Strona 2 z 2
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pt lip 24, 2026 10:08 pm
autor: River Cross
Powody, które podała jej Ruelle, nadal brzmiały tajemniczo, ale rozjaśniały sytuację na tyle, by mogła w to wejść bez dodatkowych wątpliwości. Nie przeszkadzało jej, że Krukonka interesowała się tego typu rzeczami. Sama przecież przed momentem wręczyła jej krew! Nie była to może krew ludzka, ale kto by się przejmował rozróżnianiem takich głupot? W takich momentach jednak przychylała się do zdania Tiary Przydziału, która wpakowała Rue do Ravenclaw. River do głowy by nie wpadło, żeby gonić za tak mglistą wiedzą z czystej ciekawości i bez gwarancji, że to w ogóle ma sens.
— Brzmi dobrze — przyznała po prostu. Jeżeli Prescott dowie się czegoś ciekawszego, to wtedy dopiero będą mogły pogłębić temat i porozmawiać. River wysłucha tego wszystkiego z przyjemnością. Może wreszcie się też czegoś nauczy? Oczywiście o ile Rue będzie skłonna podzielić się tą wiedzą, ale skoro Cross pomagała w zdobyciu jej, to chyba nie powinna mieć oporów? Cholera ją wie.
Obserwowała z uwagą, jak Krukonka wycałowuje różdżkę w stronę kłódki, która wybuchła efektownie i w całkowitej ciszy. Gest był zgrabny, wykonany z pomyślunkiem i dbałością. Podobało jej się, w jaki sposób dziewczyna przekierowuje magię ze swojego wnętrza prosto do różdżki. Irytowało ją niepotrzebne niedbalstwo i podchodzenie do czarów, jakby się było od nich mądrzejszymi. W Rue nigdy tego nie wyczuła. Ta dziewczyna imponowała jej na tak wielu polach, że to było aż dziwne.
Rozejrzała się po najbliższych regałach, gdy tylko przekroczyły próg Działu Ksiąg Zakazanych. Pozornie niespecjalnie różnił się od korytarzy w poprzednim pomieszczeniu. Było tu mniej światła i panowała dziwna atmosfera, ale stały przecież identyczne meble, a grzbiety większości pozycji wyglądały bardzo niepozornie. Pierwsze wrażenie myliło i zapraszało serdecznie, by przekonać się, czym może zaskoczyć.
— Towarzystwo zdecydowanie było jednym z głównych czynników — przyznała, nie patrząc na Krukonkę. Ruszyła w stronę najbliższej alejki chcąc dotrzeć do miejsc, gdzie powinny znaleźć książki na temat starej magii. Gorzej, jak ktoś tu ostatnio wszystko poprzestawiał i będą zmuszone szukać od zera. Ale może nie będzie tak źle?
— Ale skoro już tu jestem, to pewnie, że się za czymś rozejrzę — dodała. Zmrużyła oczy, by ułatwić sobie przeczytanie nieco rozmazanego tytułu na jednym z grzbietów. Tom nie wyglądał na stary i zaniedbany. Napis sprawiał wrażenie, jakby celowo był taki niewyraźny.
— "Zamknięte Komnaty Umysłu: podręcznik obrony mentalnej" — mruknęła pod nosem. Oklumencja zdecydowanie brzmiała interesująco, ale czy ona czuła potrzebę odbierania dostępu do własnych myśli komukolwiek? A niech sobie wchodzą!
— "Wgląd, Wpływ, Wydobycie. Krótki traktat o tym, jak wedrzeć się do umysłów nawet najbardziej niedostępnych Krukonek". — Udała, że odczytuje następny tytuł. Podniosła rozbawione spojrzenie na Ruelle po czym wyjęła książkę, żeby spojrzeć na jej okładkę. Złoty napis na czarnej skórze brzmiał "Sztuka Warzenia Uzależnienia". To brzmiało prawie tak ciekawie jak ten tytuł wymyślony przez Ślizgonkę.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: sob lip 25, 2026 10:30 am
autor: Ruelle I. Prescott
Sama antyczna magia często była na tyle tajemnicza, że trudno było ją dobrze wytłumaczyć. Wszystko przez to, że pewne metody i magiczne rytuały były powoli zapominane przez czarodziejów z biegiem czasu. Dobrym przykładem mogło być to jak niewielu z nich interesowało się starożytnymi runami, które w przeszłości wykorzystywane były znacznie częściej, a w dodatku również do bardziej złożonych rzeczy niż zabezpieczenie kuferka przed kradzieżą. Ruelle to jednak interesowało. Głównie dlatego, że było czymś innym i widziała potencjał w nauce starych sposobów.
- Prawda? To jeden z powodów, dla których tatuowano sobie runy. Miały one zapewnić wsparcie oraz ochronę dla posiadającego je czarodzieja - tłumaczyła dalej, ale zaraz skarciła się, bo brzmiała za bardzo jak profesor Dromgoole, a tego na pewno nie chciała.
Kto jak kto, ale Prescott zdecydowanie przykładała się do każdego zaklęcia, które rzucała. Była nauczona dbałości o szczegóły i za każdym razem, gdy poznawała jakiś nowy czar to poświęcała czas na przestudiowanie wymowy inkantacji oraz odpowiedniego ruchu, który jej towarzyszył. Być może to był kolejny powód, dla którego Tiara umieściła ją akurat w domu Roweny Ravenclaw.
W zasadzie, gdyby nie to, że Dział Ksiąg Zakazanych był odgrodzony od reszty to nie różniłby się za bardzo od całej reszty biblioteki. Chociaż jeśli przyjrzeć się uważniej to można byłoby dostrzec, że wydaje się nieco bardziej zaniedbana. Regały wydawały się odrobinę starsze, a ich powierzchnię pokrywała cienka warstwa kurzy, której nikt nie starł, bo ta strefa była praktycznie nieużywana, zarówno przez nauczycieli jak i uczniów.
- Aż tak bardzo ci zależy na moim towarzystwie? - rzuciła żartobliwie, stwierdziwszy, że na pewno River musiało się ogromnie nudzić skoro postanowiła do niej dołączyć w tej wyprawie zamiast zająć się czymś zupełnie innym.
Przez moment skupiała się na grzbietach książek, które miała przed sobą. Powiodła po niektórych z nich palcami, aby poczuć wytłoczone w nich litery oraz poczuć wysłużoną skórę, którą były obite. Czuła się nadzwyczaj spokojna pomimo tego, że włamały się właśnie do jednej z zakazanych stref szkolnych.
- Coś konkretnego cię interesuje? - zapytała jeszcze, bo może mogłaby pomóc jej w odnalezieniu chociażby odpowiedniego regału, który zawierałby coś, co ją ciekawiło.
Właściwie jednym uchem słuchała tego jak Ślizgonka sięga po jakiś tom, który najpewniej dotyczył oklumencji, a sama wytężyła wzrok w coraz bardziej pogłębiającym się półmroku, aby dostrzec cokolwiek na grzbietach tomów przed sobą, ale została rozproszona przez znajdującą się obok niej dziewczynę, która postanowiła stroić sobie z tego wszystkiego żarty.
- Chcesz na mnie testować legilimencję, Cross? - zapytała, sięgając po jedną z książek. - Wiedziałaś, że część tych ksiąg jest obita ludzką skórą?
Odwróciła okładką w jej stronę stary tom z wytłoczonym w skórze tytule Umbrae Magicae. Wcześniej mógł być on złocony, ale po tak długim czasie wszelkie ślady farby już dawno zniknęły.
- Zarówno mugoli, których puryści uważali za równych zwierzętom, jak i czarodziejów. Przez jakiś czas wierzono, że oprawienie księgi czarodziejską skórą zapewnia jej moc czarodzieja, którym została obita... - wytłumaczyła spokojnie jakby wcale nie mówiła o drastycznych praktykach z przeszłości.
Miała do tego wszystkiego naprawdę spory dystans. Być może dlatego, że od tych ludzi oddzielały ją liczne dekady, a może dlatego, że jednak nie była aż tak wyczulona na podobne okropieństwa.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: sob lip 25, 2026 4:44 pm
autor: River Cross
Wydawało jej się kiedyś, że ta atmosfera panująca w Dziale Ksiąg Zakazanych to jedynie kwestia stresu, który uczniowie sami sobie kładli do głowy. Nawet w ciemnym dormitorium może być strasznie, jeśli ktoś sobie tak wkręci. Teraz zakładała raczej, że w tym miejscu musiało być coś więcej. Może to energia magiczna nagromadzona w tych wszystkich książkach? Miejsce sprawiało wrażenie zarówno najspokojniejszego pomieszczenia w całym zamku, jak i tego, w którym adrenalina jest w stanie podskoczyć najszybciej. Taki dualizm był podniecający.
— Może właśnie tak bardzo? — odbiła od razu takim tonem, by nie sposób było mieć pewność, czy mówi poważnie, czy ironizuje. To była najbezpieczniejsza opcja w trakcie rozmowy z tą dziewczyną. Niech się sama czasami nad czymś pozastanawia, a nie tylko specjalizuje się we wkładaniu pytań River do głowy. Ślizgonka musiała dzisiaj wstać prawą nogą, skoro w ogóle zakładała, że jej towarzyszka mogłaby poświęcić tej kwestii więcej niż jedną myśl, ale co tam. Trzeba czasami mieć też dobre dni.
— A broniłabyś się? — Odpowiadanie pytaniem na pytanie było akurat na poziomie dojrzałości nastolatki, więc nie powinna czuć się winna. Wyciągnęła rękę w stronę półki, z której zdjęła książkę o eliksirach i wypuściła tom z ręki, pozwalając mu samodzielnie wsunąć się na własne miejsce. Skupiła się na egzemplarzu, który obróciła w jej stronę Ruelle. Z czystej ciekawości przesunęła palcem po okładce, chcąc sprawdzić, czy będzie w stanie wyczuć jakąkolwiek różnicę względem książek, z którymi miała do czynienia na co dzień. Pogłaskała obicie docierając aż na brzeg książki. Gdy oderwała dłoń od skóry poczuła, jakby po palcu przebiegł jej prąd, jakby dotknęła naelektryzowanego balonika. Mrugnęła zaskoczona i jeszcze raz dotknęła tomu, ale tym razem niczego takiego nie poczuła. Musiało jej się coś wydawać.
— Pasja godna podziwu. Ludzka skóra niespecjalnie nadaje się do szycia. Za cienka, podatna na uszkodzenia, poprzebarwiana... Domyślam się, że trudno jest ją zmusić do zapomnienia kształtu ciała, z którego ją zdjęto. — Podniosła wzrok na Krukonkę znad tomiszcza. Czy o takich rzeczach koleżanki rozmawiają w trakcie wspólnego, wieczornego szlajania się? Najwyraźniej. Cross oczywiście nie miała żadnego doświadczenia w oprawianiu ludzkiej skóry, ale nie była też aż tak durna. Od razu wyobraziła sobie też alternatywną, okrutną wersję własnej rodziny, która ma zakład krawiecki gdzieś na ulicy Śmiertelnego Nokturnu i oferuje kamizelki pod szaty czarodziejów wyrabiane z ludzkiej skóry każdego odcienia. A kim ona byłaby w takim krzywym zwierciadle? Beztroską Gryfonką? O losie.
— Czegoś takiego szukamy, czy jak znajdę coś o druidach, ale oprawione w płótno introligatorskie, to odłożyć? — Ruszyła w głąb biblioteki, zakładając, że takie perełki na pewno nie będą stały tuż przy wejściu. Znajac pokręcone pomysły tej pokręconej szkoły, to egzemplarze, których szukają, jakimś cudem znalazły się właśnie na drugim końcu pomieszczenia.
— Może chcesz taką, która krzyczy w niebogłosy? Albo jest cała napisana w goblideguckim? — Żartowała sobie z niej nadal, szukając wzrokiem tomu, który jakkolwiek złapie jej zainteresowanie. Sięgnęła po różdżkę i machnęła w stronę jednego z tomów leżących na samej górze. Duża, czerwona okładka była pozbawiona tytułu, więc Cross, jak przystało na ostrożną uczennicę, otworzyła ją na środku.
— Wenn ich diese Wehrmacht aufrief und wenn ich nun vom deutschen Volk Opfer und, wenn notwendig, alle Opfer fordere... — przemawiał głos z wnętrza książki w języku, który Ślizgonce niewiele mówił. Kusiło ją, by słuchać dalej, ale głos stawał się coraz to głośniejszy, a ostatnie, czego tu potrzebują, to bycie wykrytymi, więc zatrzasnęła książkę i machnęła nią z powrotem w stronę regału, by wróciła na swoje miejsce.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: sob lip 25, 2026 6:14 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Wszystko było przede wszystkim kwestią psychiki i nastawienia. Ruelle nie potrafiłaby sobie wyobrażać zdenerwowania, gdy znajdowała się wśród książek. Co najwyżej mogła odczuwać nerwową ekscytację, gdy chciała się dorwać do konkretnej wiedzy, ale poza tym? Czuła się jaj w domu i nic nie mogło tego zmienić.
- Uważaj, bo się zarumienię, Cross - odparowała, gdy tylko River odparła jej w ten swój nonszalancki sposób.
Naprawdę była kiepska, gdy przychodziło do kwestii związanych z relacjami międzyludzkimi. River najpewniej musiałaby ją uderzyć w twarz jakimś konkretnym wyznaniem, żeby nareszcie zrozumiała, że mogła się Ślizgonce podobać, a i wtedy istniała szansa, że nie zareaguje na to w żaden sposób, bo uzna to za jakiś rodzaj żartu. W końcu Cross nie mogła jej lubić tak na poważnie, prawda?
- Oczywiście, że tak - odpowiedziała na jej pytanie bez jakiegokolwiek zastanowienia. - Jaki byłby sens ćwiczenia legilimencji, gdybym nie stawiała oporu?Uczepiła się tego jednego tematu, ale szczerze powiedziawszy to zapewne nikogo nie chciałaby dopuścić zbyt blisko swoich myśli: z magią czy bez. Może powinna zatem rozważyć oklumencję jeśli chciała utrzymać ten stan rzeczy?
Książki znajdujące się w DKZ były naprawdę fascynujące. Głównie ze względu na to, że potrafiły wywołać w człowieku naprawdę skrajne emocje. Czasami miała wrażenie, że starają się wyciągnąć z niej energię przez sam dotyk. Innym razem sprawiały, że przemykał ją prawdziwy dreszcz, a w głowie zaczęły kłębić się najczarniejsze myśli. Słyszała o księgach, które potrafiły doprowadzić ludzi do szaleństwa lub nakłonić ich do tego, aby zrobili sobie krzywdę. Nic dziwnego, że część z nich była zamknięta w niedostępnym miejscu.
- Prawdziwa znawczyni - mruknęła i chyba nawet w jej głosie znalazła się nuta fascynacji albo nawet podziwu.
Przez moment poczuła się jakby przeskoczyła między nimi pewna iskra, gdy tylko napotkała spojrzenie Ślizgonki ponad okładką książki. Było to zdecydowanie bardziej intensywne niż się spodziewała. Trochę jak wtedy, gdy została napojona amortencją w czasie gry w elko-Quidditcha. Chociaż wtedy czuła się dużo bardziej odurzona obecnością River.
- Nie oceniam książki po okładce, więc nie robi mi to różnicy - odpowiedziała, gdy tylko dziewczyna dopytała o jej preferencje odnośnie książek.
Przez moment jakby zapomniała o starożytnych runach, druidach i rytuałach, a zamiast tego skupiła się na postaci dziewczyny, która przemierzała alejki pomiędzy wypełnionymi książkami regałami. Jej ton był lekki, żart oczywisty, ale otumaniona bliskością tylu potężnych tytułów Prescott, czuła dziwny ucisk w żołądku.
- A może jedno i drugie? - zapytała, nie dając się na razie sprowokować.
Na razie wydawało się, że ich pobyt w Dziale Ksiąg Zakazanych przebiegał dosyć spokojnie. Być może dlatego, że jeszcze nie zdecydowały się na otworzenie jakiejkolwiek z książek. To jednak uległo zmianie za sprawą River.
Może i księga w czerwonej oprawie brzmiała dosyć fascynująco, ale była z pewnością zbyt głośna. Ruelle ściągnęła brwi w niezadowoleniu, ale nim zdążyła dopaść do książki albo upomnieć Ślizgonkę to ta zreflektowała się samodzielnie i zamknęła niemieckojęzyczny głosopis.
- Świetnie. Brakuje tylko, żeby ktoś nas usłyszał - syknęła, starając się utrzymać swój głos na dosyć rozsądnej głośności.Póki jednak nikt im nie przeszkadzał to Krukonka musiała korzystać. Sięgnęła po jedną z ksiąg, która przykuła jej uwagę. Zrobił to nie tylko wytłoczony w skórze tytuł, ale też coś, co zdawało się otaczać cały tom. Swoista aura tajemniczości.
Wysunęła ją z miejsca na półce niemal z namaszczeniem. Otworzyła ją na samym środku i pieszczotliwie przesunęła palcami po tuszu pokrywającym stronę, nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak wielki błąd popełniła.
Poczuła nagle uścisk wokół nadgarstka jakby coś ze środka tomiszcza chciało ją przyciągnąć bliżej. Jej dłoń rozpłaszczyła się na karcie. Zapisane magiczne słowa zaczęły po palcach piąć się w górę jej ręki, a część z nich utworzyła krąg runiczny wokół jej dłoni. Strona zapłonęła intensywnym czerwonym światłem, a Ruelle krzyknęła, czując jak wżerające się w skórę słowa sprawiają jej niewyobrażalny ból, który przenikał ją do samych kości i palił skórę oraz mięśnie. Była unieruchomiona. Serce waliło jej jak oszalałe w panice, a szum krwi w uszach zagłuszał kakofonię głosów, które nakładały się jeden na drugi, szepcząc słowa tajemnego zaklęcia.
- River! - wrzasnęła w desperacji, kuląc się wpół z bólu i opadając na kolana.
Płonący język tuszu sunął w górę jej ramienia, wtargnął ponad łokieć, a jej pociemniało przed oczami. Nigdy jeszcze nie czuła takiego bólu, który wdzierał się w każdy zakamarek ciała, docierając do najmniejszych nerwów.
Może i ryzyko miała wykalkulowane, gdy tu wchodziła, ale musiała popełnić rażący błąd w obliczeniach...
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: ndz lip 26, 2026 5:22 pm
autor: River Cross
Prychnęła z rozbawieniem w ramach odpowiedzi na uwagę na zarumienieniu się. Jeszcze czego. Prędzej gumochłony zaczną latać. Biorąc pod uwagę, jak trudno było do niej dotrzeć, Ślizgonka uznawała za niemożliwe wywołanie w niej takich reakcji. Skoro nigdy jej się nie udało, to musiało o czymś świadczyć. Miała przecież niewyparzony język i niejedną osobę potrafiła zawstydzić albo po prostu skołować na tyle, by zabrakło jej języka w gębie. Prescott zdawała się być pod tym względem wyjątkiem.
Wypięła pierś do przodu, gdy tylko Krukonka pochwaliła uwagę na temat oprawiania w ludzką skórę. Te to potrafią sobie znaleźć moment na prawienie komplementów, nie ma co. Jedna się wpatruje oczami w kształcie serduszek, gdy druga wysadza zamki, by po chwili odwdzięczyła jej się słodką atencją w trakcie rozmowy o zakazanych praktykach magicznych. Nie mogły sobie powiedzieć, że bardzo im do twarzy w kolorach domów czy coś? Cóż, najwyraźniej nie mogły. Ego Cross zostało połechtane, a moment uważnie zapamiętany. Lubiła jej imponować i chciała doprowadzać do tego jak najczęściej.
— Wow, ma poczucie humoru — rzuciła niby bardziej do książek niż samej Ruelle. Żarciki bardzo się dzisiaj River trzymały i była pod wrażeniem, że jej towarzyszka zbrodni też potrafiła dać z siebie coraz więcej i więcej. Czyżby obecność Ślizgonki wprawiała ją w dobry nastrój? A może to dzięki otoczeniu tych dziwacznych tomiszczy? River nie była w stanie tego odgadnąć.
— Nie dramatyzuj, nic się nie stało — burknęła nieco ciszej i znów zrobiła kilka kroków w głąb pomieszczenia. Zdawała sobie sprawę, że głupio zrobiła otwierając książkę na oślep, ale strasznie ją kusiło, a ona bardzo nie lubiła odmawiać swoim zachciankom. Niemniej jednak nie spodobał jej się ton, jakim skarciła ją Krukonka. Z tą kobietą trudno zostać na tym samym poziomie emocji przez cały czas. Przez momentem patrzyła na nią z dozą podziwu, a teraz nagle czepiała się o takie głupoty? Niestabilna jakaś była. Czy coś. Właściwie to Cross była zła głównie na siebie. Dobrze wszystko szło, to oczywiście musiała jednak odwalić jakiś szajs, przez który Prescott weźmie ją teraz za dużo głupszą niż jest. Wpatrywała się w grzbiety biografii Amarillo Lestoata, która z jakiegoś powodu została podzielona na czternaście części o przeróżnych podtytułach. Nie dane było jej jednak skupić się na szczegółach i to nie tylko przez to, że na moment totalnie się zamyśliła. Usłyszała krzyk, który skutecznie oderwał ją od czytania. Obróciła się w stronę Krukonki z różdżką w ręku i uniosła zaskoczona brwi, próbując jak najszybciej objąć rozumem, co się stało.
— Diffindo! — rzuciła pierwsze zaklęcie, które jej przyszło do głowy, celując oczywiście w księgę, a nie rękę Krukonki. Fioletowa, pazurzasta poświata trafiła w okładkę i rozcięła ją w poprzek. Tom jednak nie puścił. Wydał z siebie przedziwny warkot i zatrzasnął się jeszcze mocniej. Z nacięcia wylał się czarny tusz, gęsty jak krew. Serce podjechało jej do gardła w totalnym przerażeniu, ale nie miała teraz czasu się stresować. Doskoczyła do Krukonki i spojrzała na krąg runiczny wokół jej dłoni. Kurwa, trzeba było jednak uważać na zajęciach. Nie znała odpowiedniego zaklęcia, ale była w stanie rozpoznać konstrukcję. Chyba. Może powinna po prostu strzelać? Nie miała wyjścia jak spróbować.
— Incendio — syknęła cicho, celując wąskim płomieniem w jedną z run przy kciuku Ruelle, która powinna domykać krąg. Tusz zawrzał. Księga zajęczała, wkradając się dźwiękiem aż do kości. Ślizgonka zacisnęła zęby, ale nie cofnęła różdżki. Znak wreszcie pękł, a książka odskoczyła.
— Depulso. — Cisnęła kolejnym zaklęciem w pokonany już tom, chcąc odsunąć go jak najdalej od nich. Książka wystrzeliła ku sufitowi i uderzyła w regał nad nimi. To zdecydowanie nie było mądre, bo tym samym zrzuciła stamtąd kilka innych egzemplarzy. Ślizgonka podniosła się z klęczek, stając nad
— Protego. — Świsnęła różdżką, roztaczając barierę nad ich dwójką. Książki odbiły się od niej i opadły cicho na podłogę wokół nich. Rozejrzała się nerwowo, spodziewając się kolejnego ataku, ale chwilowo chyba były bezpieczne.
— Nic ci nie jest? — Kucnęła z powrotem obok Krukonki, chcąc upewnić się, że ciągle miała wszystkie kończyny.
Ruelle I. Prescott