Strona 2 z 2

baby, it's 3:00 AM

: sob sie 29, 2026 12:59 am
autor: Charlie Marshall
Sai che cosa penso,
Che non dovrei pensare


Nie chciał uciekać i nie chciał odchodzić. Marzył o ponownym zasypianiu przy jej boku i gdyby to zależało tylko i wyłącznie od niego, nie zostawiłby jej samej w mieszkaniu tamtego dnia. Zmusił się do zrobienia kroku w stronę wyjścia tylko dlatego, że chciał dać jej przestrzeń - bezpieczną przestrzeń, której potrzebowała, żeby poukładać w głowie wszystkie chaotyczne myśli. Nie chciał też być nachalny. Zresztą, była dla niego najważniejszą osobą na ziemi, a on dalej nie miał pojęcia, w jaki sposób da radę zdołać na nowo zasłużyć na jej serce - może gdyby znał odpowiedź, nie skierowałby w stronę drzwi? Cholera, tak szczerze pragnął, żeby wszystko wróciło do normy, ale ta najmniej egoistyczna część jego duszy przypominała mu brutalnie, że to nie było takie proste. Odbudowanie ich relacji wymagało czasu, cierpliwości i pokory, których rozpaczliwie szukał teraz w samym sobie.

Ho capito che
Per quanto io fugga
Torno sempre a te


Nagle przeniósł wzrok na palce Blair, które zacisnęła na jego łokciu; usłyszał też jej głos. I co, jednak bez dobranocki? Spełniłam większość wymagań! Jednak przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej drobną dłoń, na której jeszcze niedawno lśnił pierścionek zaręczynowy i... powoli uniósł wzrok, napotykając po drodze jej zagubione spojrzenie.


Nie śpię ostatnio dobrze. Zostaniesz… dopóki nie zasnę?


Nie odpowiedział od razu. Pytanie zawisło między nimi, a w nim coś… pękło. Chciała, żeby został? Nie potrafiła spać sama w pustym łóżku? To była jego wina. Wszystko, co teraz przeżywała - każda bezsenna noc, każdy przepłakany wieczór i ten… smutek - to wszystko było konsekwencją jego egoistycznej, idiotycznej decyzji. Znów ogarnęło go poczucie winy. Chyba musiał przywyknąć do faktu, że ów uczucie powoli stawało się integralną częścią niego, hah... Jednak najbardziej i tak bolał fakt, że to on wywołał ten chaos, a ona, mimo całej złości i żalu, wciąż u niego szukała ratunku przed własnymi lękami. Wciąż go kochała.


Albo może się śpieszysz. Do kogoś. Chociaż mówiłeś, że nie widujesz się z nikim.


Dopiero po tych słowach, w których przebijał się - cóż - brak zaufania, postanowił się odezwać. - Nigdzie i do nikogo się nie spieszę - odpowiedział powoli i spokojnie, po raz kolejny tego wieczoru. Skąd on brał na to wszystko cierpliwość? Dlaczego walczył aż tak wytrwale, zamiast odwrócić się na pięcie i wyjść? Zamiast o niej… zapomnieć? Odpowiedź była prosta i powszechnie znana - nie chciał bez niej żyć. Kochał Blair Mayfield. Zamierzał powtarzać jej te słowa, które wcześniej wypowiedział, do znudzenia, ilekroć w jej głowie pojawiłby się choćby cień wątpliwości. Kochał ją bezgranicznie i był gotów poświęcić wszystko, żeby to naprawić. Nawet swoją karierę. Hm, karierę… - Zostanę - dodał po chwili łagodnie, obserwując, jak Blair niezdarnie zrzucała buty ze swoich stóp.


Ale przecież też nie musisz mi się spowiadać, nawet gdybyś próbował zacząć nowe życie…


Westchnął. Myślał, że już to przerabiali? Na tarasie, na parkingu, w samochodzie? Poza tym… jeju, uderzył go ten kontrast. Kilka dni temu była jedyną osobą, z którą dzielił najskrytsze myśli i planował całą przyszłość, a teraz nagle musiał odnaleźć się jak dziecko we mgle - na ich oczach zacierała się przecież granica między dawną codziennością a tym, jak obcy stali się dla siebie od chwili, gdy rzuciła w niego pierścionkiem. - Nie chcę zaczynać żadnego nowego życia i zależy mi tylko na tym jednym, które zepsułem - powiedział dobitnie, podchodząc do niej pół kroku bliżej i nie dając jej szansy na ucieczkę wzrokiem. - Chcę ciebie i będę czekał tak długo, aż w końcu mi uwierzysz - dodał stanowczo, z pewnym siebie wyrazem twarzy i… pewnie na tym skończyłaby się ich rozmowa, gdyby Blair nie zrobiła czegoś, czego absolutnie się nie spodziewał. Podeszła do niego, jakby chciała go przytulić, ale zamiast tego wspięła się na palce i odszukała ustami jego szyję.


E me ne vado in giro senza parlare,
Senza un posto a cui arrivare,
Consumo le mie scarpe
E forse le mie scarpe
Sanno bene dove andare


Kiedy jej wargi przywarły do jego szyi, zamarł. Poczuł pieczenie na skórze, ale nawet nie próbował się odsunąć - wręcz przeciwnie, jego ręce odruchowo odnalazły jej talię, przytrzymując ją przy sobie, a on sam przymknął oczy, pozwalając jej na tę pieszczotę. Dokładnie tak samo terytorialnie zachowała się we Włoszech, gdy córka gospodyni domku letniskowego ewidentnie próbowała z nim flirtować. Wtedy jednak roześmiał się, gdy to zrobiła, a teraz, gdy się odsunęła… przypatrywał się jej w milczeniu i czuł gorąco w miejscu, w którym usta Blair musnęły jego szyję. Czy ta malinka miała być dowodem na to, że mimo zranienia wciąż traktowała go jako swoją własność? Albo… przypomnieniem o tym, jak bardzo ją skrzywdził, skoro uciekała do takich sposobów? Cholera. Nawet nie potrafił być na nią zły. - Nikt inny mnie nie interesuje, Blair. Możesz mi zrobić ich jeszcze dziesięć, jeśli dzięki temu uwierzysz, że jestem tylko twój - powiedział po krótkiej chwili, patrząc jej prosto w oczy. Kurwa, walczył z chęcią, żeby przyciągnąć ją z powrotem do siebie i pocałować, ale przecież... dalej miał wątpliwości, czy w ogóle zapamiętałaby ten moment, dlatego resztkami sił zmusił się do pozostania na miejscu.

Chwilę później obserwował w milczeniu, jak Blair odwróciła się na pięcie, wsunęła pod kołdrę i chwyciła szklankę z elektrolitami. Czy ona właśnie się skrzywiła, gdy upiła łyk? Westchnął cicho, po czym zdjął kurtkę i rzucił ją na oparcie fotela. Obiecał, że zostanie, więc... zostanie, przynajmniej dopóki Blair nie zaśnie. Podszedł powoli do łóżka i najpierw usiadł na materacu, a dopiero potem wyprostował nogi tuż obok Blair, nie przykrywając się kołdrą. Oparł plecy i głowę o miękki zagłówek, po czym sięgnął do włącznika na ścianie i zgasił światło, pozostawiając pokój w półmroku. - Dobranoc - mruknął pod nosem, po czym skrzyżował ramiona na piersi i wlepił wzrok w sufit, na którym tańczyły jasne przebłyski świateł z ulicy.

Cholera, jeszcze trzy dni temu spali w tym samym łóżku, w którym leżeli teraz we dwoje. Wtedy leżała wtulona w jego klatkę piersiową, oddychając miarowo wprost w jego szyję; teraz leżeli obok siebie tak, jakby wyrósł między nimi mur. To… bolało. Zerknął na leżącą obok niego Blair kątem oka - nawet z rozmazanym po całym dniu makijażem i włosami rozsypanymi w nieładzie na poduszce wyglądała obłędnie. Najpiękniej. Na. Świecie. Z drugiej strony leżenie tuż przy niej przy jednoczesnym braku możliwości przytulenia jej, wzięcia w ramiona albo ucałowania w skroń, było chyba najgorszą torturą, jaką mógł sobie wyobrazić, ale nie zamierzał odchodzić. Obiecał.

Ma capisco che,
Per quanto io fugga,
Torno sempre a te


𝓢𝓪𝓲 𝓬𝓱𝓮 𝓬𝓸𝓼𝓪 𝓹𝓮𝓷𝓼𝓸

baby, it's 3:00 AM

: ndz wrz 06, 2026 7:14 pm
autor: Blair Mayfield
Było w niej strasznie dużo sprzeczności. Chciała odciąć się od niego, a jednocześnie marzyła, żeby na nowo zatopić się w jego ramionach. Najchętniej cofnęłaby czas, żeby wymazać nie tyle co ten nieszczęsny wieczór na ich tarasie, ale także całą tę sytuację. Może nawet wróciłaby do początku roku, kiedy wszystko zaczynało się powoli sypać? Nie była osobą, która zastanawiała się nadmiernie co by było gdyby, a jednak serce krajało się jej na myśl, że straciła najważniejszą osobę w jej życiu — jej przyjaciela, miłość życia i człowieka, który nie oceniał jej, bezwarunkowo żyjąc z nią od tylu lat. Wydawało jej się, że ona sama dawała mu wystarczająco wsparcia i miłości, ale może jednak rzeczywistość wyglądała inaczej? Może w najcięższym momencie postanowił uciec, bo sądził, że nie była w stanie mu pomóc?

Był cierpliwy. Naprawdę był cholernie cierpliwy, utwierdzając ją po raz kolejny w swoich słowach, a jednak to wszystko docierało do niej bez przekonania. Jakby uderzało o betonową ścianę jej mózgu i spływało po niej jak kleks śmietany lub rozbite jajko. Spojrzała na niego nieco niepewnie, kiedy powiedział, że zostanie. Nie uciekał, nie robił uników, nie bagatelizował jej potrzeb, nawet jeśli przecież mógł… Nie zrobiłaby mu wyrzutów, nie miała prawa. Co mogła poradzić na to, że nie umiała spać bez niego? Zastanawiała się, czy kiedykolwiek nabędzie tę umiejętność. Nie chciała się tego uczyć, ale tłumiła te myśli za każdym razem, wmawiając sobie, że musiała.

Serce ścisnęło jej się mocno, kiedy słyszała wszystkie jego słowa. Nie chciał nowego życia, dalej tkwił w tym starym, w ich wspólnej przeszłości, w momencie kiedy ona próbowała porozstawiać pionki na nowo na zrujnowanej planszy. Jego figurka cały czas leżała, jakby była zbyt ciężka, aby mogła ją sama z łatwością podnieść. — A co, jeśli nie uwierzę? — zapytała, nie cofając się na jego pół kroku do przodu. Nie uciekała wzrokiem. Patrzyła twardo w jego czekoladowe oczy, które nadal mogłaby podziwiać godzinami. — Co jeśli nie uda mi się tego wszystkiego przetrawić? Co jeśli jesteśmy w takiej rozsypce, że nie będę potrafiła ci uwierzyć, że zależy ci tylko na mnie? — dodała cicho. — Co jeśli bezpowrotnie wyrwałeś moje serce i już nigdy nie będę w stanie pokochać kogoś tak bardzo mocno jak ciebie? — Chciała dotknąć jego twarzy. Przejechać lekko palcami po jego policzku, wplątać palce w gęste, ciemne włosy i sprawić, że sam dotknie ją swoimi dłońmi, wywołując ten ekscytujący dreszcz. Ich dusze były ze sobą uwięzione — chociaż nie — może po prostu ich serca były zaprogramowane tak, że potrafiły bić tylko w sposób odpowiedni dla siebie nawzajem. Tylko jak przywrócić je do ustawień fabrycznych? Czy w ogóle dało się to zrobić?

To wszystko było ciężkie i przytłaczające, a fakt, że była pijana, potęgował jej wszystkie negatywne uczucia. Sięgała do znajomych i bezpiecznych rozwiązań, kiedy czuła się źle. Kiedy miała już wszystkiego dosyć, wracała z pracy i po prostu przytulała się do niego, nie odsuwając się nawet przez długą chwilę. Teraz zrobiła to znowu, najpierw na ulicy przed parkiem, a teraz we własnej sypialni, mimo że akurat wtedy jej wizja artystyczny sięgała zupełnie czegoś innego. Musnęła jego ciepłą skórę, pozostawiając po sobie pamiątkę, która będzie zwracać na siebie uwagę przez kilka najbliższych dni. Nie pomyślała tylko o tym, że skoro przekroczyła tę granicę, to on również miał możliwość zrobić swój krok. Poczuła jego dłonie na swojej talii, przez co serce automatycznie zaczęło bić jej szybciej. Stała przez chwilę blisko niego, trzymając swoje ręce na jego ramionach, patrząc mu w oczy i mając wrażenie, że wręcz siłuje się z nim na spojrzenie. — Tylko mój? — powtórzyła za nim, unosząc lekko brew. Pokiwała przecząco głową. — Powiedz mi coś, co przypomni mi, że rzeczywiście jesteś tylko mój. Chcę uwierzyć, że naprawdę nikt inny cię nie interesuje i że znowu mnie nie kłamiesz. — Miała problemy z zaufaniem; sam zgotował jej właśnie taki los. Pokazał jej, że bardzo szybko i łatwo można zniszczyć coś, co budowało się przez lata, a ona… bała się znowu być naiwną i głupią, zakochaną tak bez pamięci, że uwierzy w każde jego kolejne słowo, które miało nią manipulować. A i tak chciała pobudzić swoje własne uczucia i przekonać się chociaż na własnej skórze, utwierdzić w przekonaniu, że niestety nic się nie zmieniło.

Że nadal go kochała.

Może to lekka panika sprawiła, że finalnie wycofała się? Stawienie czoła wobec własnym uczuciom nie było łatwym zadaniem. Łatwe nie było również leżenie obok niego, a jednak czuła spokój — nawet jeśli leżeli w ciszy, wpatrując się w sufit, a każde z nich pogrążone było we własnych myślach. — Dobranoc, Charlie — rzuciła cichutko i wbrew swoim wcześniejszym słowom, zasnęła dość szybko. Może to właśnie dzięki jego obecności? Poczuciu bezpieczeństwa i świadomości, że nie była sama? Chociaż kto wie, czy nie obudzi się w pustym, zimnym łóżku? I po zapadnięciu w nieco głębszy sen, obróciła się w jego kierunku, wtulając nos w bok mężczyzny; robiąc to tak zupełnie automatycznie, że jej śpiące ciało potraktowało to jako coś oczywistego… bo przecież było, prawda?

ִֶָ 𓂃⊹ ִִֶֶָָ 𓂃⊹ ִִֶֶָָ 𓂃



Obudziła się przez promienie słońca, które przesmykały się przez zaciągnięte zasłony przyciemniające. Przez pierwszą chwilę miała wrażenie, że czuła się dobrze — no, dopóki nie podniosła głowy i okropny ból ściągnął jej łepetynę z powrotem na poduszkę. Sięgnęła jedynie po telefon, na którym miała dosłownie dwa procent i przejrzała wiadomości, powoli przypominając sobie wczorajszy wieczór.

Jezioro. Wiadomości. Powrót do domu. Charlie.

Charlie.

Podniosła się gwałtownie do siadu, krzywiąc się z bólu. Pamiętała jak go przytuliła, pamiętała jak chciał ją odwieźć, jak w końcu odwiózł, jak wniósł do góry. Czuła dotyk jego dłoni na swojej talii, ale dlaczego? Miała kilka momentów z tego wieczora, a nawet w sumie nocy, które przebijały się przez jej umysł szczególnie, ale czuła, że wspomnienia były dość mocno poszatkowane. Teraz siedziała tu sama i czuła… śniadanie? Jajecznice? Wstała z łóżka, idąc do łazienki przy sypialni, żeby spojrzeć na swoje odbicie. Chryste panie, nie pamiętała, kiedy ostatnio zasnęła w makijażu. Obrzydliwe. Stała tragicznie potargana, w jego za dużej bluzie i czuła ciężar na sercu. Ogarnęła swoją twarz, umyła zęby i wyglądała nieco mniej niż wrak. Wyszła z sypialni, przechodząc cicho przez korytarz i obserwując go przez chwilę, jak krzątał się po kuchni, przygotowując śniadanie. Dramatyczne było to, że po raz kolejny zachciało jej się płakać, bo ten widok był zbyt znajomy, zbyt bliski, zbyt… domowy. Odwrócił się w kierunku wyspy, jednocześnie będąc na wprost niej, przez co speszyła się dodatkowo. Nagła konfrontacja odsłoniła jej obecność i zmusiła do spojrzenia mu prosto w oczy. — Hej — rzuciła, głosem jakby co najmniej nie mówiła nic od tygodnia. Co miała mu więcej do powiedzenia? Było jej głupio, że pisała do niego, że zaangażowała go w to wszystko, że zmusiła go do opieki nad nią…

W jej głowie obijały się słowa, które pamiętała z wczoraj — że nikogo nie miał, że chciał jej, że będzie czekać, póki uwierzy, że tylko jej chciał.

Podeszła do wyspy kuchennej, przejeżdżając ręką po blacie i po chwili podnosząc znowu na niego spojrzenie, krótko odchrząkując. — Przepraszam, że wczoraj do ciebie pisałam i trułam ci tyłek w środku nocy… Nie wiem, co we mnie wstąpiło — powiedziała, przygryzając lekko dolną wargę. Co w nią wstąpiło? Miłość? Tęsknota? Bliskość, która była tak przyjemna, a przypomniał jej, jak miło było mieć go obok siebie? Nie powinna o tym myśleć, ale tak strasznie bała się, że zaraz wyjdzie… chociaż co miał innego zrobić, skoro cztery dni temu rzuciła w niego pierścionkiem, który kilka lat temu był początkiem ich obietnicy i pierwszym na zawsze.

are you still mine forever?