baby, it's 3:00 AM
: sob sie 29, 2026 12:59 am
Che non dovrei pensare
Nie chciał uciekać i nie chciał odchodzić. Marzył o ponownym zasypianiu przy jej boku i gdyby to zależało tylko i wyłącznie od niego, nie zostawiłby jej samej w mieszkaniu tamtego dnia. Zmusił się do zrobienia kroku w stronę wyjścia tylko dlatego, że chciał dać jej przestrzeń - bezpieczną przestrzeń, której potrzebowała, żeby poukładać w głowie wszystkie chaotyczne myśli. Nie chciał też być nachalny. Zresztą, była dla niego najważniejszą osobą na ziemi, a on dalej nie miał pojęcia, w jaki sposób da radę zdołać na nowo zasłużyć na jej serce - może gdyby znał odpowiedź, nie skierowałby w stronę drzwi? Cholera, tak szczerze pragnął, żeby wszystko wróciło do normy, ale ta najmniej egoistyczna część jego duszy przypominała mu brutalnie, że to nie było takie proste. Odbudowanie ich relacji wymagało czasu, cierpliwości i pokory, których rozpaczliwie szukał teraz w samym sobie.
Ho capito che
Per quanto io fugga
Torno sempre a te
Nagle przeniósł wzrok na palce Blair, które zacisnęła na jego łokciu; usłyszał też jej głos. I co, jednak bez dobranocki? Spełniłam większość wymagań! Jednak przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej drobną dłoń, na której jeszcze niedawno lśnił pierścionek zaręczynowy i... powoli uniósł wzrok, napotykając po drodze jej zagubione spojrzenie.
Nie odpowiedział od razu. Pytanie zawisło między nimi, a w nim coś… pękło. Chciała, żeby został? Nie potrafiła spać sama w pustym łóżku? To była jego wina. Wszystko, co teraz przeżywała - każda bezsenna noc, każdy przepłakany wieczór i ten… smutek - to wszystko było konsekwencją jego egoistycznej, idiotycznej decyzji. Znów ogarnęło go poczucie winy. Chyba musiał przywyknąć do faktu, że ów uczucie powoli stawało się integralną częścią niego, hah... Jednak najbardziej i tak bolał fakt, że to on wywołał ten chaos, a ona, mimo całej złości i żalu, wciąż u niego szukała ratunku przed własnymi lękami. Wciąż go kochała.
Dopiero po tych słowach, w których przebijał się - cóż - brak zaufania, postanowił się odezwać. - Nigdzie i do nikogo się nie spieszę - odpowiedział powoli i spokojnie, po raz kolejny tego wieczoru. Skąd on brał na to wszystko cierpliwość? Dlaczego walczył aż tak wytrwale, zamiast odwrócić się na pięcie i wyjść? Zamiast o niej… zapomnieć? Odpowiedź była prosta i powszechnie znana - nie chciał bez niej żyć. Kochał Blair Mayfield. Zamierzał powtarzać jej te słowa, które wcześniej wypowiedział, do znudzenia, ilekroć w jej głowie pojawiłby się choćby cień wątpliwości. Kochał ją bezgranicznie i był gotów poświęcić wszystko, żeby to naprawić. Nawet swoją karierę. Hm, karierę… - Zostanę - dodał po chwili łagodnie, obserwując, jak Blair niezdarnie zrzucała buty ze swoich stóp.
Westchnął. Myślał, że już to przerabiali? Na tarasie, na parkingu, w samochodzie? Poza tym… jeju, uderzył go ten kontrast. Kilka dni temu była jedyną osobą, z którą dzielił najskrytsze myśli i planował całą przyszłość, a teraz nagle musiał odnaleźć się jak dziecko we mgle - na ich oczach zacierała się przecież granica między dawną codziennością a tym, jak obcy stali się dla siebie od chwili, gdy rzuciła w niego pierścionkiem. - Nie chcę zaczynać żadnego nowego życia i zależy mi tylko na tym jednym, które zepsułem - powiedział dobitnie, podchodząc do niej pół kroku bliżej i nie dając jej szansy na ucieczkę wzrokiem. - Chcę ciebie i będę czekał tak długo, aż w końcu mi uwierzysz - dodał stanowczo, z pewnym siebie wyrazem twarzy i… pewnie na tym skończyłaby się ich rozmowa, gdyby Blair nie zrobiła czegoś, czego absolutnie się nie spodziewał. Podeszła do niego, jakby chciała go przytulić, ale zamiast tego wspięła się na palce i odszukała ustami jego szyję.
E me ne vado in giro senza parlare,
Senza un posto a cui arrivare,
Consumo le mie scarpe
E forse le mie scarpe
Sanno bene dove andare
Kiedy jej wargi przywarły do jego szyi, zamarł. Poczuł pieczenie na skórze, ale nawet nie próbował się odsunąć - wręcz przeciwnie, jego ręce odruchowo odnalazły jej talię, przytrzymując ją przy sobie, a on sam przymknął oczy, pozwalając jej na tę pieszczotę. Dokładnie tak samo terytorialnie zachowała się we Włoszech, gdy córka gospodyni domku letniskowego ewidentnie próbowała z nim flirtować. Wtedy jednak roześmiał się, gdy to zrobiła, a teraz, gdy się odsunęła… przypatrywał się jej w milczeniu i czuł gorąco w miejscu, w którym usta Blair musnęły jego szyję. Czy ta malinka miała być dowodem na to, że mimo zranienia wciąż traktowała go jako swoją własność? Albo… przypomnieniem o tym, jak bardzo ją skrzywdził, skoro uciekała do takich sposobów? Cholera. Nawet nie potrafił być na nią zły. - Nikt inny mnie nie interesuje, Blair. Możesz mi zrobić ich jeszcze dziesięć, jeśli dzięki temu uwierzysz, że jestem tylko twój - powiedział po krótkiej chwili, patrząc jej prosto w oczy. Kurwa, walczył z chęcią, żeby przyciągnąć ją z powrotem do siebie i pocałować, ale przecież... dalej miał wątpliwości, czy w ogóle zapamiętałaby ten moment, dlatego resztkami sił zmusił się do pozostania na miejscu.
Chwilę później obserwował w milczeniu, jak Blair odwróciła się na pięcie, wsunęła pod kołdrę i chwyciła szklankę z elektrolitami. Czy ona właśnie się skrzywiła, gdy upiła łyk? Westchnął cicho, po czym zdjął kurtkę i rzucił ją na oparcie fotela. Obiecał, że zostanie, więc... zostanie, przynajmniej dopóki Blair nie zaśnie. Podszedł powoli do łóżka i najpierw usiadł na materacu, a dopiero potem wyprostował nogi tuż obok Blair, nie przykrywając się kołdrą. Oparł plecy i głowę o miękki zagłówek, po czym sięgnął do włącznika na ścianie i zgasił światło, pozostawiając pokój w półmroku. - Dobranoc - mruknął pod nosem, po czym skrzyżował ramiona na piersi i wlepił wzrok w sufit, na którym tańczyły jasne przebłyski świateł z ulicy.
Cholera, jeszcze trzy dni temu spali w tym samym łóżku, w którym leżeli teraz we dwoje. Wtedy leżała wtulona w jego klatkę piersiową, oddychając miarowo wprost w jego szyję; teraz leżeli obok siebie tak, jakby wyrósł między nimi mur. To… bolało. Zerknął na leżącą obok niego Blair kątem oka - nawet z rozmazanym po całym dniu makijażem i włosami rozsypanymi w nieładzie na poduszce wyglądała obłędnie. Najpiękniej. Na. Świecie. Z drugiej strony leżenie tuż przy niej przy jednoczesnym braku możliwości przytulenia jej, wzięcia w ramiona albo ucałowania w skroń, było chyba najgorszą torturą, jaką mógł sobie wyobrazić, ale nie zamierzał odchodzić. Obiecał.
Ma capisco che,
Per quanto io fugga,
Torno sempre a te
𝓢𝓪𝓲 𝓬𝓱𝓮 𝓬𝓸𝓼𝓪 𝓹𝓮𝓷𝓼𝓸