Strona 2 z 3

Show me where it hurts

: czw lip 30, 2026 8:21 pm
autor: Percival Gardner
Nic do niej nie docierało.
Absolutnie n i c z tego, co mówił i co – omijając najważniejsze – starał się wytłumaczyć.
„Zawsze tak było, dlaczego teraz miałoby być inaczej?”.
Z ust Gardnera wydobył się podobnie gardłowy śmiech.
Zasrana zosia-samosia, pomyślał, jednocześnie krzywiąc się nieznacznie przy kolejnym dotyku rany. W tamtym momencie o wiele bardziej drażniła go oczywistość, że Helena z uporem maniaka traktowała samowystarczalność jak pieprzoną cnotę. Udowadniała to na każdym kroku. Jakby przyjmowanie czyjejkolwiek pomocy było oznaką słabości, a pakowanie się samotnie w każde możliwe gówno – dowodem siły.

Wkurwiała go.
Nawet nie przyszło mu do głowy, że sam od lat funkcjonował dokładnie w ten sposób. Pomoc odrzucał odruchowo, ludzi trzymał na dystans, a problemy dusił w sobie tak długo, aż zaczynały zżerać go od środka.
Ale był zbyt wściekły, żeby dostrzec własną hipokryzję.
„Możesz sobie darować, bo wiem, co by zrobili, to nie jest, kurwa, moja pierwsza sprawa, ani nawet najtrudniejsza”.
Znów drwiąco się zaśmiał.
Szybko jednak zamilkł, z wściekłości zaciskając palce na swoim udzie. Następne słowa Heleny trafiły w słabszy punkt.
Gdybym ciebie słuchał, nic by się nie wydarzyło? — powtórzył zajadle. — A kto się, kurwa, podał informatorowi jak na złotej tacy? To nie moje auto i nie moja forsa są głównym problemem. — Syknął, bo klej właśnie zaczynał się nagrzewać. — Ty nim jesteś. Odkąd tylko zaczęłaś grzebać w tej sprawie — wycedził.
Nie odrywał od niej wzroku.

Coraz mniej nad sobą panował.

Zwłaszcza, gdy dostrzegł w jej oczach prawdziwą emocję. Mylił się, drganie kącika ust nie zwiastowało płaczu, a furię. A im dłużej patrzył, tym bardziej ta furia udzielała się i jemu.
„Myślisz, że miałabym s z c z ę ś c i e, gdybym przyszła o pięć minut za późno? Gdybym nie zorientowała się, że zostałeś w Edmonton?”.
Wyglądał trochę tak, jakby zaraz miał złapać ją za kark. Zamiast tego przesunął spojrzeniem po jej twarzy, kiedy się zbliżyła, a potem rzucił:
Słyszałaś. — Zabrzmiało dokładnie w jego stylu. Krótkie, szorstkie stwierdzenie pełne aluzji. — A mimo to dalej pytasz — dodał w myślach.
Bo tak było łatwiej, niż przyznać się przed nią, że się martwił. Że gdyby tylko posłuchał, zawrócił samochód i wrócił do Toronto, nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby coś jej się stało.

Co za pierdolona bzdura.
Gwałtownym chwytem wyrwał Helenie jeden z bandaży i przyłożył do swojego ramienia. Zaczął owijać ranę; dopiero wtedy poczuł, że wciąż trzęsą mu się dłonie.
Zachowywał się absurdalnie, jak idiota. Wcale nie był z siebie dumny.
I nie miał już wątpliwości. Wiedział, że będzie musiał się napić. Raz jeszcze. Choćby miał się doczołgać do barku na kolanach.

helena peregrine

Show me where it hurts

: sob sie 01, 2026 12:57 am
autor: helena peregrine
"A kto się, kurwa, podał informatorowi jak na złotej tacy?".
Zaciska zęby. Wkurwia ją, że to zasadny argument. Detektyw Judy też by ją skarciła za tak ryzykanckie zagranie. Odkąd przyjęła ją pod swoje skrzydła, gdy tylko Helena zaczęła pracę dla policji, zawsze powtarzała jej, że ma nosa, tylko jest niecierpliwa i zbyt wcześnie odkrywa swoje karty, jeśli zależy jej na potwierdzeniu swoich podejrzeń.
Nie przyzna mu racji, nie ma mowy – ale też nie może kłócić się z tym zarzutem.

"To nie moje auto i nie moja forsa są głównym problemem".
Z tym by się kłóciła i już otwiera usta...

"Ty nim jesteś. Odkąd tylko zaczęłaś grzebać w tej sprawie".

Głos zamiera jej w gardle, bo przestaje być pewna, czy Gardner próbuje jej dowalić, czy...


"Słyszałaś".


Naprawdę próbuje pozostać obojętna; wmówić sobie, że przecież jest tutaj tylko i wyłącznie z poczucia winy i obowiązku, ale...


rozgrzewa się pod jego taksującym spojrzeniem,


aż robi jej się niewygodnie w ramonesce – którą wciąż na sobie ma, tak samo jak torbę od laptopa, bo przecież sądziła, że tylko opatrzy Gardnera, upewni się, że ten rano wyruszy do Toronto, a potem spakuje swoje rzeczy i zniknie. Po tym, jak wszystko potoczyło się w tej zasranej strzelnicy, Helena była święcie przekonana, że to jedyna logiczna możliwość.
Tak święcie przekonana, że nie spodziewała się zapalczywości, z jaką Percival będzie wykłócał się o to, że pozostanie w Edmonton było d o b r ą decyzją. Nie spodziewa się też, że jej ciało wcale nie będzie chciało słuchać logiki i tak jak wcześniej ledwie podnosiła na niego wzrok, teraz nie potrafi oderwać spojrzenia od jego oczu. Słyszy, i mgliście zdaje sobie sprawę z tego, że przez całe to zaskoczenie wszystkie realizacje odmalowują się na jej twarzy.

Niemal prycha, gdy ten wyrywa jej z rąk bandaż i zaczyna sam się opatrywać. Sama nagle nie wie, co zrobić z dłońmi. Jedną kładzie zaciśniętą na swoim udzie, drugą przesuwa po szyi, a potem przeczesuje włosy.
Jesteś, kurwa, nieprawdopodobny... — mówi chrapliwie głosem pełnym napięcia. Samo stwierdzenie takie jest. Percy zachowuje się przecież absurdalnie, ale jednocześnie Helena myśli o tym, jak bardzo nie doceniła, dokąd może zaprowadzić ją decyzja o tym, by to właśnie jego poprosić o pomoc ze sprawą Torres.

Bierze oddech, by powiedzieć coś jeszcze, ale zamiera, bo zdąża przypomnieć sobie wszystkie argumenty przeciw. Kiedyś pamiętała całą litanię, a teraz...

teraz tylko jeden.


Nie ufa mu.

Ufała, kiedy go tu ściągała, to fakt, ale to był kredyt, wykalkulowane ryzyko – a w tym momencie nie potrafi przestać myśleć o jego słowach. Koleżanka ma problemy z nerwami.
Helena coś sobie kiedyś obiecała.

Pomiędzy jej brwi wraca pionowa zmarszczka; zagryza na chwilę wargę. Oddycha głęboko przez nos i sięga do tylnej kieszeni, by płynnym ruchem odkręcić butelkę i wlać w siebie resztę jej zawartości.

Problem tkwi w tym, że Hellie jest niecierpliwą ryzykantką, która nie panuje nad swoją gębą. Szczególnie po alkoholu.
Ten teatrzyk, który odstawiłeś w strzelnicy, był bardzo przekonujący — zaczyna szorstko, zawieszając na nim badawcze spojrzenie. Sama nie wie, dokąd z tym zmierza. — Nie jesteś pierwszym, który mnie lekceważy, ani pierwszym, który zechciał zrobić ze mnie histeryczkę. — Gorzki śmiech. — Pierwszy, kiedy zorientował się, że nie jest w stanie mnie kontrolowaćpo co to mówi?trzymał mnie na muszce odbezpieczonej broni. — Nie wdaje się – na szczęście – w więcej szczegółów, ale jej spojrzenie zdradza wystarczająco. Po tamtym dniu, Helena już nigdy nie była taka sama. — Dlaczego miałabym wierzyć, że tym razem miałoby być inaczej? Że jesteś godny zaufania? — Zmarszczka między brwiami się pogłębia. — Powiedz mi, Percy. — Brakuje jej oddechu. — Proszę — kończy gardłowo, już teraz odsłaniając przed nim więcej, niż powinna.

Percival Gardner

Show me where it hurts

: ndz sie 02, 2026 9:43 pm
autor: Percival Gardner
„Jesteś, kurwa, nieprawdopodobny…”.
Co ty, kurwa, nie powiesz — odpowiedział w myślach, wbijając wzrok w swoje ramię.
Skupiał się na bandażowaniu do tego stopnia, że myślał tylko o tym, jak bardzo denerwowały go jego własne dłonie, nad którymi nie panował. Drżenie nie ustawało.
Zerknął tylko ukradkiem, gdy Helena wlała w siebie resztkę alkoholu. Przełknął ślinę. Ochota na wypicie była tak wielka, że najchętniej wyrwałby jej i tę buteleczkę. Wtedy wyszedłby nie tylko na idiotę, ale i alkoholika, którym wprawdzie był. Do tego też nie potrafił się przyznać, zwłaszcza przed samym sobą.

Myślał, że już nic nie powie. Że temat zamknięty, on dokończy owijać ramię bandażem, a ona w końcu wstanie i wyjdzie. Zostawi ten problem za sobą. Tyle że takie zachowanie pasowało do niego, nie do niej.
Coś się w nim spięło, gdy zaczęła mówić. Jej słowa naturalnie go irytowały. T o n jej głosu go irytował. Ten kurewsko gorzki śmiech. I już miał się wtrącić, wypuścić z siebie kolejną falę goryczy; powiedzieć, że przecież, k u r w a, zasłużyła…

Raptem uderzyło w niego to, co wyznała.
Dopiero wtedy podniósł na nią wzrok.
Rana była opatrzona. Znowu musiał skupić się na niej.
„Pierwszy, kiedy zorientował się, że nie jest w stanie mnie kontrolować, trzymał mnie na muszce odbezpieczonej broni”.
Percy zmarszczył brwi.
„Dlaczego miałabym wierzyć, że tym razem miałoby być inaczej? Że jesteś godny zaufania?”.
Zacisnął usta w cienką linię.
„Powiedz mi, Percy”.
Widząc reakcję Heleny, przez jego głowę przeszła ta sama myśl, co wcześniej: tylko nie płacz. Tylko, kurwa, nie płacz.
Proszę”.
Zrobiło mu się gorąco.
Bo… nie tego się spodziewał. Mimowolnie przypomniał sobie ostatnią kłótnię z Gigi. Ostatni raz, kiedy czuł się tak niekomfortowo. Nie mógł wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Nie mógł jej przytulić. Więc wyszedł.
W tamtym momencie chciał zrobić to samo. Cholerny tchórz.
Proszę…
Zawiesił spojrzenie na jej oczach; oblizał wargi.

Odpowiedz. Dlaczego miałaby ci zaufać?
Dziesiątki wygranych spraw. Charyzma niczym z filmu. Mistrzowski dar przekonywania. A on nie potrafił odpowiedzieć na jedno, proste pytanie. Dlaczego, do kurwy nędzy, miałaby mu zaufać?
Nie wiem — wycedził wreszcie, kręcąc głową. Miał wrażenie, że słowa ledwo przechodziły przez jego gardło. — Może nie powinnaś.
Ani w to wierzyć… ani mu zaufać.

helena peregrine

Show me where it hurts

: pn sie 03, 2026 7:43 pm
autor: helena peregrine
"Może nie powinnaś".

Mierzy go spojrzeniem. Zmarszczka stopniowo znika spomiędzy jej brwi. Od razu automatycznie myśli o tym, że jego pies nie ucieka spod ręki. I o tym, że został w Edmonton... dla niej. To też nie jest bez znaczenia.

I prycha cicho.

Zawsze doradzała koleżankom, żeby słuchały uważnie, kiedy mężczyzna mówi, żeby mu nie ufać. Helena nie łapała się na tym, bo szybko nauczyła się też, że nikogo nie naprawi.
Oprócz tego, że to niemożliwe, wcale nie jest lepsza.

Zdążyła mu już przecież powiedzieć, że jest śmiercionośna, czyż nie?
Standardowe zagranie Peregrine. Być może akurat jemu mówiła to z inną intencją i innymi słowami, niż zwykle; wtedy naprawdę chciała, żeby ją zostawił. Przy nim zresztą żadne jej działanie nie osiągało zamierzonych skutków.

Zazwyczaj Helena umawiała się jednak z kobietami. Największą słabość zawsze miała do tych, które są ewidentnie dla niej za dobre. I zawsze wiedziała od początku, że albo wprowadzi chaos do ich życia, albo zniknie bez śladu – albo to i to, jeśli zapomni się na wystarczająco długo. Tak jakby uprzedzenie ich zawczasu mogło zniwelować późniejsze szkody; czasem nawet bywało pretekstem do tego, by powiedzieć pouczająco: "przecież mówiłam ci od początku". Nie kłamałaby nawet, mówiąc, że przez cały czas miała dobre intencje.

Unosi lekko brwi, czując, jakby coś przesuwało się w jej wnętrznościach; dyskomfort podobny do tego, jaki zawsze znajdowała w lustrze, uświadamiając sobie podobieństwo do ojca.

Przeciera palcami oczy, a potem odgarnia grzywkę do tyłu. Na chwilę opuszcza wzrok; wodzi spojrzeniem po przestrzeni; kalkuluje. Wyjście stąd jest nadal jedynym logicznym, sensownym rozwiązaniem. Nie ma złudzeń. Nie ufa mu. I on jej też pewnie nie powinien.

Więc co tu nadal robi?
Wraz z ciężkim wydechem z jej ust wydobywa się niemal niesłyszalny pomruk, a zaraz za nim śmiech. Tym razem nie gorzki – śmiech niedowierzania.

Wiedzie spojrzeniem po jego twarzy. Zaciska mocniej palce na udzie.
Jeszcze pół roku temu wyszłaby bez zastanowienia. Przecież tak ciężko pracowała nad tym, żeby ułożyć sobie życie blisko domu, w stabilnej relacji z młodszym bratem, starannie kontrolując każdy aspekt swojego życia.
Tyle że nawet wtedy zawsze znajdowały ją kłopoty. Najwyraźniej to coś silniejszego od niej.

Też tak czasami mówię dziewczynom — przerywa w końcu milczenie, uśmiechając się asymetrycznie. Potem one same zaczynają wyliczać zalety Peregrine i wszystkie powody, by zostać na jeszcze jedną noc. Peregrine wtedy pozwala im – i sobie – jeszcze przez chwilę żyć tą fantazją.
Chryste, potrafiła być bezlitosna... ale przynajmniej nie na tyle głupia, żeby pokazać mu, że dała się złapać na tę sztuczkę. Nawet jeśli w pewnym stopniu dokładnie tak jest... Helena ma pełną świadomość lekkomyślności swoich wyborów.
Pewnie masz rację — dodaje spokojnie, nie spuszczając badawczego spojrzenia z Percivala. Z cichym westchnieniem sięga do paska od torby z laptopem i odkłada go na podłogę. Jej ruchy są bardziej intencjonalne, niż do tej pory.

Dopóki oboje zdają sobie sprawę z ryzyka...
Przysuwa się w jego stronę.
Jeśli to się powtórzy, następnym razem nie zapomnę niczego ze sobą zabrać. — mówi z zacięciem. Posyła mu intensywne spojrzenie. — Jasne?

Percival Gardner

Show me where it hurts

: śr sie 05, 2026 10:10 pm
autor: Percival Gardner
Miał wrażenie, że ściska mu się żołądek, gdy sunęła wzrokiem po jego twarzy.
Kiedy ostatnio czuł coś takiego?
Tak niekomfortowego, że aż w irytujący sposób e k s c y t u j ą c e g o.
Jakby faktycznie obchodziło go, co myślała. O tym, co się stało. O tym, co będzie dalej.

O nim.
Tak bardzo nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mu zwyczajnie zależało… Jakby faktycznie go obchodziła.
Za wszelką cenę starał się zachować powagę. Nie rozluźnił ściągniętych brwi, nie zmienił pozycji – zaciśniętą dłoń wciąż trzymał na swoim kolanie. Drugą opierał o materac.
Czekał na to, co powie. Jak zareaguje. Wstanie i wyjdzie? Oboje wiedzieli, że powinna. Jakaś część jego pragnęła, by właśnie tak się stało. Przeważała w słowach, które wypowiadał, i w chłodzie, który od niego bił. Ale znaczna część Percy’ego pragnęła, by została. I nie robił nic, żeby jej to pokazać.
Łatwiej było ją odpychać. Dokładnie jak wszystkich, na których mu zależało.

„Też tak czasami mówię dziewczynom”.
Na twarzy mężczyzny pojawiła się wyraźna konsternacja.
Dziewczynom? — prawie powiedział na głos, a jednak żadne słowo nie przeszło mu przez gardło.
Zanim jednak zdążył się nad tym dłużej zastanowić, padło „pewnie masz rację”, które odwróciło jego uwagę.
Obserwował ją, patrzył na jej ręce. Helena odłożyła torbę na podłogę, a on poczuł wyraźną ulgę. Gdy przysunęła się bliżej, skupił spojrzenie na jej ustach. Na oczach… i znów na ustach.
„Jeśli to się powtórzy…”.
W tamtym momencie nie potrafił już utrzymać powagi; kącik warg lekko drgnął.
„Jasne?”.
Usta Gardnera wykrzywiły się w ironicznym grymasie. Jeśli naprawdę myślała, że ot tak weźmie sobie to do serca…
Jasne — powtórzył zadziornie, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nimi.
Chwilę później odwrócił od niej twarz i wyprostował plecy. Rozejrzał się po pokoju, aż wreszcie zerknął w stronę barku. Na chwilę przymknął oczy.
Prychnął z niedowierzaniem. Dopiero teraz docierał do niego cały absurd tej sytuacji.
Przynieś mi coś — rzucił nagle, jakby to było naturalne i całkiem n o r m a l n e, że Helena po tym stwierdzeniu wstanie i przyniesie mu alkohol. — Najlepiej whisky. — Otworzył oczy i spojrzał na nią. — No co? — Delikatnie pokręcił głową, unosząc brwi.
Przecież był obolały, czyż nie? Chyba zasłużył.

helena peregrine

Show me where it hurts

: sob sie 08, 2026 1:21 pm
autor: helena peregrine
Czego innego miałaby się spodziewać, niż tego, że nie uwierzy w jej zamiary?

Ma ochotę się zaśmiać, ale dusi w sobie ten odruch. Przez chwilę myśli o tym, co będzie dalej, ale zatrzymuje się, zanim wykroczy teoriami poza ten pokój. Koniec końców – nie udało jej się przewidzieć, że znajdzie się tutaj, teraz, z nim, czując, jak tętno przyspiesza pod jego spojrzeniem, a wargi rozchylają się minimalnie. Akurat to Helena jeszcze maskuje pod swoim cynicznym uśmiechem, chociaż w spojrzeniu, którym mu odpowiada, nie ma nic nieśmiałego.

"Jasne".

Lewy kącik ust wymyka się na do góry, ujawniając dołeczek w policzku, który jednak szybko znika.
Ten zadziorny ton i błysk w oku... lubi go takiego. Nawet kiedy ją lekceważy.
Zmęczyła się bezskutecznym udowadnianiem mu, że się co do niej myli.

Co innego zostało, jak pozwolić mu i sobie jeszcze przez chwilę żyć tą fantazją?
"Przynieś mi coś".

Parska krótko, przyglądając się mu z lekko uniesionymi brwiami.
Jesteś na siłach pić, ale przejść cztery metry już nie? — pyta spokojnie, wstając – jakby naprawdę miała zamiar spełnić jego prośbę rozkaz. Zadziorny uśmieszek burzy to złudzenie.

Nie spieszy się. Po drodze jeszcze rozpina kurtkę, zsuwa ją z siebie i rzuca ją na pobliskie krzesło. Ciężka bransoleta zegarka przesuwa się po szczupłym przegubie. Zapoznała się już z barkiem, ale i tak nachyla się nad nim, niespiesznie przeglądając zawartość. Wyciąga w końcu drugą – ostatnią – buteleczkę whisky, a za moment – butelkę wody.

Orientuj się. — Rzuca wodą w kierunku Percy'ego. — No co? — Powtarza jego słowa, wzruszając lekko ramionami. — Jeśli jest aż tak źle, że nie możesz wstać, to straciłeś więcej krwi, niż myślałam. Powinieneś się nawadniać. I odpoczywać — tłumaczy rzeczowo, odkręcając jednocześnie whisky. Opiera się tyłem o kontuar i nie zdejmując spojrzenia z Percivala, przykłada szyjkę butelki do ust.

Percival Gardner

Show me where it hurts

: sob sie 08, 2026 6:56 pm
autor: Percival Gardner
Może podczas bójki uderzył się w głowę, a może faktycznie był tak zaślepiony własną wspaniałością, że ta myśl wcale nie wydawała mu się zbyt odrealniona.
Teraz wstanie i przyniesie mi whisky.
Mhm.
Teraz możesz sobie o tym pomarzyć, brzmiało już o wiele bardziej prawdopodobnie.

Jej krótkie parsknięcie sprowadziło go na ziemię.
„Jesteś na siłach pić, ale przejść cztery metry już nie?”.
A co jest według ciebie trudniejsze do zrobienia w moim stanie? Przejście tych czterech metrów czy siedzenie w tym samym miejscu i wlanie w siebie małej flaszki, którą mi podasz? — odpowiedział zupełnie poważnie. Oczywiście, że zamierzał się bronić. — To ma jakieś pięćdziesiąt mililitrów, nie zabije mnie, Peregrine — mruknął zaraz.

Patrzył jak niespiesznie podchodzi do barku. I może nawet dałby się nabrać, że wstała, żeby podać mu tą cholerną buteleczkę, gdyby zaraz po niej nie wyciągnęła butelki wody.
Jego mina zrzedła, a po zadziornym błysku w oczach nic nie zostało. Przypominał raczej typowego grumpy cata, idealnie dopasowanego do sytuacji.
„Orientuj się”.
Już miał podnieść prawą rękę, kiedy w porę zorientował się, że tylko sprawiłby sobie ból. Wyciągnął przed siebie lewą dłoń, łapiąc plastik wyjątkowo sprawnie jak na kogoś, komu przed chwilą sklejano ciętą ranę. Farciarz Gilmore Gardner.
Syknął cicho, odkładając wodę na materac.
Tobie wystarczy, przed chwilą jedną opróżniłaś. — Uniósł na Helenę palec wskazujący, widząc, jak przykłada szyjkę buteleczki do ust. — Daj mi to. — Minę miał bezcenną, głos poważny. Oj, chyba nie żartował. — No już. — Pokiwał palcami w swoją stronę.
Nie chciał wstawać. Tym bardziej nie chciał zemdleć na tej zasranej, hotelowej podłodze… ale trochę go do tego zmuszała. Bo przecież to, że on potrzebował w tamtej chwili trunku, było totalnie, ale totalnie najważniejsze na świecie.

helena peregrine

Show me where it hurts

: ndz sie 09, 2026 6:25 pm
autor: helena peregrine
"To ma jakieś pięćdziesiąt mililitrów, nie zabije mnie".

Spogląda na niego powątpiewająco. Ma ochotę zapytać, ile to by było z tymi wcześniejszymi drinkami, które zdążył dzisiaj wypić, ale czasami Helena potrafi zatrzymać komentarz dla siebie – tak, szokujące. W tym momencie ważniejsze jest to, że faktycznie krwawił mocniej, niż jej się wydawało. Nie miała wątpliwości, że inaczej już własnoręcznie wyrywałby jej butelkę z ręki.

"Tobie wystarczy, przed chwilą jedną opróżniłaś".

Czy Helena kiedykolwiek odkryła, że ma kartę przetargową, a potem tak po prostu ją oddała?

Odpowiedź to – nie, nigdy.
Gdy widzi jego minę, uśmieszek pogłębia się na tyle, że nie dałaby rady upić zbyt wiele zawartości buteleczki, nawet gdyby naprawdę zamierzała to zrobić. Nie żeby nie miała na to ochoty. Jeśli to się okaże konieczne...
W tym momencie jedynie zamacza dolną wargę, zanim odsuwa szyjkę od ust.

To tylko jakieś pięćdziesiąt mililitrów — znów powtarza jego własne słowa, chociaż whisky jest dwa razy tyle — tylko zaostrzają apetyt — dodaje niewinnie. Odrywa się od kontuaru, zbliżając się do Percivala o dwa kroki, znów prawie jakby miała zamiar po prostu zrobić to, co do niej mówi.
Gardner oszalał, jeśli wierzył, że Helena tak po prostu dałaby mu alkohol, w czasie gdy najwyraźniej dokuczały mu zawroty głowy. Jedyny scenariusz, w którym Peregrine oddaje mu tę buteleczkę, to w ramach podstępu. W końcu wie też, że racjonalne argumenty nie trafiają do tego niewyobrażalnego zrzędy. Nawet klasyczna propozycja równej wymiany może się okazać niewystarczająca.

Hellie przygryza wargę, na chwilę przenosząc wzrok na butelkę w swojej dłoni, zanim nie spogląda na Percivala spod rzęs.
Napij się wody — mówi, starając się, by jej słowa nie brzmiały jak polecenie, a zaledwie sugestia. — Zatroszcz się o siebie, to ja też się o ciebie zatroszczę. – Jej negocjacje brzmią tym razem bardziej jak obietnica.

Percival Gardner

Show me where it hurts

: czw sie 13, 2026 7:17 am
autor: Percival Gardner
Pięćdziesiąt mililitrów. Dodać do tego, co wypił wcześniej… Helena miała rację. Dobrze o tym wiedział. A mimo to wolał udawać, że wszystko było w porządku. Bo przecież było, prawda? Tylko trochę kręciło mu się w głowie. Tylko trochę odczuwał ból. Tylko t r o c h ę nie był w stanie podnieść się na nogi. Samodzielnie.
Zmrużył oczy, wbijając w nią podejrzliwy wzrok, gdy zbliżała się do niego powolnymi krokami.
To spojrzenie było kuszące. Przygryzienie przez nią wargi – jeszcze bardziej. I przez chwilę mogłoby się wydawać, że Gardner faktycznie da się przekonać.
„Napij się wody”.
Lewą dłonią złapał za leżącą na materacu butelkę.
Uśmiechnął się w ten swój specyficzny sposób, przy którym nie było wiadomo, czy uśmiecha się, bo coś mu się podoba, czy jednak otwarcie z kogoś drwi.
„Zatroszcz się o siebie, to ja też się o ciebie zatroszczę”.
Na jego twarzy wymalowało się zadowolenie pomieszane z widocznym rozbawieniem, którego dłużej nie potrafił ukrywać.
Gdyby nie był taki uparty, przestałby dyskutować. Napiłby się wody, której i tak potrzebował – gardło miał suche jak wiór. Gdyby nie był takim bucem, może nawet podziękowałby jej za troskę… za próbę okazania troski… za cokolwiek.
Ale chciała tego czy nie, Percy był po prostu sobą. I nie zamierzał tego zmieniać, nawet dla kogoś tak atrakcyjnie wkurwiającego.
Przyłożył szyjkę plastikowej butelki do ust, tylko po to, żeby za kilka sekund odsunąć ją od twarzy i posłać Peregrine wyzywające spojrzenie.
Wkurzająca jesteś — powiedział nagle i westchnął, wciąż się w nią wpatrując.
Zrobił krótką pauzę, a później znów się odezwał:
I głupia — wybrzmiało z przekąsem — jeśli myślisz, że to na mnie zadziała. Może na twoje dziewczyny tak, ale na mnie… — Cmoknął. — Nie dasz mi? Okej. Położę się, prześpię, a rano załatwię sobie tyle whisky, ile tylko będę chciał — wybrzmiało już zdecydowanie bardziej ostro, choć wciąż ironicznie.
Patrzył na nią tak, jakby bezgłośnie pytał: to jak będzie?
Daj mi to — powtórzył raz jeszcze.
Ostatni.

helena peregrine

Show me where it hurts

: pt sie 14, 2026 1:15 pm
autor: helena peregrine
Niesamowite. Naprawdę nie sądziła, że wytrzymają raptem dziesięć minut, zanim ta wymiana nie przesunie się niebezpiecznie w stronę granicy wytrzymałości Heleny.

"Wkurzająca jesteś".
Nawzajem — zdąża wtrącić, nie spuszczając z niego wzroku.
"I głupia".
Jej brwi powoli wędrują do góry.
"Nie dasz mi? Okej".
Twarz nosi oznaki czegoś na kształt uprzejmej ciekawości, która powoli ustępuje miejsca niedowierzaniu, chociaż uśmiech nie znika ani na chwilę.
"Położę się, prześpię, a rano załatwię sobie tyle whisky, ile tylko będę chciał".

Wyrywa się jej krótkie parsknięcie.
Uff. A to? — pyta. — Działało na twoją żonę? — Ma co do tego spore wątpliwości.
Obraca buteleczkę w palcach, zadziwiająco spokojna – jak na Helenę, która za mniej miała ochotę rzucać się na niego z pięściami. Wkurwił ją, to fakt, ale Pregrine za dobrze zdaje sobie sprawę, że ma pełną kontrolę w tej sytuacji, by dać się unieść emocjom. Przecież nigdy mu nie zaufała. Wiedziała, że prędzej czy... cóż, jeszcze prędzej, znajdą się w sytuacji, w której żadne z nich nie będzie skłonne ustąpić.
Wzdycha krótko, odsuwając sobie krzesło od biurka i obracając je w stronę Gardnera.

Myślę, że w takim razie dokładnie tak powinieneś zrobić – mówi spokojnie, usadawiając się wygodnie. — Pamiętaj, żeby zamówić całe to whisky do Toronto — dodaje, posyłając mu szeroki uśmiech, zanim stopą nie wysuwa spod biurka kubła na śmieci. Patrzy prowokacyjnie na Percivala, a potem nonszalanckim gestem przechyla butelkę, bez wahania pozbywając się całej zawartości. Puste szkło ląduje z głuchym łomotem w płytkiej kałuży alkoholu.
Czy miała ochotę go wypić? Kurwa, jak nigdy. Ale mogła obejść się ze smakiem.

Jestem tu w pracy, Gardner. Nie mam czasu na twoje fanaberie i użeranie się z tobą o to, żebyś doprowadził się do stanu jakiejkolwiek użyteczności — mówi oschle. — Zagrażasz i sobie, i mnie, ale chcesz trzymać się wersji, że jesteś tu dla mojego bezpieczeństwa? Idź mieć rozdwojenie jaźni gdzieś indziej. — Pozwala wybrzmieć swoim kpiącym słowom, zanim nie wstaje i nie zbliża się do łóżka, by zgarnąć swoją podróżną torbę.

Percival Gardner