Strona 2 z 2

I will save your life

: sob paź 17, 2026 10:31 am
autor: Stellan Thompson
Stellan przez chwilę przyglądał mu się bez słowa, próbując zdecydować, czy Oscar rzeczywiście był tak naiwny, czy po prostu dostał zbyt mocno w łeb. Najpierw panikował na widok strzykawki, później próbował go przekonać do zmiany życia, a teraz najwyraźniej postanowił wprowadzić się do niego na dobre. Heroina powoli przestawała działać, ale przynajmniej nie trzęsły mu się już ręce, a myśli wracały na właściwe tory.
- To nie patrz, kurwa. Nikt ci nie każe - odpowiedział na jego wcześniejsze pytanie, wzruszając ramionami. - I przestań mi pierdolić o tym, jakie narkotyki są złe. Myślisz, że nie wiem? Że codziennie budzę się na tych zasranych kartonach i gratuluję sobie życiowych wyborów? - prychnął, sięgając po butelkę z wodą. Upił kilka łyków, po czym odstawił ją obok.
Temat samodzielności był jednak czymś, co potrafił zrozumieć. Nie miał pojęcia, przed czym Oscar uciekł ani dlaczego znalazł się tutaj, ale najwyraźniej obaj przecenili swoje możliwości. Tyle że Stellan przynajmniej miał dokąd wrócić. Wystarczyłby jeden telefon do rodziców, żeby następnego dnia spał w czystej pościeli, a nie pod pieprzonym śmietnikiem. Nigdy jednak nie zamierzał przyznać się do tego przed obcym chłopakiem.
- Jak masz kasę, to wszyscy chcą się z tobą kumplować. Tak to działa. Tutaj każdy pilnuje własnej dupy. Jak zostawisz komuś plecak na pięć minut, to możesz się z nim pożegnać. — Spojrzał na Oscara, który nadal wyglądał, jakby ktoś przepuścił go przez maszynkę do mięsa. - Ale ty najwyraźniej masz zamiar zostać moim nowym najlepszym kumplem, co?
Nie był jednak na niego zły. Właściwie sam zaproponował mu nocleg, a teraz musiał liczyć się z konsekwencjami własnej głupoty. Poza tym trudno było wyrzucić chłopaka, który ledwo potrafił samodzielnie siedzieć. Westchnął ciężko, przesuwając nogą kawałek kartonu.
— Z jedzeniem kombinujesz, jak możesz. Są jadłodajnie, punkty wydawania darmowych posiłków, czasem ktoś ci coś kupi, jak odpowiednio poprosisz. Jak masz trochę drobnych, to możesz kupić coś normalnego. Z myciem też nie jest tak źle. Publiczne kible, darmowe prysznice dla bezdomnych. Ubrania można wyprać, tylko trzeba wiedzieć gdzie. - Skrzywił się lekko. - Najważniejsza zasada? Nie ufaj nikomu. Nie pokazuj, ile masz pieniędzy, nie zostawiaj swoich rzeczy bez pilnowania i nie właź do ciemnych zaułków jak ostatni debil. Chociaż tę ostatnią lekcję chyba już odrobiłeś.
Przyjrzał mu się uważniej. Oscar nadal był blady, a każde głębsze westchnięcie wyraźnie sprawiało mu ból. Stellan nie znał się na medycynie, ale nawet on wiedział, że kilka mokrych szmat nie naprawi ewentualnych obrażeń wewnętrznych.
- Możesz tu zostać. Dzisiaj, jutro, nawet pojutrze, jeśli cię wcześniej nie uduszę za to ciągłe gadanie.— Uniósł brwi, czekając chwilę, zanim dodał: - I jeszcze jedno. Jeśli zaczniesz pluć krwią albo będzie ci coraz trudniej oddychać, to dzwonimy po karetkę. Mam w dupie twoje ubezpieczenie. Nie będę się rano budził obok trupa.
Oparł głowę o ścianę i zerknął na niego z ukosa. Jeszcze godzinę temu planował spokojnie zaćpać i przespać resztę wieczoru. Teraz miał pod opieką obok jakiegoś bezdomnego gówniarza, który najwyraźniej postanowił zostać częścią jego życia. Cudownie, kurwa. - A tak właściwie, to ile masz lat? - zapytał nagle. - Bo zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie przygarnąłem nieletniego uciekiniera. I co ty w ogóle robisz w Toronto, skoro nie znasz nawet miasta?
Oscar Malone