Dear Lord, Don't Be a Freak
: sob wrz 05, 2026 5:30 pm
Milagros nie miała zbyt wiele pieniędzy na swoim koncie, coś tam zarabiała, bo miała stałą pensję w zoo, ale miała też rachunki jak każdy. W ogólnym rozrachunku na koniec miesiąca choć nie biedowała, to jednak nie odkładała też kokosów. Nic dziwnego, że wcale nie paliła się do wykładania swoich oszczędności na okno, które nawet nie należało do niej. tylko wynajmowała to lokum, choć niekiedy to zastanawiała się, czy faktycznie tak źle było jej w tym domu rodzinnym i czy oddanie pokoju Pixie było dobrą decyzją. Może powinna tam wrócić… Nie... nie. Była już na to za stara.
— Sąsiad ma żonę i dwójkę dzieci — i jest też gorącym tatuśkiem, do którego wystarczy ładnie się uśmiechnąć, żeby pomógł biednej samotnej dziewczynie. Nie robiła przecież nic złego! On też nie. — I świetny sprzęt naprawczy — dosłownie mówiła o narzędziach, innego sprzętu naprawdę nie widziała! Słowo harcerza! W tym wszystkim był tani i naprawdę jej pomagał, a nie żądał zapłaty, więc po co miałaby się wychylać i wyrzucać własną kasę, skoro tak ładnie sobie radziła. Kto wie, może i żona jakoś pomoże Tylerowi, mąką albo cukrem poratuje. Nigdy nie wiadomo! Oby tylko dzieci nie musieli nagle bawić, bo to by dopiero było. Mili i Tyler przeciwko dwóm berbeciom.
— No nie wiem z tą żoną — zacmokała przecząc ruchem głowy, tej teorii nie kupowała. — Gdyby to robiła żona to byłoby wokół tego więcej emocjonalnego syfu. Moim zdaniem ten kto pociągnął za spust robił to nie pierwszy raz, dokładnie wiedział gdzie uderzyć, by biedak nie zdążył nawet pisnąć i jeszcze ten skradziony potrefel, pewnie tlyko po to by stworzyć bajeczkę o rabunku, błaaaagam — oznajmiła zerkając na nowego współlokatora z zaciekawieniem. — Poza tym gościu robił w transporcie i to nie za biureczkiem, a miał bezpośredni wpływ na to, co wjeżdża na teren Kanady. Myślę, że się wplątał w jakieś gówno na granicy i go sprzątnęli — zresztą w komentarzach też robiło się od tego typu przypuszczeń. Ludzie wręcz uwielbiali teorie spiskowe.
I pewnie dalej rozprawiałaby jakby nigdy nic o tym, dlaczego biedaka zabito na środku ulicy, ale tyler skutecznie wybił ją z fotela wzmianką o OnlyFansie. Spojrzała na niego wyraźnie zaskoczona, jakby chciała wydusić z siebie: ale że co? jednocześnie przyglądając się jego kamiennej twarzy. — Nie no wiesz, nie oceniam — parsknęła w końcu unosząc dłoń w geście poddania się. — Ale chyba słabo ci tam idzie, skoro wynajmujesz małe mieszkanie ze mną, a nie masz willi na własność — bo podobno nieźle można tam zarobić, a tutaj jakoś tego nie widziała. wyczuwała ściemę, ale grała w jego grę, bo lubiła się tak bawić. — Oj pożyjemy zobaczymy, może to ja pierwsza będę sławna, a was będę zatrudniać żebyście przygrywali przed moim koncertem — nigdy nie mów nigdy! — Póki co jednak mam swoje zoo i jest świetnie! W sensie nie moje, ale swoja pracę i serio, nie narzekam. uwielbiam zwierzęta, bo w przeciwieństwie do ludzi jak mają cię dość to zawarczą, odwrócą się i odejdą, a nie będą obdarzać cię fałszywym uśmiechem, żeby potem obgadać na pierdyliard sposobów — za młodu poznała wielu ludzi, wiele rodzin, wiele porzuconych dzieciaków i zdążyła już się na ludziach trochę poznać. I choć nie wyrosła na jakąś introwertyczkę z nienawiścią do drugiego człowieka, to jednak była bardzo ostrożna w dobieraniu sobie relacji. Łatwiej było jej przygarnąć pierwszego lepszego zwierzaka niż zaprzyjaźnić się z pierwszym lepszym człowiekiem. — Ja to w sumie trochę lubię szopy. Są bezczelne, cwane i zaraz podkradną to co nie przytwierdzone do właściciela — oznajmiła i równie bezczelnie niczym szop sięgnęła po puszkę piwa, którą odstawił na stolik i upijając z niej solidnego łyka. Posłała mu jeszcze radosny uśmiech i po wszystkim odstawiła na stolik jego własność. — Kapibary też lubię, to jak mają wywalone na wszystko… terapia kapibarami powinna być stosowana u osób, które mają problemy ze zbyt wysokim ciśnieniem. Przecież jak jesteś przy nich to automatycznie ono spada — zażartowała śmiejąc się lekko. — A twoje? Jakie jest ulubione? — Mili zawsze się śmiała, że lwy są ulubionym zwierzęciem krótkodystansowców, bo seks lwów trwa jakiś sześć sekund, a przecież mowa o KRÓLU dżungli! Dzisiaj wytrzymałem trzy minuty, jestem lepszy niż król dżungli! Jakie to budujące, prawda?!
lubisz króla dżungli?
— Sąsiad ma żonę i dwójkę dzieci — i jest też gorącym tatuśkiem, do którego wystarczy ładnie się uśmiechnąć, żeby pomógł biednej samotnej dziewczynie. Nie robiła przecież nic złego! On też nie. — I świetny sprzęt naprawczy — dosłownie mówiła o narzędziach, innego sprzętu naprawdę nie widziała! Słowo harcerza! W tym wszystkim był tani i naprawdę jej pomagał, a nie żądał zapłaty, więc po co miałaby się wychylać i wyrzucać własną kasę, skoro tak ładnie sobie radziła. Kto wie, może i żona jakoś pomoże Tylerowi, mąką albo cukrem poratuje. Nigdy nie wiadomo! Oby tylko dzieci nie musieli nagle bawić, bo to by dopiero było. Mili i Tyler przeciwko dwóm berbeciom.
— No nie wiem z tą żoną — zacmokała przecząc ruchem głowy, tej teorii nie kupowała. — Gdyby to robiła żona to byłoby wokół tego więcej emocjonalnego syfu. Moim zdaniem ten kto pociągnął za spust robił to nie pierwszy raz, dokładnie wiedział gdzie uderzyć, by biedak nie zdążył nawet pisnąć i jeszcze ten skradziony potrefel, pewnie tlyko po to by stworzyć bajeczkę o rabunku, błaaaagam — oznajmiła zerkając na nowego współlokatora z zaciekawieniem. — Poza tym gościu robił w transporcie i to nie za biureczkiem, a miał bezpośredni wpływ na to, co wjeżdża na teren Kanady. Myślę, że się wplątał w jakieś gówno na granicy i go sprzątnęli — zresztą w komentarzach też robiło się od tego typu przypuszczeń. Ludzie wręcz uwielbiali teorie spiskowe.
I pewnie dalej rozprawiałaby jakby nigdy nic o tym, dlaczego biedaka zabito na środku ulicy, ale tyler skutecznie wybił ją z fotela wzmianką o OnlyFansie. Spojrzała na niego wyraźnie zaskoczona, jakby chciała wydusić z siebie: ale że co? jednocześnie przyglądając się jego kamiennej twarzy. — Nie no wiesz, nie oceniam — parsknęła w końcu unosząc dłoń w geście poddania się. — Ale chyba słabo ci tam idzie, skoro wynajmujesz małe mieszkanie ze mną, a nie masz willi na własność — bo podobno nieźle można tam zarobić, a tutaj jakoś tego nie widziała. wyczuwała ściemę, ale grała w jego grę, bo lubiła się tak bawić. — Oj pożyjemy zobaczymy, może to ja pierwsza będę sławna, a was będę zatrudniać żebyście przygrywali przed moim koncertem — nigdy nie mów nigdy! — Póki co jednak mam swoje zoo i jest świetnie! W sensie nie moje, ale swoja pracę i serio, nie narzekam. uwielbiam zwierzęta, bo w przeciwieństwie do ludzi jak mają cię dość to zawarczą, odwrócą się i odejdą, a nie będą obdarzać cię fałszywym uśmiechem, żeby potem obgadać na pierdyliard sposobów — za młodu poznała wielu ludzi, wiele rodzin, wiele porzuconych dzieciaków i zdążyła już się na ludziach trochę poznać. I choć nie wyrosła na jakąś introwertyczkę z nienawiścią do drugiego człowieka, to jednak była bardzo ostrożna w dobieraniu sobie relacji. Łatwiej było jej przygarnąć pierwszego lepszego zwierzaka niż zaprzyjaźnić się z pierwszym lepszym człowiekiem. — Ja to w sumie trochę lubię szopy. Są bezczelne, cwane i zaraz podkradną to co nie przytwierdzone do właściciela — oznajmiła i równie bezczelnie niczym szop sięgnęła po puszkę piwa, którą odstawił na stolik i upijając z niej solidnego łyka. Posłała mu jeszcze radosny uśmiech i po wszystkim odstawiła na stolik jego własność. — Kapibary też lubię, to jak mają wywalone na wszystko… terapia kapibarami powinna być stosowana u osób, które mają problemy ze zbyt wysokim ciśnieniem. Przecież jak jesteś przy nich to automatycznie ono spada — zażartowała śmiejąc się lekko. — A twoje? Jakie jest ulubione? — Mili zawsze się śmiała, że lwy są ulubionym zwierzęciem krótkodystansowców, bo seks lwów trwa jakiś sześć sekund, a przecież mowa o KRÓLU dżungli! Dzisiaj wytrzymałem trzy minuty, jestem lepszy niż król dżungli! Jakie to budujące, prawda?!
lubisz króla dżungli?