destroy and be destroyed
: pt sie 14, 2026 11:10 am
trigger warning
przemoc, narkotykiAaron zapominał, że Pilar nie wywodziła się z normalnego domu. Całe życie spędziła w pieprzonym bidulu, gdzie dzieciaki dookoła szarpały ją i poniżały za to, że była inna. Że wyglądała jak cyganka, która przez przypadek zawieruszyła się w kanadzie. Śmiali się z jej sterczących włosów, ciągnęli je, a nawet raz podpalili, wyzywając ją przy tym od najgorszych, więc kiedy Blackwood mówił o obciąganiu komuś, żeby przyjęli ją do akademii tylko spojrzała na niego z politowaniem.
Faceci.
Jedyne do czego sprowadzali obelgi względem kobiet, to że komuś obciągnęły albo dały dupy. Bo przecież do niczego innego się nie nadawały. A już na pewno nie zdaniem ćpuna, który był na głodzie. Nie wiedziała wiele o narkotykach, jednak co nieco zdążyła się już nauczyć na studiach. Miała świadomość, ze brak progów działał katastrofalnie na jego samopoczucie, ale to wcale nie znaczyło, że miała zamiar serwować mu taryfę ulgową, szczególnie, że on znowu podniósł na nią dłoń. Znowu ją kurwa uderzył. I to był moment, w którym nie wytrzymała.
Polecieli na podłogę, obijając się przy tym o kafelki. On na dół, ona na nim. Miał więcej siły więc łatwiej mu było zrzucić ją z siebie, ale Pilar za to miała zalażek techniki, której uczyła się w akademii. Wiedziała, w którym miejscu go przytrzymać, gdzie nacisnąć na ścięgna, żeby odebrać mu siły i dać sobie przewagę. Z początku nawet szło jej to książkowo. Dopiero kiedy się rozproszyła i wymierzyła mu cios z własnej dłoni, straciła panowanie.
Myśl, że Karen mogła to kiedyś z nim przechodzić nie dawała jej spokoju. Przerażał ją fakt, że jaką łatwością Backwood podnosił dłoń na kobietę, jak łatwo robił im krzywdę. Niezależnie od tego, czy te chciały mu wyjebać prochy czy nie. To po prostu obudziło w niej furię, w której nie umiała zatrzyamć ale również i nieuwagę.
Nieuwagę, którą on po raz pierwszy wykorzystał.
I to z impetem, bo w sekundę nie tylko zrzucił ją z siebie, ale również c i s n ą ł nią prosto na drugi koniec pomieszczenia. Jakby kurwa ważyła tyle co worek ziemniaków. A potem jak ten worek jej plecy huknęły o twardą fakturę muszli klozetowej. Coś strzyknęło jej w plecach, aż przez moment bała się sprawdzić, czy mogła się ruszyć. Okropny ból zaszedł całe jej ciało. Nawet nie potrafiła zlokalizować, w którym dokładnie miejscu dostała, bo bolało ją dosłownie wszystko. Skuliła się, podciągając kolana. Kątem oka widziała, jak Aaron podchodzi do umywalki i zza otwieranego lustra wyciąga paczkę tabletek.
Znowu chciał ćpać.
A ona z n o w u nie mogła na to pozwolić.
Nie teraz. Nie po tym wszystkim, co tu kurwa przeszła w tej łazience. Zaparła się, ile tylko mogła, napinając mięśnie brzucha. Sycząc i stękając głośno podniosła się, wspomagając o kibel, a kiedy była już na nogach, zaszła go od tyłu i wyszarpała mu opakowanie.
Co prawda swoje już wziął, ale w środku znajdowało się jeszcze dobre ponad pół opakowania. Pilar zacisnęła mocno palce na niewielkiej tubie. Kilka tabletek posypało się po podłodze, a ona znowu skierowała się do kibla. Nawet nie dała mu czasu zareagować, bo juz ciskała nimi w środek muszli, a że cela miała nienagannego, to od razu trafiła. Rzucili się oboje do spłuczki — ona żeby nacisnąć, on żeby ją powstrzymać, ale była pierwsza. Wcisnęła palec w odpowiednie miejsce i ponownie spuściła mu towar.
Wiedziała, że był już na krawędzi. Widziała to w jego oczach. Ale problem Stewart od zawsze był taki, że nie potrafiła odpuszczać. Że kiedy obrała sobie cel, desperacko do niego dążyła. Nawet kosztem własnego zdrowia.
Trzeba było nie ćpać.
Aaron Blackwood