sue me, i wanna be wanted
: pn lip 20, 2026 1:03 pm
darling,
everyday feels like a Monday
Świadomość, że mogła go stracić w ułamku sekundy przez kłamstwo, które ukrywało się gdzieś w czeluściach szafki z ciuchami, doprowadzała ją niemal do załamania. Patrzyła w jego oczy i próbowała wyłapać w nich jakikolwiek cień nadziei. Cokolwiek, co mówiłoby jej, że jednak nie zakończy tego, co było między nimi. Przynajmniej nie teraz. Jeszcze nie. - Ty na mnie też - odparła tylko, pociągając nosem. Wiedziała, że spieprzyła sprawę. Wiedziała, że jeszcze długo zajmie jej odbudowanie jakiegokolwiek zaufania, ale była gotowa o to walczyć. Nawet jeśli oznaczałoby to, że musiała tłumić w sobie te głębsze uczucia, które do niego żywiła. Już myślała, że to koniec, ale wtedy powiedział, że jednak tego nie kończą. Wtuliła się w niego mocno, owijając ramiona wokół jego pasa. - Dobrze, bo ja tego bardzo nie chcę - dodała, unosząc buzię, żeby na niego spojrzeć, chociaż cały czas go obejmowała. - W sensie kończyć. Nie chcę tego kończyć. - Uśmiechnęła się do niego delikatnie.
Uspokajał ją. Dawał jej to dziwne poczucie bezpieczeństwa, którego wcześniej nie potrafiła znaleźć nigdzie indziej. A jej overthinking? Tysiąc myśli na godzinę, które sabotowały ją na każdym kroku i sprawiały, że uciekała od każdej relacji, zanim ktokolwiek zdążył naprawdę ją zranić? Przy nim ucichały. Nie znikały całkowicie, ale schodziły na dalszy plan. Jakby ktoś ściszał je powoli, aż w końcu przestawały zagłuszać wszystko inne. Przy nim potrafiła skupić się na tym, co było tu i teraz. Na aktualnej relacji... poznawainu go. Na tym, że stał przed nią, trzymał ją w ramionach i nie uciekał, mimo że właśnie dała mu idealny powód.Może faktycznie był jej
guardian angel
Może ten upadły anioł za każdym razem, gdy ją przytulał, owijał ją swoimi skrzydłami i odganiał każdą złą myśl, która miała czelność zalęgnąć się w jej głowie. Wsunęła dłoń w jego ogniste włosy, zatapiając w nich palce. Wpatrywała się w jego oczy i uśmiechnęła się czule, gdy nazwał ją piękną. - Postaram się już tego nie robić - stwierdziła cicho, zanim dodała, - Potrzebujemy twojego serca w całości, żebyś później nie musiał go sklejać, no nie? Stanęła na palcach i musnęła czule kącik jego ust. Chwilę później wybuchnęła śmiechem. - Już nie mam, obiecuję. Tylko jeden mąż - parsknęła pod nosem. Każdy z tych całusów, które zostawiał na jej twarzy, rozgrzewał jej serce. Ale kiedy tak bezczelnie pocałował ją krótko w usta i odsunął się po chwili, Vita tylko zmarszczyła brwi, robiąc niezadowoloną minę. No chyba sobie żartował. Chwilę później wzięła to, co jej się należało, i pocałowała go mocniej. - Hm - mruknęła tylko, kiedy dopowiedział, że Lexie jednak stracił coś dobrego. - Niech ci będzie - dodała pomiędzy kolejnym pocałunkiem. No bo nie mogła sobie jeszcze bardziej u niego nagrabić, co nie? Była w tej kwestii bardzo uczynna. Poza tym chciała, żeby jednak wrócił z nią do domku, więc musiała się zachowywać.
i got a lump stuck in my throat
might be these cigarettes i smoke
Leżąc obok niego i wyrzucając z siebie wszystko, czuła, jakby kamień spadał jej z serca. A sam fakt, że po prostu tam z nią leżał, pozwolił jej się najpierw wypowiedzieć, a dopiero potem powoli odpowiadał na to, co mówiła, tylko upewniał ją w przekonaniu, że zakochała się we właściwej osobie. Nawet jeśli bez odwzajemnienia. Przewróciła oczami i zaśmiała się, patrząc na niego. - Nie musisz mi tego mówić, Aiden. I know - powiedziała, opierając podbródek na jego klatce piersiowej i zerkając na niego z dołu. - Ha ha, zabawne. Uśmiałam się. - Przewróciła oczami jeszcze raz i pstryknęła go w czoło. Po chwili zgarnęła swój telefon i oparła się o niego wygodniej, wstukując treść wiadomości. Gdy ją wysłała, obróciła się i zaczęła składać na jego ustach czule pocałunki. Nie wierzyła, że faktycznie chciał jej pomóc z tym wszystkim. Zerknęła na telefon przy kolejnej wibracji, chcąc przeczytać następną wiadomość, jednak vohnyk najwyraźniej miał inne plany. Odłożył jej telefon na szafkę obok, a ona uniosła brew, parskając cichym śmiechem. - Oh, lubię, jak jesteś taki władczy, O'Cahallan.-Przytaknęła głową, słuchając go z zainteresowaniem, gdy tłumaczył, co będzie musiał zrobić i że prawdopodobnie jego kolega mu w tej sprawie pomoże. - Dziękuję, Aiden - cmoknęła go w policzek, zaraz jednak zmarszczyła brwi, oburzona słysząc, że jednak nie wezmie koszuli - Ale koszulę w palemki możesz ubrać na którąś z naszych randek. W końcu trzeba będzie jakoś później ten rozwód celebrować, co nie? - Uśmiechnęła się szeroko. Podobało jej się, jak się ubierał, no ale nie widziała go jeszcze w takiej koszuli i nie mogła tego przegapić, mkay?
Jego kolejne pytanie sprawiło jednak, że poczuła, jak blednie. Cholera. Co miała mu powiedzieć? Zastanowiła się przez chwilę, bawiąc się nerwowo materiałem jego koszulki, po czym w końcu wzięła cichy oddech i uniosła na niego spojrzenie. - Wiesz, ogólnie krótko po tym ślubie… właściwie jak tylko wylądowaliśmy, zaczęłam mieć straszne wątpliwości i odsunęłam się - powiedziała cicho, wpatrując się gdzieś przed siebie. - Chciałam o tym porozmawiać z Alexisem, ale on był tak bardzo we mnie zakochany. Cieszył się za każdym razem, kiedy mnie widział, a ja… ja uciekałam w wir pracy. - Przełknęła ślinę, czując ten nieprzyjemny ścisk w gardle. - Nie mogłam sobie poradzić z tym, że podjęłam tak ważną decyzję, nie znając go nawet… nie wiem, Aiden, to może zabrzmieć głupio, ale na przykład tak jak ciebie. - Spojrzała na niego, przez moment naprawdę próbując znaleźć właściwe słowa, - Jesteś moim przyjacielem. Sypiamy ze sobą, spędzamy razem czas, a wiesz o mnie o wiele więcej niż Alexis od momentu, kiedy zaczęliśmy się spotykać już jako dorośli ludzie. Nie jako gówniarze, którzy przyjaźnili się w szkole i myśleli, że samo wspólne dorastanie wystarczy, żeby znać się naprawdę. - westchnęła głośno, - Poza tym on już dwa razy mnie porzucił i nie umiałam tak po prostu wyluzować w tej kwestii. Wiem, głupie to - dodała ciszej, przysuwając się do Aidena bliżej i wtulając się w niego mocniej. - Nie chcę już o tym rozmawiać. - Przymknęła oczy, pozwalając sobie przez chwilę po prostu oddychać jego zapachem. Czuć jego obecność.. - Wiem, że jestem winna. Wiem, że spieprzyłam. Ale w tamtej chwili naprawdę myślałam, że rozumiem, czym jest miłość, bo nigdy wcześniej takiej nie zaznałam. Tylko że… - urwała na moment, przełykając ślinę, po czym zerknęła na niego spod rzęs. - Z biegiem czasu chyba zrozumiałam, że to jednak nie było to. - Schowała twarz w zagłębieniu jego szyi i musnęła ją delikatnie ustami. - Jestem zmęczona. Dobranoc… dziękuje za dzisiaj - wyrzuciła z siebie cicho, zaciskając dłoń na jego boku. Po prostu chciała mieć pewność, że zostanie z nią na noc. Czuła się przy nim cholernie bezpiecznie, a to ostatnio przerażało ją chyba bardziej niż cokolwiek innego. Zamknęła oczy i nawet nie zorientowała się, kiedy tak naprawdę zasnęła.
Rano przebudziła się tylko dlatego, że chciała zmienić pozycję i poczuła pustkę obok siebie. Jej dłoń niemal od razu zaczęła błądzić po materacu, szukając ciepła jego ciała, zanim otworzyła oczy i rozejrzała się zaspana po pokoju. Dopiero wtedy usłyszała dźwięk skwierczącej patelni. Uśmiechnęła się pod nosem. Czyżby Aiden dla nich gotował? Doczłapała się do przejścia między sypialnią a salonem, przecierając oczy. Najpierw zobaczyła Milo, siedzącego z absolutnym uradowaniem obok Aidena, jakby właśnie spędzał czas ze swoim najlepszym bestie i kompletnie zapomniał, gdzie leżała jego lojalność. Dopiero kiedy kot zauważył Vitę stojącą w progu, od razu się zjeżył, pacnął Aidena łapą w łydkę i pobiegł w jej kierunku, jakby chciał bardzo wyraźnie zaznaczyć, że to co przed chwilą zobaczyła to tego.. no nie było, nie miało miejsca, w żadnym wypadku! Vita zaśmiała się cicho. - Dzień dobry, koooch… - Urwała. Jej spojrzenie zatrzymało się na świeżym bukiecie kwiatów stojącym w wazonie na stole. Uniosła brwi, czując, jak policzki zaczynają jej się rumienić. Cholera. W tamtym momencie nie była do końca pewna, co ją ogarnęło. Może to było ciepło rozlewające się po jej klatce piersiowej. Może zapach jedzenia. Może ten przepiękny bukiet… no i widok Aidena w jej mieszkaniu, który już teraz stał się tak naturalny, że nie wyobrażała sobie tej chwili, która miała właśnie tak nie wyglądać. Poczuła nagły przypływ pewności siebie… dziwnej, nigdy wcześniej czegoś takiego nie poczuła, ale w tamtym momencie po prostu wiedziała, że musi mu to powiedzieć. Kochała go. Boże, jak ona go kochała.
Nie chciała już trwać bez niego. Nie chciała budzić się bez niego, chodzić na spacery, nie trzymając go za rękę, ani wracać z długich randek, jeśli Aiden nie miał jej potem podnosić tak po prostu i trzymać w swoich ramionach, gdy się męczyła, jakby ważyła mniej niż piórko, lub wszystkie jej lęki razem zebrane. Nie chciała jeść pizzy z ananasem, jeśli nie z nim. Czytanie książek bez niego wydawało jej się teraz mniej ekscytujące. Nawet cisza bez niego była jakaś gorsza. Nie chciała całować nikogo innego. A przede wszystkim nie chciała już kochać nikogo innego. Więc ruszyła w jego stronę. Najpierw powoli, potem trochę szybciej, a każdy kolejny krok tylko upewniał ją, że to był czas. Koniec kłamstw. Koniec udawania, że to nadal był tylko seks, przyjaźń i kilka zasad, których i tak żadne z nich nie umiało przestrzegać… od na dobrą sprawę.. początku… Musiała to zrobić. Przytuliła go od tyłu i przez chwilę po prostu tak trwała, obejmując go w pasie, napawając się jego ciepłem i zapachem. - Aiden - powiedziała cicho. Zawahała się. Tylko na sekundę. Potem zacisnęła palce mocniej na materiale jego koszulki i powtórzyła głośniej, żeby na pewno ją usłyszał, - Kocham cię.
ᴄᴏᴜʟᴅ ʏᴏᴜ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴏᴠᴇ ᴍᴇ ʙᴀᴄᴋ, ᴘʟᴇᴀꜱᴇ?
everyday feels like a Monday
Świadomość, że mogła go stracić w ułamku sekundy przez kłamstwo, które ukrywało się gdzieś w czeluściach szafki z ciuchami, doprowadzała ją niemal do załamania. Patrzyła w jego oczy i próbowała wyłapać w nich jakikolwiek cień nadziei. Cokolwiek, co mówiłoby jej, że jednak nie zakończy tego, co było między nimi. Przynajmniej nie teraz. Jeszcze nie. - Ty na mnie też - odparła tylko, pociągając nosem. Wiedziała, że spieprzyła sprawę. Wiedziała, że jeszcze długo zajmie jej odbudowanie jakiegokolwiek zaufania, ale była gotowa o to walczyć. Nawet jeśli oznaczałoby to, że musiała tłumić w sobie te głębsze uczucia, które do niego żywiła. Już myślała, że to koniec, ale wtedy powiedział, że jednak tego nie kończą. Wtuliła się w niego mocno, owijając ramiona wokół jego pasa. - Dobrze, bo ja tego bardzo nie chcę - dodała, unosząc buzię, żeby na niego spojrzeć, chociaż cały czas go obejmowała. - W sensie kończyć. Nie chcę tego kończyć. - Uśmiechnęła się do niego delikatnie.
Uspokajał ją. Dawał jej to dziwne poczucie bezpieczeństwa, którego wcześniej nie potrafiła znaleźć nigdzie indziej. A jej overthinking? Tysiąc myśli na godzinę, które sabotowały ją na każdym kroku i sprawiały, że uciekała od każdej relacji, zanim ktokolwiek zdążył naprawdę ją zranić? Przy nim ucichały. Nie znikały całkowicie, ale schodziły na dalszy plan. Jakby ktoś ściszał je powoli, aż w końcu przestawały zagłuszać wszystko inne. Przy nim potrafiła skupić się na tym, co było tu i teraz. Na aktualnej relacji... poznawainu go. Na tym, że stał przed nią, trzymał ją w ramionach i nie uciekał, mimo że właśnie dała mu idealny powód.Może faktycznie był jej
Może ten upadły anioł za każdym razem, gdy ją przytulał, owijał ją swoimi skrzydłami i odganiał każdą złą myśl, która miała czelność zalęgnąć się w jej głowie. Wsunęła dłoń w jego ogniste włosy, zatapiając w nich palce. Wpatrywała się w jego oczy i uśmiechnęła się czule, gdy nazwał ją piękną. - Postaram się już tego nie robić - stwierdziła cicho, zanim dodała, - Potrzebujemy twojego serca w całości, żebyś później nie musiał go sklejać, no nie? Stanęła na palcach i musnęła czule kącik jego ust. Chwilę później wybuchnęła śmiechem. - Już nie mam, obiecuję. Tylko jeden mąż - parsknęła pod nosem. Każdy z tych całusów, które zostawiał na jej twarzy, rozgrzewał jej serce. Ale kiedy tak bezczelnie pocałował ją krótko w usta i odsunął się po chwili, Vita tylko zmarszczyła brwi, robiąc niezadowoloną minę. No chyba sobie żartował. Chwilę później wzięła to, co jej się należało, i pocałowała go mocniej. - Hm - mruknęła tylko, kiedy dopowiedział, że Lexie jednak stracił coś dobrego. - Niech ci będzie - dodała pomiędzy kolejnym pocałunkiem. No bo nie mogła sobie jeszcze bardziej u niego nagrabić, co nie? Była w tej kwestii bardzo uczynna. Poza tym chciała, żeby jednak wrócił z nią do domku, więc musiała się zachowywać.
might be these cigarettes i smoke
Leżąc obok niego i wyrzucając z siebie wszystko, czuła, jakby kamień spadał jej z serca. A sam fakt, że po prostu tam z nią leżał, pozwolił jej się najpierw wypowiedzieć, a dopiero potem powoli odpowiadał na to, co mówiła, tylko upewniał ją w przekonaniu, że zakochała się we właściwej osobie. Nawet jeśli bez odwzajemnienia. Przewróciła oczami i zaśmiała się, patrząc na niego. - Nie musisz mi tego mówić, Aiden. I know - powiedziała, opierając podbródek na jego klatce piersiowej i zerkając na niego z dołu. - Ha ha, zabawne. Uśmiałam się. - Przewróciła oczami jeszcze raz i pstryknęła go w czoło. Po chwili zgarnęła swój telefon i oparła się o niego wygodniej, wstukując treść wiadomości. Gdy ją wysłała, obróciła się i zaczęła składać na jego ustach czule pocałunki. Nie wierzyła, że faktycznie chciał jej pomóc z tym wszystkim. Zerknęła na telefon przy kolejnej wibracji, chcąc przeczytać następną wiadomość, jednak vohnyk najwyraźniej miał inne plany. Odłożył jej telefon na szafkę obok, a ona uniosła brew, parskając cichym śmiechem. - Oh, lubię, jak jesteś taki władczy, O'Cahallan.-Przytaknęła głową, słuchając go z zainteresowaniem, gdy tłumaczył, co będzie musiał zrobić i że prawdopodobnie jego kolega mu w tej sprawie pomoże. - Dziękuję, Aiden - cmoknęła go w policzek, zaraz jednak zmarszczyła brwi, oburzona słysząc, że jednak nie wezmie koszuli - Ale koszulę w palemki możesz ubrać na którąś z naszych randek. W końcu trzeba będzie jakoś później ten rozwód celebrować, co nie? - Uśmiechnęła się szeroko. Podobało jej się, jak się ubierał, no ale nie widziała go jeszcze w takiej koszuli i nie mogła tego przegapić, mkay?
Jego kolejne pytanie sprawiło jednak, że poczuła, jak blednie. Cholera. Co miała mu powiedzieć? Zastanowiła się przez chwilę, bawiąc się nerwowo materiałem jego koszulki, po czym w końcu wzięła cichy oddech i uniosła na niego spojrzenie. - Wiesz, ogólnie krótko po tym ślubie… właściwie jak tylko wylądowaliśmy, zaczęłam mieć straszne wątpliwości i odsunęłam się - powiedziała cicho, wpatrując się gdzieś przed siebie. - Chciałam o tym porozmawiać z Alexisem, ale on był tak bardzo we mnie zakochany. Cieszył się za każdym razem, kiedy mnie widział, a ja… ja uciekałam w wir pracy. - Przełknęła ślinę, czując ten nieprzyjemny ścisk w gardle. - Nie mogłam sobie poradzić z tym, że podjęłam tak ważną decyzję, nie znając go nawet… nie wiem, Aiden, to może zabrzmieć głupio, ale na przykład tak jak ciebie. - Spojrzała na niego, przez moment naprawdę próbując znaleźć właściwe słowa, - Jesteś moim przyjacielem. Sypiamy ze sobą, spędzamy razem czas, a wiesz o mnie o wiele więcej niż Alexis od momentu, kiedy zaczęliśmy się spotykać już jako dorośli ludzie. Nie jako gówniarze, którzy przyjaźnili się w szkole i myśleli, że samo wspólne dorastanie wystarczy, żeby znać się naprawdę. - westchnęła głośno, - Poza tym on już dwa razy mnie porzucił i nie umiałam tak po prostu wyluzować w tej kwestii. Wiem, głupie to - dodała ciszej, przysuwając się do Aidena bliżej i wtulając się w niego mocniej. - Nie chcę już o tym rozmawiać. - Przymknęła oczy, pozwalając sobie przez chwilę po prostu oddychać jego zapachem. Czuć jego obecność.. - Wiem, że jestem winna. Wiem, że spieprzyłam. Ale w tamtej chwili naprawdę myślałam, że rozumiem, czym jest miłość, bo nigdy wcześniej takiej nie zaznałam. Tylko że… - urwała na moment, przełykając ślinę, po czym zerknęła na niego spod rzęs. - Z biegiem czasu chyba zrozumiałam, że to jednak nie było to. - Schowała twarz w zagłębieniu jego szyi i musnęła ją delikatnie ustami. - Jestem zmęczona. Dobranoc… dziękuje za dzisiaj - wyrzuciła z siebie cicho, zaciskając dłoń na jego boku. Po prostu chciała mieć pewność, że zostanie z nią na noc. Czuła się przy nim cholernie bezpiecznie, a to ostatnio przerażało ją chyba bardziej niż cokolwiek innego. Zamknęła oczy i nawet nie zorientowała się, kiedy tak naprawdę zasnęła.
Rano przebudziła się tylko dlatego, że chciała zmienić pozycję i poczuła pustkę obok siebie. Jej dłoń niemal od razu zaczęła błądzić po materacu, szukając ciepła jego ciała, zanim otworzyła oczy i rozejrzała się zaspana po pokoju. Dopiero wtedy usłyszała dźwięk skwierczącej patelni. Uśmiechnęła się pod nosem. Czyżby Aiden dla nich gotował? Doczłapała się do przejścia między sypialnią a salonem, przecierając oczy. Najpierw zobaczyła Milo, siedzącego z absolutnym uradowaniem obok Aidena, jakby właśnie spędzał czas ze swoim najlepszym bestie i kompletnie zapomniał, gdzie leżała jego lojalność. Dopiero kiedy kot zauważył Vitę stojącą w progu, od razu się zjeżył, pacnął Aidena łapą w łydkę i pobiegł w jej kierunku, jakby chciał bardzo wyraźnie zaznaczyć, że to co przed chwilą zobaczyła to tego.. no nie było, nie miało miejsca, w żadnym wypadku! Vita zaśmiała się cicho. - Dzień dobry, koooch… - Urwała. Jej spojrzenie zatrzymało się na świeżym bukiecie kwiatów stojącym w wazonie na stole. Uniosła brwi, czując, jak policzki zaczynają jej się rumienić. Cholera. W tamtym momencie nie była do końca pewna, co ją ogarnęło. Może to było ciepło rozlewające się po jej klatce piersiowej. Może zapach jedzenia. Może ten przepiękny bukiet… no i widok Aidena w jej mieszkaniu, który już teraz stał się tak naturalny, że nie wyobrażała sobie tej chwili, która miała właśnie tak nie wyglądać. Poczuła nagły przypływ pewności siebie… dziwnej, nigdy wcześniej czegoś takiego nie poczuła, ale w tamtym momencie po prostu wiedziała, że musi mu to powiedzieć. Kochała go. Boże, jak ona go kochała.
Nie chciała już trwać bez niego. Nie chciała budzić się bez niego, chodzić na spacery, nie trzymając go za rękę, ani wracać z długich randek, jeśli Aiden nie miał jej potem podnosić tak po prostu i trzymać w swoich ramionach, gdy się męczyła, jakby ważyła mniej niż piórko, lub wszystkie jej lęki razem zebrane. Nie chciała jeść pizzy z ananasem, jeśli nie z nim. Czytanie książek bez niego wydawało jej się teraz mniej ekscytujące. Nawet cisza bez niego była jakaś gorsza. Nie chciała całować nikogo innego. A przede wszystkim nie chciała już kochać nikogo innego. Więc ruszyła w jego stronę. Najpierw powoli, potem trochę szybciej, a każdy kolejny krok tylko upewniał ją, że to był czas. Koniec kłamstw. Koniec udawania, że to nadal był tylko seks, przyjaźń i kilka zasad, których i tak żadne z nich nie umiało przestrzegać… od na dobrą sprawę.. początku… Musiała to zrobić. Przytuliła go od tyłu i przez chwilę po prostu tak trwała, obejmując go w pasie, napawając się jego ciepłem i zapachem. - Aiden - powiedziała cicho. Zawahała się. Tylko na sekundę. Potem zacisnęła palce mocniej na materiale jego koszulki i powtórzyła głośniej, żeby na pewno ją usłyszał, - Kocham cię.
ᴄᴏᴜʟᴅ ʏᴏᴜ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴏᴠᴇ ᴍᴇ ʙᴀᴄᴋ, ᴘʟᴇᴀꜱᴇ?