Strona 2 z 11
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pt lip 24, 2026 10:08 pm
autor: River Cross
Powody, które podała jej Ruelle, nadal brzmiały tajemniczo, ale rozjaśniały sytuację na tyle, by mogła w to wejść bez dodatkowych wątpliwości. Nie przeszkadzało jej, że Krukonka interesowała się tego typu rzeczami. Sama przecież przed momentem wręczyła jej krew! Nie była to może krew ludzka, ale kto by się przejmował rozróżnianiem takich głupot? W takich momentach jednak przychylała się do zdania Tiary Przydziału, która wpakowała Rue do Ravenclaw. River do głowy by nie wpadło, żeby gonić za tak mglistą wiedzą z czystej ciekawości i bez gwarancji, że to w ogóle ma sens.
— Brzmi dobrze — przyznała po prostu. Jeżeli Prescott dowie się czegoś ciekawszego, to wtedy dopiero będą mogły pogłębić temat i porozmawiać. River wysłucha tego wszystkiego z przyjemnością. Może wreszcie się też czegoś nauczy? Oczywiście o ile Rue będzie skłonna podzielić się tą wiedzą, ale skoro Cross pomagała w zdobyciu jej, to chyba nie powinna mieć oporów? Cholera ją wie.
Obserwowała z uwagą, jak Krukonka wycałowuje różdżkę w stronę kłódki, która wybuchła efektownie i w całkowitej ciszy. Gest był zgrabny, wykonany z pomyślunkiem i dbałością. Podobało jej się, w jaki sposób dziewczyna przekierowuje magię ze swojego wnętrza prosto do różdżki. Irytowało ją niepotrzebne niedbalstwo i podchodzenie do czarów, jakby się było od nich mądrzejszymi. W Rue nigdy tego nie wyczuła. Ta dziewczyna imponowała jej na tak wielu polach, że to było aż dziwne.
Rozejrzała się po najbliższych regałach, gdy tylko przekroczyły próg Działu Ksiąg Zakazanych. Pozornie niespecjalnie różnił się od korytarzy w poprzednim pomieszczeniu. Było tu mniej światła i panowała dziwna atmosfera, ale stały przecież identyczne meble, a grzbiety większości pozycji wyglądały bardzo niepozornie. Pierwsze wrażenie myliło i zapraszało serdecznie, by przekonać się, czym może zaskoczyć.
— Towarzystwo zdecydowanie było jednym z głównych czynników — przyznała, nie patrząc na Krukonkę. Ruszyła w stronę najbliższej alejki chcąc dotrzeć do miejsc, gdzie powinny znaleźć książki na temat starej magii. Gorzej, jak ktoś tu ostatnio wszystko poprzestawiał i będą zmuszone szukać od zera. Ale może nie będzie tak źle?
— Ale skoro już tu jestem, to pewnie, że się za czymś rozejrzę — dodała. Zmrużyła oczy, by ułatwić sobie przeczytanie nieco rozmazanego tytułu na jednym z grzbietów. Tom nie wyglądał na stary i zaniedbany. Napis sprawiał wrażenie, jakby celowo był taki niewyraźny.
— "Zamknięte Komnaty Umysłu: podręcznik obrony mentalnej" — mruknęła pod nosem. Oklumencja zdecydowanie brzmiała interesująco, ale czy ona czuła potrzebę odbierania dostępu do własnych myśli komukolwiek? A niech sobie wchodzą!
— "Wgląd, Wpływ, Wydobycie. Krótki traktat o tym, jak wedrzeć się do umysłów nawet najbardziej niedostępnych Krukonek". — Udała, że odczytuje następny tytuł. Podniosła rozbawione spojrzenie na Ruelle po czym wyjęła książkę, żeby spojrzeć na jej okładkę. Złoty napis na czarnej skórze brzmiał "Sztuka Warzenia Uzależnienia". To brzmiało prawie tak ciekawie jak ten tytuł wymyślony przez Ślizgonkę.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: sob lip 25, 2026 10:30 am
autor: Ruelle I. Prescott
Sama antyczna magia często była na tyle tajemnicza, że trudno było ją dobrze wytłumaczyć. Wszystko przez to, że pewne metody i magiczne rytuały były powoli zapominane przez czarodziejów z biegiem czasu. Dobrym przykładem mogło być to jak niewielu z nich interesowało się starożytnymi runami, które w przeszłości wykorzystywane były znacznie częściej, a w dodatku również do bardziej złożonych rzeczy niż zabezpieczenie kuferka przed kradzieżą. Ruelle to jednak interesowało. Głównie dlatego, że było czymś innym i widziała potencjał w nauce starych sposobów.
- Prawda? To jeden z powodów, dla których tatuowano sobie runy. Miały one zapewnić wsparcie oraz ochronę dla posiadającego je czarodzieja - tłumaczyła dalej, ale zaraz skarciła się, bo brzmiała za bardzo jak profesor Dromgoole, a tego na pewno nie chciała.
Kto jak kto, ale Prescott zdecydowanie przykładała się do każdego zaklęcia, które rzucała. Była nauczona dbałości o szczegóły i za każdym razem, gdy poznawała jakiś nowy czar to poświęcała czas na przestudiowanie wymowy inkantacji oraz odpowiedniego ruchu, który jej towarzyszył. Być może to był kolejny powód, dla którego Tiara umieściła ją akurat w domu Roweny Ravenclaw.
W zasadzie, gdyby nie to, że Dział Ksiąg Zakazanych był odgrodzony od reszty to nie różniłby się za bardzo od całej reszty biblioteki. Chociaż jeśli przyjrzeć się uważniej to można byłoby dostrzec, że wydaje się nieco bardziej zaniedbana. Regały wydawały się odrobinę starsze, a ich powierzchnię pokrywała cienka warstwa kurzy, której nikt nie starł, bo ta strefa była praktycznie nieużywana, zarówno przez nauczycieli jak i uczniów.
- Aż tak bardzo ci zależy na moim towarzystwie? - rzuciła żartobliwie, stwierdziwszy, że na pewno River musiało się ogromnie nudzić skoro postanowiła do niej dołączyć w tej wyprawie zamiast zająć się czymś zupełnie innym.
Przez moment skupiała się na grzbietach książek, które miała przed sobą. Powiodła po niektórych z nich palcami, aby poczuć wytłoczone w nich litery oraz poczuć wysłużoną skórę, którą były obite. Czuła się nadzwyczaj spokojna pomimo tego, że włamały się właśnie do jednej z zakazanych stref szkolnych.
- Coś konkretnego cię interesuje? - zapytała jeszcze, bo może mogłaby pomóc jej w odnalezieniu chociażby odpowiedniego regału, który zawierałby coś, co ją ciekawiło.
Właściwie jednym uchem słuchała tego jak Ślizgonka sięga po jakiś tom, który najpewniej dotyczył oklumencji, a sama wytężyła wzrok w coraz bardziej pogłębiającym się półmroku, aby dostrzec cokolwiek na grzbietach tomów przed sobą, ale została rozproszona przez znajdującą się obok niej dziewczynę, która postanowiła stroić sobie z tego wszystkiego żarty.
- Chcesz na mnie testować legilimencję, Cross? - zapytała, sięgając po jedną z książek. - Wiedziałaś, że część tych ksiąg jest obita ludzką skórą?
Odwróciła okładką w jej stronę stary tom z wytłoczonym w skórze tytule Umbrae Magicae. Wcześniej mógł być on złocony, ale po tak długim czasie wszelkie ślady farby już dawno zniknęły.
- Zarówno mugoli, których puryści uważali za równych zwierzętom, jak i czarodziejów. Przez jakiś czas wierzono, że oprawienie księgi czarodziejską skórą zapewnia jej moc czarodzieja, którym została obita... - wytłumaczyła spokojnie jakby wcale nie mówiła o drastycznych praktykach z przeszłości.
Miała do tego wszystkiego naprawdę spory dystans. Być może dlatego, że od tych ludzi oddzielały ją liczne dekady, a może dlatego, że jednak nie była aż tak wyczulona na podobne okropieństwa.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: sob lip 25, 2026 4:44 pm
autor: River Cross
Wydawało jej się kiedyś, że ta atmosfera panująca w Dziale Ksiąg Zakazanych to jedynie kwestia stresu, który uczniowie sami sobie kładli do głowy. Nawet w ciemnym dormitorium może być strasznie, jeśli ktoś sobie tak wkręci. Teraz zakładała raczej, że w tym miejscu musiało być coś więcej. Może to energia magiczna nagromadzona w tych wszystkich książkach? Miejsce sprawiało wrażenie zarówno najspokojniejszego pomieszczenia w całym zamku, jak i tego, w którym adrenalina jest w stanie podskoczyć najszybciej. Taki dualizm był podniecający.
— Może właśnie tak bardzo? — odbiła od razu takim tonem, by nie sposób było mieć pewność, czy mówi poważnie, czy ironizuje. To była najbezpieczniejsza opcja w trakcie rozmowy z tą dziewczyną. Niech się sama czasami nad czymś pozastanawia, a nie tylko specjalizuje się we wkładaniu pytań River do głowy. Ślizgonka musiała dzisiaj wstać prawą nogą, skoro w ogóle zakładała, że jej towarzyszka mogłaby poświęcić tej kwestii więcej niż jedną myśl, ale co tam. Trzeba czasami mieć też dobre dni.
— A broniłabyś się? — Odpowiadanie pytaniem na pytanie było akurat na poziomie dojrzałości nastolatki, więc nie powinna czuć się winna. Wyciągnęła rękę w stronę półki, z której zdjęła książkę o eliksirach i wypuściła tom z ręki, pozwalając mu samodzielnie wsunąć się na własne miejsce. Skupiła się na egzemplarzu, który obróciła w jej stronę Ruelle. Z czystej ciekawości przesunęła palcem po okładce, chcąc sprawdzić, czy będzie w stanie wyczuć jakąkolwiek różnicę względem książek, z którymi miała do czynienia na co dzień. Pogłaskała obicie docierając aż na brzeg książki. Gdy oderwała dłoń od skóry poczuła, jakby po palcu przebiegł jej prąd, jakby dotknęła naelektryzowanego balonika. Mrugnęła zaskoczona i jeszcze raz dotknęła tomu, ale tym razem niczego takiego nie poczuła. Musiało jej się coś wydawać.
— Pasja godna podziwu. Ludzka skóra niespecjalnie nadaje się do szycia. Za cienka, podatna na uszkodzenia, poprzebarwiana... Domyślam się, że trudno jest ją zmusić do zapomnienia kształtu ciała, z którego ją zdjęto. — Podniosła wzrok na Krukonkę znad tomiszcza. Czy o takich rzeczach koleżanki rozmawiają w trakcie wspólnego, wieczornego szlajania się? Najwyraźniej. Cross oczywiście nie miała żadnego doświadczenia w oprawianiu ludzkiej skóry, ale nie była też aż tak durna. Od razu wyobraziła sobie też alternatywną, okrutną wersję własnej rodziny, która ma zakład krawiecki gdzieś na ulicy Śmiertelnego Nokturnu i oferuje kamizelki pod szaty czarodziejów wyrabiane z ludzkiej skóry każdego odcienia. A kim ona byłaby w takim krzywym zwierciadle? Beztroską Gryfonką? O losie.
— Czegoś takiego szukamy, czy jak znajdę coś o druidach, ale oprawione w płótno introligatorskie, to odłożyć? — Ruszyła w głąb biblioteki, zakładając, że takie perełki na pewno nie będą stały tuż przy wejściu. Znajac pokręcone pomysły tej pokręconej szkoły, to egzemplarze, których szukają, jakimś cudem znalazły się właśnie na drugim końcu pomieszczenia.
— Może chcesz taką, która krzyczy w niebogłosy? Albo jest cała napisana w goblideguckim? — Żartowała sobie z niej nadal, szukając wzrokiem tomu, który jakkolwiek złapie jej zainteresowanie. Sięgnęła po różdżkę i machnęła w stronę jednego z tomów leżących na samej górze. Duża, czerwona okładka była pozbawiona tytułu, więc Cross, jak przystało na ostrożną uczennicę, otworzyła ją na środku.
— Wenn ich diese Wehrmacht aufrief und wenn ich nun vom deutschen Volk Opfer und, wenn notwendig, alle Opfer fordere... — przemawiał głos z wnętrza książki w języku, który Ślizgonce niewiele mówił. Kusiło ją, by słuchać dalej, ale głos stawał się coraz to głośniejszy, a ostatnie, czego tu potrzebują, to bycie wykrytymi, więc zatrzasnęła książkę i machnęła nią z powrotem w stronę regału, by wróciła na swoje miejsce.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: sob lip 25, 2026 6:14 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Wszystko było przede wszystkim kwestią psychiki i nastawienia. Ruelle nie potrafiłaby sobie wyobrażać zdenerwowania, gdy znajdowała się wśród książek. Co najwyżej mogła odczuwać nerwową ekscytację, gdy chciała się dorwać do konkretnej wiedzy, ale poza tym? Czuła się jaj w domu i nic nie mogło tego zmienić.
- Uważaj, bo się zarumienię, Cross - odparowała, gdy tylko River odparła jej w ten swój nonszalancki sposób.
Naprawdę była kiepska, gdy przychodziło do kwestii związanych z relacjami międzyludzkimi. River najpewniej musiałaby ją uderzyć w twarz jakimś konkretnym wyznaniem, żeby nareszcie zrozumiała, że mogła się Ślizgonce podobać, a i wtedy istniała szansa, że nie zareaguje na to w żaden sposób, bo uzna to za jakiś rodzaj żartu. W końcu Cross nie mogła jej lubić tak na poważnie, prawda?
- Oczywiście, że tak - odpowiedziała na jej pytanie bez jakiegokolwiek zastanowienia. - Jaki byłby sens ćwiczenia legilimencji, gdybym nie stawiała oporu?Uczepiła się tego jednego tematu, ale szczerze powiedziawszy to zapewne nikogo nie chciałaby dopuścić zbyt blisko swoich myśli: z magią czy bez. Może powinna zatem rozważyć oklumencję jeśli chciała utrzymać ten stan rzeczy?
Książki znajdujące się w DKZ były naprawdę fascynujące. Głównie ze względu na to, że potrafiły wywołać w człowieku naprawdę skrajne emocje. Czasami miała wrażenie, że starają się wyciągnąć z niej energię przez sam dotyk. Innym razem sprawiały, że przemykał ją prawdziwy dreszcz, a w głowie zaczęły kłębić się najczarniejsze myśli. Słyszała o księgach, które potrafiły doprowadzić ludzi do szaleństwa lub nakłonić ich do tego, aby zrobili sobie krzywdę. Nic dziwnego, że część z nich była zamknięta w niedostępnym miejscu.
- Prawdziwa znawczyni - mruknęła i chyba nawet w jej głosie znalazła się nuta fascynacji albo nawet podziwu.
Przez moment poczuła się jakby przeskoczyła między nimi pewna iskra, gdy tylko napotkała spojrzenie Ślizgonki ponad okładką książki. Było to zdecydowanie bardziej intensywne niż się spodziewała. Trochę jak wtedy, gdy została napojona amortencją w czasie gry w elko-Quidditcha. Chociaż wtedy czuła się dużo bardziej odurzona obecnością River.
- Nie oceniam książki po okładce, więc nie robi mi to różnicy - odpowiedziała, gdy tylko dziewczyna dopytała o jej preferencje odnośnie książek.
Przez moment jakby zapomniała o starożytnych runach, druidach i rytuałach, a zamiast tego skupiła się na postaci dziewczyny, która przemierzała alejki pomiędzy wypełnionymi książkami regałami. Jej ton był lekki, żart oczywisty, ale otumaniona bliskością tylu potężnych tytułów Prescott, czuła dziwny ucisk w żołądku.
- A może jedno i drugie? - zapytała, nie dając się na razie sprowokować.
Na razie wydawało się, że ich pobyt w Dziale Ksiąg Zakazanych przebiegał dosyć spokojnie. Być może dlatego, że jeszcze nie zdecydowały się na otworzenie jakiejkolwiek z książek. To jednak uległo zmianie za sprawą River.
Może i księga w czerwonej oprawie brzmiała dosyć fascynująco, ale była z pewnością zbyt głośna. Ruelle ściągnęła brwi w niezadowoleniu, ale nim zdążyła dopaść do książki albo upomnieć Ślizgonkę to ta zreflektowała się samodzielnie i zamknęła niemieckojęzyczny głosopis.
- Świetnie. Brakuje tylko, żeby ktoś nas usłyszał - syknęła, starając się utrzymać swój głos na dosyć rozsądnej głośności.Póki jednak nikt im nie przeszkadzał to Krukonka musiała korzystać. Sięgnęła po jedną z ksiąg, która przykuła jej uwagę. Zrobił to nie tylko wytłoczony w skórze tytuł, ale też coś, co zdawało się otaczać cały tom. Swoista aura tajemniczości.
Wysunęła ją z miejsca na półce niemal z namaszczeniem. Otworzyła ją na samym środku i pieszczotliwie przesunęła palcami po tuszu pokrywającym stronę, nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak wielki błąd popełniła.
Poczuła nagle uścisk wokół nadgarstka jakby coś ze środka tomiszcza chciało ją przyciągnąć bliżej. Jej dłoń rozpłaszczyła się na karcie. Zapisane magiczne słowa zaczęły po palcach piąć się w górę jej ręki, a część z nich utworzyła krąg runiczny wokół jej dłoni. Strona zapłonęła intensywnym czerwonym światłem, a Ruelle krzyknęła, czując jak wżerające się w skórę słowa sprawiają jej niewyobrażalny ból, który przenikał ją do samych kości i palił skórę oraz mięśnie. Była unieruchomiona. Serce waliło jej jak oszalałe w panice, a szum krwi w uszach zagłuszał kakofonię głosów, które nakładały się jeden na drugi, szepcząc słowa tajemnego zaklęcia.
- River! - wrzasnęła w desperacji, kuląc się wpół z bólu i opadając na kolana.
Płonący język tuszu sunął w górę jej ramienia, wtargnął ponad łokieć, a jej pociemniało przed oczami. Nigdy jeszcze nie czuła takiego bólu, który wdzierał się w każdy zakamarek ciała, docierając do najmniejszych nerwów.
Może i ryzyko miała wykalkulowane, gdy tu wchodziła, ale musiała popełnić rażący błąd w obliczeniach...
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: ndz lip 26, 2026 5:22 pm
autor: River Cross
Prychnęła z rozbawieniem w ramach odpowiedzi na uwagę na zarumienieniu się. Jeszcze czego. Prędzej gumochłony zaczną latać. Biorąc pod uwagę, jak trudno było do niej dotrzeć, Ślizgonka uznawała za niemożliwe wywołanie w niej takich reakcji. Skoro nigdy jej się nie udało, to musiało o czymś świadczyć. Miała przecież niewyparzony język i niejedną osobę potrafiła zawstydzić albo po prostu skołować na tyle, by zabrakło jej języka w gębie. Prescott zdawała się być pod tym względem wyjątkiem.
Wypięła pierś do przodu, gdy tylko Krukonka pochwaliła uwagę na temat oprawiania w ludzką skórę. Te to potrafią sobie znaleźć moment na prawienie komplementów, nie ma co. Jedna się wpatruje oczami w kształcie serduszek, gdy druga wysadza zamki, by po chwili odwdzięczyła jej się słodką atencją w trakcie rozmowy o zakazanych praktykach magicznych. Nie mogły sobie powiedzieć, że bardzo im do twarzy w kolorach domów czy coś? Cóż, najwyraźniej nie mogły. Ego Cross zostało połechtane, a moment uważnie zapamiętany. Lubiła jej imponować i chciała doprowadzać do tego jak najczęściej.
— Wow, ma poczucie humoru — rzuciła niby bardziej do książek niż samej Ruelle. Żarciki bardzo się dzisiaj River trzymały i była pod wrażeniem, że jej towarzyszka zbrodni też potrafiła dać z siebie coraz więcej i więcej. Czyżby obecność Ślizgonki wprawiała ją w dobry nastrój? A może to dzięki otoczeniu tych dziwacznych tomiszczy? River nie była w stanie tego odgadnąć.
— Nie dramatyzuj, nic się nie stało — burknęła nieco ciszej i znów zrobiła kilka kroków w głąb pomieszczenia. Zdawała sobie sprawę, że głupio zrobiła otwierając książkę na oślep, ale strasznie ją kusiło, a ona bardzo nie lubiła odmawiać swoim zachciankom. Niemniej jednak nie spodobał jej się ton, jakim skarciła ją Krukonka. Z tą kobietą trudno zostać na tym samym poziomie emocji przez cały czas. Przez momentem patrzyła na nią z dozą podziwu, a teraz nagle czepiała się o takie głupoty? Niestabilna jakaś była. Czy coś. Właściwie to Cross była zła głównie na siebie. Dobrze wszystko szło, to oczywiście musiała jednak odwalić jakiś szajs, przez który Prescott weźmie ją teraz za dużo głupszą niż jest. Wpatrywała się w grzbiety biografii Amarillo Lestoata, która z jakiegoś powodu została podzielona na czternaście części o przeróżnych podtytułach. Nie dane było jej jednak skupić się na szczegółach i to nie tylko przez to, że na moment totalnie się zamyśliła. Usłyszała krzyk, który skutecznie oderwał ją od czytania. Obróciła się w stronę Krukonki z różdżką w ręku i uniosła zaskoczona brwi, próbując jak najszybciej objąć rozumem, co się stało.
— Diffindo! — rzuciła pierwsze zaklęcie, które jej przyszło do głowy, celując oczywiście w księgę, a nie rękę Krukonki. Fioletowa, pazurzasta poświata trafiła w okładkę i rozcięła ją w poprzek. Tom jednak nie puścił. Wydał z siebie przedziwny warkot i zatrzasnął się jeszcze mocniej. Z nacięcia wylał się czarny tusz, gęsty jak krew. Serce podjechało jej do gardła w totalnym przerażeniu, ale nie miała teraz czasu się stresować. Doskoczyła do Krukonki i spojrzała na krąg runiczny wokół jej dłoni. Kurwa, trzeba było jednak uważać na zajęciach. Nie znała odpowiedniego zaklęcia, ale była w stanie rozpoznać konstrukcję. Chyba. Może powinna po prostu strzelać? Nie miała wyjścia jak spróbować.
— Incendio — syknęła cicho, celując wąskim płomieniem w jedną z run przy kciuku Ruelle, która powinna domykać krąg. Tusz zawrzał. Księga zajęczała, wkradając się dźwiękiem aż do kości. Ślizgonka zacisnęła zęby, ale nie cofnęła różdżki. Znak wreszcie pękł, a książka odskoczyła.
— Depulso. — Cisnęła kolejnym zaklęciem w pokonany już tom, chcąc odsunąć go jak najdalej od nich. Książka wystrzeliła ku sufitowi i uderzyła w regał nad nimi. To zdecydowanie nie było mądre, bo tym samym zrzuciła stamtąd kilka innych egzemplarzy. Ślizgonka podniosła się z klęczek, stając nad
— Protego. — Świsnęła różdżką, roztaczając barierę nad ich dwójką. Książki odbiły się od niej i opadły cicho na podłogę wokół nich. Rozejrzała się nerwowo, spodziewając się kolejnego ataku, ale chwilowo chyba były bezpieczne.
— Nic ci nie jest? — Kucnęła z powrotem obok Krukonki, chcąc upewnić się, że ciągle miała wszystkie kończyny.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pn lip 27, 2026 2:36 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zapewne River nie myliłaby się w kwestii rumieńców, które z racji odrobinę cieplejszej karnacji były u Prescott słabiej widoczne. W większości miały też swoje źródło w zmęczeniu lub objawie chorobowym. Wydawało się, że Krukonka najzwyczajniej nie dopuszcza do siebie pewnych kwestii na tyle, aby były ją w stanie zaskoczyć i zawstydzić. Cross musiałaby być prawdziwym ewenementem, aby wychowanka Ravenclaw się przy niej zaczerwieniła.
Niby coś tam słyszała na temat tego, że matki Ślizgonki miały swój zakład krawiecki na Pokątnej, ale nie miała pojęcia jak fakt ten miał się do stanu wiedzy dziewczyny jeśli chodziło o pracę z różnymi materiałami, a już zwłaszcza tak niewdzięcznymi jak ludzka skóra. Chyba naprawdę się dobrały. Co jedna to bardziej… ekscentryczna.
Ledwie powstrzymała się od przewrócenia oczami na jej uwagę. Oczywiście, że posiadała poczucie humoru. Może nie zawsze to okazywała lub nie było niekiedy tożsame z tym, którego posiadaczką była River, ale nie można było jej odmówić tego, że jednak w jakiś sposób znała się na żartach. Chociaż coś, prawda?
- Nie dramatyzuję. Chcesz wykrzyczeć całej szkole, że tu jesteśmy? - zapytała, bo odniosła wrażenie, że właśnie tego były teraz najbliższe.
Na brodę Merlina, oby tylko żaden prefekt lub nauczyciel nie kręcił się w pobliżu biblioteki, aby to wszystko usłyszeć. Chyba właśnie dzięki temu największa liczba uczniów wpadała w czasie swoich podbojów DKZ. Nigdy nie było wiadomo na co mogli się natknąć i jak wielkiego harmidru to narobi. Ruelle zależało z kolei na tym, aby faktycznie coś zyskać na tej wyprawie i nie zamierzała być złapana zbyt szybko. Zwłaszcza z nie swojej winy
Dlatego zapewne powinna ostrożniej działać. Tylko, że księga zaczęła ją do siebie przyciągać, a potem było już tylko gorzej. Sama nie wiedziała czemu to zrobiła. To było odruchowe. Działała niczym w transie, a utknęła z dłonią przyklejoną do rozżarzonej stronicy i szatańskimi podszeptami w głowie.
Cokolwiek właśnie się z nią działo, było diabelsko bolesne. Księga chwyciła i nie chciała jej puścić. Przylgnęła do niej łapczywie niczym pasożyt. Łączyła się z nią w jakiś dziwny sposób. Czuła to. Czuła jak jakaś ciemna moc zaczyna przepływać przez jej nerwy, przejmując powoli kontrolę nad ciałem.
Krzyknęła raz jeszcze, gdy Ślizgonka rzuciła pierwsze zaklęcie i padła na kolana, kuląc się z bólu. Krew zaczęła jej moczyć koszulę, buchając z głębokiego rozcięcia, które pojawiło się w jej torsie. Niemal całkiem przesiąkła przez materiał na brzuchu, a kolana umazane miała tuszem, którym krwawiła księga.
Ból nie ustępował, głosy w jej głowie dalej zalewały ją falą kolejnych słów wypowiadanych w nieznanym jej języku. Runy wokół dłoni nie były futharkiem czy futhorkiem. Wydawały się dużo starsze i bardziej demoniczne, a te sunące po skórze wżerały się w jej powierzchnię. Bolało bardziej niż mogła to sobie wyobrazić.
Incendio wywołało chrapliwy krzyk, który drapał jej gardło. Symbole z księgi zapłonęły. Wraz z jej skórą. Czy tak czuły się te wiedźmy, które nie umiały się obronić przed stosem? Nie miała pojęcia. Rejestrowała wyłącznie ból, ale w końcu ustał, gdy tylko River spaliła co trzeba. Ruelle bolała już szczęka od zaciskania mocno zębów, zza których i tak dobywały się bolesne jęki.
Wszystko powinno ustać, ale cała lewa ręka pulsowała jeszcze widmem bólu. Prescott uniosła praktycznie niewidzące spojrzenie na swoją wybawczynię. Zdawała się ledwie przytomna i wykończona. Była zlana potem, a do tego biała jak ściana. W momencie, gdy się odezwała jej głos brzmiał jak papier ścierny sunący po wnętrzu gardła.
- Nie jest w porządku… - wychrypiała, czując się słabo i oparła czoło o ramię Ślizgonki, szukając w niej jakiegoś oparcia.
Jeszcze nigdy nie czuła się tak źle. Dygotała na całym ciele. Wciąż krwawiła, a posoka powoli znaczyła owinięte wokół brzucha ręce. To wszystko było zbyt intensywne i chyba… Chyba powinny udać się do Skrzydła Szpitalnego.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pn lip 27, 2026 1:29 pm
autor: River Cross
Wywróciła oczami, nie komentując w żaden dodatkowy sposób kwestii wykrzyczenia całej szkole, że były tutaj razem. Może odrobinkę ją kusiło, ale do tego na pewno się nie przyzna. Lubiła po prostu się chwalić, a Ruelle w każdej formie spełniała warunki bycia świetnym trofeum. Były jednak w miejscu, w którym nie wolno było im przebywać, więc lepiej się nie wychylać. No i nigdy nie wiadomo, czy jak się za bardzo nie pochwali, to czy ktoś nie zapragnie odebrać jej tej radości i przypisać jej sobie. Może faktycznie lepiej zachować to wszystko w sekrecie? W tym też było coś ekscytującego.
Nie miała zresztą czasu na takie rozważania. Prescott wpakowała się w coś, na które żadna z nich nie była gotowa, wchodząc do biblioteki z sercami pełnymi beztroski. Chyba podeszły do sprawy za luźno i teraz miały za swoje. Scena wyglądała bardzo poważnie i zdecydowanie przerażająco. Nie była pewna, jak jej pomóc i była za to na siebie okrutnie wręcz wściekła. Na pewno dało się wymyślić coś mądrzejszego niż zrobiła. Cóż, najmądrzejszym byłoby niewchodzenie do Działu Ksiąg Zakazanych, ale na to było za późno. Ruelle wyglądała jakby była na skraju omdlenia, a Ślizgonce nawet trudno było sobie wyobrazić, jak musiała się teraz czuć. Jej przepełniony bólem krzyk wciąż odbijał się w głowie River, mimo że zapanowała wokół nich całkowita cisza. Wpatrywała się w nią absolutnie przerażona. To miała być przecież radosna noc, a jedyną krzywdą, jaka mogła je spotkać, miało być zacięcie papierem. Jak to zwykle w Hogwarcie bywało, książki okazały się dużo niebezpieczniejsze niż można zgadywać. Serce waliło jej jak oszalałe, a żołądek podszedł do gardła, gdy Rue się na niej wsparła. River zdecydowanie nie była mistrzynią magii leczniczej i nie miała pojęcia, jak powinna jej skutecznie pomóc. Na pewno musiała ją stąd jak najszybciej zabrać.
— Ale co ty w ogóle gadasz, Głupia? Nie możesz być Krukonką pokonaną przez książkę, przecież w życiu ci po czymś takim nie dam spokoju — rzuciła, starając się z całych sił wcisnąć do tonu nieco rozbawienia i luzu, którego nie miała w sobie nawet grama. Uznała, że utrzymywanie jej na powierzchni świadomości żartami i docinkami może zadziałać. Cokolwiek, byle tylko jej nie odpłynęła.
— Haemorrhagia iturus — wymamrotała, celując różdżką w zakrwawiony tors. Z różdżki wypadło kilka jasnych iskier i... tyle. Ślizgonka zaklęła pod nosem i powtórzyła zaklęcie, które znów nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Wzięła głęboki wdech, próbując się skoncentrować. Rozdygotana na pewno niewiele zrobi. Powtórzyła formułę po raz trzeci, tym razem wyraźniej, wkładając w to resztki pewności siebie i wreszcie się udało! Mniej więcej. To nie była uzdrowicielska robota, krew wciąż sączyła się, ale w dużo mniejszej ilości. W takim stanie może będą w stanie coś zrobić.
— Chodź — poprosiła łagodnie, obejmując ją ramieniem, by pomóc jej wstać. Obawiała się, że jak zacznie nią przed sobą lewitować, to pieprzenie nią w pierwszą framugę, jaką będą mijać. Wspólnymi siłami jakoś się doczłapią. Rzuciła Accio, przywołując do siebie felerną książkę, bo nie widziała innej metody, by wytłumaczyć w skrzydle szpitalnym, co się stało. Teraz wystarczyło tylko przejść przez bramę, wyjść z biblioteki i dalej pójdzie jakoś samo, prawda? Otóż nieprawda, bo w bramie pojawiła się jakaś niewidzialna przeszkoda. Zdjęła kłódkę, furtka była otwarta, a i tak nie dało się przejść.
— No wypierdalaj — warknęła do niewidocznej bariery i uderzyła w nią książką. Bariera rozbłysła i zatrzeszczała jak wyładowanie elektryczne, które dotarło aż do dłoni Cross. Syknęła wściekle, kiedy podrażnione prądem mięśnie same z siebie puściły książkę, która ewidentnie nie chciała stąd wychodzić. Objęła mocniej Krukonkę, porzuciwszy książkę i znów spróbowała przekroczyć z nią próg DKZ. Tym razem zadziałało.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pn lip 27, 2026 7:01 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nigdy raczej nie nazwałaby się kimś godnym zostania trofeum. Może dlatego, że nie posiadała takiego umysłu jak River. Nie pojmowała w tych samych kategoriach, a na świat spoglądała nieco inaczej. Dlatego też nie umiała mieć podobnych priorytetów, co Ślizgonka.
To nie był jej pierwszy raz w Dziale Ksiąg Zakazanych. Powinna doskonale zdawać sobie sprawę z tego jak niebezpieczne tam się znajdowały pozycje oraz z tego, że należy zachować największą ostrożność, gdy się po nie sięgało. Teraz jednak tego nie zrobiła. Dała się rozproszyć przez dziewczynę z Domu Węża, która znajdowała się tuż obok i zapomniała na chwilę o zasadach kierujących poruszaniem się w tej przestrzeni. Nigdy nie czuj się zbyt pewnie.
Nic nie miało już wielkiego znaczenia. Czuła się jakby ktoś rozgrzebywał jej napięte mięśnie rozżarzonym do czerwoności pogrzebaczem. Ból ją otumaniał i sprawiał, że znajdowała się na granicy omdlenia... A może to utrata krwi z rany, która przypominała o sobie ostrym i rwącym bólem, gdy tylko się poruszyła? Wszystko było możliwe.
- Drwij do woli - wycedziła przez zaciśnięte zęby, gdy River starała się bezskutecznie zahamować jej krwawienie.
Wgryzła się w materiał szaty na ramieniu Ślizgonki, aby nie wydać z siebie kolejnego krzyku lub zbyt głośnego jęku. Gdyby nie okoliczności pewnie starałaby się poprawić dykcję Cross lub zakpić z faktu, że nie radzi sobie z podobnym zaklęciem, ale tym razem nie była w stanie zrobić czegokolwiek.
Zadziałało za trzecim razem. Przynajmniej częściowo. Prescott dalej czuła rozszarpane krawędzi rany, która w pełni się nie zasklepiła po czym bezwładnie niemal przylgnęła do ciała swojej chwilowej wybawczyni.
Uczepiła się jej desperacko i praktycznie bez zastanowienia. Nie spodziewała się tego, że River okaże się być tak łagodna, a jednocześnie stanowcza. Ledwie powłóczyła nogami, ruszając do wyjścia z Działu Ksiąg Zakazanych. Odbiły się od niewidzialnej bariery, ale nareszcie udało im się przekroczyć żelazną furtę, gdy tylko porzuciły nieszczęsną księgę.
Wciąż czuła ból przecinający jej cały tułów. Mokra koszula przylegała do jej ciała. Stawiała ciężkie kroki, dając się prowadzić przez Ślizgonkę. Ledwie wyszły na korytarz drugiego piętra, strasząc tym samym drzemiącego na portrecie Basila Fronsaca, gdy dostrzegły zaaferowanego opiekuna Ravenclaw, profesora Vengenberga.
- Co tu się, do cholery jasnej, stało? - zapytał ostro.Mężczyzna od razu rzucił się do pomocy, aby ująć ledwie przytomną Krukonkę z drugiej strony. Dopiero po chwili w migoczącym świetle pochodni dostrzegł, że dziewczyna wciąż krwawi.
- Trzymaj ją mocno - polecił jeszcze i rzucił pospiesznie jakieś zaklęcie, które miało pomóc w ustabilizowaniu stanu Prescott po czym skierował spojrzenie zimnych, niebieskich oczu na River. - Skrzydło Szpitalne. Natychmiast.
Zapewne nie musiał jej uświadamiać zgrozy tej sytuacji. Całe szczęście jednak mógł przyspieszyć całą tę podróż, pomagając w prowadzeniu Ruelle oraz wskazaniu kilku przejść, które miały skrócić całą wędrówkę do Skrzydła Szpitalnego, w którym nocowała szkolna pielęgniarka i mistrzyni uzdrowicielstwa.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pn lip 27, 2026 8:21 pm
autor: River Cross
Fakt, że miała w sobie siłę, by się z nią sprzeczać, był bardzo dobrym znakiem. Najwyraźniej jeszcze nie odchodziła na tamten świat! Trzymała się twardo świadomości i miała w sobie tyle samozaparcia, by nadal być sobą. Nie majaczała, nie mówiła bzdur – było dobrze. Dobrze jak na sytuację, w której się znajdowały, która była absolutnie beznadziejna. Ślizgonka bardzo chciała zatracić się w swoim przerażeniu i dać sobie moment na przeżywanie emocji, ale wiedziała, że nie ma na to teraz czasu. Najważniejsze było doprowadzenie Ruelle w bezpieczne miejsce i zdobycie dla niej bardziej kompetentnej pomocy niż Cross. Mogła dać jej w prezencie jakiś porządny eliksir uzdrawiający, a nie durną krew reema. Albo mogła ją namówić na inną aktywność niż Dział Ksiąg Zakazanych. Cholera, mogła zrobić miliard rzeczy inaczej. Ale to też nie miało w tym momencie znaczenia i te myśli też musi zostawić na potem.
Trzymała ją mocno przy sobie, bojąc się, że jeśli puści ją chociaż na sekundę, to Krukonka wyparuje albo wykrwawi się do reszty. Zastanawiała się nawet przez moment, czy nie byłaby w stanie jej tam po prostu donieść. To był kawałek, ale nagle zabrzmiało to bezpieczniej niż używanie jakichkolwiek zaklęć, na które była ewidentnie zbyt zestresowana. Podniesienie jej pewnie też skończyłoby się jakąś dodatkową krzywdą, której na szczęście nie musiała jej jednak robić. Nigdy w życiu nie ucieszyła się tak na widok nauczyciela, szczególnie o takiej godzinie. To przecież musiało oznaczać, że są uratowane.
— Długa historia — rzuciła tylko, nie chcąc teraz wdawać się w szczegóły. Nie miały kiedy ustalić wspólnej wersji, więc będzie musiała wymyślić coś sama. Ale to potem. Na szczęście profesor Vengenberg okazał się dużo bardziej kompetentny niż River i udało mu się sprawnie ustabilizować Krukonkę, dzięki czemu doprowadzenie jej wspólnymi siłami do skrzydła szpitalnego poszło całkiem sprawnie. A przynajmniej tak się River wydawało, bo przez całą drogę huczało jej w głowie z nerwów i nie była w stanie określić, czy zajęło im to kilka minut czy godzin.
W skrzydle szpitalnym Krukonką zajęto się tak, jak powinno od początku. Uzdrowicielka darowała sobie nawet ganienie River, uznając, że tym zajmie się profesor, który ją tu przyprowadził. Wskazała łóżko, na którym mieli ją położyć i wygoniła oboje, nic nie robiąc sobie z protestów Ślizgonki, która bardzo chciała zostać w środku.
— Raczysz mi wytłumaczyć, co wyście narobiły? — Opiekun Krukonów stanął nad River, tym razem nie mając zamiaru jej odpuszczać. W drodze nie rozmawiali, ale teraz nie miała zbyt wielu opcji na ucieczkę. Stali razem w korytarzu przed skrzydłem szpitalnym w środku nocy, otoczeni ciszą i poczuciem winy. Ślizgonka wzruszyła ramionami i spojrzała na swoją szatę poplamioną krwią Prescott, od czego zrobiło jej się słabo. Nauczyciel niespecjalnie przejął się faktem, że kolejna uczennica mu pobladła.
Dyskusja z Cross nie była prosta, o czym Vengenberg zdążył się przez lata wielokrotnie przekonać. Nie była skora do zwierzeń, które jakkolwiek wychodziły ponad to, co było konieczne do wyleczenia Ruelle. A i w tej kwestii nie była jakaś bardzo pomocna, bo przecież niewiele z tych run zrozumiała. Na nic zdało się też obudzenie profesor Camelii Cassowary. Opiekunka Slytherinu potrafiła być naprawdę przerażająca w swoim chłodzie, ale do jej uwag Cross była najbardziej przyzwyczajona. Było jej wszystko jedno, ile straciła punktów i jak wielką karę mają zamiar jej wlepić za brak kooperacji. Jedyne, co ją interesowało, to stan Prescott, o którym nikt z nauczycieli nie miał ochoty jej informować, chyba próbując ją w ten sposób zmiękczyć. Przynosiło to dokładnie odwrotny skutek.
— River, nie możesz się tak zachowywać. A już na pewno nie możesz podchodzić do takich miejsc tak lekką ręką. Myślisz, że śmierć to najgorsze, co może spotkać czarodzieja? — Profesor Cassowary spojrzała na nią nieco łagodnie, gdy Vengenberg wreszcie sobie poszedł, zostawiając je same w gabinecie opiekunki Ślizgonów.
— Przecież zdążyłam jej pomóc — burknęła, przenosząc wzrok na jedną ze ścian, żeby nie musieć mierzyć się z zawiedzionym spojrzeniem Cassowary.
— Dość nieudolnie — zauważyła chłodno nauczycielka transmutacji. Na to River nie miała żadnego argumentu. Zabolało ją to dużo mocniej niż każda kara, którą wcisnęli jej po drodze. Profesor Cassowary jak zawsze trafiła w punkt. Wyczuła to chyba, bo uznała, że pora zakończyć rozmowę i odstawić River pod drzwi pokoju wspólnego. Nie była głupia. Wiedziała, że Ślizgonka w życiu nie zejdzie z własnej woli do lochów, tylko gdzieś zwieje.
Nie przewidziała jednak, że gdy tylko Cross rzuci z siebie poplamioną szatę, wystrzeli z pokoju wspólnego jak z procy, idąc prosto w stronę skrzydła szpitalnego. Do świtu została może godzina, nadal nie powinna szlajać się sama po korytarzach, ale na pewno nie będzie czekać w dormitorium na zbawienie. Jeszcze czego! Starała się jednak zachować po drodze ostrożność, żeby nikt nie cofnął jej w połowie drogi. W końcu uchyliła nieśmiało drzwi do skrzydła szpitalnego, by upewnić się, że nie było wewnątrz nikogo niepożądanego... czyli kogokolwiek poza Ruelle. Uzdrowicielka chyba skończyła, bo nie było po niej śladu. River wsunęła się cicho do środka i podeszła do łóżka, na którym leżała Ruelle. Nie wyciągną jej stąd wołami reemami, dopóki nie upewni się, że z Krukonką było już wszystko dobrze.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: wt lip 28, 2026 12:26 am
autor: Ruelle I. Prescott
Czy wykorzystywała resztki sił na to, aby jeszcze jej chociaż krótko odpyskować? To było całkiem możliwe. Równie dobrze mógł być to sygnał, że nie kontaktuje ze światem na tyle, aby zdawać sobie sprawę ze swojego położenia i załączył się w niej jakiś dziwny mechanizm obronny. Ludzkie ciało i psychika potrafiły działać w naprawdę pokrętny sposób.
Nerwy z pewnością nie sprzyjały przy rzucaniu zaklęć, a Krukonka nie znajdowała się w stanie, który nadawał się do czarowania. Nie miała wystarczająco sił i nie mogła się skupić na czymś takim jak poprawne chwycenie różdżki, którą należało wykonać odpowiedni ruch. Zamiast tego było tylko ostre pulsowanie bólu, które nie dawało jej spokoju.
Sposób w jaki River trzymała ją przy sobie z pewnością potrafił napawać przynajmniej odrobiną komfortu. Czuła w nozdrzach delikatną woń jej szamponu oraz odległy zapach wilgoci, która przesycała lochy, gdzie znajdowało się ślizgońskie dormitorium. Z jakiegoś powodu to wszystko wydawało jej się wyjątkowo przyjemne.
Przynajmniej na czas drogi do Skrzydła Szpitalnego mogły być wolne od komentarzy oraz wykładów czynionych przez opiekuna Ravenclawu. Z pewnością jednak będą miały szansę na nadrobienie tego wszystkiego.
Stan Prescott był poważny. To jedno nie ulegało wątpliwości. Uwijająca się przy jej łóżku pani McLaughlin wyglądała na wyjątkowo przejętą. Co rusz mamrotała coś do siebie nim kierowała do leżącej w łóżku Krukonki konkretne komunikaty lub polecenia. Dosyć szybko pozbyła się jej szat, aby ocenić skalę zniszczeń.
Rana przebiegająca przez cały jej tors od prawego obojczyka po lewe biodro została już w zasadzie całkowicie zasklepiona. Ruelle została też napojona sowitą porcją eliksiru ukrwiennego, który miał uzupełnić braku krwi w jej organizmie. Miał wyjątkowo paskudny słodko-metaliczny smak. Jedynie wampir mógłby się rozkoszować piciem czegoś podobnego.
Gorzej miały się sprawy, gdy chodziło o rękę wychowanki domu Roweny Ravenclaw. Pielęgniarka jedynie pokręciła głową, twierdząc, że tutaj na pewno przyda się interwencja łamacza klątw. Miano zatem niezwłocznie skontaktować się z panią Ainsworth, która pozostawała w kontakcie z dyrekcją szkoły. Nie brzmiało to dobrze... Najwyraźniej przylgnęło do niej coś na tyle paskudnego, że tylko specjalista mógł się tym zająć... lub nawet rozpoznać.
Była na tyle wykończona, że nawet profesor Vengenberg nie zdecydował się na to, aby z nią porozmawiać. Postanowił zostawić to na kolejny dzień, gdy Krukonka będzie posiadała jaśniejszy umysł, a ekspertka w dziedzinie klątw wypowie się na temat jej dolegliwości.
Nie dane było jej powrócić na noc do dormitorium. Zamiast tego miała spędzić noc w Skrzydle Szpitalnym, gdzie pani McLaughlin czuwała nad jej stanem, gotowa do tego, aby interweniować w razie takiej konieczności.
Spała w momencie, gdy River wróciła do pomieszczenia. Miała na sobie szpitalną szatę. Była nieprzytomna. Skulona na prawym boku z obandażowaną lewą ręką przyciśniętą do piersi. Wysmarowano ją łagodzącym kremem, który miał zaradzić coś na nieprzyjemne oparzenia w miejscu niemalże wypalonych run, w których zagnieździł się tusz z księgi. Bolało jak diabli. Jednak dzięki odpowiednim specyfikom Rue zasnęła wykończona tymi wrażeniami.
Nie zarejestrowała nawet wejścia Cross. Oddychała miarowo. Nie drgnęła ani na moment. Jedynym ruchem na jaki sobie pozwalała było regularne rozprężanie się i kurczenie klatki piersiowej wraz z kolejnym oddechem. Kompletnie odcięło ją od rzeczywistości.
River Cross