Strona 2 z 2

Things on your chest You need to confess

: wt sie 04, 2026 11:50 am
autor: River Cross
Od razu zamyśliła się nad tym, na co mogłaby zbierać, gdyby sama była proboszczem. Nie miałaby problemów, by oświadczyć wiernym, że w danym tygodniu odpuszczą sobie pomóc biednym dzieciom i wszystko pójdzie na kupno biletu do Europy na jej prywatną wycieczkę. Pewnie byłaby tym proboszczem bardzo krótko, bo kościelne hierarchie nie przepadały raczej za taką bezczelnością. Ale gdyby udało jej się zebrać wcześniej na wycieczkę, to pal sześć ciąg dalszy!
— Brzmicie dużo szlachetniej niż bym się po was spodziewała, przyznaję. Musicie po prostu popracować nad PR-em i jakoś to będzie. — Nie miała zamiaru zaczynać dyskusji na temat tego, czemu jego bóg w ogóle pozawalał na tyle wojen i cierpienia, bo przecież żadne z nich nie było już w gimnazjum. Domyślała się też, że taka dyskusja z księdzem byłaby bezowocna, a nie miała ochoty w tym momencie kłócić się z nim, o którąkolwiek z wojen, które obecnie trawiły ten świat. Z pewnością nie można było ich ignorować, bo autorka w innym wątku wspominała o graffiti, które zrobiła River na temat zbrodni, które miały miejsce w Gazie. Cross bardzo łatwo się nakręcała, gdy chodziło o aktywizm, a szkoda jej trochę było psuć z własnej woli miłą rozmowę.
— Podobno wasz bóg jest miłosierny, co akurat mi się podoba. Chwalą go też za bezwarunkową miłość, ale sama nie wiem, czy to taka wielka zaleta. Takie obsesyjne kochanie potrafi wykończyć, jeżeli ktoś bardzo nie chce być obdarzony miłością. — W jej tonie na moment pojawiła się nuta smutku. Jej doświadczenia z kochaniem mimo wszystko udowadniały, że ten koleś (albo cała trójka?) nie mają zbyt lekkiego życia. Skoro był wszechmocny, to równie dobrze mógł wyłączyć w sobie to bezwarunkowe kochanie, a jednak ciągle przy tym trwał. Cross też za nic w świecie nie wyjęłaby z jebie uczuć, które często rozrywały ją na strzępy, ale była tylko ułomnym człowiekiem z wyjątkowo masochistycznym podejściem do życia. Wolałaby, żeby Stwórca dawał jej dobry przykład, a nie utrwalał toksyczne wzorce, w których potem zatapiała się bez pamięci.
— Pracuję teraz nad komiksem o śmierci i szukam odpowiedzi, które nie będą zostawiały we mnie ziejącej pustki. Wybacz, ale na razie ich tutaj nie dostrzegam. — Machnęła niedbale ręką, chcąc pokazać, że nie ma na myśli tej konkretnej ławy, w której siedzieli, a raczej kościelną instytucję jako całość. Podchodziła do sprawy dość sceptycznie, zakładając, że pewnie odniesie porażkę – co nie było pewnie fair wobec religii – i wcale nie była zaskoczona, gdy za każdymi kolejnymi drzwiami odkrywała tylko więcej pytań.
— Myślisz, że zasługujesz na to miejsce na górze? — zapytała, obracając się nieco w jego stronę. — Pytam o twoje zdanie, nie jego — zastrzegła od razu, skinąwszy głową w górę, by nie miał żadnych wątpliwości, o jakiego jego jej chodziło. Nie miała w sobie zbyt wielu filtrów społecznych i zdecydowanie zbyt często zadawała pytania, które większość pewnie uznałaby za zbyt intymne jak na rozmowę toczoną kilkanaście minut od poznania się.

Harry Dillion

Things on your chest You need to confess

: śr sie 05, 2026 4:25 pm
autor: Harry Dillion
   On sam nie miał zamiaru zbierać pieniędzy na cokolwiek. Nie chciał być za to odpowiedzialny i nawet, gdy rozmawiał z proboszczem na temat tego, co mógłby tu robić i gdy proboszcz zaproponował mu prowadzenie finansów, to Harry grzecznie ale stanowczo odmówił. Nie miał zamiaru zajmować się pieniędzmi, które nie należały do niego. Była to zbyt duża odpowiedzialność i chociaż wiedział, że pewnie dobrze by sobie z tym poradził, to i tak zbyt mocno by go to stresowało. Bałby się również, że jeśli cos by się stało i pieniądze by się zapodziały, to byłby pierwszą osobą do obwiniania. No i chyba nie trzeba było mówić, że byłoby mu to nie na rękę. Musiał tu zostać tak długo, jak było to konieczne.
   – Cóż… idee nie potrzebują PR lecz instytucje, a nasze niestety nie dla wszystkich chodzą w parze – kiwnął głową. Trudno było się nie zgodzić z River, bo miała rację. Kościół jako instytucja miał poważne problemy, których nie chciał rozwiązywać. Oczywiście każdą parafię należałoby rozpatrywać osobno, a nie wrzucać do jednego wora, to niestety opinia publiczna lubiła generalizować i Kościół rzeczywiście nie miał najlepszej opinii.
   – Owszem, miłosierdzia mu nie brakuje – powiedział. Nie chciał się jednak zagłębiać w to wszystko zbyt mocno. Idea wiary, nieważne jakiej, była kusząca. Rozumiał ludzi, którzy ulegali tej pokusie. Jeśli czuli się dzięki temu pewniej i pomagało im to znajdywać pociechę, to nie miał zamiaru tego krytykować i wstrzymał się przed wygłaszaniem opinii. Nie chciał nikomu psuć światopoglądu i humoru. Nie mówiąc już o tym, że teraz musiał udawać kogoś, kto wierzył w te wszystkie brednie. II, na domiar złego, wychodziło mu to chyba dość znośnie.
   – Boskie miłosierdzie nie jest obsesyjne – zaczął jednak. – Każdy ma pełne prawo się od niego odwrócić i robić rzeczy przeciwko niemu, jednak Bóg jest na tyle miłosierny, że gdy ktoś postanawia do niego wrócić i szczerze żałuje swoich postępowań, to Bóg mu bezwarunkowo wybacza – powiedział. No… o ile do warunków nie wliczał się żal i postanowienie poprawy. Uśmiechnął się na tę lekką hipokryzję, jednak miał nadzieję, że wyszło to dość naturalnie jako reakcja na jego mądre słowa.
   – Chciałbym myśleć, że w momencie mojego odejścia stąd będę mieć szanse się tam znaleźć – wzruszył ramionami ponownie. Nie wiedział, co miałby jej odpowiedzieć, żeby brzmiało dobrze, ale jednocześnie nie było zbyt wymijające. Był bowiem pewny tylko jednej rzeczy, a mianowicie tego, że człowiekowi po śmierci było już wszystko jedno, co się z nim działo. Nie mówiąc już o tym, że wszyscy trafiali zawsze w to samo miejsce – do ziemi.
   – Kościół nie jest miejscem, w którym śmierć odgrywa dużą rolę… w końcu jest ona tylko etapem, prowadzącym do czegoś innego – powiedział, przyglądając jej się uważnie.

River Cross