Hard times make weird friends
: sob lip 18, 2026 9:48 pm
- Nie wiem czy próbujesz oszukać mnie czy siebie. - zaśmiał się cicho nie spuszczając z niej zaciekawionego wzroku - Wiesz jak to mogło się potoczyć. Widziałaś to pewnie wiele razy. Po prostu liczyłaś na to, że rzeczywiście jestem skrajnie różny od twojego męża. - lekko się uśmiechnął bo w tym wypadku rzeczywiście miała rację.
Miała w sobie trochę ryzykantki. Podejrzewał, że nie miała zbyt wielu osób do których mogła się zwrócić o jakąkolwiek pomoc. Starał się nie popełnić błędu niedoceniania jej, aczkolwiek z tego, co zdążył się już nieco dowiedzieć nie prowadziła raczej tak bogatego życia towarzyskiego jak jej mąż. Więc pewnie nie miała zbyt wielu opcji. Dlatego ryzykowanie wszystkiego dla jakiegoś przypadkowego recepcjonisty było bardzo ryzykowane. Podjęła to ryzyko bez mrugnięcia okiem. Była to dla niego całkiem ważna obserwacja. Poznanie osób z którymi wchodziło się w jakikolwiek biznes było cholernie ważne. Często tylko to trzymało go przy życiu.
To z jakim zaangażowaniem oraz pewnością w głosie mówiła o zniszczeniu swojego męża całkiem mu imponowało. Potrzebował takiego zapewnienia. Jeśli miał w to zainwestować swoje pieniądze, a przede wszystkim swój czas potrzebował wiedzieć, że będzie to tego warte. Że nie jest to po prostu chwilowa przypadłość. Coś, co przyszło jej do głowy w danym momencie, a ona straci swoją brawurę gdy tylko rzeczy staną się trudne, a przede wszystkim prawdziwe. Kiedy akcje zaczną mieć konsekwencje, a uczucia do byłego męża mogły nagle wrócić. Na razie przekonała go na tyle by dać jej szansę.
- W takim razie nasze interesy się zgrywają. Chcesz go zniszczyć bardziej niż ja. - powiedział z pewnym podziwem kiwając głową.
Jednak nie mógł się jej dziwić. Po wszystkim, co jej zrobił. Po wszystkim, co mu powiedziała miała wystarczająco dużo powodów by chcieć go zniszczyć. Całkowicie i doszczętnie. Magnus doskonale wiedział, że mało rzeczy jest w stanie połączyć dwójkę ludzi tak jak wspólny wróg. To naprawdę mogło się udać. Zgodził się na to spotkanie by trochę ją wybadać. Przekonać się czy jest pewna tego, co chce zrobić. Na razie całkowicie go przekonywała.
Napełniając dla niej szklankę śledził jej sylwetkę. Ta sukienka świetnie podkreślała jej talię, chociaż to była tylko pośrednia obserwacja. Znacznie bardziej podobało mu się to jak wyglądała na tle panoramy Toronto. Sam nie przepadał za miastami, ale ona, w tej sukience, w tym akurat momencie? Wyglądała jak złoczyńca. Taki z klasą oraz planem. Podejrzewał, że ten obrazek zapamięta na dłużej.
- Nie potrzebuję ani jego ani twoich pieniędzy. - pokręcił lekko głową podając jej szklankę i obniżając wzrok do jej tęczówek - Chcę odebrać mu wszystko na czym mu zależy. Wszystko, co sprawia mu jakąkolwiek przyjemność. Chcę by stracił sens życia. Wtedy poczuje to, że akcje mają konsekwencje. - uśmiechnął się lekko, lecz drapieżnie.
Przywiązywał dość dużą uwagę do słów, a jedno jej zdanie było szczególnie ważne. Weźmie wszystko co do niego należy. Z tego, co już mu powiedziała pewnie uważał również ją za swoją własność. To jednak zachował na razie dla siebie, chociaż nieco enigmatyczne spojrzenie mogło go lekko zdradzić.
- Tak przy okazji, kiedy stałaś przy tych oknach... Powinienem Ci zrobić zdjęcie. Wyglądałaś groźnie. Drapieżnie. Powinien się Ciebie bać. Miałabyś to na pamiątkę. Moment, który zapoczątkował jego upadek. - uśmiechnął się do niej mówiąc całkowicie szczerze.
vera callahan
Miała w sobie trochę ryzykantki. Podejrzewał, że nie miała zbyt wielu osób do których mogła się zwrócić o jakąkolwiek pomoc. Starał się nie popełnić błędu niedoceniania jej, aczkolwiek z tego, co zdążył się już nieco dowiedzieć nie prowadziła raczej tak bogatego życia towarzyskiego jak jej mąż. Więc pewnie nie miała zbyt wielu opcji. Dlatego ryzykowanie wszystkiego dla jakiegoś przypadkowego recepcjonisty było bardzo ryzykowane. Podjęła to ryzyko bez mrugnięcia okiem. Była to dla niego całkiem ważna obserwacja. Poznanie osób z którymi wchodziło się w jakikolwiek biznes było cholernie ważne. Często tylko to trzymało go przy życiu.
To z jakim zaangażowaniem oraz pewnością w głosie mówiła o zniszczeniu swojego męża całkiem mu imponowało. Potrzebował takiego zapewnienia. Jeśli miał w to zainwestować swoje pieniądze, a przede wszystkim swój czas potrzebował wiedzieć, że będzie to tego warte. Że nie jest to po prostu chwilowa przypadłość. Coś, co przyszło jej do głowy w danym momencie, a ona straci swoją brawurę gdy tylko rzeczy staną się trudne, a przede wszystkim prawdziwe. Kiedy akcje zaczną mieć konsekwencje, a uczucia do byłego męża mogły nagle wrócić. Na razie przekonała go na tyle by dać jej szansę.
- W takim razie nasze interesy się zgrywają. Chcesz go zniszczyć bardziej niż ja. - powiedział z pewnym podziwem kiwając głową.
Jednak nie mógł się jej dziwić. Po wszystkim, co jej zrobił. Po wszystkim, co mu powiedziała miała wystarczająco dużo powodów by chcieć go zniszczyć. Całkowicie i doszczętnie. Magnus doskonale wiedział, że mało rzeczy jest w stanie połączyć dwójkę ludzi tak jak wspólny wróg. To naprawdę mogło się udać. Zgodził się na to spotkanie by trochę ją wybadać. Przekonać się czy jest pewna tego, co chce zrobić. Na razie całkowicie go przekonywała.
Napełniając dla niej szklankę śledził jej sylwetkę. Ta sukienka świetnie podkreślała jej talię, chociaż to była tylko pośrednia obserwacja. Znacznie bardziej podobało mu się to jak wyglądała na tle panoramy Toronto. Sam nie przepadał za miastami, ale ona, w tej sukience, w tym akurat momencie? Wyglądała jak złoczyńca. Taki z klasą oraz planem. Podejrzewał, że ten obrazek zapamięta na dłużej.
- Nie potrzebuję ani jego ani twoich pieniędzy. - pokręcił lekko głową podając jej szklankę i obniżając wzrok do jej tęczówek - Chcę odebrać mu wszystko na czym mu zależy. Wszystko, co sprawia mu jakąkolwiek przyjemność. Chcę by stracił sens życia. Wtedy poczuje to, że akcje mają konsekwencje. - uśmiechnął się lekko, lecz drapieżnie.
Przywiązywał dość dużą uwagę do słów, a jedno jej zdanie było szczególnie ważne. Weźmie wszystko co do niego należy. Z tego, co już mu powiedziała pewnie uważał również ją za swoją własność. To jednak zachował na razie dla siebie, chociaż nieco enigmatyczne spojrzenie mogło go lekko zdradzić.
- Tak przy okazji, kiedy stałaś przy tych oknach... Powinienem Ci zrobić zdjęcie. Wyglądałaś groźnie. Drapieżnie. Powinien się Ciebie bać. Miałabyś to na pamiątkę. Moment, który zapoczątkował jego upadek. - uśmiechnął się do niej mówiąc całkowicie szczerze.
vera callahan