Strona 2 z 2

Neon gravestones try to call

: wt sie 18, 2026 3:43 pm
autor: Lian Mei
Od początku wiedział, że ich relacja posiadała spisany cudzymi rękoma harmonogram, cel oraz cenę.
Gdy usłyszał o tym pomyśle po raz pierwszy z automatu się zgodził - lub raczej potwierdził coś na co i tak nie miał w pływu, bo lubił oswajać się w ten sposób z nowymi wymaganiami. Iluzja wyboru pozwalała mu funkcjonować w miarę bez zawahań w przestrzeni zawodowej, poczucie trzymania obu rąk na sterze dawało złudne wrażenie kontroli, pomimo że kierunek w jakim płynął podejmował za niego nurt rzeki. Można się było przyzwyczaić. Czasami zapomnieć.
Tak jak zapomniał o istnieniu Yeon na samym początku, przez pierwsze tygodnie wciąż żyjąc życiem singla. Nie, żeby to zmieniło się jakkolwiek w ciągu ostatnich lat, w końcu parą byli wyłącznie na papierze i gdy ich o to proszono.
Asher również łatwo wykreślił ją z własnego równania i ograniczył się do podsyłania nowych marynarek, koszul i spodni, tak by wizerunkowo Lian istotnie do niej pasował.
Za kilka lat agencja zmieni strategię i określi dla was nowe cele. Jesteśmy profesjonalni, to nie problem.
Harlandowi nawet nie drgnęła powieka gdy tamtego dnia doszywał mu ozdobny mankiet w swoim mniejszym atelier w Nowym Jorku. Wyglądał jak człowiek, który wiedział więcej niż realnie pozwalał mu na to dostęp do informacji, ale prawdopodobnie miał swoje sposoby i nie było to tylko wrażenie. To było zaledwie kilka godzin po tym jak The Right Note postawiło go przed faktem dopisania Yeon do kilku kampanii w jakich miał wziąć wkrótce udział i ledwie tydzień przed oficjalnym poinformowaniem mediów o cudownym zbliżeniu dwóch bratnich dusz.
W tamtym momencie wolałby przejmować się pierwszym spotkaniem z dziewczyną, której nigdy nie widział i nie zamienił słowa, ale spokój z jakim Asher przyjął te zmiany nie pozwalał mu skupić się na niczym innym. Ciało podświadomie rozpoznawało zagrożenie, napięcie niemal mrowiło w palce i kazało mu pozostawać w trybie czuwania, a każde słowo diagnozował pod kątem poprawności zanim je wypowiedział - co najmniej kilka razy.

Obiecaj mi, że w odpowiednim momencie podejmiesz właściwą decyzję. Wiesz gdzie jest twoje miejsce.
I obiecał, a deklaracja uszła z niego bezrefleksyjnie i z mocą, by nie pozostawiać jakichkolwiek wątpliwości wśród których Asher mógłby znaleźć niezadowalający defekt. To, że Harland operował w tej samej chwili nożycami przy jego nadgarstku i wykrawał powoli kolejne fragmenty materiału prawdopodobnie ponagliło podjęcie kolejnej decyzji na jaką również, nie miał tak naprawdę większego wpływu. Jego jedynym obowiązkiem było wypowiedzenie na głos tego, co Asher życzył sobie usłyszeć.

Yeon nie była rozpieszczoną księżniczką, mimo że Mei długo żył w takim przekonaniu. Patrzył na nią kątem oka podczas imitacji normalnego lunchu i zastanawiał się, czy niedotknięte przez żadne z nich porcje sernika baskijskiego były jej wyborem. Wizualnie podobał mu się pulchny środek i karmelowo nadpalone brzegi, a nawet artystyczny kleks wiśni we frużelinie, wewnętrznie żołądek wywlekał mu się na lewą stronę. Pamiętał co stało się z tamtym ciastem czekoladowym, zwłaszcza że Serena siedziała kilka stolików dalej i obserwowała go jak hiena.
Wizualnie spodobała mu się również Han, choć jej wtedy nie uświadomił bo nie wiedział czy powinien. Nie wiedział nawet jak, ponieważ nigdy nie odbył podobnej rozmowy i zabrakło mu śmiałości na najbardziej pospolity komplement. Przypomniało mu się zresztą zaraz, że nic z tego w czym właśnie uczestniczył nie wykraczało poza warunki umowy, a to ostudziło jego entuzjazm wystarczająco aby wycofał się na resztę spotkania. Siedział więc z palcami przeplecionymi przez siebie, z dłońmi wspartymi o nonszalancko zarzucone kolano na drugą nogę i mimo że obserwował ją dość chłodno, chętnie słuchał jej gadulstwa o niczym. W niedługim czasie jej recenzje zwyczajnego świata z jakim miała większą styczność niż on stały się dla niego oknem na świat do jakiego nagle zyskał dostęp.
Zwyczaj ugruntowywał się elektronicznie przez kolejne kilka miesięcy.
Nie zawsze mieli czas by prowadzić rozmowę jednocześnie, częściej po prostu zaglądali na komunikator po godzinach, często z ogromnym rozstrzałem stref czasowych innych po obu stronach, aczkolwiek nie przeszkadzało im to na tyle aby pragnienie kontaktu z żywym, rozumiejącym sytuację w jakiej się znaleźli człowiekiem ostygło.
Początkowo to ona dbała o regularne zasypywanie jego skrzynki wiadomościami. Wysyłała zdjęcia, które oglądał wnikliwie i nawet jeżeli dotyczyły jakiejś pierdoły (zwykle tak właśnie było, bo Han w niezrozumiały dla niego sposób potrafiła zachwycać się najdrobniejszymi i najbardziej powszednimi rzeczami) reagował albo oszczędnym komentarzem (w lepsze dni) albo przynajmniej charakterystycznym dla siebie czarnym serduszkiem (częściej). Po jakimś czasie sam zaczął się angażować i wysyłać jej to, co jego obszerna prywatna galeria nagromadziła na przestrzeni ostatnich lat. Posiadał mnóstwo zdjęć ptaków, uchwyconych głównie przy katedrach, na mijanych cmentarzach albo dachach ładniejszych kamienic, osobny folder z nietoperzami jakich uchwycił całą chmarę podczas krótkiego pobytu w Austin i wieczornego przepływu pod Bat Bridge, sporo ujęć natury - raczej amatorsko i dla kaprysu - i ceramiki, choć z tej osobliwości nigdy się nie wytłumaczył. Czarno-biały filtr był wręcz obligatoryjny.

Zdawało się, że w pewnym momencie zatrzymali się na tym etapie i nie ruszyli już dalej z miejsca, uznając obecny stan za satysfakcjonujący. Nie zdarzało mu się czuć niedosytu, Yeon i tak dawała mu więcej niż ktokolwiek i chociaż nie mówił jej wszystkiego czuł, że jeśli nie całości, to przynajmniej części i tak się domyślała. Zauważył, że ilekroć wspominał o Harlandzie ich konwersacje przybierały inny, lżejszy kierunek, jakby intuicyjnie rozumiała co miał na myśli i zręcznie przenosiła ciężar dyskusji na coś, co pozwalałoby mu odpocząć. Nigdy też nie dociekała powodów dla jakich znikał jej z pola widzenia na kilka godzin podczas imprez na jakie w teorii mieli przyjść razem, nie wiedział tylko czy robiła to z uprzejmości, braku zainteresowania czy niewiedzy. Ostatnia opcja wydawała mu się najmniej prawdopodobna, bo na tyle na ile zdołał ją poznać nie mógłby zarzucić jej niedomyślności.
Była jego podporą milczącą gdy tego potrzebował i tyle mu wystarczało.

Yeon przysłoniła usta, ale śmiech i tak przeciekł jej przez palce, na co on uniósł brew w łagodnym zaskoczeniu, w pełni udawanym bo był świadom, że tej nocy wyjątkowo utyskiwał.

一 Dobiję do stu 一 oświadczył twardo, zanim wyklarował intencję: 一 Potrafisz do tylu policzyć?
Niestety nawet żart nie utrzymał się długo po tym, jak zauważył pierwsze zbyt głęboko kładące się na jej ciele cienie, a im dłużej się jej przyglądał tym więcej widział.
Jeżeli w ich rozmowach istniało jakiekolwiek tabu, była to dieta.
Jak dotąd Lian z tą samą zręcznością z jaką Yeon unikała tematu Ashera oraz jego incydentalnych zniknięć omijał kwestie związane z jedzeniem, nie chcąc podnosić spraw z jakimi sam kompletnie sobie nie radził. Obsesja jego agentki, Sereny Marlow konsekwentnie trzymała go w tym samym rozmiarze od lat, zapach migdałów potrafił wywołać w nim odruch wymiotny, a nawyk ssania kostek lodu tak bardzo wszedł mu w krew, że wraz z nim na plany zdjęciowe i koncerty wożono turystyczną lodówkę. Nie palił, mimo że Serena sugerowała mu to rozwiązanie gdy dopiero zaczynał z morderczą dietą. Miał wówczas czternaście lat.

Łatwiej oszukać głód, to stara metoda modelek 一 przekonywała, ale myśl o nałogu skutecznie odstraszała go od spróbowania. Wolał lód, a jeżeli to nie wystarczało przypominał sobie jak Marlow przeciągnęła go kiedyś przez pół hotelu i zmusiła do zwrócenia kawałka ciasta czekoladowego.
Teraz było inaczej. Teraz zyskał częściowo jakiś ułamek decyzyjności i pomału zaczynał planować odejście, a chociaż wciąż nie potrafił zjeść pełnej porcji do końca i bez wyrzutów sumienia, czasami naprawdę jadł. Deser był wciąż poza jego zasięgiem, ale wierzył, że może któregoś dnia się to zmieni.

Celowo zmarszczył brwi jeszcze bardziej - i westchnął! - głęboko, przez nos. Mógł się czasami podłożyć.

一 Mam samolot, muszę być na lotnisku najpóźniej o dziesiątej 一 ograniczył jej nadzieje z miejsca, aczkolwiek w jego głosie pobrzmiewał jakiś niewyrażony wprost żal. W innych okolicznościach, gdyby byli parą zupełnie normalnych ludzi niezwiązanych żadnym kontraktem ani harmonogramem kreślonym na styk, chętnie zwiedziłby z nią miasto. Wziąłby ją nawet na wybrzeże i oglądał z cienia tłuste mewy, brodził w wodzie po kostki i wytrzepywał piasek z podwiniętych nogawek spodni. 一 Ale jeżeli zdążysz się gdzieś ruszyć koniecznie wyślij mi zdjęcia.
Po raz kolejny musiał odmówić jej zanim weszliby w szczegóły, a chociaż Yeon nie zdążyła jeszcze rozwinąć żadnych planów Lian i tak poczuł się podle. Zawsze to robił, praktycznie witał się z nią pożegnaniem i przepraszał tak samo często jak wzdychał.
Brwi ponownie zbiegły mu się grymaśnie w wyrazie zniecierpliwienia, bo początkowo potraktował jej pretensję na poważnie. Zważywszy na to o czym myślał chwilę wcześniej, pewnie powinien.

一 Naprawdę chciałabyś mnie zastąpić kimś, kto życzył mi połamania palców? Wow, zabolało 一 zironizował pół żartem pół serio, bo o ile dobrze pamiętał skrót przekazany mu przez Serenę, coś podobnego znalazło się na liście życzeń jednego z jego największych antyfanów; facet publikował pod pseudonimem LianMeiSucks666 i delikatnie ujmując, poświęcał sporo wolnego czasu na uprzykrzanie mu życia w mediach społecznościowych.

Nagła zmiana atmosfery była spodziewana, nie był więc zaskoczony gdy Han pośrednio zwróciła się z prośbą by jej odpuścił i może nawet by to zrobił, gdyby to co właśnie usłyszał nie zabrzmiało tak znajomo. Przez kilka sekund walczył z uderzeniem gorąca i frustracją, aż zgrzytnął mimowolnie zębami przy zaciśnięciu szczęki i zamiast cofnąć dłoń, którą wcześniej odgarnął jej włosy na bok, oparł ją na jej ramieniu. Symetrycznie zrobił z drugą, tym samym mobilizując Yeon aby została w miejscu na wypadek, gdyby przyszło jej do głowy uciec w jakąś asekuracyjną aktywność. Przygarbił się by mniej więcej znaleźć się na wysokości jej uciekającego spojrzenia i gdy po dłuższej chwili debatowania w milczeniu nadal nie znalazł właściwych słów, stuknął jej czoło swoim.
Znał problem zbyt dobrze by wierzyć naiwnie w to, że można go było rozwiązać pojedynczą rozmową.
Kiedy Yeon w pewnym momencie wyszła do niego z czymś, co nie brzmiało już jak echo opinii innych osób lecz rzeczywisty wniosek wyciągnięty z bolesnego doświadczenia Lian poczuł, że uderzyło aż zbyt blisko.

一 Zaoferowałaś mi więcej niż ktokolwiek do tej pory, a twój wygląd nie miał na to żadnego wpływu 一 zaczął ostrożnie, choć z pełnym przekonaniem do tego o czym właśnie mówił. Głos zniżył znacząco, miał ją w końcu na odległość jednego oddechu, czoło w czoło, nos w nos, może odrobinę za blisko niż kiedykolwiek do tego aspirował, a jednak w jakiś sposób teraz wydało mu się to właściwe.
Spokojnie mrugnął, powoli przeciągnął obie dłonie nieco dalej za jej kark po czym skrzyżował je w nadgarstkach i tak już zostawił.

一 Wartość jaką mierzy cię agencja nie jest jedyną jaka ma znaczenie, jest po prostu tym co akurat mogli spieniężyć. Pomyśl o tym, hmm?
Nie chodziło już nawet o udowodnienie jej, że mylnie brała za pewnik opinie osób, które miały w tym swój udział. Chodziło również o przetrwanie, bo jeżeli Yeon była jedynie produktem, którego cena zależała od chwilowej fanaberii i estetyki - to kim był on?

一 Poza tym co to za pierdolenie? Kto twierdzi, że moja dziewczyna nie jest wystarczająco ładna? 一 zapytał z nie do końca udawanym rozdrażnieniem wychodzącym mu lekko uniesioną brwią i zmrużonymi z irytacją oczami. 一 Odeślij go do mnie, niech powie mi to w twarz.


Seungyeon Han

Neon gravestones try to call

: sob wrz 05, 2026 4:28 pm
autor: Seungyeon Han
Związek pod publikę.
Z początku tylko parsknęła śmiechem, zakładając, że to się nie uda.
Jak miała udawać zakochaną dziewczynę, skoro Lian był dla niej wtedy praktycznie nieznajomym? Nie oceniała swoich umiejętności aktorskich zbyt wysoko. Szkolne teatrzyki nie były ulubioną formą rozrywki Yeon. Z biegiem czasu po prostu nauczyła się udawać; wymieniać czułe spojrzenia, gesty, wyrażać troskę i śmiać się przy nim głośniej, niż robiła to zazwyczaj. Odnalezienie się w nowej roli przyszło jej z trudnością, ale gdy już zaczęła dostrzegać płynące z pokazywania się u boku Liana korzyści, zaczęła się bardziej starać. Nie potrafiła jednoznacznie powiedzieć, w którym miesiącu, czy roku ich związku, wszystkie te wyuczone czynności przestały mieć znaczenie, bo obecność ciemnowłosego pianisty stało się częścią życia Bambi. I nie tylko jej. Yeon także przywiązała się do Liana. W ich świecie nie patrzono na nich jak na ludzi, lecz ładny towar zapakowany w złote pudełeczko. Mieli przyciągać uwagę, błyszczeć, trenować pod czujnym okiem specjalistów, by zdobywać szczyty i nastawiać się przede wszystkim na sukces. Yeon musiała nauczyć się jeszcze innej rzeczy; miłości do obcych ludzi, którzy ją podziwiali. Wiele zawdzięczała fandomowi, bo gdyby nie wsparcie tych osób, nikt by o niej nie usłyszał. Kariera Yeon wciąż się rozwijała. Debiutowała wbrew pozorom dość niedawno, nie miała piętnastoletniego doświadczenia scenicznego, którym cieszyły się starsze grupy. Wierzyła — albo raczej wiedziała — że wraz z przyjaciółkami z zespołu, osiągną sukces. Dokładały wszelkich starań, by zostać zauważone. Zbyt ciężko pracowały, by ich obecność na rynku muzycznym nie została dostrzeżona. Towarzyszyły im zbyt wysokie ambicje, by mogły zignorować ten wspólnie przyświecający im cel, nawet jeśli każda z nich kierowała się innymi pobudkami.

Han kochała przede wszystkim muzykę i chciała się nią dzielić ze światem.


Stawiała ją na pierwszym miejscu. Świat był dla niej feerią dźwięków i przeplatających się między sobą melodii, dzięki którym czuła się lepiej. Niejednokrotnie mierzyła się z uczuciami, których nie potrafiła przekazać za pomocą prostych słów, czy szczerej rozmowy. Wtedy z pomocą przychodziła jej muzyka; dźwięki pianina, czy wiolonczeli, na której od zawsze grała jej mama. Płynące z tych instrumentów dźwięki pomagały jej się wyciszyć, leczyły jej duszę, gdy miała zły nastrój po rozstaniu z chłopakiem, pogoda nie dopisywała, a jej przyjaciółka nie mogła z nią porozmawiać. Chciała tworzyć muzykę, której melodia i słowa uderzą nagle, z siłą ostatniego letniego wiatru symbolizującego początek jesieni, przenikającego wprost do serca. Marzyła o tym, by wspierać osoby, przy których nie mogła być osobiście i czuła gdzieś głęboko wewnątrz serca, że mogła spełnić to życzenie dzięki swojemu talentowi. Sztuka była jak most mogący połączyć nawet najbardziej odległe dusze.

W spotykaniu się z Lianem dostrzegła dla siebie szansę.
Pierwsze wrażenie, jakie na niej wywarł… Miała wobec niego ambiwalentne odczucia. Był mrukliwy. Nietypowy pod względem swojego wyglądu; rysy jego twarzy zapamiętała cholernie szybko, wpasowywał się w jej typ. Czuła się niezręcznie, gdy siedząc naprzeciw niej, wodził za nią przenikliwym spojrzeniem, choć nie miała wątpliwości co do tego, że jej słuchał. Yeon z natury była bardzo otwartą, wygadaną osobą. Lawirowała płynnie między tematami, narzucając co chwila inny — wyłapywała kluczowe słowa i na ich podstawie nawiązywała do kolejnych wydarzeń, sytuacji czy przemyśleń. Zachowywała się dość normalnie, nawet jeśli z początku była speszona i obawiała się, że będą mieli problem z komunikacją. Lian idealnie odnalazł się w roli słuchacza, z początku dość skrytego. Polubiła ten kontrast między innymi. Wypisywanie do niego różnych porach weszło w jej nawyk, podobnie jak wysyłanie wiadomości głosowych czy kolejnych zdjęć, albo losowych filmików. Niezliczoną ilość razy przesyłała mu zdjęcia rozwijających się kwiatów, kotów mijanych na ulicy, ładnych budynków. Dzieliła się z nim tym, co wywoływało w niej intensywne emocje — a zachwycała się wieloma rzeczami. Wyjściami z przyjaciółkami poza zasięgiem kamer. Ładnymi widokami. Ludźmi, których mijała na ulicy i równie często zagadywała, choć nie powinna zwracać na siebie uwagi. Wycieczkami. Nawet jeśli Liana nie było obok, był na bieżąco z tym, co działo się w życiu Yeon. Nieświadomie zaczęła traktować ciemnowłosego jak bezpieczne miejsce, do którego mogła przenieść swój świat.
Odpowiadał jej ten układ między nimi, dopóki nie zaczęła zauważać, że w pewnym momencie przyjeżdżając na większe czy mniejsze wydarzenia, zadawała sobie głównie jedno pytanie: Czy Lian też tutaj będzie?
Co ostatecznie doprowadziło ją do momentu, w którym zaczęła przesadnie analizować ich relację.
I pomogło wyciągnąć wnioski — nie wszystko dało się nazwać, czy oprawić w złote ramki.
Byli poza schematem i to zaczęło być zdaniem Yeon w porządku, nawet wtedy, gdy posyłała w jego stronę nieco przydługie spojrzenia, czy uśmiechy, za którymi kryło się coś więcej niż prosta zaczepność.

Złośliwy żart rzucony w jej stronę, zmusił ją do odwrócenia głowy i zerknięciu na Liana w sposób wyrażający bezsłowne: no naprawdę, ale jesteś śmieszny. Umiała liczyć do stu i zaczęła nawet na głos wypowiadać poszczególne liczby w kolejności od jednego do stu, lecz te słowa zniknęły gdzieś między pytaniem o dietę i chwilą niezręcznej ciszy, która zapadła nim Bambi zdążyła odpowiedzieć. To był dla niej temat tabu. Uważała, że postępuje dobrze, w końcu dzięki niej była w stanie utrzymać prawidłową wagę i szczupłą sylwetkę. Nie chciała go okłamywać, mówiąc, że wszystko jest super — nie było. Wolała jednak trzymać się ściśle rozpisanych diet, niż wysłuchiwać nieprzychylnych komentarzy.
Mam samolot.
Muszę wracać.
Nie mogę.
Wywróciła oczami, niemal żałując, że w ogóle przeszło jej to przez myśl. Słowa bruneta skwitowała kapryśnym jasne, co było jednoznaczne ze szczerym wyrzutem i niezadowoleniem. Nigdy nie mieli czasu, żeby wyjść gdziekolwiek, bo jedno z nich musiało wyjeżdżać. Wolała się z nim witać. Pożegnania przychodziły jej z trudnością, choć mogłoby się wydawać, że zdążyła do nich przywyknąć — były równie krótkie co przywitania, ale dużo bardziej bolesne. Wzruszyła lekko ramionami, przeczesując palcami pasma luźno rozrzuconych po nich włosów. Zmianę nastroju Yeon dało się wyczuć w całym pomieszczeniu. Mogłoby się wydawać, że ściany w sypialni przesiąkły jej niezadowoleniem, podobnie jak powietrze. Hejtu w internecie nie popierała (ogólnie gardziła przemocą jakąkolwiek), dlatego nie była zadowolona z tego, że ktoś notorycznie uprzykrzał brunetowi życie z powodu związku z Yeon. Ciążyła na nich spora odpowiedzialność; trudno być sobą w świecie, w którym obcy ludzie oceniają twoje życie i na podstawie wyrywków z wrzuconych do internetu zdjęć, nagrań, czy fragmentów wywiadów dorabiali sobie własną historię.
— Nie. Ale jakbyś połamał palce, to znalazłbyś dla mnie więcej czasu — odparła niby mimochodem, choć z cieniem bolesnej szczerości, której nie zabrakło w żartobliwym tonie. W końcu prościej było udawać, że wszystko jest w porządku, prawda?

Yeon miała swoje słabości; jak każdy. Zaburzenia odżywiania były trudnym tematem i nie potrafiła sensownie o nich rozmawiać. Nie chciała o nich rozmawiać. Sama nie dopytywała Liana o te nagłe zniknięcia, ignorowała to, że zdarzało mu się pachnieć innymi perfumami, niż te, których używał. Rozumiała, że temat Ashera był drażliwy — uważała tego mężczyznę za pomyłkę i szczerze mówiąc, nie żywiła wobec niego żadnych pozytywnych uczuć. Wolała udawać, że nie istniał, choć jego obecność była niemożliwa do wykreślenia.
Siedząc na łóżku, naprzeciw Liana, z jego rękoma opartymi na kruchych ramionach, pomyślała, że po prostu powinna wstać i uciąć niewygodną rozmowę. Odniosła wrażenie, że specjalnie zatrzymał ją w miejscu — poprzez splecenie palców na jej karku i przysunięciu się bliżej. Poruszyła głową, ocierając swoim czołem o to jego, gdy Mei zmniejszył odległość do takiego stopnia, że czuła na ustach i policzkach ciepłe powietrze. Westchnęła bezsilnie, wsłuchując się w jego słowa. Dłonie oparte o kark Yeon wydawały się cholernie ciężkie; utożsamiały się z gorzkimi słowami. Dzieliła się z Lianem swoimi przemyśleniami, zdradzając mu w zaufaniu sekret kiepskiego samopoczucia. Uważała się za kogoś wyjątkowego, kto mógł połączyć ludzkie serca, albo je rozerwać, ale kompleksy, przekonanie o tym, że wciąż i wciąż było jej po prostu za dużo, należały tylko do niej — i zaczęły również do Liana.
Zaoferowała mu siebie, wpraszając się do jego życia jako przyjaciółka, z którą mógł porozmawiać i podzielić się swoimi obawami. Obawami, o których tak naprawdę nie musiał mówić. Zwracała uwagę na gesty i jego zachowanie; potrafił przy niej zasnąć. Nie potrzebowała niczego innego, by mieć pewność, że była dla niego tak samo ważna, jak on dla niej. Brakowało jej słów na jakikolwiek komentarz. Próba odwrócenia wszystkiego w żart w obecności Liana zakończyłaby się porażką. Wiedział, że nie żartowała. Patrzył na nią i była pewna, że potrafił dostrzec nie tylko cienie pod oczami, czy wyeksponowane bardziej niż poprzednio obojczyki, ramiona i inne rzeczy sugerujące utratę masy ciała.
Cisza była odpowiedzią na wypowiedziane i niewypowiedziane słowa.

Cisza.

Przecież wiedziała, że dla wytwórni była wartościowa, ale nie jako człowiek. Miała ważność pieniężną. Była przekonana, że jeśli dyrektor dostałby możliwość przerobienia jej na maszynę do zarabiania pieniędzy, zainwestowałby w ten projekt mnóstwo czasu i gotówki, byleby mieć pewność, że mu się zwróci. Ludzie byli materialistami — nieironicznie potrafiła ten materializm zrozumieć. Pozwalała traktować się przedmiotowo, bo przynosiło jej to zyski. Najwidoczniej nie różniła się aż tak od reszty osób przesiąkniętych tą toksyczną branżą.
— Nie musiałam wyglądać w żaden konkretny sposób, żeby coś ci dać. Wystarczyło, że chciałam, a tobie nie zależało na moim wyglądzie — widywał ją wielokrotnie bez makijażu, w zbyt dużych ubraniach, z włosami sklejonymi jakimś dziwnym sosem, gdy nieostrożnie jadła, przemoczoną i zdołowaną. Gdyby patrzył na nią przez pryzmat urody, każda z tych rzeczy mogłaby go do niej zniechęcić. Gdyby tak było, nie siedzieliby wspólnie na hotelowym łóżku w jej sypialni, w otoczce tej delikatnej, pachnącej świeżością pościeli i przyciemnionego światła.

Tak blisko, jak nigdy dotąd.


I ta bliskość zaczęła ją rozpraszać.
Zsuwając wzrok niżej, z linii jego oczu na usta, zdała sobie sprawę, że choć nazywała go swoim chłopakiem, a on ją swoją dziewczyną, wciąż nie zaznała smaku jego ust. Speszona własną myślą, poczuła ciepło na policzkach i przygryzając lekko dolną wargę, wróciła spojrzeniem do oczu Liana.
— Właśnie… jesteś moim chłopakiem — wymruczała niemal aksamitnie, a ciepły oddech z każdym następnym słowem coraz bardziej łaskotał jego usta. Nie dała mu czasu na odpowiedź ani reakcję. Przechylając głowę lekko w prawo, delikatnie musnęła jego wargi, dbając o to, by ten pierwszy krok był wyważony i spokojny. Czułaby się źle, gdyby próbowała wymusić na nim zachowanie, na które nie miał ochoty. Zostawiła mu przestrzeń, dała możliwość wyboru — mógł się od niej odsunąć, zwrócić jej uwagę.

Uszanowałaby to.


Lian Mei

Neon gravestones try to call

: pn wrz 21, 2026 3:34 pm
autor: Lian Mei
To, że Lian Mei nie potrafił odnaleźć się w tych wszystkich towarzyskich menuetach i nie wybijał się uprzejmością - cierpliwość zwykle wystarczała na grzecznościowe powitanie, załatwienie sprawy i dopięcie całości krótkim pożegnaniem - było faktem powszechnie znanym. Agencja na pewnym etapie nie miała innego wyjścia jak rozłożyć ręce i uznać to za coś, co należało zaakceptować i ubrać w ładniejsze barwy, skoro nie można było na to skutecznie wpłynąć. Narracja brzmiała więc:

Podobno to kwestia ambicji.
W niektóre dni pewnie i tak.

Artyści są specyficzni.
Lian lubił ten eufemizm, można było w nim zmieścić jego mizantropijną i mało zachęcającą osobowość.

To przez wymagający tryb życia.
Bo tak jak normalni ludzie dzielili rok na pory, Lian grupował te okresy na pobyty w klinikach i pozostałe, wśród których przewijały się krótsze klastery epizodów bezsenności, nieustannych podróży, tych dni wyłączonych z obiegu przez morderczego kaca lub jet lagi oraz te, których nie pamiętał zbyt dobrze z różnych powodów. Czasami przez pojedyncze wydarzenia, czasami przez sumę powyższych, bywało również, że zwyczajnie miał dziury w pamięci, jakby ktoś wyrwał z niej stronę i pozostawił jedynie ślad informujący, że dawniej coś tam było.

Poza sceną jest po prostu nieśmiały.
Ha. To dopiero było pierdolenie - nieśmiały. Nic z tych rzeczy, raczej wybiórczo zainteresowany. Lakonicznie. Prawie nic a nic, więc zwykle nie zabierał głosu bo temat rozmowy latał mu koło...


一 Gdybym połamał palce 一 zaczął powoli, chwilowo dopuszczając do siebie taką możliwość. 一 twój fantastyczny agent szybko znalazłby ci kogoś na moje miejsce. Pomyśl.
Nacisk na jej ramiona zelżał gdy uniósł ręce i starannie zebrał jej włosy w kucyk za plecami. Poboczna czynność pomagała mu z kojarzeniem mętnych od niedospania i alkoholu myśli.

一 Pianista bez sprawnych dłoni nie przedstawia żadnej wartości. Nie można go spieniężyć, a żadna rehabilitacja nie sprawi, że wróci do formy sprzed kontuzji. Staje się nieopłacalny, a więc jest dla agencji ciężarem finansowym i wizerunkowym. I co takiej Bambi po nieopłacalnym ex-pianiście? 一 wnioskował cierpliwie, a choć snuta przez niego wizja była daleka od optymistycznej, nie brzmiał i nie wyglądał jakby szczególnie nad tym ubolewał. Znał oficjalny charakter ich relacji i być może intuicyjnie chwytał się chłodnego kalkulowania by ograniczyć ewentualne straty, jakie mogłaby przynieść tęsknota. Nikt nie chciał być tym, który zostaje z nadzieją, a już na pewno nie ze złamanym sercem. 一 Ale, ponieważ nie jestem aż takim pesymistą - może twój agent uwzględniłby potrzebę i znalazł kogoś, kto poświęcałby ci wystarczająco dużo czasu?
Nie podobała mu się ta myśl tak do końca. To nie on ustalał grafik, nie miał wpływu na kierunki w jakich ich wysyłano, jednak z drugiej strony wiedział, że Han zasługiwała na coś więcej niż nieustannie zajętego, nieobecnego partnera-wydmuszkę.
Nagła bliskość jej twarzy przyniosła trochę ciepła, którego notorycznie mu brakowało, a do czego zdążył się przyzwyczaić. Lubił jednak od czasu do czasu poczuć odmianę, więc by nie pozostawać dłużnym, odpowiedział lekkim przekręceniem głowy. Otarcie czoła o czoło, szturchnięcie nosem - nawet jego dłonie na chwilę przestały szukać sobie innych zajęć i nieruchomo spoczęły ponownie na jej barkach. Czuł ziołowy zapach jej kremu, którego część prawdopodobnie właśnie wchłonął i przez krótką chwilę pozwolił sobie na wygodę wyobrażenia, jakby cały świat skurczył się do rozmiarów hotelowego pokoju, a jutro wcale nie musiało nadchodzić. W takiej sytuacji istniałaby szansa, że mógłby być chłopakiem, którego tak bardzo potrzebowała Yeon.

一 Bez przesady, nawet ja mam jakieś standardy Han 一 chrypnął kąśliwie, by nieco skorygować kierunek w jakim podążył temat. 一 Chodziło mi o to, że poza tym... 一 Jedna z dłoni jakie opierał na jej ramionach poruszyła się zataczając oględnie koło, jakby chciał wyrazić w ten sposób co miał na myśli. 一 ...poza wyglądem, który gwarantuję ci, jest twoim atutem i zawsze był, są rzeczy jakie zawsze będą miały priorytet. Może nie dla agencji, ale pieprzyć ich.

Z początku Lian obstawiał w duchu jak długo tej szarańczy managerów, specjalistów od wizerunku, dietetyków, choreografów, ekspertów od marketingu i innych absolutnie niezbędnych cudotwórców zajmie wykreowanie czegoś, co przykryje oryginał. Był ciekaw, czy Yeon ulegnie procesowi bez buntu czy postanowi zawalczyć o swoje, a jeśli tak - z jakim efektem. Zastanawiał się jaka Yeon wyszłaby z tej walki i jaką mogłaby ponieść cenę byle pozwolono jej zostawić kilka ulubionych, niegroźnych dla kreowanego image'u cech. Czy złamałaby się widowiskowo z hukiem czy raczej naginała by przeżyć, tak jak robił to on.
Obserwacja doprowadziła go do zaskakujących wniosków: Yeon nie dała się zastąpić przez Bambi, po prostu zrosła się z nią i najwyraźniej w wielu obszarach zdawały się funkcjonować bez wzajemnych zgrzytów. Problemem były natomiast pęknięcia przez które widać było efekt braku tej jednomyślności, aczkolwiek niewiele osób zadawało sobie trud by przez nie zajrzeć.


Właśnie… jesteś moim chłopakiem.

一 Hmm? 一 zareagował ze znacznym opóźnieniem, bo chociaż usłyszał jej głos żywo i wyraźnie tak sens dotarł nie w czas. Za bardzo zakotwiczył się we własnych przemyśleniach i próbach określenia granicy pomiędzy Yeon a Bambi by zauważyć znaczącą zmianę, jaka zaszła między nimi gdy zamiast tu i teraz znów skupiał się na tam i wtedy.
Niespodziewany brak nawet tego niewielkiego dystansu i dotyk jej miękkich warg na swoich sprawiły, że ciśnienie skoczyło mu gwałtownie, a ręce drgnęły za jej plecami. Pokój stał się nagle zbyt pełny ciszy, bo w jego uszach była za głośna i to samo mógł powiedzieć o tym, co aktualnie miało miejsce w jego głowie.

Lęk? Ekscytacja. Gniew. Niepewność. Chęć. Potrzeba. Ciekawość.


Nie miał czasu przyjrzeć się żadnej z tych emocji dostatecznie by podjąć racjonalną decyzję, ale z nich wszystkich ekscytacja i potrzeba zdawały się mówić najgłośniej. Ciekawość stopniowo mogła urosnąć, niepewność nie była dla niego niczym nowym, lęk gasł ledwo widoczny z tyłu, a gniew rozbłysnął w nim na ułamek sekundy, by wypalić się i zniknąć.
Zanim Yeon zdążyłaby wyciągnąć swoje wnioski i zmienić zdanie, Lian oparł jedną ze swoich dłoni na jej karku i wstrzymał ją w miejscu, sam natomiast przychylił głowę i odpowiedział bardziej zdecydowanym i podobnie krótkim pocałunkiem przyciśniętym do jej warg. Najpierw jednym, następnie drugim, trącił nawet jej nos swoim i podniósł kontrolnie wzrok by sięgnąć badawczym spojrzeniem jej oczu.
Cholera, znów się zastanawiał.
Czy powinien był? Szlag, może lepiej było się wycofać? Zrzucił wszystko na karb alkoholu, kiepskiego tygodnia, nieprzychylnej recenzji?
Zassał odruchowo dolną wargę i poczuł na niej smak, który na pewno nie należał do niego. Tyle wystarczyło, by znów przestał nadmiernie analizować i intuicyjnie trafił na lepsze rozwiązanie niż snucie nijakich domysłów.

一 Na pewno?
Jak na człowieka, który uprzejmie pytał o pocałunek brzmiał nieprzystająco poważnie i ciężko, co niejako pozwalało spojrzeć odrobinę dalej. Decyzja niosła ryzyko. Mogli odpuścić i tak byłoby bezpieczniej, choć nie bez żalu i rozważań "co by było gdyby jednak...?". Mogli również sprawdzić, czy ich relacja przetrwa próbę i stwierdzić nareszcie czy w istocie była wyłącznie marketingowym chwytem wykreowanym na potrzebę chwili czy czymś znacznie bardziej prawdziwym. Nie potrafił natomiast powiedzieć czy po wszystkim, cokolwiek mogłoby się stać, będą w stanie spojrzeć sobie w oczy i znów swobodnie rozmawiać w zaciszu hotelowego apartamentu o drugiej nad ranem.



Seungyeon Han

Neon gravestones try to call

: pn paź 05, 2026 10:23 pm
autor: Seungyeon Han
Dopełniali się pod względem osobowości. Yeon była barwna i wielowymiarowa. Dzieliła się najgłupszymi historiami ze swojego życia, przesyłała zdjęcia z kolejnych odwiedzonych miejsc, opowiadała o nowych kulturach i ludziach mieszkających w zwiedzonych przez nią państwach. Lian też dużo zwiedzał — prawdopodobnie więcej niż ona. Jej kariera nie trwała zbyt długo, tak naprawdę dopiero rozwijała skrzydła pod szyldem TRN. Nie zmieniało to faktu, że udało jej się zwiedzić kilka krajów, ani tego, że inwestowano w nią i dbano o to, by nie miała zbyt dużo wolnego czasu. Poza tym, co ona mogła wiedzieć o wolnym czasie? Akurat, gdy miała luźniejszy dzień, spędzała po sześć czy osiem godzin na sali treningowej, by doskonalić kondycję, wytrzymałość, pamięć mięśniową bla, bla, bla. Nieraz bolały ją plecy, ramiona czy nogi — a kilka razy musiała przyklejać plastry przeciwbólowe, bo przez przypadek naciągnęła sobie jakiś mięsień. Może nie powinna zostawać po godzinach? Z drugiej strony, musiała doskonalić swoje umiejętności. Na tym polegała jej praca i starała się myśleć przede wszystkim pozytywnie. Wielokrotnie stojąc przed lustrem, powtarzała sobie, że nawet jeśli jest zmęczona, to tylko dzięki samodyscyplinie będzie w stanie coś osiągnąć. I nieważne, że organizm po prostu się buntował, bo potrzebował tego odpoczynku. W przeciwieństwie do ambicji Yeon.
Była z siebie zadowolona, gdy wychodziła na scenę i widziała tych wszystkich ludzi.
Byli jej motywacją.

Dzięki nim zyskała rozpoznawalność. Inaczej byłaby nieopłacalna dla agencji. Gdyby źle się sprzedawała, na jej miejsce bez problemu znaleźliby kogoś innego. Wytwórnia mogła zarobić na niej dziesięć milionów, albo stracić dużo więcej. Wybór był oczywiście prosty. Miała w tym swój interes — szanowała ludzi za to, że podejmowali się każdej pracy, ale nie była w stanie wyobrazić sobie siebie samej na miejscu przeciętnego Amerykanina, Koreańczyka, czy Europejczyka — została wychowana w przekonaniu, że zasługiwała na sukces i poświęcała swój czas, żeby spełnić to marzenie o byciu idolką. Artyści byli specyficzną grupą — lecz Yeon była pewna, że nie wszyscy potrafili patrzeć na świat w taki sposób, w jaki robili to oni. Zauważali więcej. Czasami były to zupełnie nieistotne rzeczy, których większość ludzi nawet nie zapamiętywała. Krótkie spojrzenie, zmiana tonu głosu czy czyjś niepozorny gest potrafiły zostać w ich głowach na długo. Yeon sama często zastanawiała się, czy właśnie dlatego tak łatwo przychodziło im tworzenie. Bycie idolką tylko bardziej ją tego nauczyło. Chcąc czy nie chcąc, obserwowała ludzi, i z czasem zaczęła dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwracała uwagi. Może właśnie to sprawiało, że świat wydawał jej się czasami zupełnie inny niż wszystkim dookoła. Widywała radość, smutek, przemęczenie, złość, żal — sposobów wyrażania emocji było tak samo dużo, jak ludzi, którzy je odczuwali. Tylko nie każdy potrafił o nich mówić. Yeon… Cóż, nie myślała. Po prostu była szczera i dzieliła się rzeczami ciążącymi jej na sercu.
A więc obydwoje byli specyficzni — Lian był po prostu bardziej mrukliwy.
Seungyeon natomiast zbyt głośna i wszędobylska.

Słuchała go nieco znudzona i nieszczególnie zainteresowana wizją tej pesymistycznej przyszłości. Po części miał rację. Obydwoje byli ładnie zapakowanymi zabawkami, które wyrzucało się na śmietnisko, gdy zaczynały się psuć. Dla Bambi zniknięcia Liana ze świata showbiznesu oznaczałoby tyle, że zamiast posługiwać się przydomkiem dziewczyny ambitnego pianisty młodego pokolenia, musiałaby przyłożyć się do samodzielnej promocji. A to oznaczałoby kolejne spotkania, kolejne głupie zloty, kolejne koncerty na festiwal i grafik tak zapchany, że nie miałaby, kiedy związać normalnie włosów. Dla Yeon? Być może mogłaby cieszyć się obecnością swojego przyjaciela, nawet jeśli ich relacja wciąż byłaby bardziej globalna, niż fizyczna. Ale może wtedy miałby dla niej więcej czasu — nie musiałby następnego dnia rano wymeldowywać się z hotelu i znów odmawiać Yeon, chociażby wyjścia na namul.
— Bambi musiałaby jeszcze ciężej pracować, bo teraz wybija się głównie na twoim nazwisku — skoro już rozmawiali szczerze, to czemu miałaby kłamać? Obydwoje doskonale wiedzieli, skąd w ogóle wziął się pomysł na ten związek. Ona była ładna, miała talent i była świeża w branży. Lian miał podobne atuty i aspiracje, z tą różnicą, że jego kariera trwała już dłużej. Potrzebowali tylko czegoś, co pozwoliłoby im jeszcze bardziej przyciągnąć uwagę. Czegoś, co dobrze wyglądałoby na zdjęciach i o czym ludzie chętnie by rozmawiali. Byli idealnym chwytem marketingowym. I oboje doskonale o tym wiedzieli.
— Ale ja nie mogłabym narzekać. Miałbyś więcej wolnego czasu. Nawet jeśli agent chciałby mi poszukać kogoś innego na twoje miejsce, mógłbyś się ze mną widywać, gdybym była akurat w kraju, w którym byś zamieszkał — gorzkość kryjąca się pod powierzchnią tonu, z którym wypowiedziała słowa o szukaniu zastępstwa, trafnie określały jej niezadowolenie z tej ponuro rzeczywistej wizji.

O tej godzinie powinna spać — nie rozprawiać na temat przyszłości, która mogła, choć nie musiała stać się częścią jej rzeczywistości. Lianowi nic nie dolegało, rano miał wymeldować się z hotelu, bo miał napięty harmonogram. Yeon natomiast będzie miała czas, by zwiedzić Barcelonę. Chociaż teraz wolała delektować się tą bliskością ciemnowłosego, skoro siedział tuż obok niej na łóżku, swobodnie dotykając jej ramion, włosów… Wykonując te wszystkie gesty, które fizycznie oddziaływały na nią bardziej, niż powinny. Czuła przyjemne mrowienie przebiegające tuż pod powierzchnią skóry, mimo tego, że miała na sobie bawełnianą bluzkę od nieco przydużej piżamy. — Wolałabym nie pieprzyć naszej agencji — odparła błyskotliwie, nie kryjąc rozbawienia tą uwagą. Swoją drogą, słuszną. Nie chciała rozdrabniać się na ten temat; po prostu istniały cechy bytujące, acz niezależne od atrakcyjności fizycznej drugiej osoby. Ten zestaw cech potocznie nazywano osobowością.
Wydawało jej się, że radziła sobie całkiem nieźle z ekipą interwencyjną — nie wykłócała się, fakt faktem o stylizacje, czy zmiany koloru włosów. Pozwalała wizażystom na mniejsze czy większe eksperymenty, głównie z wrodzonej ciekawości. Nie przeszkadzały jej zbyt duże zmiany wizualne. Przeszkadzało jej natomiast zwracanie uwagi na jej zachowanie i próby okiełznania temperamentu. Naprawdę nie lubiła, gdy powtarzano jej, w jaki sposób powinna się wypowiadać. Rzadko kiedy ważyła słowa — w jej słowniku nie istniało coś takiego jak powściągliwość. Na pewno nie zamierzała uginać się pod czyjąś presją i stawiała, na razie opór. Bóg jeden wiedział, jak długo zamierzała to robić.

Przez większość czasu ktoś próbował decydować za nią — co powinna powiedzieć, jak się zachować, jak wyglądać. Może właśnie dlatego nie zamierzała pozwolić, żeby ktoś odebrał jej również te krótkie chwile, w których sama mogła zdecydować, czego chce. Nie zamierzała pytać, czy mogła — nie chciała przesadnie analizować swojego zachowania ani zastanawiać się nad tym, czy ta impulsywna decyzja, podjęta pod wpływem chwili i chęci zamknięcia dzielącego ich dystansu, mogła mieć w niedalekiej przyszłości tragiczne skutki. Rano i tak wylatywał. Nie była pewna, kiedy ponownie się zobaczą, a jeśli rzeczywiście miało do tego dojść, prawdopodobnie minie na tyle dużo czasu, by w razie wątpliwości mogli spokojnie je rozwiać. Nie musiała więc martwić się nimi teraz.

Chciała wykorzystać czas, który im pozostał.

Przytłumione światło nocnej lampki stojącej na szafce obok łóżka miękko padało na ich twarze, wydobywając z półmroku pojedyncze szczegóły. Ciemne rzęsy Yeon, muskające skórę tuż pod dolną linią oka. Zarys żuchwy Liana, który przez krótką chwilę pozostawał nieruchomy, zanim w końcu przechylił głowę i odwzajemnił pocałunek. Jego dłoń zatrzymała się na jej łopatkach, zatrzymując ją w miejscu. Przez moment Yeon pomyślała, że może się odsunąć. Obrócić wszystko w żart, tak jak robiła to zawsze, kiedy sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Zwłaszcza kiedy Lian, najwyraźniej zaskoczony jej śmiałością, zastygł w bezruchu.



Tylko z początku.



Brak oporu był odpowiedzią samą w sobie. Kolejne pocałunki przyszły naturalnie, odważniejsze od tego pierwszego i wystarczająco wyraźne, by rozwiać resztki niepewności. Yeon nie musiała już zastanawiać się, czy zrobiła krok za daleko. Nie musiała szukać w jego twarzy potwierdzenia, którego jeszcze przed chwilą tak bardzo potrzebowała. Był tutaj. A ona nie zamierzała przerywać, nie chciała zmieniać zdania. Zagubiła się na krótką chwilę w cieple jego ust i urywanym oddechu, który mieszał się między nimi. Czuła, jak napięcie powoli opuszcza jej ramiona, jakby dopiero teraz pozwoliła sobie zrozumieć, że ten jeden, nieprzemyślany gest nie musiał oznaczać końca wszystkiego — przynajmniej nie teraz, nie w tym momencie. Nie byli rozbłyskującymi na nocnym niebie fajerwerkami, których czas przemijał po zaledwie kilku sekundach. Układając dłonie na jego klatce piersiowej, przesunęła po niej opuszkami palców. Nie odsunęła się, gdy trącił jej nos tym swoim. Zamiast tego uniosła lekko głowę, pozwalając, by ich spojrzenia spotkały się w tej niewielkiej odległości.
— Możesz przestać na chwilę myśleć? — zapytała nieco kąśliwie, uśmiechając się do niego w ten szczególny, przepełniony pewnością siebie sposób.
Ponownie się zastanawiał. Lian nie chciał zachowywać się lekkomyślnie (od tego była Yeon), bo właśnie zbaczali ze ścieżki czystej przyjaźni. Ona także nie była pewna, czy podążanie nią było dobrym pomysłem. Nie wypiła tego wieczora na tyle dużo, by zrzucić swoją nagłą potrzebę obalenia tego rozciągającego się przed nimi muru na alkohol. Być może była desperatką szukającą czułości w miejscu, w którym nie powinna, bo wszyscy inni z reguły trzymali się od niej z daleka. Wiedziała, jakie konsekwencje niosło za sobą przebywanie zbyt długo w czyimś towarzystwie, ale tutaj była tylko z Lianem. O drugiej w nocy. Na najwyższym piętrze. W pokoju hotelowym odgrodzonym zarówno od świata, jak i mediów.
Podczas gdy kierowała do niego tę krótką, cichą prośbę, przesunęła dłońmi w dół jego torsu, niespiesznie kreśląc opuszkami palców bliżej nieokreślone kształty. Nie odrywała od niego wzroku, starając się wyłapać nawet najmniejszą reakcję. Drobne spięcie mięśni pod jej dotykiem, zmianę rytmu oddechu, ledwie zauważalne zawahanie. Czy wyciszał myśli i pozwalał, by instynkt przejął nad nim kontrolę, czy nadal toczył ze sobą tę samą, wewnętrzną walkę? Pochyliła się w jego stronę, dotykając ustami odsłoniętej szyi Liana, na której złożyła kilka drobnych pocałunków, które osiadły na jego skórze niczym letni deszcz przynoszący ukojenie po dusznym dniu.
Świadomie igrała ze zmysłami, dbając, by przejęły kontrolę.

I want to know
what you’re thinking


Lian Mei

Neon gravestones try to call

: wt paź 06, 2026 5:24 pm
autor: Lian Mei
Lian dawno już nawykł do przeżywania swojego życia wewnątrz. Świat, który istniał w tym miejscu wyłącznie dla niego należał w całości do niego - i vice versa, bo coraz częściej trafiał do niego nie przez dysocjacyjną fugę, a intencjonalnym rejterem gdy czuł, że z jakiegoś powodu ten zewnętrzny stawał się trudny do zniesienia.
W tym jego wykreowanym miejscu szczęśliwym niepodzielnie rządziła cisza, czasami łaskawie ustępując miejsca wyimaginowanym deszczom lub szelestom, gdy Lian umyślił sobie akurat tęsknotę za wiatrem w liściach wysokich drzew. Niebo malował akwarelą, głównie fioletami i błękitem, uszlachetniał złoceniami gwiazd i pudrował mgłą. Lubił wyobrażać sobie duszne herbaciane pawilony, które widział jako dziecko podczas wakacji na babcinej prowincji w Chinach, tak samo jak przywoływać w pamięci deszczówkę skapującą z klasycznych drewnianych gontów prosto na taras. Ostatnio polubił również chować pod więźbą dachową nastroszone, białobrzuche ogonatki.
Jego otoczenie przywykło do jego nieinteraktywności i zazwyczaj mógł odpoczywać w półśnie pod powiekami kiedy zapragnął, nikt nigdy nie pytał dokąd wędrował kiedy na pytania odpowiadał lakonicznie albo pomrukiem ani nie zaczepiał go wiedząc, że potrafił być nieprzyjemnie szorstki.
Świat Bambi - świat Yeon - był zupełnie różny od miejsc do których uciekał.

Oczy o kształcie dwóch pełnych migdałów i barwie przypominającą ciemno palone ziarna kawy spojrzały na niego spod woalki rzęs i Lian na parę długich sekund stracił zdolność logicznego wnioskowania. Nie wiedział czy podobało mu się to uczucie, ale był pewien, że w tym momencie podobała mu się Yeon, tak jak jej usta szukające odpowiedzi na jego wargach i dłonie szukające oparcia w nieco zapadniętej klatce piersiowej.
一 Chciałbym wiedzieć jak 一 odparł dość szorstko, pomimo że wcale nie zamierzał. Na przekór temu wrażeniu wyszły jego ręce, które przeniosły się zza jej pleców i długimi palcami objęły krągłe ramiona, w tym to, które nieustannie uciekało spod zbyt dużej koszulki. Opuszką wyrysował jej w zamyśleniu równy okrąg na odsłoniętej skórze i spojrzał na nią pytająco. Nie do końca w czas, bo Yeon postanowiła wypleść mu na szyi cały wianek drobnych, płytkich pocałunków.
Przez moment zdawało się jakby chciał jeszcze coś powiedzieć. Zabrać głos, podjąć decyzję za nich dwoje, wyjaśnić... cóż wyjaśniać? Zgubił wątek. Może nie było czego tłumaczyć i Han miała rację. Może powinien przestać nadmiernie analizować.
Na krótko zamknął oczy świadomie pozbawiając się jednego ze zmysłów, chcąc sprawdzić czy wykluczenie jednego pomoże mu zdyscyplinować pozostałe. Czuł zatem kokieteryjną miękkość jej warg zaraz pod szczęką, łaskoczące muśnięcia długich rzęs na skórze oraz ciepło oddechu. Słyszał również każdą skargę sprężyny w materacu, rozbudzający ciekawość szelest jej bawełnianej koszulki poruszającej się razem z nią, a nawet jedno westchnienie, które... nie. To on westchnął. To był jego głos.

Odmowy były standardowym elementem wszystkich kierowanych w jego stronę ofert i propozycji, a schemat przebiegał zwykle tak samo; ktoś z uprzejmości zapraszał. Coś sugerował, wspominał niby niezobowiązująco. Wystosowywał zaproszenie, wskazywał na korzyści i Lian, ucinając uprzejmość do niezbędnego minimum, odrzucał je i zapominano o sprawie. Z Yeon często robił to samo, niekiedy z przyzwyczajenia, czasami dlatego, że naprawdę nie mógł inaczej. Jak dotąd zawsze zachowywali decorum, on odmawiał, ona nie wracała do sprawy.
Dzisiaj Lian pieprzył decorum.
Podjęcie działania nie było tak trudne jak mu się dotąd wydawało. Okazało się, że Han była zaskakująco ciepła i żywa w jego dłoniach, że jej ciało, pomimo morderczej diety i wyrzeczeń, było miękkie i sprężyste, a kiedy chwytał ją w talii miał ochotę roześmiać się nerwowo; zdało mu się, że ścisnął za mocno, podczas gdy w rzeczywistości to nadmiar koszulki zwinął mu się w rękach.
Bez wysiłku, jakby Yeon ważyła tyle co nic (a tak zapewne było), Lian przełożył ją pod siebie i sam wykręcił się aby zawisnąć nad nią w chwilowym bezruchu. Nie wiedział nawet, że był do tego zdolny.


一 Powinienem w tym momencie stwierdzić, że za dużo wypiłem i mnie poniosło, a ty powinnaś się ze mną zgodzić 一 odezwał się w końcu, gdy na bezowocnej flaucie jaka między nimi zapanowała upłynęło kilkanaście długich sekund. Kilka pasm włosów spłynęło mu ramieniem i zawisło przed twarzą Han, łaskocząc w policzek. 一 Czemu mi na to pozwalasz?
Chciał wierzyć w to, że potrzebował tego wyjaśnienia, podczas gdy sam już uginał się nad nią na łokciu. Drugą ręką otulił jej policzek, a przez różnicę temperatur miał wrażenie, że jej skóra parzyła go wręcz w palce.

Wspomnienie Ashera wyparowało z niego przynajmniej na razie.

Lian najwidoczniej faktycznie nie potrafił nie myśleć. Potrzebował skupić się na czymś, pozwolić by głowa pracowała w jakimkolwiek kierunku, który przynajmniej w teorii miałby pod kontrolą. Padło najpierw na włosy, które cierpliwie rozgonił z jej czoła, następnie na uchylone zapraszająco wargi, które zamknął swoimi i gdzieś po drodze natrafił na jej dłoń, z którą na ślepo nie był w stanie dojść do porozumienia, dlatego wreszcie uniósł ją Yeon nad głowę i tam przytrzymał.
W trakcie tej nieplanowanej szamotaniny jego pasek przy szlafroku zdążył się poluzować i Mei jedną z niewielu trzeźwych myśli jakie mu pozostały, a nie były skupione w stu procentach na Han, pogratulował sobie, że przynajmniej nie zapomniał spodni od dresu.
Przemknęło mu również przez głowę pewne zastanowienie, nad którym nie miał za bardzo jak się w tym momencie pochylić, a wynikające z ciekawości. Czy był pierwszą osobą, która widziała ją w taki sposób?

Palce obejmujące jej nadgarstek drgnęły na obłych kostkach. Lian nigdy nie używał zbyt wiele siły, czy to teraz czy w innych okolicznościach przez wzgląd na dbałość o dłonie. Zdarzały mu się bolesne przykurcze, niekiedy dokuczały mu stawy, a gdy już czegoś dotykał, robił to zwykle tak ostrożnie, jakby we wszystkim spodziewał się znaleźć kruchość porcelany. Nie oznaczało to jednak, że nie potrafił, nawet jeżeli sam dawno o tym zapomniał.
Pocałunek pozostawił go z kuriozalnym niedosytem, mimo że wargi Yeon były opuchnięte i wilgotne gdy wreszcie dał jej szansę na złapanie oddechu. Gdyby nie to, że jego skupienie było potrzebne gdzieś indziej, dotarłoby do niego, że znalazłoby się wielu mężczyzn gotowych zabić za taki widok i spojrzenie, którym Han przyglądała mu się spod ciemnego obdaszku rzęs.

Potrzebował przynajmniej jednej ręki, więc uwolnił jej dłoń i ponownie odnalazł jej twarz, tym razem po to aby odchylić jej głowę na bok. Na szyi jej skóra była minimalnie jaśniejsza niż w miejscach takich jak policzki czy dłonie, więc zaciekawiony tym odkryciem zapragnął wywiedzieć się o pozostałych. Jego wargi na próbę przykryły to miejsce, w którym zwykle można było wyczuć puls, ale zabrakło mu cierpliwości i przesunął je niżej, bliżej łączenia z barkiem.
Nie zauważył nawet, że przedramię na którym się nad nią wspierał zaczynało mu powoli drętwieć.



Seungyeon Han