją przed sobą. W gruncie rzeczy nie był też pewien, czy coś takiego w ogóle istniało. Kobiety patrzyły na to inaczej. Faceci byli znacznie bardziej pragmatyczni. Nie skupiali się na tym, żeby idealnie wyglądać, żeby kwiaty pasowały do koloru sukienki, a torebka do faktury obrusa w restauracji. - Zorganizowana dla mnie? - upewnił się. - Ally, nie jestem wymagający. Będę też pewnie przewidywalny i płytki, jeśli powiem, że liczy się towarzystwo, a nie miejsce - posłał jej zadziorny uśmiech, bo choć jego słowa były szczerą prawdą, jednocześnie brzmiały jak coś, co powiedziałby każdy facet próbujący zaskarbić sobie kobiecą sympatię.
- Gdybym miał wybierać, to najpierw mecz hokeja, później dobra restauracja, a na koniec miły seks - odpowiedział wreszcie, rozwiewając chyba wszelkie wątpliwości co do swojej romantycznej natury. I tego, że ten wieczór od początku był organizowany przede wszystkim dla niej, co nie znaczyło jednak, że jemu również nie odpowiadał.
Oderwał się od drewnianej barierki dopiero wtedy, gdy wypowiedziała kolejne zdanie. Powoli podszedł bliżej, zatrzymując się tuż przed nią. Oparł obie dłonie po jej bokach o poręcz, zamykając ją pomiędzy własnymi ramionami, choć wciąż nawet jej nie dotknął. - Nie będę składał deklaracji - odezwał się cicho, patrząc prosto w jej ciemne, hipnotyzujące oczy. - Mam swoje sprawy, które muszę załatwić - pierwszy raz postawił na taką szczerość. - Mam też wielki bagaż i nie mogę pozwolić, żeby ciągnął się również za tobą, dlatego potrzebuję czasu - pochylił się jeszcze n i ż e j, tak że ich oddechy zaczęły mieszać się ze sobą. - Ale nie znikam.
Ally Aldridge