Strona 2 z 2

The One Where I Nearly Killed My Ex

: wt lip 28, 2026 9:48 pm
autor: Paris Kingsley
Paris doświadczała wszystkiego całą sobą.


Korzystała z życia w stu procentach, nie żałując ani jednego głupiego pomysłu lub wyskoku. Nie miała chwili, gdy siadała w swoim salonie, myśląc o odpoczynku; dzień w dzień pracowała, ścigała się, imprezowała, poznawała nowych ludzi i robiła wszystko to, co tylko ją uszczęśliwiało. Może to ta przedwczesna utrata obojga rodziców sprawiła, że Rissy nie chciała marnować czasu. Miała nieodparte wrażenie, że wcale nie miała go tak wiele, jak mogłoby się wydawać; młodość uciekała przez palce, a życie było do tego stopnia nieprzewidywalne, że w każdej chwili mogłoby stać się coś złego. Szczególnie w przypadku Kingsley, która igrała ze śmiercią, jak ze starym przyjacielem. Nawet spotkanie Leo tutaj w Toronto było czymś nierealnym; no, bo kto by pomyślał, że uda im się jeszcze kiedyś zobaczyć? Każde z nich ruszyło w swoją stronę, jakby to było od dawna zapisane w gwiazdach. Dziewczyna nawet zdołała pogodzić się i jednocześnie oswoić z zawodem, który czuła po jego wyjeździe. Wszystko przybrało swój własny tor, by ostatecznie i tak na nowo przeciąć ich ścieżki; pieprzony, złośliwy los, który śmiał im się prosto w twarz. A przez to, że Rissy była człowiekiem energicznym i impulsywnym, nie widziała żadnych przeszkód, by wpaść prosto w ramiona Leo; w praktyce i w teorii. Jeśli od zawsze czuła się przy nim dobrze i komfortowo, to czemu miałaby się teraz zachowywać, jakby byli sobie zupełnie obcy? O wiele przyjemniejsze było przyciągnięcie go bliżej siebie i przypomnienie mu o tym, jak uzależniające było ich wzajemne towarzystwo. Zupełnie tak jak kiedyś.

— A o czym teraz myślisz? — rzuciła żartobliwie, wpatrując się prosto w jego oczy. Zawsze lubiła ciągnąć go za język; lubiła go testować, denerwować i wywoływać reakcje, o które być może sam siebie nawet nie podejrzewał. — Może powinniśmy któregoś razu odczarować ci Vegas — dodała po krótkiej chwili namysłu. Jeszcze tam nie dotarła, choć była święcie przekonana, że doskonale by się tam odnalazła. Skoro znowu spotkała Leo, to nie zamierzała pozwolić mu na to, żeby znowu zniknął. Nie była już głupią nastolatką, która sama nie wie, czego chce. Potrafiła zdobyć to, na czym jej zależało. A wyjazd do miasta szaleństw ze swoim… cóż, przyjacielem z młodości, wydawał jej się świetnym pomysłem. Szczególnie, jeśli żadne z nich nie miało ochoty na jego powtórkę z ołtarzem i romantycznymi banałami. Dopiero wspomnienie o szpitalu sprawiło, że zacisnęła walecznie usta, dostrzegając, że nie był to temat, który Rosenhall chciał teraz poruszyć. A miała wiele pytań i jeszcze więcej pretensji, które ostatecznie skutecznie zdusiła w zarodku.

Kingsley kochała, gdy ją dotykał; w chwilach takie jak te, gdy nie odrywał od niej spojrzenia, a jego palce sunęły po jej skórze, Paris czuła się zajebiście wyjątkowo. Czuła się… doceniona, a nie traktowana jak jedna z wielu kobiet w mieście. Być może dlatego nie miała nic przeciwko tym wszystkim gestom, które wychodziły z nich tak naturalnie; jakby wcale nie minęło parę lat i jakby nie powinni mieć w stosunku do siebie jakiś zdrowy dystans. Szczególnie, że jej serce biło teraz jak szalone; mimo że jej wzrok nadal pozostawał nieugięty. Nie chciała przegrać tej walki. Nie chciała od razu pokazać, jak na nią działał. — Od kiedy potrzebujesz pretekstów, żeby zaciągnąć mnie do swojego mieszkania? — mruknęła, wygładzając palcami materiał jego koszulki na ramieniu. — Wystarczy ładnie poprosić, Rosenhall — dodała z rozbawieniem, unosząc na niego migoczące spojrzenie. Boże, jaki on jest przystojny. Jak dobrze, pomimo upływu czasu, wciąż wiedział jak owinąć ją sobie wokół palca. Ten uśmiech. Te oczy. Nie dziwiła się, że parę lat temu, straciła dla niego głowę. Zawsze liczył się tylko on.

I spoglądając na niego tej nocy, Paris naprawdę nie wiedziała, jakim cudem zdołała wytrzymać ten czas rozłąki. Chyba jej duma nie pozwoliłaby odezwać się pierwsza. Musiała być uparta jak osioł i bardzo zajęta, bo teraz była pod ogromnym wrażeniem swojej własnej zawziętości, bo cholera… Tęskniła za nim. Tęskniła za nim tak bardzo, że jednocześnie chciała go odepchnąć; bo przerażało ją to uczucie przywiązania i oddania. A mimo to, nie poruszyła się nawet o milimetr, zatapiając się w jego spojrzeniu. A jeszcze bardziej ekscytujące od tej atmosfery, było tylko poczucie, że Leo zawsze znał ją lepiej niż ktokolwiek inny; potrafił chwycić jej duszę i doprowadzić ją do porządku. No albo kompletnie ją rozbić.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Leo