Strona 2 z 2

Now is the time for a new chapter

: śr lip 22, 2026 8:01 pm
autor: Oscar Malone
Minuty mijały, a szum samochodu działał na niego jak kołysanka dla dzieciaka. Starał się jak mógł, żeby nie pójść w kimę, czując się w pewnym stopniu zobowiązany do rozmowy. Bezpieczeństwo to sprawa pierwszorzędna, ale umówmy się, zrezygnował z niego w chwili, w której postanowił zająć miejsca pasażera. Teraz nie zostało mu już nic innego, jak płynąć z prądem i poświęcić chłopakowi trochę swojego czasu, kontrolując przy okazji, czy nagle nie zostanie wywieziony do jakiegoś portu i wpakowany do kontenera. Ach, te cholerne seriale w jego głowie.
-Wykorzystywanie? Nie ma szans, bym tak to potraktował. Pomogłeś mi, więc to wydaje mi się fair, żebym jakoś ci się odwdzięczyć. Nie daj się prosić, poczuję się dzięki temu lepiej - powiedział, patrząc na niego. To była jedyna forma zapłaty, jaka aktualnie wchodziła w grę. Oscar nie był bowiem pewien, kiedy będzie miał możliwość podjęcia jakiejkolwiek pracy, by mu zapłacić chociaż za paliwo. Nie myślał nawet co chciałby robić. Wiadomo, bary lub kawiarnie zdawały się być najlepszym wyborem; głównie dlatego, że nie trzeba tam było doświadczenia, ani papierów po szkole wyższej. Malcolm jedynym czym mógł się poszczycić to jakieś drobne prace dorywcze, zwykle na czarno, gdzie kasę dostawał do ręki. -Owszem, jestem. Pewnie wyglądam jak kupa krowiego łajna, ale to nie znaczy, że któregoś dnia nie mogę się pojawić u ciebie w domu i sprawić, żebyś chociaż raz poczuł się tak, jakbyś miał służbę - zaśmiał się licząc, że ten odpuści i da się przekonać. Przecież to nie było nic strasznego, a obaj będą spokojnie. Dodatkowo dla samego Oscara był to pretekst, by pobyć chwilę w ciepłym i komfortowym miejscu, jakim było czyjeś mieszkanie.
-Powiedzmy, że mógłbym uchodzić za specjalistę i w razie czego poinstruować innych, co robić, a czego nie - powiedział, rozbawiony. Mało chwalebne, ale podobno talent to talent i nie liczyła się kategoria. Nie chciał się nad tym jednak rozwodzić bo czuł, że jeśli zacznie, Patrick domyśli się zbyt wielu rzeczy. Niewiedza była niekiedy znacznie lepsza, bo i człowiek spać mógł spokojniej.
-Może, ale z naszej dwójki to ja nie miałem wyboru. Mogłem wybrać albo śmierć z twojej ręki albo przez zalanie, bo pewnie tak skończyłaby się dalsza wędrówka w tej ulewie. Nadal nie wierzę, że cudem tędy przejeżdżałeś. To trochę jak przeznaczenie - skomentował, opierając się wygodniej o oparcie fotela. Podkulił pod siebie kolana, okrywając się jeszcze szczelniej. Woda nadal wsiąkała w ubrania i chciałoby się je ściągnąć, ale ten akt byłby nie na miejscu.
- Dobrze, ale tylko na jedną noc i pod warunkiem, że będę mógł się odwdzięczyć. Inaczej będziesz miał mnie na sumieniu, bo w kolejnej stodole pewnie właściciel zadźga mnie widłami - postawił sprawę jasno. Lekki szantaż dla wyższego celu, który nikomu nie szkodził. Pomijając fakt, że uczepił się tych stodół. Ale co, miał wspominać o magazynach, które były wylęgarnią bezdomnych? Pomijając, że mimo wszystko Oscar właśnie takim się stał.
-Dwadzieścia, ale każdy mi mówi, że wyglądam jak dzieciak - odpowiedział zgodnie z prawdą. Jak dobrze, że był pełnoletni, bo podejrzewał, że jego towarzysz już teraz dzwoniłby na policję, gdyby liczba była mniejsza. - Weterynarz? Szlachetny zawód. pewnie lepiej ci się pracuje ze zwierzętami, niż z ludźmi - uśmiechnął się do niego. Zdecydowanie zwierzaki były mniej problematyczne, chociaż kto wie, sądząc po kolejnej opowieści kierowcy.
-Och, ale nie stało ci się nic poważnego? Właściciele takich psów powinni ostrzegać przed zagrożeniem, bo nie uwierzę, że wcześniej nie wykazywały się takim zachowaniem - zmarszczył lekko brwi. Tak, ludzie potrafią być okropni. Na przykład matki. matki były najgorsze.

Patrick Wood

Now is the time for a new chapter

: pn lip 27, 2026 5:12 pm
autor: Patrick Wood
– Ehh… Naprawdę? – westchnął nieprzekonany, zerkając na chłopaka. – Możesz coś ugotować, jeśli chcesz. Ale nic więcej. To i tak naprawdę wiele z twojej strony – zapewnił. Umiał gotować, ale kiedy ktoś przygotowywał posiłek specjalnie dla niego, wszystko smakowało jakoś lepiej. Na to mógł się zgodzić. Zdecydowanie nie mógł jednak pozwolić, by Oscar sprzątał jego mieszkanie. Sama myśl o tym była zbyt krępująca.
– Nie jesteś żadną służbą. Po prostu odwdzięczasz mi się za pomoc. To wszystko. Bez takiego nazewnictwa – odparł stanowczo. Nie chciał, żeby chłopak uważał się za jego służącego albo czuł się zobowiązany do wykonywania wszystkiego, o co tylko poprosi. – Ale wkrótce będziesz mógł odpocząć. Zbliżamy się już do Toronto, więc postaraj się wytrzymać jeszcze trochę. - znał tę trasę niemal na pamięć i wiedział, że od wjazdu do miasta dzieliło ich już niewiele. Stamtąd do jego domu był zaledwie kawałek. Sam również marzył już o odpoczynku, ale wystarczyło jedno spojrzenie na przysypiającego Oscara, by uznać, że to jemu bardziej się on należy.
– Dobrze wiedzieć. Zgłoszę się, jeśli kiedyś będę musiał spać w stodole. – zachichotał. Nie przypuszczał, by taki dzień miał kiedykolwiek nadejść, ale przecież życie potrafiło zaskakiwać. Jeszcze kilka godzin temu nie spodziewał się, że zabierze do samochodu zupełnie obcego chłopaka, więc może kiedyś sam będzie podróżował autostopem i szukał schronienia, gdzie tylko się da.
– Przeznaczenie? W sumie mogłoby tak być. - odparł.To brzmiało całkiem uroczo, choć trochę głupio było mu się do tego przyznać. To już drugi raz, kiedy trafił na kogoś potrzebującego pomocy. Może rzeczywiście czekał na ten mityczny trzeci raz, żeby uznać to za znak od losu?
– No dobra, niech ci będzie. Ale mam nadzieję, że nie będziesz już musiał spać w stodole. To jednak nie jest najlepsze miejsce do spania – odparł, kręcąc głową. – Raz na jakiś czas, dla przygody, jeszcze ujdzie. Ale nie na co dzień. - rzucił. Nie chciał nawet wyobrażać sobie, że Oscar znowu zostanie bez dachu nad głową.
– Dobrze, dobrze. Ale myślę, że nikt nie naskoczy na ciebie z widłami za samo spanie w stodole. Raczej unikaj podbierania jajek i mleka, bo o to mogą się naprawdę wkurzyć – zaśmiał się, wyobrażając sobie Oscara uciekającego ze stodoły z kurtką wypchaną jajkami i butelką mleka pod pachą. Może nie były to szczególnie drogie produkty, a wielu farmerów chętnie dzieliło się nimi z potrzebującymi, ale kradzież pozostawała kradzieżą. Zdecydowanie wolał, żeby chłopak nie trafił do więzienia za coś tak absurdalnego.
– Och, w porządku. W takim razie wyglądasz bardzo młodo. Uznaj to za komplement – powiedział z uśmiechem. Pomylił się, ale niewiele. Przynajmniej nie musiał się już zastanawiać, czy Oscar uciekł z domu albo wpakował się w jakieś kłopoty.
– To prawda. Zwierzęta są o wiele bardziej przyjazne i nie próbują mi wmówić, że mają raka mózgu tylko dlatego, że przez chwilę bolała je głowa. Ale muszę polegać na słowach właścicieli, którzy często albo bagatelizują objawy, albo wręcz przeciwnie – wyolbrzymiają je do granic możliwości. Naprawdę trudno czasem wyczuć, o co właściwie chodzi - odparł, wzdychając cicho – Gdyby tylko zwierzęta umiały mówić, moja praca byłaby o wiele łatwiejsza. Czasami bardziej obawiam się rozmowy z właścicielem niż ugryzienia przez jakiegoś Fafika. Psy przynajmniej nie próbują się ze mną wykłócać o diagnozę.
– Nieee. Kilka plastrów i po wszystkim. Raczej nie umrę od czegoś takiego. Ale gdyby jednak mi się to przytrafiło, chciałbym, żeby napisali to na moim nagrobku. Tak dla beki. - parsknął cicho pod nosem. – "Tu spoczywa Patrick. Pokonał setki psów, przeżył kopnięcia koni i ugryzienia kotów… ale poległ przez ugryzienie Fafika". Przyznaj, byłoby to całkiem zabawne. Chociaż wolałbym jednak nie sprawdzać, czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy. - zażartował, zerkając na chłopaka akurat w momencie kiedy na horyzoncie pojawiły się pierwsze budynki miasta.

Oscar Malone

Now is the time for a new chapter

: wt lip 28, 2026 1:58 am
autor: Oscar Malone
-No, chociaż tyle, ale niech będzie. Zobaczysz, jak zrobić ci mój specjał, to jeszcze wymusisz na mnie gotowanie przez kolejny tydzień za to wszystko - zaśmiał się. Dość szybko musiał nauczyć się gotować, zwłaszcza z resztek jedzenia. Nic więc dziwnego, że teraz po wielu latach, jego umiejętności znacznie się poprawiły. Jego rodzice nie byli najlepsi i nie chciał mieć z nimi więcej do czynienia, jednak dzięki tej patologii wiedział, że jakoś zawsze sobie poradzi. Był zaradny, no bo jaki inny dzieciak w jego wieku znalazłby się setki kilometrów od domu podróżując tak jak on, sypiając w naprawdę dziwnych miejscach? Narażał się na niebezpieczeństwo każdego dnia, co było niemal na tym samym poziomie co szkoła przetrwania w domu. Walczył o samego siebie wiedząc, że w tym świecie nie znajdzie się nikt, kto zawalczy o niego. Był szarą postacią, która znaczenie mogła mieć jedynie dla brata - zakładając, że w ogóle się przejmie, że ma rodzeństwo. Co, jeśli go odepchnie przekonany, że rodzice woleli Oscara skoro go zachowali? Ach, gdyby wiedział, jakim szczęściarzem był, że nie musiał trwać i wychowywać się w tym gnoju.
-Wytrzymam. Póki co nawet nie chcę opuszczać tego samochodu. Przyjemnie tutaj. I ciepło. I ogólnie spoko muzyki słuchasz - skomentował, ziewając. Burczało mu też w brzuchu, ale liczył, że nie było tego słychać. To było żenujące i mogło wzbudzić niepotrzebne zainteresowanie chłopaka, który całe szczęście nie wnikał w zbyt wiele, dając się wciągnąć w rozmowę, która daleka była od przeszłości Oscara. nie był gotów, by się nią dzielić z kimkolwiek i chociaż wizja zwierzenia się obcej osobie brzmiała kusząco, tak czuł poroy. Zupełnie, jakby wypowiedzenie niektórych kwestii na głos miało ściągnąć na chłopaka kłopoty.
-Widzisz? Zgodzenie się wcale nie było takie straszne. Zapewniam, że nie pożałujesz. Radzę sobie w kuchni - powiedział i wewnętrznie odetchnął. Jeden dług mniej i przynajmniej nie musiał się martwić, gdzie będzie spał. Pierwszy raz od dawna zaśnie w wygodnym łóżku w normalnej pościeli. Kto wie, może nawet uda mu się wyspać, dzięki czemu jutro ułożyłby jakiś plan na życie. Będzie koniecznie musiał rozejrzeć się za jakąś pracą, a kto wie, może Patrick pozwoli mu podać jego adres w razie konieczności.
-Myślisz, że czemu wiecznie pytają mnie o dowód i prawnych opiekunów - zaśmiał się w duchu gratulując sobie, że jego kłamstwo przeszło. Nie chciał teraz o tym myśleć, więc przynajmniej odpadł mu z głowy kolejny problem.
Starał się jak mógł, by pozostać w pełni skupionym, słuchając opowieści chłopaka. Jego głos działał na niego wyjątkowo kojąco, pozwalając by własne myśli z problemami zniknęły, zapomniane. Potrzebował tego jak nic innego. Chwilę później Oscar zasnął, opierając głowę o szybę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czuł się wewnętrznie na tyle spokojny, że do końca podróży nie przebudził się nawet raz.

koniec


Patrick Wood