Zabierz ją na randkę na basen...
: pn sie 03, 2026 2:01 pm
Nie musisz mnie za nic przepraszać - przebiegło mu przez głowę. Ostatecznie jednak pokręcił lekko głową i uśmiechnął się pod nosem, za to sprawa noszenia sukienek musiała być rozwiązana, bo wkradł się im tutaj babol, na pozostanie którego on nie mógł sobie pozwolić!
- O nie, nie, nie! Masz nosić sukienki najczęściej, jak się da! Tym bardziej, że lato mamy nie za długie. - kontrolnie spojrzał na nią jeszcze, by sprawdzić, czy nie przegiął nieco ze swoim żądaniem.
Już raz się spotkał z tym, że komplement i flirt zostały odebrane jako "próba ubezwłasnowolnienia". Dla niego też ta relacja była wpłynięciem na wody, których w ogóle nie znał. Poznawanie się było ekscytujące, ale z drugiej strony niepewność, jaka się z tym wiązała, potrafiła budzić duży dyskomfort.
Kiwnął głową na znak, że zanotował w głowie jej wybór. Tinny bardzo do niej pasowało. I było jego... No, może to za dużo powiedziane na tym etapie, ale skoro bracia zwracali się do niej inaczej... To było jego i tyle.
Hmm... No tak, bracia... To dopiero będzie ciekawa sytuacja, jak się już poznają. Może da się ich przekupić biletami na mecz? Pierwsze rzędy za home plate? Albo Dugout Club? Robbie sam doskonale wiedział, jak zareagowałby, gdyby starszy gość kręcił się koło jego najmłodszej siostry. I tak nie miał siostry... To byłby jej wybór tak czy siak... No, byłby czujny i to najdelikatniejsze, co można powiedzieć.
Zmarszczył brwi, słysząc jej kolejne gorączkowe tłumaczenie się. Jak zrobić, żeby się uspokoiła i zaczęła cieszyć spotkaniem?
- Tinny... - powiedział to z czułością, jakby zamiast jej imienia wypowiedział słowo "maleńka". - Nie: "przez Ciebie", tylko: "dla Ciebie". I naprawdę robię to z przyjemnością. Nie jestem zmęczony ani padnięty. Rozpraszasz mnie... Bo mi się podobasz.
Wzruszył ramionami, jakby to była najnormalniejsza rzecz do powiedzenia w tym momencie. Po czym uśmiechnął się tajemniczo, wracając spojrzeniem na drogę. W końcu było zielone, a on sam pokręcił głową z niedowierzaniem, myśląc nad tym, jak to jest możliwe, żeby w tym wieku tak reagować na dziewczynę. No, okej... TAKĄ dziewczynę.
Zamiast skręcić w prawo, skręcił w lewo i ruszył w kierunku swojego domu. Przez chwilę przeszło mu przez głowę, że to może być zły pomysł, ale skutecznie uklepał niesfornego chochlika, nakrywając go rękawicą baseballową. Słowo się rzekło. A kiedy wzięła go za rękę... Jasnym się stało, że żadna logika i sensowność nie miały tutaj już znaczenia.
Spojrzał kątem oka na jej dłoń, potem na chwilę przekręcił głowę, by spojrzeć na jej uśmiech, i rozszerzył palce tak, by mogła wsunąć swoje między jego. I tak, ze splecionymi dłońmi, pojechali w noc.
Koniec
jak w banku
- O nie, nie, nie! Masz nosić sukienki najczęściej, jak się da! Tym bardziej, że lato mamy nie za długie. - kontrolnie spojrzał na nią jeszcze, by sprawdzić, czy nie przegiął nieco ze swoim żądaniem.
Już raz się spotkał z tym, że komplement i flirt zostały odebrane jako "próba ubezwłasnowolnienia". Dla niego też ta relacja była wpłynięciem na wody, których w ogóle nie znał. Poznawanie się było ekscytujące, ale z drugiej strony niepewność, jaka się z tym wiązała, potrafiła budzić duży dyskomfort.
Kiwnął głową na znak, że zanotował w głowie jej wybór. Tinny bardzo do niej pasowało. I było jego... No, może to za dużo powiedziane na tym etapie, ale skoro bracia zwracali się do niej inaczej... To było jego i tyle.
Hmm... No tak, bracia... To dopiero będzie ciekawa sytuacja, jak się już poznają. Może da się ich przekupić biletami na mecz? Pierwsze rzędy za home plate? Albo Dugout Club? Robbie sam doskonale wiedział, jak zareagowałby, gdyby starszy gość kręcił się koło jego najmłodszej siostry. I tak nie miał siostry... To byłby jej wybór tak czy siak... No, byłby czujny i to najdelikatniejsze, co można powiedzieć.
Zmarszczył brwi, słysząc jej kolejne gorączkowe tłumaczenie się. Jak zrobić, żeby się uspokoiła i zaczęła cieszyć spotkaniem?
- Tinny... - powiedział to z czułością, jakby zamiast jej imienia wypowiedział słowo "maleńka". - Nie: "przez Ciebie", tylko: "dla Ciebie". I naprawdę robię to z przyjemnością. Nie jestem zmęczony ani padnięty. Rozpraszasz mnie... Bo mi się podobasz.
Wzruszył ramionami, jakby to była najnormalniejsza rzecz do powiedzenia w tym momencie. Po czym uśmiechnął się tajemniczo, wracając spojrzeniem na drogę. W końcu było zielone, a on sam pokręcił głową z niedowierzaniem, myśląc nad tym, jak to jest możliwe, żeby w tym wieku tak reagować na dziewczynę. No, okej... TAKĄ dziewczynę.
Zamiast skręcić w prawo, skręcił w lewo i ruszył w kierunku swojego domu. Przez chwilę przeszło mu przez głowę, że to może być zły pomysł, ale skutecznie uklepał niesfornego chochlika, nakrywając go rękawicą baseballową. Słowo się rzekło. A kiedy wzięła go za rękę... Jasnym się stało, że żadna logika i sensowność nie miały tutaj już znaczenia.
Spojrzał kątem oka na jej dłoń, potem na chwilę przekręcił głowę, by spojrzeć na jej uśmiech, i rozszerzył palce tak, by mogła wsunąć swoje między jego. I tak, ze splecionymi dłońmi, pojechali w noc.
Koniec
jak w banku