Strona 2 z 2

our house on strange land

: ndz sie 09, 2026 5:36 pm
autor: Ricardo Martinez
- Wracać?! Ale po co ty chciałabyś wracać tam - zmarszczył brwi, chociaż dobrze wiedział do czego piła Rosario, czyli do tego, że mimo, że byli małżeństwem, to jeżeli problem zdrady miałby jednak skrzywdzić ją na tyle, by nie chciała dalej z nim rozmawiać, to zawsze mogła go zostawić i zostać samotną matką, albo rozwódką w tamtym domu. Serce go zabolało na samą myśl, ale już Rosa wyszła z samochodu i nic nie słucha jak on za nią nawoływał.
Niestety cała sprawa z policją wydarzyła się bardzo szybko i nagle mężczyźni już go wyzywają i mówią, że takie ścierwo trzeba deportować. I Ricz chociaż jest wkurzony na Rosę maksymalnie to trzyma buzie na kłódkę i nic nie mówi, że ona też powinna być deportowana. Jednak jest na tyle trzeźwo myślący w tym chaosie, że wiedział, że jeżeli ich oboje deportują, to już nic ich nie czeka. Bo jak na przykład zajmą sie kwestią pieniędzy za dom, który kupił? To były bardzo skomplikowane sprawy, bo on jeszcze nawet nie do końca jest pewny, czy wszystkie formalności z kupnem się zakończyły, a tu by musiał znów sprzedawać. I nie wiadomo czy Sergio by im oddał dom jakby wrócili? Ricz rozważa natomiast to, czy jednak ta deportacja to nie jest najlepsze co by go spotkało. Bo miałby z głowy afery, które kręci Rosa, trochę by popłakał za nią, ale w Portorico na pewno by znalazł sobie jakąś inną dupeczkę, dzięki której zapomniałby o tej diablicy. Może. Ale możliwe też, że by z tęsknoty za Rosą umarł.
Rosa chyba też miała te same myśli, skoro jednak koniec końców przyznała się do tego, że to wszystko to był jeden wielki fejur i że po prostu to była kłótnia kochanków.
Wyczłapali się z posterunku. Ricz potargany, wkurzony i z rozpiętą koszulą, Rosa zmęczona i skrzywiona. Ona siada na ławeczce przed, a on idzie szukać auta. Cholera, może byłoby łatwiej jakby wszystkie auta nie wyglądały tak kurwa samo. Jeszcze jak byli w Portorico to on miał cadillaca z lat sześćdziesiątych, żółtego z opuszczanym dachem - wszędzie go było widać. A tego suva to nie rozpoznałby. Łazi tak w kółko, zerka kątem oka i widzi ja do Rosy się jakiś zboczeniec przysiadł i chciał już do niej iść, ale jeszcze się porozglądał ale bezowocnie.
- A nie wiem, moze wciążna higwayu stoi!? - unosi Ricz ręce, już słychać w jego głosie, że jest umęczony i patrzy na policjanta, który chyba nie ma co robić. - Podwieź nas, Rosa nie może tu zostać - pokazał kciukiem na swoją ciężarną żonkę i ponieważ przystojny policjant kończył pracę, to już uznał, że może im pomóc. No i wsiedli do jego autka, Ricz pociągnął Rozi na tylne siedzenie i za rączkę ją trzyma, żeby tej nie wpadło do głowy coś durnego, jak na przykład podrywanie policjanta jak mąż jest obok. Jak ona znów jakiś z nim temat nawija, to Ricz ją trochę mocniej za tę rączkę ściska, aż w końcu mijają miejsce gdzie ich zatrzymali no i nie ma tego auta.
- A możesz nas zawieźć do Ikei, o tu? - pokazuje Ricz palcem przez kraty, bo oni siedzieli w takim samochodzie, gdzie tylne siedzenia były dla zbirów i nawet było dość brudno, Ricz zobaczył gluty przyklejone na zagłówku kierowcy, przed twarzą Rosi i modlił się, żeby ona nie zobaczyła, bo będą tu mieć wymioty egzorcist style.
Policjant coś tam pod nosem gada, że no mogą, ale że musi zatankować. Wysiedli więc na jakiejś stacji benzynowej i Rosa poszła siku, a Ricz ogląda gazetki i nagle w jednej widzi zdjęcie kogoś wchuj kogo kojarzy z podpisem "Pedofil wychodzi na wolność po 20 latach, ktokolwiek widział ktokolwiek wie". Ricz marszczy brwi i przechyla głowę a potem patrzy na policjanta i znów na gazetę i poleciał zestresowany do łazienki do Rosi. Jakaś baba mu zwraca owagę, że to damska toaleta, ale on już mówi:
- Rozi jesteś tu? Patrz na to- i wsuwa jej pod drzwi gazete otwartą na zdjęciu z podpisem.



Rosario M. Vargas-Martinez

our house on strange land

: sob sie 15, 2026 8:38 am
autor: Rosario M. Vargas-Martinez
Rosa wcale nie lubił Kanady, niby wszyscy jej mówili, że tu jej dzieci mają lepszą przyszłość, że bla bla bla, ale ona kochała Portoryko. Chciała tam kiedyś wrócić, żeby jej bąbelki wychowywały się w tej ich pięknej willi z basenem. Ganiały się po ogródku z Burtitosem i Churrosem, a teraz co?
Teraz wuj Sergio będzie tam pewnie spraszał jakieś roznegliżowane, młodsze od siebie o dwadzieścia lat baby. Aż ją zemdliło na samą myśl. Ale już idzie autostradą, a potem ich zgarnia policja. Richa chcą deportować, jej nie, bo przecież ona ma tutaj legalną pracę, to znaczy teraz jest już na chorobowym, bo się na każdej sesji rozklejała i to pacjenci musieli ją uspokajać, a nie ona ich, więc już jej kazali siedzieć w domu, ale zatrudniona jest. No i przecież prowadzi swoją praktykę, ma tam kilku pacjentów, na przykład William, Madoxa i jeszcze kilka osób z ich kamienicy, ale to tajemnica lekarska.
Za to tajemnicą nie było wcale to, że Ricardo zgubił ich samochód. Rosa sobie siedzi na tej ławce i myśli, czy ten mąż jej pożal się panie boże, to coś umie zrobić dobrze, ale jak spojrzała na dół i zamiast swoich stópek, zobaczyła ten wielki brzuch, to stwierdziła, że dzieci jej dobrze chyba zrobił. I to podwójnie.
Ale to by było na tyle, bo... małżeństwo im zepsuł zdradą, dom ich piękny sprzedał i jeszcze zgubił nowy samochód.
Na szczęście się do niej przysiada ten policjant i zaczyna ją pocieszać, więc oni tam gadu gadu. Okazuje się, że jemu żona umarła i coś tam. Rosa też go pożałowała, nawet chciała mu zaproponować... terapie! Ale się Ricardo do niej przysiadł, jakby to o jakąś randkę chodziło.
Potem w końcu stwierdzili, że może ich auto jest na autostradzie, a miły policjant, że ich tam podwiezie. Rosa chciała sobie siąść obok niego, pobawić się trochę... kogutem policyjnym, ale paskudny Rich jej nie pozwolił ciągnie ją do tyłu i jeszcze ściska za rękę. Ona się od niego odsuwa, że jej jest ciasno i duszno, całą drogę oglądała swoje paznokcie. A jak się okazało, że samochodu nie ma, to już chciała do domu jechać, ale Ricardo mówi, że do Ikei. No i z jednej strony dobrze, bo jednak musieli kupić to łóżko, a z drugiej, to już była zmęczona.
Więc kiedy się zatrzymali na stacji, to ona zaraz idzie do kibelka, bo dawno nie była w sumie, tylko dwa razy na komisariacie. Siedzi sobie w kabinie i już wyjęła telefon, żeby napisać do Gaby jaki Ricardo jest beznadziejny, ale on jej podsuwa pod drzwiami jakąś gazetę. Rosa tak patrzy na to zdjęcie i patrzy, czyta kilka razy ten podpis, a zaraz wstała, poprawiła się i otwiera drzwi, ale zamiast wyjść, to złapała Richa za fraki i go wciąga do siebie do kabiny.
- Co to jest Rich? - zapytała i patrzy na niego wielkimi, ciemnymi oczętami - przecież... Przecież on jest taki miły, i ma mundur - bo ten ich policjant to oczywiście w mundurze, ale Rosa też miała taki mundurek, trochę bardziej hot, więc może ten jego też jest podrabiany? Zacisnęła mocno palce na koszuli Ricardo i go szarpie - idź mu powiedz, że nigdzie z nim nie jedziemy - proste to dla niej było. A potem to niech tam już się dzieje co chce, chociaż... - nie no, musisz go obezwładnić, przecież to jest zwyrol jakiś, a ja zadzwonię po prawdziwą policję - stwierdziła w końcu, bo przecież tak chyba tego nie zostawią. Chociaż ciekawe co na to Ricardo, bo jednak tamten koleś był dobrze zbudowany, szanse miał niewielkie ten jej mąż. Ale! Jak się podda to przecież co ona potem dzieciom powie, że ich ojciec to tchórz? No lepiej by było, jakby mogła im powiedzieć, że bohater przecież.

Ricardo Martinez