¿De verdad crees que soy tan tonto?
: sob sie 29, 2026 3:03 pm
Słyszał każde kolejne określenie, którym go obdarzyła, i przy każdym jedynie zaciskał mocniej szczękę… Całkiem pokaźy zasób nazewnictwa… a najgorsze było to, że nie mógł zaprzeczyć żadnemu z nich. Sam podał jej pierwsze określenie na tacy, a ona dorzuciła pozostałe, na które sumiennie pracował przez ostatnie lata ich małżeństwa. - Sí, lo sé, Maria - mruknął pod nosem, nie próbując nawet kłócić się z nią w tej kwesti... a mimo to jej kolejne słowa trafiły w niego znacznie mocniej. J justo cuando el suelo te quema bajo los pies (hau hau XD). Parsknął cicho, by po chwili jednak spoważnieć, - Masz rację. Cholernie łatwo mówi mi się to wszystko teraz, kiedy czuję ogień pod stopami. - Przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka, przez chwilę zbierając myśli. - Nie potrafię ci udowodnić, że nie mówię tego tylko dlatego, że się boję. - No bo na dobrą sprawę to co miał teraz zrobić? Wyciągnąć swoją odznakę, może przytryzmać obrączkę przed jej twarzą i przysiąc na nią, że tym razem mówił prawdę? Sam fakt, że był detektywem (bądź mężem), nie sprawiał przecież, że nagle stawał się uczciwym człowiekiem. W pracy tropił kłamców, a potem wracał do domu i sam nim był... Ironia tak kurewsko żałosna, że gdyby nie dotyczyła jego właśnego małżeństwa, to nawet pewnie by go bawiła, a w momencie gdy przypomniała mu, że dawniej opowiadał jej o całym swoim dniu bez poczucia upokorzenia, spuścił wzrok na ich dłonie.
Wracał do domu i jeszcze zanim zdążył zdjąć buty, opowiadał jej o wszystkim. O irytującym partnerze, zepsutym ekspresie na komisariacie, jakiejś sprawie, która nie dawała mu spokoju lub o praktykantce, która nie dorównywała jej urodą.... - Nie chcę, żebyś została moim strażnikiem, Maria lub żebyś sprawdzała każdą godzinę i zastanawiała się, czy znowu cię okłamuję. Moim zadaniem będzie, żebyś nie musiała się tym wszystkim przejmować...
Jej dotyk szybko odebrał mu resztki zdrowego rozsądku. Gdy poczuł dłonie na swoim zaroście, a później jej palce zanurzające się we włosach, przez jedną przeklętą chwilę był pewien, że mu pozwoli i chociaż na jeden moment powróca do tego co przychodziło im z kurewską łatwością. Ciało pamiętało ją aż za dobrze. Pamiętało jej uda zaciskające się wokół jego bioder.. te zmysłowe dźwięki, które kiedyś potrafił wydobywać z jej ust właśnie w tej kuchni. Palce mocniej zacisnęły się na jej pośladku, gdy poczuł jej oddech przy uchu. Serce waliło mu jak oszalałe, a usta niemal odruchowo odnalazły linię jej szczęki. Wystarczyłoby, żeby odwróciła głowę... i mógłby ją pocałować.
''Así no. No de esta manera...''
Te slowa otrzeźwiły go skuteczniej niż kubeł lodowatej wody. Powoli wypuścił powietrze, a gdy nakazała mu czekać, przymknął oczy. Kurwa. Nawet kilka minut nie wytrzymał, zanim zaczął łamać pierwszą obietnicę, którą jej złożył, wiec rozluźnił uścisk i zabrał dłoń z jej ciała. Przesunął obiema dłońmi po twarzy, a potem potarł kark, kręcąc nad sobą głową. - Dobrze. Będę czekał - powiedział powaznie - Aunque no voy a fingir que es fácil estar tan cerca de ti y comportarme con sensatez. Nunca he sido especialmente sensato cuando estoy contigo. - posłał jej ciepły uśmiech, a po chwili skierował się do stołu, siadając na krześle. - to co dzisiaj jemy? - zapytał jak gdyby nigdy nic. Wiedział, że jeszcze trochę czasu zajmie zanim w pełni mu zaufa... ale był skłonny poczekać, był skłonny o nią zawalczyć bo pomimo swojego karygodnego zachowania z którego zdawał sobie sprawę... to naprawdę ją kochał. Nie chciał zaprzepaścić tak wielu lat małżeństwa, nie chciał stracić swojej kochanki, a co najważniejsze swojej przyjaciółki z którą przeżył prawie całe swoje życie i była z nim w każdym najważnieszym momencie ich pokręconego życia.
haré todo lo posible por recuperarte, mi amor