Strona 2 z 2

you can't skip to the end of the story just because you're tired of being in the middle

: czw wrz 03, 2026 9:21 pm
autor: Ayaan Malviya
„Pamiętam.”
Nic dziwnego, że pamiętał, bo wychodziło na to, że przeszłość zapisała się w jego głowie jak skrupulatnie prowadzony spis wydarzeń. Całe szczęście, że między tym wszystkim co złe, znalazło się również miejsce na zapamiętanie tych dobrych chwil. Nawet jeśli to były tylko chwile – krótkie i intensywne. Bo to, co budzi w człowieku najsilniejsze odczucia często jest tym, co faktycznie jest warte zapamiętania. Niezależnie od tego jakie emocje niesie ze sobą dane wspomnienie – musi być wyraziste, by mimo upływu czasu wciąż było wyryte w pamięci.
Nigdy nie planował pozostawiać po sobie tak paskudnego śladu. Gdyby tylko mógł pewne rzeczy zrobiłby nieco inaczej, nawet jeśli ostatecznie nie żałował tego w jaki sposób po latach ukształtowało się jego życie. Młodzieńcem być niesfornym, gdyby miał wtedy w sobie nieco więcej hamulców i pokory to pewnie wiele dawnych relacji pchnąłby w zupełnie innym kierunku. Teraz wiedział, że pozostał praktycznie z niczym, bo większość znajomych (głównie przez jego wyjazd, ale pewnie też nieznośnie zachowanie) odwróciło się od niego albo wyjechało z miasta. Po powrocie do Toronto uzmysłowił sobie, że jest praktycznie sam i jeśli nie weźmie sprawy w swoje ręce to te nieliczne kontakty same się nie odnowią. Po takim czasie ludzie nosili w sobie zupełnie inne emocje, nawet jeśli wciąż pozostawała w nich pierwotna niechęć i niesmak, który zostawił po sobie Ayaan. Najlepszym tego przykładem był sam Apollo.
W pierwszej chwili zebrała się w nim cała złość i niechęć, gdy napłynęły te najbardziej wyraziste wspomnienia. Ale to powoli ustępowało. Z każdym słowem wydawał się być coraz bardziej spokojniejszy. Malviya starał się mu to ułatwiać, dawał przestrzeń. Bo choć był na przegranej pozycji ze względu na to w jaki sposób się rozstali to dostrzegał możliwość choćby częściowego pojednania się. Początkowy wybuch dawnego przyjaciela nie zniechęcił go. Ogólnie mało co było w stanie go złamać, więc przetrwał pierwszą falę.
— Zawsze się tym od siebie różniliśmy — zaczął gdy tylko usłyszał o chęci zmiany otoczenia, ale również o powiązanych z tym obawach — Ja chęci zawsze przekuwam w czyny.
Na początku chciał powiedzieć 'ja chcę, a później to mam', ale szybko uznał, że może to zostać nieodpowiednio odebrane. Kiedyś faktycznie nierozsądnie działał po trupach do celu. No teraz też... ale wszystko co robił dużo lepiej planował. Głównie z korzyścią dla siebie, bo wciąż jednak bywał egoistą. Niektórych cech nie zmienia nawet upływ czasu.
— Lubię zmiany, bez nich czasami stoimy w miejscu. Ale cieszę się, że tobie udało się ruszyć — odparł szczerze. Nie był pewny czy gdyby nie wcześniejszy przymusowy to sam byłby w stanie cokolwiek zmienić. Czasami tylko drastyczne środki są jedynym skutecznym wyjściem i w przypadku Ayaana na pewno tak było. Życie mu się wtedy wywróciło do góry nogami. Czuł się jakby sufit zawalał mu się na łeb. Więc uciekł.
Przez chwilę zastanawiał się co znaczy, że był wygodnym problemem. W życiu słyszał wiele różnych określeń na swój temat, ale takiego nigdy. Może to w jakimś stopniu czyniło go... wyjątkowym? Rozumiał to oczywiście na swój własny sposób, bo o żadne dodatkowe wyjaśnienie nie prosił.
Wziął głęboki wdech, gdy usłyszał pytanie o plany. Chyba po raz pierwszy nie miał żadnego, nawet najmniejszego punktu zaczepienia. Zwyczajnie wrócił w miejsce, które było jego domem od zawsze. Przeczekał burzę, a gdy wyszło słońce postanowił pojawić się w Toronto ponownie. Bo nowy, zaproponowany przez matkę dom był daleki od miejsca, w którym faktycznie chciał żyć. I choć lubił czerpać garściami z tego co proponuje życie, często nie zastanawiał się nad przeszłością to teraz czuł, że dobrze byłoby mieć jakiś plan. Tylko co, jeśli planem była chęć ułożenia sobie zwyczajnego życia?
— Nie mam — przyznał się, poprawiając się na fotelu. — Chcę po prostu żyć w miejscu, które faktycznie mogę nazwać domem. A Tobie dobrze się tu mieszka? Jest stabilnie?
Spojrzał przez okno – uznał, że jeszcze trochę drogi przed nimi. Liczył na owocną rozmowę – nie musieli być najlepszymi przyjaciółmi, ale chciał żeby chociaż po części sobie coś wyjaśnili i mogli się tolerować. Żeby nie musieli siebie unikać na ulicy przy przypadkowym spotkaniu.
Zaśmiał się nagle – cicho, niemal bezdźwięcznie.
— Nie mogę uwierzyć, że po takim czasie siedzę tuż obok ciebie, a wszystkiemu jest winny przypadek... — Pokiwał głową jakby to było coś trudnego do przetworzenia.

Apollo Bremers

you can't skip to the end of the story just because you're tired of being in the middle

: ndz wrz 06, 2026 5:25 pm
autor: Apollo Bremers
   Obaj w swojej młodości byli dynamiczni nie tylko w sposobie, w jaki prowadzili swoje życie, ale również w swoich charakterach. Apollo był ambitny i temperamentny. W liceum wydawało mu się, że cały świat stał u jego stup tylko i wyłącznie dlatego, że był przystojny i utalentowany. A przynajmniej tak mu mówiono, a on nie miał powodów, by temu nie wierzyć. Życie było wtedy przyjemne i nic nie zapowiadało na to, że nie osiągnie sukcesu. Być może za mocno uwierzył temu wszystkiemu, bo tak naprawdę nie miał okazji do tego, by to przekonanie o sobie zweryfikować. Był bowiem jednym z wielu podobnych sobie młodych ludzi, którzy również chcieli tego samego, co on. Był więc ambitny i nierzadko pozwalał na to, by ta ambicja przysłoniła mu zdrowy rozsądek czy nawet człowieczeństwo. Nie miał bowiem większych skrupułów by nie podłożyć komuś nogi i skłamałby, gdyby powiedział, że czyjś upadek go nie cieszył. Wieść o tym, co stało się z Ayaanem smakowała mu niczym słodki karmel wlewany prosto do gardła.
   Bo w głębi duszy Apollo wiedział, że był złym człowiekiem. I że złością, dorównującą tej, którą czuł do Ayaana za to, co tamten mu zrobił, czuł również do siebie za to, że nie pokusił się na to, by zrobić to pierwszemu. A pewnie były ku temu okazje. Mógł go popchnąć, podłożyć nogę, zepchnąć ze schodów w każdej chwili, gdy się ze sobą spotykali. Być może przy każdym spotkaniu i pod każdym z jego uśmiechów czaiła się gdzieś, głęboko ukryta, myśl o tym, by zrobić te wszystkie rzeczy, Jednak z drugiej strony lubił spędzać z nim czas. Nie wiedział, dlaczego akurat takie uczucie musiało narodzić się w nim względem tego chłopaka, ale tak się już stało i nie mógł tego zmienić. Nie chciał tego zmieniać, bo Ayaan wydał mu się jedyną osobą, która była w stanie go zrozumieć. I chociaż nie łączyła ich łatwa do zdefiniowania relacja, Apollo zawsze czuł się dodatkowo zraniony wiedząc, że została ona przecięta.
   Nie sądził, że zdoła być spokojny, jeśli kiedykolwiek spotka Ayaana. Sądził jednak, że nidgy do tego nie dojdzie, bo Indie były daleko, a on sam nie planował podróżować aż tam. Wizja spotkania czy nawet pojednania z chłopakiem wydala mu się jednie hipotetycznym scenariuszem, jaki rozgrywali od czasu do czasu na terapii. I wizja nieziszczenia sprawiała, że było mu łatwiej udawanie tych pozytywnych scenariuszy. Zetknięcie się z nim na żywo sprawiło, że wszystko poszło w las. Okazało się również, że terapie i ćwiczenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, bo wszystkie emocje, z którymi miał się na nich rozprawić, znalazły swoje ujście. I pewnie gdyby spotkali się w innych okolicznościach, to blondyn zareagowałby dużo gwałtowniej, bo teraz musiał się nieco opanować, z uwagi na to, że wokół było tak dużo ludzi.
   – Tak… trzeba się zmieniać, jak sądzę – odpowiedział mu, opierając się o siedzenie. Kilka słów cisnęło mu się na usta, jednak uważał, że nie był to ani czas, ani miejsce na to, by o tym mówić. Zmiany były wskazane, jednak oczywistym było, że najlepszymi były te, na które decydowaliśmy się z własnego wyboru, a nie kierowaniu okolicznościami, na które skazali nas inni. W ogólnym rozrachunku, jego życie nie było tragiczne. Nie skończył źle, bo w sumie mógłby obrać całkowicie inną ścieżkę, jak chociażby uciekać w używki, co było częstym wyborem u ludzi, którym życie się sypało. Być może terapia dała jakieś sensowne i pozytywne skutki.
   – Och… – powiedział, słuchając go. Nie wiedział, czy sam byłby w stanie wrócić do miejsca, gdzie nie było jego rodziny. Zgadywał bowiem, że Ayaan pojechał do Indii ze swoją rodziną i tam ją zostawił, wracając do miejsca, w którym się wychował, ale w którym nie miał w sumie nikogo. Ta myśl sprawiła, że trochę zrobiło mu się go szkoda. – No ma to sens – przyznał jednak, kiwając głową z lekkim zrozumieniem. Albo próbą zrozumienia go. Nie wiedział, czy on sam by tak postąpił. Nie wiedział, czy na miejscu chłopaka wróciłby do miejsca, z którym zerwałby wszelkie więzy. Apollo poza rodziną i wspomnieniami nie miał tutaj niczego, do czego mógłby wracać. No a wspomnienia zawsze można było stworzyć nowe w innym miejscu, z innymi ludźmi. Dlatego tylko rodzina go tu trzymała i dopóki nie zmieni swojego nastawienia do niej, to pewnie nie będzie chętny do długotrwałych wyjazdów.
   – Całkiem nieźle, tak sądzę… robię doktorat, badam męską niepłodność, a raczej czynniki, które wpływają na to, że odsetek niepłodnych mężczyzn z Toronto i okolicach zwiększa się z roku na rok – przyznał. Cóż, tematyka jego pracy powodowała, że wiele osób nie lubiło o tym rozmawiać. Niemniej jednak on lubił mówić o tym, co robił, bo miał wrażenie, że dokłada swoją niewielką cegiełkę do tego, by pomagać innym. Były to może zbyt wielkie oczekiwania, no ale dzięki temu lepiej mu się pracowało długimi godzinami w laboratorium.
   – No cóż, gdyby nie to, to pewnie skutecznie bym cię unikał – stwierdził bezpośrednio. Bo taka byłaby prawda. Gdyby wiedział, że wrócił i wiedział, w jakich miejscach przebywał, to zrobiłby wszystko, żeby tylko na niego nie wpaść i nie musieć odbyć tej rozmowy.
   Nie wiedział jeszcze, czego chciał i czego oczekiwał od ich spotkania. Ciągle targały nim emocje, jak również spontaniczność tego spotkania. Obie te rzeczy sprawiły, że nie myślał jasno. Nie wiedział więc, czy chciał kolejnych spotkań ale jednocześnie nie był przekonany do tego, że chciał go unikać. Nie wiedział, jak będzie do tego podchodzić, gdy wstanie kolejnego dnia. Teraz jednak, dziwną przyjemność czerpał z obecności Ayaana obok.

Ayaan Malviya

you can't skip to the end of the story just because you're tired of being in the middle

: ndz paź 18, 2026 3:24 pm
autor: Ayaan Malviya
Na szczęście w żadnym momencie tego spotkania nie czuł się jak worek treningowy, na którym wyładowuje się nadmiar negatywnych emocji. Od samego początku obdarował swojego dawnego rywala ogromnym zrozumieniem. Potrafił sobie wyobrazić co dokładnie może czuć, że te nagłe, niespodziewane spotkanie na pewno wewnętrznie go poruszyło. Nie dziwił się, przecież sam czuł, że jego własne trzewia wykręciły się w nienaturalny sposób, gdy tylko dostrzegł sylwetkę Bremersa. To nie było spotkanie, na które człowiek mógłby jakkolwiek dobrze się przygotować. Wszystkie reakcje i słowa były tymi pierwszymi, które przychodziły do głowy, gdy człowiek musiał się mierzyć z czymś na co nie był gotowy, czego zupełnie się nie spodziewał. Ostatecznie obaj poradzili sobie naprawdę dobrze z całym tym ciężarem, burzliwym rozstaniem i całym niesmakiem, który pozostawiła ich dawna przyjaźń.
Wewnętrznie czuł się spięty – jakby jego ciało się skurczyło, stało się za małe by pomieścić wszystkie wnętrzności. Serce mogło mu uderzać mocniej, a oddech mógł być nieregularny, ale zadawał sobie zbyt wiele trudu by się opanować, więc nawet się na tym nie skupiał. Zamiast tego układał się wygodniej na fotelu, zachowując jak najbardziej wyluzowaną postawę. Wyprostował na tyle na ile się dało nogi, może nawet przymknął oczy na dłuższy moment, jakby chciał sobie dać moment na ułożenie sobie wszystkiego w głowie. Nawet jeśli to Apollo był tym, który zmagał się z większym mętlikiem.
Kiedy usłyszał czym się zajmuje Bremers mimowolnie rozchylił usta ze zdziwienia. Nigdy wcześniej nie przypuszczałby, że pójdzie w trochę badań i będzie się zajmował czystą nauką. Prawda jednak była taka, że znał go kiedyś, a teraz był zupełnie innym człowiekiem. Czuł, że równie dobrze mógłby mu podać ponownie dłoń i przedstawić się raz jeszcze, bo po dawnym Apollo została tylko znana twarz i głos, który na przestrzeni lat i tak stał się dużo poważniejszy.
— Jestem pod wielkim wrażeniem — odezwał się w końcu. — Szczerym wrażeniem — dodał prędko, bojąc się, że minimalny zachwyt w jego głosie może zostać odebrany jako nieszczery. Nie spodziewał się tego, więc jego reakcja była prawdziwa. Miał ochotę pociągnąć dalej temat, ale uznał, że to nie byłaby rozmowa na odpowiednim poziomie i najpierw musiałby się nieco doinformować, żeby nie wyjść na totalnego głupka i ignoranta. Poza tym dużo lepiej dyskutowałoby się z kimś kto o bezpłodności ma jakiekolwiek pojęcie. Chyba że zainteresowałby się tematem na tyle, by wydobyć z doktoranta jakieś ciekawostki. Tak czy owak... najpierw wolał się skupić na tym co się między nimi działo, a później ewentualnie odskoczyć w stronę pozostałych tematów.
— Zobaczysz, że łatwiej ci się będzie żyło po tej konfrontacji — powiedział, nie nawiązując do niczego konkretnego. Miał tylko nadzieję, że chociaż częściowo mogli się pogodzić ze swoim towarzystwem i sprawić, by łatwiej było się wzajemnie znosić. Skoro już się okazało, że obaj będą mieszkać w tym samym mieście to niewykluczone, że kiedyś gdzieś jeszcze na siebie wpadną. I nawet jeśli Apollo wciąż miałby żywić do Ayaana jakąś urazę to jako dorośli ludzie mogli chociaż postarać się zakopać topór wojenny. Dla świętego spokoju. Malviya chciał podjąć jeszcze jedną próbę odbudowy tej relacji. Małym krokiem, bo nie chciał nachalnie zdobywać zaufania mężczyzny.
— Będziesz chciał pozwiedzać ze mną? To mógłby być drobny krok w stronę lepszego jutra — zaproponował, odwracając łeb w jego stronę. Wychwycił jego spojrzenie i uśmiechnął się delikatnie. Kąciki ust nieśmiało powędrowały ku górze, jakby był też gotowy na ewentualną odmowę i całkowitą zmianę mimiki.
Wiedział, że na koniec dnia przynajmniej nie będzie miał sobie nic do zarzucenia. Nie będzie żałował, że nie spróbował do niego dotrzeć.

Apollo Bremers

you can't skip to the end of the story just because you're tired of being in the middle

: wt paź 20, 2026 7:16 pm
autor: Apollo Bremers
   Prawda jest taka, że mało brakowało, a Ayaan zostałby workiem treningowym i nie tylko w sensie metaforycznym. Apollo był na niego zły. Był zły o wiele rzeczy, które wydarzyły się w jego życiu, ale na większość z nich był odpowiedzialny samodzielnie. Na chłopaka jednak złościł się przede wszystkim o to, że ten zniszczył jego plany na przyszłość, nawet jeśli ta przyszłość miałaby się nie wydarzyć. Bo trudno było zostać zawodowym sportowcem. I Bremers zdawał sobie z tego sprawę. Czym innym była jednak porażka wynikająca z tego, że brakowało mu umiejętności i talentu, a czymś innym kontuzja wywołana przez kogoś innego. Był to czysty sabotaż. A przynajmniej on myślał o tym w tych kategoriach za każdym razem, gdy imię i nazwisko Ayaana obiło się o jego uszy.
   Terapia w sumie też nie pomagała za dużo. Owszem, wydawało mu się, że lepiej radził sobie ze złością i jej wyrzutami, jeśli było to wywołane wszystkim innym poza wypadkiem. Miał nadzieję, że i tę sprawę sobie wyjaśnił. Zetkniecie się z chłopakiem otworzyło jednak rany na nowo. Było to jednak tak gwałtowne, że wybuch sprawił jedynie tyle, że większą złością zapałał do siebie samego, że tak dużo lat stracił na rozpamiętywaniu czegoś, co chyba nie miało już znaczenia. No bo czasu nie mógł cofnąć. Krzywdy Ayaanowi również nie chciał zrobić, bo niczego tym by nie spowodował, a być może skierowałby uwagę na siebie. A nie chciał trafić do aresztu. Miał bowiem ciekawą pracę, robił ciekawe badania i w sumie wyszedł na ludzi. Jego życie potoczyło się pewnie lepiej, niż wtedy, gdy zostałby sportowcem. Bo wtedy całe swoje życie musiałby podporządkować dyscyplinie i treningom. Pewnie stałby się przez to bardziej zgorzkniały i spięty. W końcu z jakiegoś powodu sportowcy lądowali na terapiach i z problemami psychicznymi.
   Łatwiej było jednak obwiniać kogoś innego niż siebie czy też okoliczności. Ayaan stawał się więc idealnym ucieleśnieniem niepowodzenia. I niebezpieczna była myśl, że cały czas mógł nim pozostać.
   Westchnął, pozwalając by napięcie i zdenerwowanie wyleciały z jego ciała. Na terapii jego terapeutka poleciła mu ćwiczenia oddechowa. Jego ulubionym były ćwiczenia wizualizacyjne, kiedy to musiał wyobrażać sobie, że złe emocje zbierają się w jego środku w kulkę, którą później wydychając, wypuszcza z siebie w postaci czarnego dymku. Nie wiedział, czy to faktycznie pomagało, czy tylko mu się wydawało, bo skupiał swoją uwagę na czymś innym niż bycie złym. Kontynuował jednak te swoje ćwiczenia.
   – Już nie przesadzaj – powiedział, patrząc na niego. Nie wiedział, czy podziw był szczery, jednak potrafił odgadnąć, że Ayaan był zaskoczony tym wyznaniem. I nie dziwił mu się, bo jeszcze kilka lat temu pewnie sam nie byłby w stanie uwierzyć, że zajmie się doktoratem i to z kierunku takiego jak biochemia i biologia komórki. W liceum nie określiłby się mianem człowieka nauki ani nawet osoby, która lubiła się uczyć. Pewnie gdyby nie wypadek i kontuzja to nie odkryłby w sobie pasji do nauki i badań. Pewnie nie uważałby siebie też za przesadnie inteligentnego. Zaskoczenie, które malowało się na twarzy Ayaana poprawiło mu jednak nastrój. Świadczyło to bowiem, pomimo jego wcześniejszemu wybuchowi, że całkiem nieźle sobie poradził.
   Prychnął lekko na jego kolejne słowa. Wiedział, że Ayaan chciał dobrze, dlatego też postanowił tego nie rozbijać na czynniki pierwsze i analizować. Miał on jednak rację. Apollo sam miał nadzieję, że z tego spotkania wynikną teraz same dobre rzeczy.
   – Ale że co? Mamy chodzić wspólnie? Może jeszcze trzymać się za rączki? – zaśmiał się, jednak w jego głosie nie dało się usłyszeć złości. Spojrzał na niego, widząc, że ten chciał dobrze i że faktycznie starał się wyciągnąć w jego stronę rękę. – Okej, ale uprzedzam, że chciałem porobić zdjęcia i pomalować – dodał szybko, uprzedzając chłopaka, że może okazać się trudnym kompanem do zwiedzania.

Ayaan Malviya