I don't know how to deal with your absence
: wt lip 21, 2026 8:55 pm
I jej metoda zadziałała. Sonny wcale nie walczył, pogodził się z tym, co wydarzyło się tamtego pamiętnego dnia, ponieważ był tak bardzo zły na Lacey, że nie chciał podejmować się żadnej walki. Uważał, że nie było warto, skoro dla niej znaczył tak niewiele.
Jednakże po tym, jak dziś dostał sygnał, że mogło być inaczej i nie tylko myślała o nim cieplej niż pokazała mu to ostatnio, ale też źle czuła się z tym, że spotykał się z kimś innym, postanowił spróbować. Miałby sobie za złe, gdyby nie dał jej teraz do zrozumienia, że wciąż ją pragnął, a co więcej, wcale nie miał problemu z narażeniem się dla niej, a być może nawet ze zrezygnowaniem z obecnej pracy, jeśli to oznaczało, że ich znajomość w dawnym kształcie mogła być kontynuowana. Sonny już dawno przepadł…
Ale to najwyraźniej nie miało okazać się błędem. Radwell nie domyślił się od razu, do czego zmierzała, dlatego zmieszany obserwował to ja po zejściu z biurka podeszła do drzwi. Nie rozumiał jej celu, dopóki nie postanowiła zakluczyć drzwi, co dla blondyna stało się jasnym sygnałem. W jego głowie był tylko jeden powód, czemu mogłaby się na to zdecydować… Może to jego naiwność, może młodzieńcza fantazja, a może po prostu znał ją już tak dobrze, ale teraz wiedział, czego od niego oczekiwała, a jej słowa to potwierdziły.
Sonny nie odpowiedział jej od razu. Zamiast tego wstał z zajmowanego przez siebie krzesła, aby pokonać dzielący ich dystans i z bliska spojrzeć w oczy Lacey, uśmiechając się przy tym zuchwale. – Możemy spotykać się u mnie… albo gdziekolwiek uznasz to za stosowne – drugie zdanie dodał szeptem, ponieważ już był w trakcie pochylania się nad Tadwell, aby ją pocałować.
Choć znów miał zostać wielkim, a nie małym sekretem, nie przeszkadzało mu to tak długo, jak mógł być z nią. Teraz liczyło się dla niego tylko to, ponieważ podczas rozłąki jeszcze dobitniej zrozumiał to, że stracił dla niej głowę, choć nie powinien sobie na to pozwolić. Na to jednak nic już nie był w stanie poradzić, dlatego postanowił po prostu poddać się temu i wykorzystać stworzoną przez nią okazję, skoro ona również go pragnęła. To było dla niego najważniejsze.
Lacey Tadwell
Jednakże po tym, jak dziś dostał sygnał, że mogło być inaczej i nie tylko myślała o nim cieplej niż pokazała mu to ostatnio, ale też źle czuła się z tym, że spotykał się z kimś innym, postanowił spróbować. Miałby sobie za złe, gdyby nie dał jej teraz do zrozumienia, że wciąż ją pragnął, a co więcej, wcale nie miał problemu z narażeniem się dla niej, a być może nawet ze zrezygnowaniem z obecnej pracy, jeśli to oznaczało, że ich znajomość w dawnym kształcie mogła być kontynuowana. Sonny już dawno przepadł…
Ale to najwyraźniej nie miało okazać się błędem. Radwell nie domyślił się od razu, do czego zmierzała, dlatego zmieszany obserwował to ja po zejściu z biurka podeszła do drzwi. Nie rozumiał jej celu, dopóki nie postanowiła zakluczyć drzwi, co dla blondyna stało się jasnym sygnałem. W jego głowie był tylko jeden powód, czemu mogłaby się na to zdecydować… Może to jego naiwność, może młodzieńcza fantazja, a może po prostu znał ją już tak dobrze, ale teraz wiedział, czego od niego oczekiwała, a jej słowa to potwierdziły.
Sonny nie odpowiedział jej od razu. Zamiast tego wstał z zajmowanego przez siebie krzesła, aby pokonać dzielący ich dystans i z bliska spojrzeć w oczy Lacey, uśmiechając się przy tym zuchwale. – Możemy spotykać się u mnie… albo gdziekolwiek uznasz to za stosowne – drugie zdanie dodał szeptem, ponieważ już był w trakcie pochylania się nad Tadwell, aby ją pocałować.
Choć znów miał zostać wielkim, a nie małym sekretem, nie przeszkadzało mu to tak długo, jak mógł być z nią. Teraz liczyło się dla niego tylko to, ponieważ podczas rozłąki jeszcze dobitniej zrozumiał to, że stracił dla niej głowę, choć nie powinien sobie na to pozwolić. Na to jednak nic już nie był w stanie poradzić, dlatego postanowił po prostu poddać się temu i wykorzystać stworzoną przez nią okazję, skoro ona również go pragnęła. To było dla niego najważniejsze.
Lacey Tadwell