tights, lights & grocery fights
: ndz paź 18, 2026 5:10 pm
Seria Niefortunnych Zdarzeń to mało powiedziane. Brakowało, żeby zza regału z chipsami nagle wyskoczył hrabia Olaf i capnął Alexa i Erikę do swojej kolekcji sierot, mimo że jedyną sierotą w tym duecie był Alex. Eryczka za to miała norweskie korzenie, więc może jej wartość wzrosłaby w oczach hrabiego Olafa z powodu egzotycznego pochodzenia? - Zapomniałem o tym, a weź powiedz coś po norwesku - rzucił Alex w pośpiechu, biegnąc między półkami, mimo że teoretycznie nie mieli czasu na naukę języków obcych. Prawda była taka, że Alex niespecjalnie interesował się światową polityką czy międzynarodowymi konfliktami. No… był typowym sportowcem, żył treningami, boksem, ryżem z kurczakiem. Teraz jego jedyną stycznością z polityką było śmianie się z amerykańskich turystów, którzy przyjeżdżali do Kanady i dziwili się, że ludzie nie mieszkali w igloo i nie jeździli na niedźwiedziach polarnych.
Anyways, odsuwając politykę na bok, sytuacja wymagała natychmiastowych działań, a nie politycznych debat. No i działali. A raczej, Eryczka działała. Tak poleciała na tego rabusia, że aż pierdolnęła głową o regał. Alex tylko zerknął na nią uważnie, żeby ocenić, czy wymagała pilnej pomocy lekarskiej, ale wyglądało na to, że na razie wszystko było git. Później tylko ewentualnie sprawdzą, czy nie doznała wstrząśnienia mózgu, tak na wszelki wypadek. - Kurwa, jesteśmy zajebiści. Znaczy, ty jesteś, Lindberg - obwieścił Alex i przybił przyjaciółce piątkę. A potem jeszcze raz szarpnął rabusia, który znowu zaczął wyrywać się Alexowi. - Ty się lepiej nie odzywaj, mogłeś nas zabić, glucie - warknął. No i już mieli świętować swój wspaniały sukces, zyskać status osiedlowych bohaterów i być może nawet zapas Snickersów do końca roku od kierownika sklepu, kiedy znikąd wyrośli przed nimi policjanci. Erika próbowała tłumaczyć sytuację - nawet poinformowała, że broń leżała za rogiem koło piegusków od Milki - jednak wyglądało na to, że ekipa szturmująca nie była chętna do wysłuchania ich wersji wydarzeń. Mimo wszystko Alex spróbował dołączyć do linii obrony Eriki. - Tak, tak, dokonaliśmy obywatelskiego zatrzym… - zaczął przytakiwać, ale dowódca jednostki zbliżył się do nich z furią w oczach. - NA GLEBĘ! - warknął od razu.
Alex przyglądał się policjantowi z oniemiałą miną i wypuścił rabusia z objęć, który nagle postanowił się ocknąć. - Oni mi pomagali! Oni mnie do tego NAMÓWILI! - zawołał typ, a jeden z policjantów akurat powalił go na ziemię i przycisnął jego twarz do podłogi. No co za skurwiel z tego złodziejaszka! - Parszywy kutasiarz kłamie! - odparował Hall, a gdy tylko dwóch policjantów wycelowało w niego pistolety, powoli uniósł ręce i zaczął opadać na kolana - Panie władz… - zaczął, ale zanim zdążył dokończyć zdanie, ktoś sprowadził go do parteru. - Zamknąć się! - warknął dowódca, a policzek Alexa właśnie wylądował na posadzce. O, no i ktoś właśnie zapiął kajdanki na jego nadgarstkach, świetnie. Tuż obok to samo uczynili z Eriką. No i chuj, no i cześć. - Ale… - spróbował Alex raz jeszcze, jednak dłoń policjanta docisnęła jego twarz jeszcze mocniej do kafelków. Ała, kurwa jego mać. Tego nie było w scenariuszu!!!!!!! - Powiedziałem, morda. Do furgonetki z nimi - zażądał bezdusznie dowódca, szarpiąc Alexa za bark do góry.
Świetnie. Alex już widział całą swoją przyszłość w czarnych barwach. Więzienie, proces, bojówka warzywniakowa. Postąpili ledwie pięć kroków do przodu, kiedy zza regału z chipsami wyłonił się kolejny funkcjonariusz, wlekąc ze sobą małą, uśmiechniętą staruszkę, która trzymała go mocno za rękaw. - Bill? Ta staruszka mówi, że wszystko widziała, i że oni wszystkich uratowali. I że dzięki nim… - zaczął policjant, ale w tym samym momencie wtrąciła się babuszka. - Dzięki nim żyjemy, proszę pana. Musielibyście zobaczyć, jak dzielnie rzucali słoikami w tych zbirów, zupełnie jak mój Ernest w 1944… Chwała Kanadzie! - zawołała żywo staruszka, tupiąc laską w podłogę. Wow. Alex przyglądał się temu wszystkiemu z rozdziawioną gębą i rzucił szybkie spojrzenie na Lindberg. Czy oni właśnie… byli uratowani?! Przez babuszkę, która trzymała w koszyku pięć puszek z karmą dla kotów? Mina dowódcy złagodniała. Spojrzał na babcię, potem na rabusia, a na koniec na Alexa i Erikę, którzy wciąż stali w kajdankach. - Ach, tak? To tym razem wam się upiekło. Spierdalać mi stąd - machnął ręką dowódca jednostki i wypuścił głośno powietrze. - A z tym trzecim na komendę. Zgarnijcie jego kolegę z alejki z warzywami - dodał zrezygnowany i udał się w kierunku wyjścia.
Gdy tylko jakiś gliniarz rozpiął Alexowi kajdanki, od razu rozmasował sobie obolałe nadgarstki. Nie rozumiał, dlaczego musieli zapinać je aż tak ciasno… - Kurwa, Lindberg, nikt nam nie uwierzy - rzucił Alex z niedowierzaniem. Właśnie uniknęli… śmierci, rabunku, więzienia, procesu…
Wow?
trouble, trouble
Anyways, odsuwając politykę na bok, sytuacja wymagała natychmiastowych działań, a nie politycznych debat. No i działali. A raczej, Eryczka działała. Tak poleciała na tego rabusia, że aż pierdolnęła głową o regał. Alex tylko zerknął na nią uważnie, żeby ocenić, czy wymagała pilnej pomocy lekarskiej, ale wyglądało na to, że na razie wszystko było git. Później tylko ewentualnie sprawdzą, czy nie doznała wstrząśnienia mózgu, tak na wszelki wypadek. - Kurwa, jesteśmy zajebiści. Znaczy, ty jesteś, Lindberg - obwieścił Alex i przybił przyjaciółce piątkę. A potem jeszcze raz szarpnął rabusia, który znowu zaczął wyrywać się Alexowi. - Ty się lepiej nie odzywaj, mogłeś nas zabić, glucie - warknął. No i już mieli świętować swój wspaniały sukces, zyskać status osiedlowych bohaterów i być może nawet zapas Snickersów do końca roku od kierownika sklepu, kiedy znikąd wyrośli przed nimi policjanci. Erika próbowała tłumaczyć sytuację - nawet poinformowała, że broń leżała za rogiem koło piegusków od Milki - jednak wyglądało na to, że ekipa szturmująca nie była chętna do wysłuchania ich wersji wydarzeń. Mimo wszystko Alex spróbował dołączyć do linii obrony Eriki. - Tak, tak, dokonaliśmy obywatelskiego zatrzym… - zaczął przytakiwać, ale dowódca jednostki zbliżył się do nich z furią w oczach. - NA GLEBĘ! - warknął od razu.
Alex przyglądał się policjantowi z oniemiałą miną i wypuścił rabusia z objęć, który nagle postanowił się ocknąć. - Oni mi pomagali! Oni mnie do tego NAMÓWILI! - zawołał typ, a jeden z policjantów akurat powalił go na ziemię i przycisnął jego twarz do podłogi. No co za skurwiel z tego złodziejaszka! - Parszywy kutasiarz kłamie! - odparował Hall, a gdy tylko dwóch policjantów wycelowało w niego pistolety, powoli uniósł ręce i zaczął opadać na kolana - Panie władz… - zaczął, ale zanim zdążył dokończyć zdanie, ktoś sprowadził go do parteru. - Zamknąć się! - warknął dowódca, a policzek Alexa właśnie wylądował na posadzce. O, no i ktoś właśnie zapiął kajdanki na jego nadgarstkach, świetnie. Tuż obok to samo uczynili z Eriką. No i chuj, no i cześć. - Ale… - spróbował Alex raz jeszcze, jednak dłoń policjanta docisnęła jego twarz jeszcze mocniej do kafelków. Ała, kurwa jego mać. Tego nie było w scenariuszu!!!!!!! - Powiedziałem, morda. Do furgonetki z nimi - zażądał bezdusznie dowódca, szarpiąc Alexa za bark do góry.
Świetnie. Alex już widział całą swoją przyszłość w czarnych barwach. Więzienie, proces, bojówka warzywniakowa. Postąpili ledwie pięć kroków do przodu, kiedy zza regału z chipsami wyłonił się kolejny funkcjonariusz, wlekąc ze sobą małą, uśmiechniętą staruszkę, która trzymała go mocno za rękaw. - Bill? Ta staruszka mówi, że wszystko widziała, i że oni wszystkich uratowali. I że dzięki nim… - zaczął policjant, ale w tym samym momencie wtrąciła się babuszka. - Dzięki nim żyjemy, proszę pana. Musielibyście zobaczyć, jak dzielnie rzucali słoikami w tych zbirów, zupełnie jak mój Ernest w 1944… Chwała Kanadzie! - zawołała żywo staruszka, tupiąc laską w podłogę. Wow. Alex przyglądał się temu wszystkiemu z rozdziawioną gębą i rzucił szybkie spojrzenie na Lindberg. Czy oni właśnie… byli uratowani?! Przez babuszkę, która trzymała w koszyku pięć puszek z karmą dla kotów? Mina dowódcy złagodniała. Spojrzał na babcię, potem na rabusia, a na koniec na Alexa i Erikę, którzy wciąż stali w kajdankach. - Ach, tak? To tym razem wam się upiekło. Spierdalać mi stąd - machnął ręką dowódca jednostki i wypuścił głośno powietrze. - A z tym trzecim na komendę. Zgarnijcie jego kolegę z alejki z warzywami - dodał zrezygnowany i udał się w kierunku wyjścia.
Gdy tylko jakiś gliniarz rozpiął Alexowi kajdanki, od razu rozmasował sobie obolałe nadgarstki. Nie rozumiał, dlaczego musieli zapinać je aż tak ciasno… - Kurwa, Lindberg, nikt nam nie uwierzy - rzucił Alex z niedowierzaniem. Właśnie uniknęli… śmierci, rabunku, więzienia, procesu…
Wow?
trouble, trouble