Strona 2 z 2

happy late birthday

: śr wrz 23, 2026 6:55 pm
autor: Nora Carter
— Dobrze, pomyślmy — mruknęła, uśmiechając się lekko na napływ nowych informacji. Ach, jak miała zapanować nad swoją samooceną, jeśli słyszała tak słodkie słowa? — Zostanie znanym djem nie jest niemożliwe, choć pewnie wymaga to sporo pracy i cierpliwości. Na szczęście wciąż jesteś młody i jeszcze dużo przed tobą — rzuciła w namyśle, jakby już planowała mu niesamowitą karierę, pełną sukcesów i wielu fanów. Bo czemu nie? Doskonale wiedziała, jakie to uczucie; łaknąć rozgłosu, tłumów na swoich koncertach i takiej swobody, a zarazem pewności, że twoja ciężka praca zostanie rzeczywiście doceniona. Nora też robiła wszystko, co mogła, by zespół stale się rozwijał i nie pozostawał w tyle; ani z trendami, ani z niepotrzebnymi przerwami. Mimo wszystko, wydawało jej się jednak, że dobrze im szło. Wiadomo mieli swoje górki i dołki, ale to jak w każdej branży; latem występowali więcej niż zimą. — Mogę też stać w pierwszym rzędzie, bawić się do twojej muzyki i dobrze cię przy tym wspierać — zapewniła, bo i ta część snu, była bardzo prawdopodobna. — Co do całej reszty, to może nie wprowadzajmy jej już w życie. Nie chciałabym, żebyś trafił na bezludną wyspę albo rozbił się samolotem — parsknęła.

Będąc przy nim, Nora nie myślała zbyt wiele o ich relacji; czując jego obecność tuż przy sobie, nie analizowała wszystkiego przesadnie, po prostu korzystała z chwili. Czuła się przy nim swobodnie. Czuła bezustanne zainteresowanie jego osobą — chciała wiedzieć więcej, chciała spędzić z nim więcej czasu, chciała... Po prostu być obok, bo podobała jej się ta cała aura, którą wokół siebie roztaczał. Dopiero później, gdy jej umysł nieco się uspokajał, zaczynała myśleć o tym bardziej obsesyjnie. Carter nie sądziła, że ktoś wpadnie jej w oko aż do tego stopnia, bo minęło sporo czasu, od ostatniego razu, gdy myślała o kimś na poważnie.

Brunetka spojrzała prosto w jego oczy z typowym dla siebie rozbawieniem. Ułożyła się pod nim wygodniej, wysłuchując pospiesznych faktów o jego życiu. — Okej, tego mogłam się akurat domyślić — rzuciła na wspomnienie o włoskich korzeniach. Mimo wszystko jego nazwisko, dało jej trochę do myślenia. Nowością była jednak wzmianka o kartach i DC, ale na swój sposób naprawdę to do niego pasowało. — W takim razie powinniśmy zrobić kiedyś maraton filmowy — zaproponowała, nie odrywając wzroku od jego twarzy. Na wspomnienie o rozpaleniu, tylko zaśmiała się przelotnie pod nosem. Nietrudno było to zauważyć. — Kocham grać w Dead by Daylight i jestem w to naprawdę dobra. Kiedyś zrobiłam kurs barmański. Nienawidzę pieczywa... — zaczęła wymieniać, żeby tylko przeciągnąć go w nieskończoność. Ostatecznie jednak urwała natłok słów, czując jak skupił swoją uwagę na jej szyi. Wplotła palce w jego włosy, delikatnie za nie ciągnąc. — Oczywiście, że bym chciała, ale jak na razie ciężko z kasą i czasem — stwierdziła. — Nie mam zbyt wiele okazji do podróży, a szkoda — mruknęła. — A co, już planujesz podróż poślubną? — rzuciła kąśliwie, śmiejąc się cicho pod nosem.

Filippo

happy late birthday

: pt paź 02, 2026 12:03 am
autor: Filippo Carissoni
Filip doskonale wiedział, że - o ile nic mu się nagle nie przytrafi - miał czas na to, żeby pracować nad swoimi djskimi umiejętnościami, ponieważ praktycznie każdy proces potrzebował czasu. Piłkarze nie zostawali legendami ani profesjonalistami w jeden dzień. Potrzebowali masy treningów oraz rozegrania wielu meczów, by zaczęto na nich patrzeć jak na kogoś niesamowicie uzdolnionego. U Carissoniego było podobnie, tzn. zdawał sobie z tego sprawę, tylko zwyczajnie był dość… niecierpliwy. On to by chciał mieć wszystko na już - dużo pieniędzy, rzeszę fanów, kilka płyt na koncie… już jako dzieciak w sumie nie mógł się doczekać Mikołaja albo raczej PREZENTÓW.
- Tak, masz rację, ale wiesz co? Trochę się boję… Boję się, że koniec końców polegnę i marzenia pozostaną wyłącznie marzeniami. - odparł zgodnie z prawdą, wzdychając cicho. Mówiąc to, uciekł wzrokiem gdzieś w bok, a ogólnie jego ton jasno świadczył, iż faktycznie dręczyły go pewne obawy. Zaraz jednak te obawy zostały rozwiane, a na ich miejsce weszła radość, powiązana ze słowami Nory.
- Nawet nie wiesz, ile dałabyś mi siły. - odpowiedział zgodnie z tym, co czuł. Obecność Nory w pierwszym rzędzie działałaby na FIlipa pozytywnie, bo no… zależało mu na niej, a wiedząc, że byłaby tuż obok, na pewno zadziałałaby bardziej korzystnie.
- Mógłbym trafić na bezludną wyspę, ale z Tobą. Ciekawe, czy udałoby nam się wezwać pomoc. - odparł, przypominając sobie bajkę, w której zwierzęta wylądowały na wyspie, tj. Madagaskar oraz Piraci z Karaibów – a konkretnie scena z Elizabeth oraz Jackiem Sparrowem, którzy pili rum. Lubił oba te tytuły i chętnie je oglądał, kiedy leciały w telewizji albo sam sobie włączał, gdy nachodziła go ochota.
Fakt, rozbicie samolotu, którym by podróżował, raczej nie należałoby do czegoś, co sam chciałby doświadczyć. Wiedział, że niektórym udawało się przetrwać katastrofy lotnicze, ale uważał, że trzeba było mieć niesamowite szczęście - on pewnie by go nie miał.
Skinął głową, zgadzając się na to, by któregoś dnia lub wieczoru zrobić maraton filmowy. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że liście drzew zaczynały zmieniać kolory, zaczynało się robić chłodniej i ogólnie rozpoczynał się sezon hoa hoa. FIlip już sobie wyobrażał, jak obydwoje siedzą z kubkami wypełnionymi kakaukami, bitą śmietaną oraz piankami albo kawami pumpkin spice.
- Dbd? To musimy kiedyś koniecznie zagrać, chociaż mnie już czasami strasznie wkurwiali zarówno killerzy, jak i survivorzy, którzy nie ogarniali, że gra polega na współpracy, a nie pilnowaniu wyłącznie swojego zadka. - stwierdził, przypominając sobie rozgrywki w grze polegającej na naprawie agregatorów, które uruchamiały i umożliwiały ucieczkę, jeżeli zdążyło się otworzyć bramę. Gorzej, jak zabójca zdołał dorwać jakiegoś ocalałego, bo wtedy… nie było miło.
- O, czy to oznacza, że zrobisz mi jakiegoś zajebistego drinka? - spytał, unosząc brew, bo szczerze? CIekawiły go barmańskie umiejętności brunetki. Ciekawiło go także, czy skoro zrobiła taki kurs, to miała okazję pracować w barze. Jeśli tak, to w jakim...
Zmarszczył brwi w chwili, gdy usłyszał, że Nora nie należała do fanek pieczywa.
- Ale że żadnego? Nawet bułki kajzerki? - spytał z ciekawością w głosie. Nie znał nikogo poza Carter, kto by nie lubił pieczywa, dlatego mimo mijanych sekund, on nadal był zaskoczony.
Kasa i czas… znajome.
- Rozumiem. Ale należą Ci się jakieś krótkie wakacje. Każdy zasługuje na odpoczynek po ciężkiej pracy, a podejrzewam, że Ty nieźle charujesz. Płyta przecież sama się nie nagra i na koncertach też jesteś potrzebna. - powiedział, zahaczając nosem o nos dziewczyny.
Westchnął, a następnie parsknął śmiechem.
- Kto wie, może? Tylko żeby myśleć o podróży poślubnej, potrzebna jest żona… ciekawe, gdzie ja ją znajdę, hmmm… - odrzekł, rozglądając się po pomieszczeniu, jakby szukał odpowiedzi na swoje pytanie. Zatrzymał się, gdy jego oczy napotkały ciemne oczy Nory. Czy to właśnie ona była odpowiedzią?
Zapewne czas pokaże…
- A Ty... Chciałabyś mieć męża? - spytał nagle, po nieco dłuższej chwili. Sam nie wiedział, czemu właściwie zadał to pytanie. Może po prostu, żeby zaspokoić kolejny filar swojej ciekawości?

i wanna see you at my concert

happy late birthday

: śr paź 07, 2026 10:55 am
autor: Nora Carter
Nora potrafiła zrozumieć tą zachłanność. Nikt nie lubił czekać, szczególnie na długo wymarzony sukces. Miała jednak świadomość, że wymuszanie czegoś lub przyspieszanie tempa na siłę, mogło mieć odwrotny skutek od zamierzonego. To, dlatego próbowała nie skupiać się na tym, ile czasu minęło już od kiedy produkuje własną muzykę. Analizowała wyświetlenia, odbiór, ocenę słuchaczy lub profesjonalistów i starała się rzetelnie nad sobą pracować. Ojciec zawsze powtarzał jej, że tylko autentyczni muzycy, zrzeszą sobie grono oddanych fanów. To była jej motywacja, która pomimo upływu wielu miesięcy, a nawet lat w branży, nie pozwalała jej na rzucenie tego w kąt przez chwilowe frustracje.

— To normalne. Każdy boi się porażki — mruknęła, błądząc uważnym spojrzeniem po jego twarzy. — Ale skupiając się na swoich obawach, prawdopodobnie tylko się ograniczasz. Siebie i swój potencjał — powiedziała, muskając palcami poskręcane kosmyki jego włosów. — Muzyka to ryzyko. Albo się uda albo nie. Nie ma nic pomiędzy — stwierdziła, przechylając głowę do boku. — Niestety, efekt często wychodzi po bardzo długim czasie, więc jedyne co możemy zrobić, to... tworzyć najlepiej jak umiemy — westchnęła. Widząc jak uciekł spojrzeniem, Carter postukała palcami jego policzek, by znów skupić jego wzrok na sobie i posłała mu drobny, pokrzepiający uśmiech. W końcu stali po tej samej stronie barierki.

Nora zaśmiała się pod nosem. Jej ego nie przyjęłoby do świadomości niczego innego, jak tego, że na pewno doskonale by sobie poradziła, nawet na tej przeklętej, bezludnej wyspie. — Nie wiem, czy udałoby się nam wezwać pomoc, ale na pewno byśmy przetrwali — zapewniła go. Głupi to ma przecież szczęście. Tak czy inaczej, Nora naprawdę cieszyła się, że mieli już plan na kolejne spotkanie i uspokajało ją to, bo przynajmniej wiedziała, że nie będą musieli znowu tak długo robić do siebie podchodów. — Och, tak. Zagrajmy koniecznie — powiedziała z entuzjazmem. — Ale musisz wiedzieć, że kocham rywalizację i nienawidzę przegrywać — ostrzegła. Jeszcze się pokłócą w czasie gry i wtedy dopiero Filip zobaczy prawdziwą twarz Carter. — Amatorzy — mlasnęła. To ciekawe, że nawet w tym przypadku dzielili wspólną pasję.

— Być może. O ile sobie na to zasłużysz — rzuciła na wspomnienie o drinku, uśmiechając się przy tym z wyraźnym rozbawieniem. Nic nie ma za darmo, prawda? — Zjem, jak nie mam wyboru, ale raczej nie przepadam — parsknęła. Nie był pierwszą osobą, która dziwiła się na jej dziwactwa. — Wiesz, to nie jest typowa praca, dlatego doceniam, że mogę po prostu robić to, co lubię, chociaż wiadomo. Miło by mieć jakąś przerwę — stwierdziła, kiwając lekko głową. Wyczuwając na sobie jego spojrzenie, Nora uniosła lekko brew. Była za młoda na śluby, to nie pozostawiało żadnych wątpliwości, choć ta myśl na sekundę przemknęła przez jej umysł. — Kiedyś na pewno. Chyba każdy tego chce, no nie? Mieć kogoś na całe życie prędzej czy później — mruknęła, przyciągając go w trakcie do kolejnego mozolnego pocałunku. — Ale na razie chcę się wyszaleć. Sam rozumiesz — rzuciła wprost w jego wargi.

Filip