Strona 2 z 2

When you are young, they assume you know nothin

: sob wrz 26, 2026 12:01 am
autor: Isabella Serrano
Pokręciłam głową rozbawiona jego słowami. Jeśli dostanę naprawdę ciekawą książkę, nic nie może mnie rozproszyć. Nawet powrót mojego chłopaka do pokoju. Zresztą spędziłam ten czas naprawdę przyjemnie, może nawet za bardzo. Jestem chyba złą dziewczyną, skoro najchętniej ponownie wróciłabym do czytania książki, a jego ponownie wysłała na dół, gdzie aktualnie trwa dalej cała impreza. Zaskoczona poprawiłam trochę pozycję i jedna ręka z automatu poleciała w stronę jego włosów. Trochę boję się go dotykać, jest cały poobijany i siniaki muszą zaczynać dawać o sobie znać. Dlatego delikatnie przyłożyłam rękę do jego klatki piersiowej, bawiąc się wypukłymi napisami.
— Jeśli wypijesz to nie będę zła. Zawsze mogę ja prowadzić, jeśli dasz mi kluczyki do swojego auta — Może dwa razy dał mi prowadzić? Jego auto jest większe od mojego, przez co opanowanie go jest trudniejsze? Zresztą muszę ustawić sobie fotel i lusterka, a to też zajmuje trochę czasu. Moje jest mniejsze, nie jest wielkim klockiem, który porusza się pojezdni. Idealny dla mnie i mojego stylu jazdy. Chociaż, jak się rozłoży fotele i pozbędzie się dachu w jego aucie, przyjemnie się ogląda gwiazdy na niebie. To jest fajna zaleta jego auta, którą osobiście bardzo polubiłam.
— A ja liczyłam, że wrócimy do twojego domu. Jednak to pokój Jakę, a on raczej też będzie chciał wrócić do swojego pokoju, a nie spać na kanapie — Oczywiście, jeśli znajdzie czyste miejsce, gdzie nikogo nie będzie oraz bez żadnych dodatkowych niespodzianek. Raz pomagałam w sprzątaniu tego całego bajzlu. Nie mogłam spać, większość leżała, gdzie było miejsce i pachniało nie za fajnie. Stell miał taki sen, że nie mogłam go obudzić. Tak więc trochę pomogłam dla chłopaków, większe problemy zostawiła dla nich. Nie mam zamiaru sprzątać czegoś, co mnie samą obrzydza. — A taniec? Możemy w sumie zatańczyć… — Zaproponowałam, ale nie mogłam skończyć swojego zdania. Lubię jak całuje mnie tak niespodziewanie, ale teraz trochę byłam zaskoczona. Zabrałam rękę z jego piersi i zaczęłam rozwiązywać na spokojnie kokardę trzymającą zapięcie mojego gorsetu. Zirytowana zostawiłam połowę rozwiązanego gorsetu, to tylko tak ładnie wygląda, a tak trudno tego się pozbyć. Miałam pozbyć się teraz jego koszulki, ale zaczął dzwonić mój telefon. Kurde. Zapomniałam, że w trakcie tej głupiej imprezy muszę wziąć kolejną dawkę leków. Jęknęłam niezadowolona, nie lubię takiego rozproszenia.
— Możesz dalej całować, ale musisz dopuścić mnie do tabletek — Zachichotałam. Zabrałam rękę z jego włosów i na oślep wyłączyłam alarm. Obok miałam małą kosmetyczkę, gdzie włożyłam swoje leki. Usiadłam na tyle, ile tylko mogłam i szybko połknęłam odpowiednią dawkę. Popiłam wodą i ponownie go do siebie przyciągnęłam. Pocałowałam tak, że zaraz straciłam cały tlen w płucach.
— Smakujesz jak mój truskawkowy błyszczyk, wiesz? — Rozbawienie było widoczne na mojej twarzy. Nigdy nie byłam dobra w nurkowaniu, ponieważ szybko się męczyłam i brakowało mi tlenu. Tu teoretycznie wyszło tak samo. Zrobiłam za szybkie ruchy, za mocno go pocałowałam i nabrałam za mało powietrza do płuc. Gdyby nie moja choroba, nie miałabym teraz takie zadyszki. Nie biegam, a czasami czuje się jak po maratonie. Nawet jak się tylko z nim całuję, zaraz pewnie cała bańka pęknie. Bo jest za bardzo opiekuńczy. Szybko zarzuciłam nogę na jego uda, aby nie mógł się podnieść.
— Nawet o tym nie myśl, zaraz mi przejdzie. Zresztą jestem nagrodą, tak? Więc wróćmy do całowania i macania — Wiem jak reaguje, zawsze przestaje lub zaczyna być delikatniejszy. Tylko nie chcę, aby był delikatny. Przypadkowo nasze biodra się o siebie otarły. Totalnie przypadkowo.

Stellan Thompson

When you are young, they assume you know nothin

: sob paź 10, 2026 12:24 pm
autor: Stellan Thompson
Stellan jedynie przewrócił oczami na propozycję oddania jej kluczyków do samochodu. Nie miał nic przeciwko temu, żeby Isabella czasami prowadziła, ale zdecydowanie wolał sam siedzieć za kierownicą. Szczególnie że po jej ostatniej przejażdżce musiał na nowo ustawiać fotel i lusterka.
- Nie ma mowy. Znowu będę przez tydzień szukał odpowiedniego ustawienia fotela - rzucił z rozbawieniem, po czym pokręcił głową, słysząc jej kolejne słowa. - Jake sam zaproponował nam pokój. Poradzi sobie.
Nie zamierzał się przejmować tym, gdzie jego kumpel spędzi noc. Jake doskonale wiedział, na co się zgadza, a poza tym miał cały dom do dyspozycji. Propozycję tańca skwitował jedynie uśmiechem, bo zanim Bella zdążyła rozwinąć temat, ponownie zajął jej usta swoimi. Tańczenie mogło poczekać.
Poczuł, jak jej palce zaczynają rozwiązywać wiązanie gorsetu i odruchowo przesunął dłoń na jej plecy, nie zdążył nawet porządnie przyjrzeć się zapięciu, kiedy rozległ się dźwięk telefonu. Oderwał się od jej ust i spojrzał na urządzenie z wyraźnym niezadowoleniem. Dopiero wzmianka o tabletkach sprawiła, że bez protestowania odsunął się na tyle, żeby mogła usiąść.
- Masz fatalne wyczucie czasu z tym alarmem - mruknął, sięgając po książkę, którą wcześniej odłożyła na bok. Przez chwilę obracał ją w dłoniach, przyglądając się okładce, podczas gdy jego dziewczyna zajmowała się lekami. Odłożył książkę dopiero wtedy, kiedy ponownie przyciągnęła go do siebie. Chętnie odwzajemnił pocałunek, wsuwając dłoń w jej włosy i przytrzymując ją bliżej siebie. Musiał przyznać, że potrafiła skutecznie odwrócić jego uwagę od wszystkiego, - To chyba znaczy, że powinienem ci go częściej podkradać - odpowiedział na uwagę o błyszczyku, uśmiechając się pod nosem. Odruchowo poluzował uścisk i już miał się odsunąć, kiedy poczuł jej nogę na swoich udach. Spojrzał najpierw na nią, później na dziewczynę, unosząc brew. Nie musiała nawet kończyć swojej wypowiedzi, żeby zrozumiał, o co jej chodzi. - Dobra, dobra. Już nic nie mówię - zapewnił, choć przez chwilę jeszcze obserwował jej twarz, upewniając się, że rzeczywiście dochodzi do siebie.
Nie zamierzał robić z tego większego problemu, skoro sama twierdziła, że zaraz jej przejdzie. Zamiast tego przesunął dłoń po jej udzie, które nadal spoczywało na jego nogach. Kiedy ich biodra ponownie się zetknęły, parsknął śmiechem. Jakoś trudno było mu uwierzyć, że zrobiła to zupełnie przypadkowo. Szczególnie po tym, jak przed chwilą otwarcie zaproponowała powrót do całowania i macania.
- Strasznie niecierpliwa jesteś, wiesz? - mruknął z rozbawieniem. Pochylił się, żeby pocałować ją w policzek, a następnie w kącik ust. Tym razem jednak nie spieszył się z kolejnym pocałunkiem, pozwalając jej jeszcze przez chwilę spokojnie oddychać. Przesunął się nieco na bok, nadal trzymając ją blisko, a potem zerknął na rozwiązaną do połowy kokardę gorsetu. - Daj to, bo do rana się z tym będziesz męczyć - rzucił, sięgając do wiązania.
Przez moment walczył z tasiemkami, próbując zorientować się, która odpowiada za poluzowanie całości i kiedy w końcu udało mu się rozplątać, uśmiechnął się z satysfakcją. Nie miał pojęcia, dlaczego dobrowolnie założyła coś tak niewygodnego, ale musiał przyznać, że wyglądała w tym cholernie dobrze. - No dobra. Na czym skończyliśmy? - zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź.
Nie czekając na nią, pocałował ją ponownie, obejmując dłonią jej policzek. Drugą ręką przyciągnął ją bliżej siebie, uważając jedynie, żeby przypadkiem nie przygnieść jej swoim ciężarem. Nie zamierzał już wracać do tematu imprezy, samochodu ani nawet tego, gdzie Jake będzie spał. Mieli przed sobą całą noc, a on zdecydowanie wolał poświęcić ją niej niż kolejnym rozmowom.
Isabella Serrano

When you are young, they assume you know nothin

: śr paź 21, 2026 12:03 am
autor: Isabella Serrano
Z jednej strony powinno być mi głupio, ale teoretycznie Jakę sam dał nam ten pokój, prawda? Zawsze zresztą go tak chętnie oddawał. Jakby nie chciał do niego wracać po imprezie lub w czasie jej trwania. Czasem się właśnie zastanawiam, dlaczego tak się działo, ale potem przypominam sobie jedno. Należy do tej samej drużyny co mój chłopak, może chce tak zapunktować u swojego kapitana? No i jako jedyny chce ze mną rozmawiać, a rozmawia dość normalnie i nie robi chorych akacji. To jedyny osobnik z tej całej drużyny, który ma do mnie dość normalne podejście. Takie ludzkie, jeśli tak mogę to wszystko nazwać. No a tak chcę to jednak nazwać, zwłaszcza jak mi on pomógł, i to nieraz. Niezależnie, czy to z powodu mojego chłopaka lub czegoś innego. Jednak wolę żyć w przekonaniu, że to z dobroci jego serca i jednak mnie on lubi, ponieważ ja go lubię.
Wplotłam palce w jego ciemne kosmyki. Im dłuższe je ma, bardziej stają się jak małe sprężynki. Są urocze, strasznie lubię się nimi bawić. Jego małe kopie, pewnie będą mieć też takie urocze małe sprężynki na swojej głowie. W sumie chciałabym takie zobaczyć w dalekiej, ale naprawdę dalekiej przyszłości. Jeśli nam się uda, ponieważ może być z tym wszystkim naprawdę różnie. Nie chcą krakać, chciałabym, aby wszystko zostało, tak jak jest teraz. Lubię żyć w naszej bańce mydlanej, która jest nasza i podzielana jest na szkolne obowiązki.
— Teraz tylko macanki, dobrze? Chcę jeszcze wybrać się na obiecaną randkę w naszej ulubionej knajpce. Wieczorem jest tam romantycznie, a dzisiaj zasługujesz też na dobre jedzenie — Powiedziałam to, jeszcze przed jego pocałunkiem. Mój oddech zaczął się uspokajać, więc nie muszę martwić się razie na nic. Leki też zaczynają działać, więc raczej nic nam już nie będzie przeszkadzać. Nie chcę też za bardzo sprawiać mu ból. Jest po zawodach, nawet leki przeciwbólowe mają swój limit. No dzisiaj dość mocno oberwał, ale za to wygrał. Nie jestem z tego zadowolona, nie pod względem tego, że ucierpiał. Jednak jestem mega dumna, że wygrał i pokazał, że stać go na jeszcze więcej. Zwłaszcza jak pokazał wszystko dla osób, które odpowiedzialne są za nasze studia. Dobrze byłoby, gdyby komuś się spodobał i dostał stypendium do najlepszej uczelni. Przypadkowo trochę mocniej ścisnęłam filetowego siniaka, który dopiero zaczynał rosnąć z czasem.
— Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Wszystko dobrze? Przeciwbólowe nie zawsze działają, kiedy tego potrzebujemy — Zmartwiona pocałowałam go w miejsce sinego miejsca. Tego naprawdę nie lubię, ale muszę się z tym wszystkim pogodzić. Zwłaszcza przez jego hobby i pewnie przyszyły zawód. Jeśli teraz tak się wciągnął, pewnie będzie dalej to wszystko chciał ciągnąć. Niezależnie, ile będzie miał lat, chociaż? Może kiedyś będzie uczył małych chłopców grać w hokej? Widzę go w tej roli za parę lat.
— To tatuaż, czy kolejny siniak? — Spytałam zaciekawiona. Trudno mi to ogarnąć, ponieważ światło nie pomogło i pozycja, w jakiej jesteśmy też jakoś nie pomaga. Przyciągnęłam go do kolejnego pocałunku, teraz naprawdę się z niczym nie spieszyłam, chciała, aby było to spokojne i bez żadnej presji. Prawie jak postacie z mojej książki, którą czytałam przed jego przyjściem. Przypadek? Nie sądzę. Czasem chyba nie powinnam myśleć o swoim życiu, jak z książki, ale lubię takie podejście. Jest tylko i wyłącznie moje.
— Ciągle myślę o wszystkim, ale nie tym co robimy teraz — Zmarszczyłam czoło.

Stellan Thompson