our house on strange land
: ndz sie 09, 2026 5:36 pm
- Wracać?! Ale po co ty chciałabyś wracać tam - zmarszczył brwi, chociaż dobrze wiedział do czego piła Rosario, czyli do tego, że mimo, że byli małżeństwem, to jeżeli problem zdrady miałby jednak skrzywdzić ją na tyle, by nie chciała dalej z nim rozmawiać, to zawsze mogła go zostawić i zostać samotną matką, albo rozwódką w tamtym domu. Serce go zabolało na samą myśl, ale już Rosa wyszła z samochodu i nic nie słucha jak on za nią nawoływał.
Niestety cała sprawa z policją wydarzyła się bardzo szybko i nagle mężczyźni już go wyzywają i mówią, że takie ścierwo trzeba deportować. I Ricz chociaż jest wkurzony na Rosę maksymalnie to trzyma buzie na kłódkę i nic nie mówi, że ona też powinna być deportowana. Jednak jest na tyle trzeźwo myślący w tym chaosie, że wiedział, że jeżeli ich oboje deportują, to już nic ich nie czeka. Bo jak na przykład zajmą sie kwestią pieniędzy za dom, który kupił? To były bardzo skomplikowane sprawy, bo on jeszcze nawet nie do końca jest pewny, czy wszystkie formalności z kupnem się zakończyły, a tu by musiał znów sprzedawać. I nie wiadomo czy Sergio by im oddał dom jakby wrócili? Ricz rozważa natomiast to, czy jednak ta deportacja to nie jest najlepsze co by go spotkało. Bo miałby z głowy afery, które kręci Rosa, trochę by popłakał za nią, ale w Portorico na pewno by znalazł sobie jakąś inną dupeczkę, dzięki której zapomniałby o tej diablicy. Może. Ale możliwe też, że by z tęsknoty za Rosą umarł.
Rosa chyba też miała te same myśli, skoro jednak koniec końców przyznała się do tego, że to wszystko to był jeden wielki fejur i że po prostu to była kłótnia kochanków.
Wyczłapali się z posterunku. Ricz potargany, wkurzony i z rozpiętą koszulą, Rosa zmęczona i skrzywiona. Ona siada na ławeczce przed, a on idzie szukać auta. Cholera, może byłoby łatwiej jakby wszystkie auta nie wyglądały tak kurwa samo. Jeszcze jak byli w Portorico to on miał cadillaca z lat sześćdziesiątych, żółtego z opuszczanym dachem - wszędzie go było widać. A tego suva to nie rozpoznałby. Łazi tak w kółko, zerka kątem oka i widzi ja do Rosy się jakiś zboczeniec przysiadł i chciał już do niej iść, ale jeszcze się porozglądał ale bezowocnie.
- A nie wiem, moze wciążna higwayu stoi!? - unosi Ricz ręce, już słychać w jego głosie, że jest umęczony i patrzy na policjanta, który chyba nie ma co robić. - Podwieź nas, Rosa nie może tu zostać - pokazał kciukiem na swoją ciężarną żonkę i ponieważ przystojny policjant kończył pracę, to już uznał, że może im pomóc. No i wsiedli do jego autka, Ricz pociągnął Rozi na tylne siedzenie i za rączkę ją trzyma, żeby tej nie wpadło do głowy coś durnego, jak na przykład podrywanie policjanta jak mąż jest obok. Jak ona znów jakiś z nim temat nawija, to Ricz ją trochę mocniej za tę rączkę ściska, aż w końcu mijają miejsce gdzie ich zatrzymali no i nie ma tego auta.
- A możesz nas zawieźć do Ikei, o tu? - pokazuje Ricz palcem przez kraty, bo oni siedzieli w takim samochodzie, gdzie tylne siedzenia były dla zbirów i nawet było dość brudno, Ricz zobaczył gluty przyklejone na zagłówku kierowcy, przed twarzą Rosi i modlił się, żeby ona nie zobaczyła, bo będą tu mieć wymioty egzorcist style.
Policjant coś tam pod nosem gada, że no mogą, ale że musi zatankować. Wysiedli więc na jakiejś stacji benzynowej i Rosa poszła siku, a Ricz ogląda gazetki i nagle w jednej widzi zdjęcie kogoś wchuj kogo kojarzy z podpisem "Pedofil wychodzi na wolność po 20 latach, ktokolwiek widział ktokolwiek wie". Ricz marszczy brwi i przechyla głowę a potem patrzy na policjanta i znów na gazetę i poleciał zestresowany do łazienki do Rosi. Jakaś baba mu zwraca owagę, że to damska toaleta, ale on już mówi:
- Rozi jesteś tu? Patrz na to- i wsuwa jej pod drzwi gazete otwartą na zdjęciu z podpisem.
Rosario M. Vargas-Martinez
Niestety cała sprawa z policją wydarzyła się bardzo szybko i nagle mężczyźni już go wyzywają i mówią, że takie ścierwo trzeba deportować. I Ricz chociaż jest wkurzony na Rosę maksymalnie to trzyma buzie na kłódkę i nic nie mówi, że ona też powinna być deportowana. Jednak jest na tyle trzeźwo myślący w tym chaosie, że wiedział, że jeżeli ich oboje deportują, to już nic ich nie czeka. Bo jak na przykład zajmą sie kwestią pieniędzy za dom, który kupił? To były bardzo skomplikowane sprawy, bo on jeszcze nawet nie do końca jest pewny, czy wszystkie formalności z kupnem się zakończyły, a tu by musiał znów sprzedawać. I nie wiadomo czy Sergio by im oddał dom jakby wrócili? Ricz rozważa natomiast to, czy jednak ta deportacja to nie jest najlepsze co by go spotkało. Bo miałby z głowy afery, które kręci Rosa, trochę by popłakał za nią, ale w Portorico na pewno by znalazł sobie jakąś inną dupeczkę, dzięki której zapomniałby o tej diablicy. Może. Ale możliwe też, że by z tęsknoty za Rosą umarł.
Rosa chyba też miała te same myśli, skoro jednak koniec końców przyznała się do tego, że to wszystko to był jeden wielki fejur i że po prostu to była kłótnia kochanków.
Wyczłapali się z posterunku. Ricz potargany, wkurzony i z rozpiętą koszulą, Rosa zmęczona i skrzywiona. Ona siada na ławeczce przed, a on idzie szukać auta. Cholera, może byłoby łatwiej jakby wszystkie auta nie wyglądały tak kurwa samo. Jeszcze jak byli w Portorico to on miał cadillaca z lat sześćdziesiątych, żółtego z opuszczanym dachem - wszędzie go było widać. A tego suva to nie rozpoznałby. Łazi tak w kółko, zerka kątem oka i widzi ja do Rosy się jakiś zboczeniec przysiadł i chciał już do niej iść, ale jeszcze się porozglądał ale bezowocnie.
- A nie wiem, moze wciążna higwayu stoi!? - unosi Ricz ręce, już słychać w jego głosie, że jest umęczony i patrzy na policjanta, który chyba nie ma co robić. - Podwieź nas, Rosa nie może tu zostać - pokazał kciukiem na swoją ciężarną żonkę i ponieważ przystojny policjant kończył pracę, to już uznał, że może im pomóc. No i wsiedli do jego autka, Ricz pociągnął Rozi na tylne siedzenie i za rączkę ją trzyma, żeby tej nie wpadło do głowy coś durnego, jak na przykład podrywanie policjanta jak mąż jest obok. Jak ona znów jakiś z nim temat nawija, to Ricz ją trochę mocniej za tę rączkę ściska, aż w końcu mijają miejsce gdzie ich zatrzymali no i nie ma tego auta.
- A możesz nas zawieźć do Ikei, o tu? - pokazuje Ricz palcem przez kraty, bo oni siedzieli w takim samochodzie, gdzie tylne siedzenia były dla zbirów i nawet było dość brudno, Ricz zobaczył gluty przyklejone na zagłówku kierowcy, przed twarzą Rosi i modlił się, żeby ona nie zobaczyła, bo będą tu mieć wymioty egzorcist style.
Policjant coś tam pod nosem gada, że no mogą, ale że musi zatankować. Wysiedli więc na jakiejś stacji benzynowej i Rosa poszła siku, a Ricz ogląda gazetki i nagle w jednej widzi zdjęcie kogoś wchuj kogo kojarzy z podpisem "Pedofil wychodzi na wolność po 20 latach, ktokolwiek widział ktokolwiek wie". Ricz marszczy brwi i przechyla głowę a potem patrzy na policjanta i znów na gazetę i poleciał zestresowany do łazienki do Rosi. Jakaś baba mu zwraca owagę, że to damska toaleta, ale on już mówi:
- Rozi jesteś tu? Patrz na to- i wsuwa jej pod drzwi gazete otwartą na zdjęciu z podpisem.
Rosario M. Vargas-Martinez