Now is the time for a new chapter
: śr lip 22, 2026 8:01 pm
Minuty mijały, a szum samochodu działał na niego jak kołysanka dla dzieciaka. Starał się jak mógł, żeby nie pójść w kimę, czując się w pewnym stopniu zobowiązany do rozmowy. Bezpieczeństwo to sprawa pierwszorzędna, ale umówmy się, zrezygnował z niego w chwili, w której postanowił zająć miejsca pasażera. Teraz nie zostało mu już nic innego, jak płynąć z prądem i poświęcić chłopakowi trochę swojego czasu, kontrolując przy okazji, czy nagle nie zostanie wywieziony do jakiegoś portu i wpakowany do kontenera. Ach, te cholerne seriale w jego głowie.
-Wykorzystywanie? Nie ma szans, bym tak to potraktował. Pomogłeś mi, więc to wydaje mi się fair, żebym jakoś ci się odwdzięczyć. Nie daj się prosić, poczuję się dzięki temu lepiej - powiedział, patrząc na niego. To była jedyna forma zapłaty, jaka aktualnie wchodziła w grę. Oscar nie był bowiem pewien, kiedy będzie miał możliwość podjęcia jakiejkolwiek pracy, by mu zapłacić chociaż za paliwo. Nie myślał nawet co chciałby robić. Wiadomo, bary lub kawiarnie zdawały się być najlepszym wyborem; głównie dlatego, że nie trzeba tam było doświadczenia, ani papierów po szkole wyższej. Malcolm jedynym czym mógł się poszczycić to jakieś drobne prace dorywcze, zwykle na czarno, gdzie kasę dostawał do ręki. -Owszem, jestem. Pewnie wyglądam jak kupa krowiego łajna, ale to nie znaczy, że któregoś dnia nie mogę się pojawić u ciebie w domu i sprawić, żebyś chociaż raz poczuł się tak, jakbyś miał służbę - zaśmiał się licząc, że ten odpuści i da się przekonać. Przecież to nie było nic strasznego, a obaj będą spokojnie. Dodatkowo dla samego Oscara był to pretekst, by pobyć chwilę w ciepłym i komfortowym miejscu, jakim było czyjeś mieszkanie.
-Powiedzmy, że mógłbym uchodzić za specjalistę i w razie czego poinstruować innych, co robić, a czego nie - powiedział, rozbawiony. Mało chwalebne, ale podobno talent to talent i nie liczyła się kategoria. Nie chciał się nad tym jednak rozwodzić bo czuł, że jeśli zacznie, Patrick domyśli się zbyt wielu rzeczy. Niewiedza była niekiedy znacznie lepsza, bo i człowiek spać mógł spokojniej.
-Może, ale z naszej dwójki to ja nie miałem wyboru. Mogłem wybrać albo śmierć z twojej ręki albo przez zalanie, bo pewnie tak skończyłaby się dalsza wędrówka w tej ulewie. Nadal nie wierzę, że cudem tędy przejeżdżałeś. To trochę jak przeznaczenie - skomentował, opierając się wygodniej o oparcie fotela. Podkulił pod siebie kolana, okrywając się jeszcze szczelniej. Woda nadal wsiąkała w ubrania i chciałoby się je ściągnąć, ale ten akt byłby nie na miejscu.
- Dobrze, ale tylko na jedną noc i pod warunkiem, że będę mógł się odwdzięczyć. Inaczej będziesz miał mnie na sumieniu, bo w kolejnej stodole pewnie właściciel zadźga mnie widłami - postawił sprawę jasno. Lekki szantaż dla wyższego celu, który nikomu nie szkodził. Pomijając fakt, że uczepił się tych stodół. Ale co, miał wspominać o magazynach, które były wylęgarnią bezdomnych? Pomijając, że mimo wszystko Oscar właśnie takim się stał.
-Dwadzieścia, ale każdy mi mówi, że wyglądam jak dzieciak - odpowiedział zgodnie z prawdą. Jak dobrze, że był pełnoletni, bo podejrzewał, że jego towarzysz już teraz dzwoniłby na policję, gdyby liczba była mniejsza. - Weterynarz? Szlachetny zawód. pewnie lepiej ci się pracuje ze zwierzętami, niż z ludźmi - uśmiechnął się do niego. Zdecydowanie zwierzaki były mniej problematyczne, chociaż kto wie, sądząc po kolejnej opowieści kierowcy.
-Och, ale nie stało ci się nic poważnego? Właściciele takich psów powinni ostrzegać przed zagrożeniem, bo nie uwierzę, że wcześniej nie wykazywały się takim zachowaniem - zmarszczył lekko brwi. Tak, ludzie potrafią być okropni. Na przykład matki. matki były najgorsze.
Patrick Wood
-Wykorzystywanie? Nie ma szans, bym tak to potraktował. Pomogłeś mi, więc to wydaje mi się fair, żebym jakoś ci się odwdzięczyć. Nie daj się prosić, poczuję się dzięki temu lepiej - powiedział, patrząc na niego. To była jedyna forma zapłaty, jaka aktualnie wchodziła w grę. Oscar nie był bowiem pewien, kiedy będzie miał możliwość podjęcia jakiejkolwiek pracy, by mu zapłacić chociaż za paliwo. Nie myślał nawet co chciałby robić. Wiadomo, bary lub kawiarnie zdawały się być najlepszym wyborem; głównie dlatego, że nie trzeba tam było doświadczenia, ani papierów po szkole wyższej. Malcolm jedynym czym mógł się poszczycić to jakieś drobne prace dorywcze, zwykle na czarno, gdzie kasę dostawał do ręki. -Owszem, jestem. Pewnie wyglądam jak kupa krowiego łajna, ale to nie znaczy, że któregoś dnia nie mogę się pojawić u ciebie w domu i sprawić, żebyś chociaż raz poczuł się tak, jakbyś miał służbę - zaśmiał się licząc, że ten odpuści i da się przekonać. Przecież to nie było nic strasznego, a obaj będą spokojnie. Dodatkowo dla samego Oscara był to pretekst, by pobyć chwilę w ciepłym i komfortowym miejscu, jakim było czyjeś mieszkanie.
-Powiedzmy, że mógłbym uchodzić za specjalistę i w razie czego poinstruować innych, co robić, a czego nie - powiedział, rozbawiony. Mało chwalebne, ale podobno talent to talent i nie liczyła się kategoria. Nie chciał się nad tym jednak rozwodzić bo czuł, że jeśli zacznie, Patrick domyśli się zbyt wielu rzeczy. Niewiedza była niekiedy znacznie lepsza, bo i człowiek spać mógł spokojniej.
-Może, ale z naszej dwójki to ja nie miałem wyboru. Mogłem wybrać albo śmierć z twojej ręki albo przez zalanie, bo pewnie tak skończyłaby się dalsza wędrówka w tej ulewie. Nadal nie wierzę, że cudem tędy przejeżdżałeś. To trochę jak przeznaczenie - skomentował, opierając się wygodniej o oparcie fotela. Podkulił pod siebie kolana, okrywając się jeszcze szczelniej. Woda nadal wsiąkała w ubrania i chciałoby się je ściągnąć, ale ten akt byłby nie na miejscu.
- Dobrze, ale tylko na jedną noc i pod warunkiem, że będę mógł się odwdzięczyć. Inaczej będziesz miał mnie na sumieniu, bo w kolejnej stodole pewnie właściciel zadźga mnie widłami - postawił sprawę jasno. Lekki szantaż dla wyższego celu, który nikomu nie szkodził. Pomijając fakt, że uczepił się tych stodół. Ale co, miał wspominać o magazynach, które były wylęgarnią bezdomnych? Pomijając, że mimo wszystko Oscar właśnie takim się stał.
-Dwadzieścia, ale każdy mi mówi, że wyglądam jak dzieciak - odpowiedział zgodnie z prawdą. Jak dobrze, że był pełnoletni, bo podejrzewał, że jego towarzysz już teraz dzwoniłby na policję, gdyby liczba była mniejsza. - Weterynarz? Szlachetny zawód. pewnie lepiej ci się pracuje ze zwierzętami, niż z ludźmi - uśmiechnął się do niego. Zdecydowanie zwierzaki były mniej problematyczne, chociaż kto wie, sądząc po kolejnej opowieści kierowcy.
-Och, ale nie stało ci się nic poważnego? Właściciele takich psów powinni ostrzegać przed zagrożeniem, bo nie uwierzę, że wcześniej nie wykazywały się takim zachowaniem - zmarszczył lekko brwi. Tak, ludzie potrafią być okropni. Na przykład matki. matki były najgorsze.
Patrick Wood