Strona 2 z 2

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: wt lip 21, 2026 12:14 pm
autor: Ally Aldridge
Drżała pod jego dotykiem. Pod najlżejszym muśnięciem ciepłych warg, pod słowami które wypowiadał do niej z troską, o której istnieniu zdążyła już zapomnieć.
Tak, jakby znali się od d a w n a.
Jakby on ją znał od z a w s ze.
Uczucie otaczało ją komfortem jak miękki koc pachnący mieszanką lata i płynu do płukania. Ciepłem, które na te krótkie chwile trzymało z daleka wszystkie lęki i dorosłe problemy jakimi musiała się zająć.
To było nieznośne.
On był nieznośny.
W tym, jak skutecznie rozbrajał ją kawałek po kawałku. Jak potrafił sprawić, że poddawała mu się całkiem i oddawała - w sposób znacznie bardziej niebezpieczny, niż pospieszne zrywanie z siebie ubrań. Pozwalał jej na to, by wykiełkowała w niej pewna nadzieja. Niekoniecznie nadzieja na długą i szczęśliwą przyszłość - o tym Ally nie marzyła odkąd Johnny spakował swoje rzeczy - ale nadzieję na s z a n s ę. Szansę na to, że wydarzy się między nimi coś więcej niż miesiąc spotykania się i wreszcie głucha cisza przekreślająca wszystkie pocałunki i wyznania, które wymieniali z pasją i czułością.
Cholernie niebezpieczna sytuacja dla kobiety, której serce zostało tak brutalnie złamane.
Zdawała się zawstydzona tym, jak prosto potrafił wypunktować jej fikołki logiczne w rozumowaniu, ale nie broniła się przed tym. Nie odbierała mu prawa do racji - ale podejrzewała, że nie wziął pod uwagę jednego.
Tej jednej rzeczy, która krążyła nad nią jak sęp gotowy do ataku.
Najpierw uniosła jego dłoń, by powoli pocałować jej wierzch i każdą kostkę, każdy palec, który z taką starannością badał ślady. Potem zaś skroń, policzek, by wreszcie odnaleźć drogę do ust.
Tylko tak potrafiła pokazać co się w niej działo.
Mogłaby się w nim z a k o c h a ć. Gdyby walczyła ze sobą odrobinkę mniej. Gdyby bała się odrobinkę mniej. Gdyby sobie na to pozwoliła.
To nie jest coś, o czym mówię na pierwszej randce… Na trzeciej mógłbyś usłyszeć, że jem pizzę z ananasem i zapaść się pod ziemię, ale… Chyba tak będzie uczciwie — taki przebieg dotyczył większości relacji. Najpierw był flirt, potem kilka spotkań, ewentualnie seks - aż ktoś dowiadywał się o kimś czegoś, co przekreślało wspólną przyszłość i kontakt się urywał. Dlatego z ważniejszymi informacjami miała czekać na odpowiedni moment, ale Reid musiał r o z u m i e ć.
Jeśli nie jej podejście, to przynajmniej skąd się wzięło.
Myślę, że Johnny zrobił to specjalnie — tym razem wracała do tej historii trzeźwa, ale z równym zażenowaniem. — Staraliśmy się przez kilka lat. Bez skutku. Najpierw była nadzieja, potem płacz, wreszcie krzyk. I miał rację - to była moja wina — każda inna narracja byłaby medycznym kłamstwem, które upokarzałoby Ally jeszcze bardziej. — Chcę być mamą. Mieć dom na przedmieściach i męża, który zamiast kwiatów przynosi mi śrubki — uśmiechnęła się słabo. Wizja była tak odległa, że wręcz niemożliwa. — Ale nawet nie mogę się wściekać na zły świat, który mi czegoś nie da - bo ja sama sobie nie mogę tego dać. Dwa jajniki nie wystarczyły, żebym zaszła w ciążę. Teraz mogę jeden stracić. A endometrioza o d r a s t a — policzek przytuliła do jego ciała, szukając ucieczki przed spojrzeniem. — To kolejna operacja. Nie ostatnia. Więc…
Przerażał spokój, z jakim relacjonowała przegraną bitwę o własne marzenia. Partnera, któremu poświęciła młodość i który spełniał jej marzenie z kimś innym. Żal, że to ona sama nie potrafi sprostać własnym oczekiwaniom i zrobić tej jednej rzeczy, której tak bardzo pragnęła.
Okrągłego brzuszka, stópek kopiących w pęcherz, i dziwnej kropki nieprzypominającej niczego na ekranie USG.
Mogę doprowadzać cię do szału, i całować, i ratować wszystko i wszystkich. Możemy się śmiać, droczyć, chodzić na randki. A jeśli za dziesięć lat nadal będziemy tylko we dwoje?
Czy to by mu wystarczyło? Czy wtedy nie okazałoby się, że te blizny jednak mają większe znaczenie?
Potrafiłbyś p o k o c h a ć kogoś, kto może dać ci zabawę, ale nie rodzinę?
Nie wymagała deklaracji. Nawet tego, by poważnie zastanawiał nad jej pytaniem. Opowiadała o swoim doświadczeniu, które prowadziło do jedynego realistycznego wniosku: ta jedna usterka przekreślała w jej życiu to, co było dla niej najważniejsze.
Nie musisz odpowiadać.

gavin calloway

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: śr lip 22, 2026 9:48 am
autor: gavin calloway
Zamilkł i przez krótką chwilę patrzył tylko na nią. Na kobietę, która jeszcze przed momentem śmiała się z formularza zgłoszeniowego dla konkurencji, a teraz z taką samą szczerością opowiadała mu o marzeniach, których od lat bała się wypowiedzieć na głos. O dzieciach, o domu i życiu, które zdążyła zbudować w głowie, a później po kawałku z niego rezygnować.
Dotarło do niego, że ona była już o kilka zakrętów dalej. On wciąż siedział z nią na tej kanapie.
Nigdy nie zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądało jego życie za dziesięć lat. Wojsko skutecznie oduczyło go planowania aż tak daleko. Zawsze było coś ważniejszego do załatwienia - kolejny wyjazd, szkolenie, następny rozkaz. Nawet kiedy wracał do domu, żył raczej od jednego dnia do drugiego niż od jednego marzenia do drugiego.
Czy chciał kiedyś zostać ojcem? Nie wiedział. Nigdy nie usiadł sam ze sobą, żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, chyba podświadomie zgadzając się na to, że jak w każdym innym przypadku zadecyduje los.
Delikatnie wsunął palce pod jej podbródek i uniósł jej twarz, kiedy znowu próbowała schować wzrok. - Popatrz na mnie - poczekał cierpliwie, aż ich spojrzenia znowu się spotkają. - Od dziesięciu minut próbujesz opowiedzieć mi moje życie - parsknął cicho. - A ja nawet nie wiem, co będę robił w przyszły weekend - pogładził kciukiem jej policzek. - Mówię poważnie - na jego twarzy wciąż błąkał się delikatny uśmiech, ale głos wyraźnie złagodniał. - Nigdy nie zastanawiałem się czy chcę mieć dzieci, czy będę miał własny dom, psa i białe ogrodzenie. Życie jeszcze nigdy nie postawiło przede mną takiego pytania, a ja nie szukam odpowiedzi, kiedy coś mnie nie dotyczy - wzruszył lekko ramionami. - Być może kiedyś uznam, że to dla mnie najważniejsza rzecz na świecie. Może będzie tak, że będę miał to gdzieś. Dzisiaj zwyczajnie tego nie wiem - przyciągnął ją bliżej, aż znowu wtuliła się w jego klatkę piersiową. Przesunął dłonią po jej plecach powoli, uspokajająco, jakby chciał zabrać z nich choć odrobinę napięcia i przenieść je na siebie..
- Nie podoba mi się, że od początku próbujesz przekonać mnie, dlaczego powinienem któregoś dnia odejść - odsunął się tylko odrobinę, żeby znowu widzieć jej twarz. - Ty martwisz się o coś, co może wydarzyć się za dziesięć lat, a ja od dobrej godziny próbuję nie zwariować od tego, że siedzi na mnie najpiękniejsza kobieta jaką znam - przez chwilę bawił się kosmykiem jej włosów, pozwalając, by między nimi znowu zapadła cisza.
Nie próbował jej przekonywać i nie szukał argumentów, które jednym zdaniem naprawiłyby lata rozczarowań. Wiedział, że tak to nie działa. Człowiek nie przestawał wierzyć w coś tylko dlatego, że usłyszał od kogoś dokładne przeciwieństwo. Potrzebował czasu i własnych doświadczeń - nowych, żeby odbudować to co runęło.
Sam dopiero oswajał się z myślą, jak łatwo przyszło mu zrobić dla niej miejsce w swojej codzienności. Jeszcze niedawno chronił własny spokój przed ludźmi. Teraz coraz częściej łapał się na tym, że odruchowo obejmował ją mocniej, kiedy milkła, szukał jej spojrzenia, kiedy mówiła o czymś ważnym i zupełnie naturalnie planował następne spotkanie, choć nigdy nie należał do ludzi wybiegających myślami tak daleko.

Ally Aldridge

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: śr lip 22, 2026 11:25 am
autor: Ally Aldridge
Biologia była nieubłagana.
Reid miał przywilej niezastanawiania się nad tym, czy widział rozbieganego szkraba w swojej przyszłości. Ally - nie. Pierwszy raz o problemach z zajściem w ciążę usłyszała ponad dekadę temu. Z każdą wizytą zakres choroby poszerzał, a lekarze podkreślali: jeśli macierzyństwo jest czymś, czego chciała, to z roku na rok będzie coraz gorzej. Dlatego, mimo że pragnęła zacząć od zaręczyn i ślubu, poddała się wersji Johnny’ego - przeszli od razu do starań, nie ukrywając desperacji która narastała wraz z każdym negatywnym testem.
Szanse Ally na spełnienie jej własnego marzenia z każdym dniem malały. Nie tylko dlatego, że Johnny realizował je z kimś innym. Dlatego, że w jej ciele zadomowiła się tykająca bomba.
Nie dało się w tej sytuacji nie wybiegać w przyszłość, choć dałaby wiele by poczuć spokój Reida. By nie myśleć o tym, jak można to wszystko poukładać i kto jeszcze okaże nią tak fundamentalnie rozczarowany, by życie układać z kochanką poznaną w pracy.
Gdyby tylko było to takie proste.
Jesteśmy przeciwieństwami — stwierdziła. — Może to dobrze. Może ja potrzebuję, żeby ktoś mocno trzymał mnie w teraźniejszości - a Ty, żeby ktoś zadawał pytania o przyszłość. To bardzo kusząca równowaga — nie kłamała. Ani jej - motywowany zdrowiem i stratą - lęk o przyszłość nie był sam w sobie całkiem produktywny, ani unikanie planowania i spontaniczne płynięcie przez życie Reida. Razem mogli mieć najlepsze z obu podejść. Odrobinę myślenia o tym, czego chcieliby od siebie i od życia w oparciu o bezpieczną kotwicę tu i teraz.
Może byli bardziej kompatybilni niż mogło się wydawać.
Nie wiem, czemu w czasie wolnym - z piękną kobietą - narzucasz sobie taką dyscyplinę. Pół wieczoru walczyłeś ze sobą, żeby mnie nie pocałować. Zastanawiałeś się, czy nie patrzysz na mnie za długo. A teraz próbujesz nie zwariować - mimo mojego ewidentnego zadowolenia — jej żywiołowość i impulsywność działały zupełnie odwrotnie. Jeśli chciała całować - całowała. Jeśli chciała patrzeć - patrzyła bezwstydnie. I całkiem otwarcie wariowała na kolanach mężczyzny, którego nie znała wcale tak dobrze.
Jej emocje były widoczne od razu. On wszystko filtrował i analizował tysiąc razy, zanim pozwolił sobie na jakąkolwiek otwartość czy gest.
Spróbuję odpuścić amatorskie przewidywanie przyszłości — zadeklarowała z rozbawieniem. Powinna zostawić to profesjonalistom, jak wiedźmie - do której już chciała Reida zabrać, z niewinnej ciekawości. — Strasznie chciałabym, żebyś ty spróbował trochę się przy mnie rozluźnić.
Obustronne wyzwanie było uczciwym układem, wyciągającym oboje poza wyuczone, i nie zawsze sensowne, strefy komfortu.
Na przypieczętowanie nowego układu wyciągnęła nawet ku niemu dłoń, oczekując formalnego uścisku. Dopiero, gdy uległ zaśmiała wesoło, a współpracę nagrodziła kolejnym pocałunkiem.
Spokojnym, ale wystarczająco długim by niebezpieczne pomysły znów zaczęły biedną Ally namawiać do złego. Musiała się więc odsunąć, zanim palce znów odnalazłyby guziki, albo sprzączkę paska.
Chodź. Obiecałam, że nakarmię Cię czekoladą — wstała i wyciągnęła ku niemu dłoń. — Jeśli jesteś pewien, że nie chcesz jej zjeść ze mnie - dam ci najładniejszy talerz — najbardziej koślawy i ozdobiony amatorskimi rysunkami, bo Ally sama zrobiła go rok wcześniej na zajęciach dla bezdzietnych dorosłych z nadmiarem gotówki. Nie brakowało wina, brakowało za to talentu do prac artystycznych.
A na dobranoc opowiem ci historię o tym, jak z przyjacielem szukaliśmy na Kubie oposa w kapeluszu.

Koniec <3

gavin calloway