the stars are telling me some weird stuff
: pt lip 31, 2026 3:28 pm
W sumie powinien się zgodzić z tym, że rodzeństwo powinno trzymać się wspólnie. Na szczęście jego rodzeństwo, jak i cała rodzina, taka właśnie była. Odejście matki zbliżyło ich do siebie. Oczywiście początkowo były pewne problemy, bo wszyscy, a szczególnie ich ojciec, próbowali się odnaleźć w nowej sytuacji. On większości tego nie pamiętał. Pamiętał jednak, że jego ojciec, siostra i brat zawsze byli przy nim. Dlatego kochał ich nawet jeśli czasami tego nie okazywał. Miał problemy z okazywaniem emocji, było to coś, z czego zdawał sobie sprawę i nad czym pracował, jednak przychodziło mu to z trudnością.
Wielu rzeczy jednak nie rozumiał, jak chociażby tego, że potrzebował mówić ludziom że mu na nich zależy i że ich kocha… Wydawało mu się jednak, że jego najbliżsi o tym wiedzą i on nie musiał ich w tym upewniać. Może jednak powinien… tak się nad ty teraz zaczął zastanawiać. Było to jednak coś, co miał zamiar rozważać w nocy, gdy leżał w łóżku i nie mógł zasnąć. Właśnie takie momenty były najlepsze do rozważania najgorszych możliwych myśli.
– Ktoś musi, żebyś nie miała za dobrze – zaśmiał się na jej komentarz. No ale tak właśnie działały rodzeństwa. Nie zawsze mogło być miło i przyjemnie, nawet jeśli wszystko to było tylko w żartach. Podobało mu się to, że potrafili ze sobą żartować i żartować o sobie bez strachu, że w jakiś sposób ich relacja na tym ucierpi. Musieli przecież sobie dokuczać, żeby wzmacniać swoje charaktery. Musieli sprawiać, że stawali się lepszymi ludźmi. Uśmiechnął się. – Wyślę, wyślę – obiecał. I w sumie zrobiło mu się głupio, że nie powiedział siostrze o tym, że wybiera się na taką wycieczkę. Był przekonany, że jej obecność mogła mu się przydać, niemniej jednak z drugiej strony chciał pobyć samemu na łonie natury. Potrzebował tego. I owszem, większość swojego dorosłego życia przebywał samotnie, jednak teraz zmieniała się sceneria. No i miał nadzieję, że w naturze, z możliwością oddychania świeżym powietrzem, nieco mu się przejaśni i dojdzie do odpowiednich wniosków co do tego, co powinien zrobić.
– Co? Nie… fuj – pokręcił głową krzywiąc się. Nie myślał o cyckach, a już na pewno nie o tych należących do jego siostry. Ale nie, nie o te proporcje mu chodziło, jednak nie chciał już kontynuować tego tematu i aż zamknął swój szkicownik, pozostawiając twarz Coven w nienaruszonym stanie. Pewnie już nie zmieni tego nosa. Odłożył szkicownik i ołówek na bok, a sam wstał i przeciągnął się. Od siedzenia po turecku strzeliło mu w kolanie, gdy już się podnosił. Zrobił kilka niepewnych kroczków, jakby dopiero uczył się chodzić.
– Ano z tą konkretną… idzie do utylizacji, a resztę się zamraża – powiedział. W sumie większość takich próbek szła do utylizacji, chyba że pojawiały się jakieś ciekawsze, którym chciano się przyjrzeć dokładniej i wybadać, co było nie tak. A dużo rzeczy mogło być nie tak, bo męskie komórki rozrodcze działały na innych zasadach niż żeńskie. W sumie to im dłużej pracował w klinice, tym bardziej doceniał to, jak dużym poświęceniem wykazywały się kobiety.
– Chciałbym też nowe perfumy i jakiś kremik… i taki przeciwsłoneczny – powiedział. Chciał też pobyć trochę z siostrą i porobić coś więcej niż siedzieć w jednym miejscu, nawet jeśli lubił jej mieszkanie.
coven bremers
Wielu rzeczy jednak nie rozumiał, jak chociażby tego, że potrzebował mówić ludziom że mu na nich zależy i że ich kocha… Wydawało mu się jednak, że jego najbliżsi o tym wiedzą i on nie musiał ich w tym upewniać. Może jednak powinien… tak się nad ty teraz zaczął zastanawiać. Było to jednak coś, co miał zamiar rozważać w nocy, gdy leżał w łóżku i nie mógł zasnąć. Właśnie takie momenty były najlepsze do rozważania najgorszych możliwych myśli.
– Ktoś musi, żebyś nie miała za dobrze – zaśmiał się na jej komentarz. No ale tak właśnie działały rodzeństwa. Nie zawsze mogło być miło i przyjemnie, nawet jeśli wszystko to było tylko w żartach. Podobało mu się to, że potrafili ze sobą żartować i żartować o sobie bez strachu, że w jakiś sposób ich relacja na tym ucierpi. Musieli przecież sobie dokuczać, żeby wzmacniać swoje charaktery. Musieli sprawiać, że stawali się lepszymi ludźmi. Uśmiechnął się. – Wyślę, wyślę – obiecał. I w sumie zrobiło mu się głupio, że nie powiedział siostrze o tym, że wybiera się na taką wycieczkę. Był przekonany, że jej obecność mogła mu się przydać, niemniej jednak z drugiej strony chciał pobyć samemu na łonie natury. Potrzebował tego. I owszem, większość swojego dorosłego życia przebywał samotnie, jednak teraz zmieniała się sceneria. No i miał nadzieję, że w naturze, z możliwością oddychania świeżym powietrzem, nieco mu się przejaśni i dojdzie do odpowiednich wniosków co do tego, co powinien zrobić.
– Co? Nie… fuj – pokręcił głową krzywiąc się. Nie myślał o cyckach, a już na pewno nie o tych należących do jego siostry. Ale nie, nie o te proporcje mu chodziło, jednak nie chciał już kontynuować tego tematu i aż zamknął swój szkicownik, pozostawiając twarz Coven w nienaruszonym stanie. Pewnie już nie zmieni tego nosa. Odłożył szkicownik i ołówek na bok, a sam wstał i przeciągnął się. Od siedzenia po turecku strzeliło mu w kolanie, gdy już się podnosił. Zrobił kilka niepewnych kroczków, jakby dopiero uczył się chodzić.
– Ano z tą konkretną… idzie do utylizacji, a resztę się zamraża – powiedział. W sumie większość takich próbek szła do utylizacji, chyba że pojawiały się jakieś ciekawsze, którym chciano się przyjrzeć dokładniej i wybadać, co było nie tak. A dużo rzeczy mogło być nie tak, bo męskie komórki rozrodcze działały na innych zasadach niż żeńskie. W sumie to im dłużej pracował w klinice, tym bardziej doceniał to, jak dużym poświęceniem wykazywały się kobiety.
– Chciałbym też nowe perfumy i jakiś kremik… i taki przeciwsłoneczny – powiedział. Chciał też pobyć trochę z siostrą i porobić coś więcej niż siedzieć w jednym miejscu, nawet jeśli lubił jej mieszkanie.
coven bremers