Strona 2 z 2

My beloved ghost and me sitting in a tree

: wt sie 04, 2026 7:12 pm
autor: Darcy Bowman
Czy na pewno jej się przyda? Czy jeśli znowu zostanie sama da sobie w ogóle radę? Znaczy… pewnie da. Całe życie dawała sobie radę sama, ale pytaniem było, czy jeszcze chciała to robić. I w momencie, gdy się do niej przysunął, gdy ją objął, zamknął ją w swoich ramionach – znała odpowiedź. Nie. Nie chciała… i dlatego znowu zaczęła wpadać w panikę, bo jej głowa podpowiadała jej najczarniejsze z czarnych scenariuszy i nie potrafiła się ich pozbyć. Wyrzuty sumienia zaczęły ją przygniatać jeszcze zanim cokolwiek się wydarzyło. Przecież ją znał… przecież wiedział, że sobie nie wybaczy jeśli stanie mu się coś złego. To ją zje. Jednocześnie była pod wrażeniem jak jego serce równo biło, jakby naprawdę potrafił przy tym wszystkim zachować spokój. To jej trzepotało się w jej klatce piersiowej jak przestraszone zwierzątko. Ale trochę tak się czuła, więc akurat pasowało. Mocniej do niego przylgnęła, zacisnęła powieki i słuchała, co miał do powiedzenia. Był upartym psem…
Tylko już nie był psem.
Pokręciła lekko głową i odsunęła się od niego, gdy jej na to pozwolił. Nie chciała chować głowy w piasek… nawet ukrywając się, czy wyjeżdżając – wcale nie musiała tego robić. Nie musieli. Nie musieli też reagować od razu. Wręcz przeciwnie.
- Nie robisz tego na chłodno. – zaprotestowała – Akcja, reakcja… i rozumiem to. Naprawdę to rozumiem. Uwierz mi, że część mnie chętnie by stąd wyszła i zrobiła coś bardzo głupiego. Bardzo. – nie potrzebowałaby do tego jego wsparcia. Ale wiedziała, że byłoby to głupie i przyniosło więcej szkód niż pożytku.
Odsunęła się od Arvela, wracając do pokoju i siadając na krawędzi łóżka. Szybko jednak na powrót odnalazła jego spojrzenie.
- Nie chcę chować głowy w piasek. Chcę to zrobić… w sposób kontrolowany. Chcę przewidzieć konsekwencje. – nawet jeśli nie było to prawdopodobne w stu procentach, nawet jeśli zawsze istniało ryzyko, że coś się wysypie i nie pójdzie zgodnie z planem to chciała mieć kontrolę. Chociaż jej namiastkę – Oni właśnie tego się teraz spodziewają… Ciebie chcącego sprawiedliwości. – tym bardziej jeśli wiedzieli o jego relacjach z Darcy. Czy raczej relacjach Darcy z nim. Mogła nie wydusić z siebie nawet słowa, ale naprawdę się w ostatnich tygodniach nie ukrywali i to był błąd. Szczególnie, gdy w takich mocno szemranych kręgach miał taką opinię, a nie inną – Niech przestaną. – spodziewać się reakcji. Niech kurz opadnie, niech myślą, że w jakimś stopniu wygrali… nawet jeśli w tym momencie chęć zemsty aż ją paliła to gdzieś z tyłu głowy miała świadomość, że warto było poczekać. Zmniejszyć ryzyko – Albo niech cios zada ktoś, kogo się nie spodziewają. W rzeczach Daniela są brudy na wszystkich… mogą sami zacząć sobie skakać do gardeł. Mogę iść z tym na policję i wszyscy zgniją w więzieniu. Mam pieniądze, na które znajdzie się wielu chętnych gotowych zrobić wszystko. – wyrzucając z siebie kolejne słowa przestała na niego patrzeć. Wbiła wzrok w jakiś punkt na podłodze przed sobą, a oczami wyobraźni widziała każde z tych rozwiązań i jego skutki… i przy żadnym nie musiał podejmować ryzyka. Wiedziała, że uczucia były niebezpieczne. Wystarczyło się nie angażować.


Arvel Cadwalader

My beloved ghost and me sitting in a tree

: śr sie 05, 2026 2:08 pm
autor: Arvel Cadwalader
Planował to tak by oboje mieli jeszcze przed sobą dobrych kilka lat w swoim towarzystwie. Może nawet resztę życia jeśli wszystko poszłoby po jego myśli. Jednak nie zamierzał jej tutaj mydlić oczu. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak. Na wiele nie miał zbyt wielkiego wpływu. Na tym polegało życie. Seria niefortunnych wypadków na które oni mogli po prostu reagować. Mieli wpływ tylko na to jak zareagują i jak sobie z tym poradzą. Dlatego chciał w tym momencie po prostu potrzymać ją przez chwilę w swoich ramionach wiedząc, że tak prosty gest może nie być dla nich dostępny na przestrzeni następnych dni, tygodni, a może nawet miesięcy. Robił to zarówno dla niej jak i dla samego siebie. Chciał stworzyć wspomnienia, do których będzie mógł wracać gdy życie przyciśnie go do muru.
Nie poszedł za nią od razu z powrotem do sypialni. Przez chwilę obserwował jak się poruszała. Chciał się upewnić, że nie zgrywa po prostu twardzielki, tak jak robiła to wcześniej. Wiedział, że nie chciała by się w to mieszał, lecz na to było już za późno. Dużo za późno odkąd tylko weszli głębiej w tę relację. Musiała zdawać sobie sprawę, że znaczy dla niego o wiele więcej niż dla swojego byłego męża. Nie było nawet mowy o tym by po prostu pozwolił się temu wydarzyć. By nie zareagował. Nawet jeśli mu nie wierzyła nie robił tego pod względem wyłącznie emocji. Gdyby tak było już dawno rozpętałby wojnę zamiast upewnić się wpierw, że wszystko u niej w porządku.
- Przewidziałem już konsekwencje Darcy. Większość możliwości i wiem jak się przed nimi zabezpieczyć. - powiedział spokojnie podchodząc nieco bliżej - Mogą się tego spodziewać, ale nie wiedzą, że już wróciłem do Toronto. Postarałem się by mieć chociaż dwadzieścia cztery godziny zanim ktoś będzie mógł to sprawdzić. - wyjaśnił dając do zrozumienia, że naprawdę wiedział, co robił.
- Nie przestaną się tego spodziewać. Wiedzą, że nie odpuszczę, a odwlekanie tego w czasie da im tylko lepszą szansę żeby się przygotować. Za rok czy dwa może straciliby czujność, ale nie zamierzam czekać tak długo. - usiadł obok niej na łóżku opierając łokcie na kolanach.
Widział, co właśnie próbowała zrobić, ale on był uparty. Mogli o tym porozmawiać, ale jego decyzja już zapadła. Darcy jest zmęczona, obolała. Leki za chwilę zaczną działać. Nie będzie mogła im się długo opierać i w duchu był za to wdzięczny. Bo miała szansę go zatrzymać. Naprawdę miała. Gdyby dał jej godzinę, dwie pewnie zacząłby mięknąć, lecz wiedział, że taki czas nie będzie im dany.
- Chcesz sprowadzić na siebie jeszcze większe kłopoty? - spojrzał na nią wymownie bo żadna z tych opcji nie gwarantowała jej bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie, znów wróciliby do tego samego punktu - Wszyscy, których można kupić mogą się sprzedać za lepszą stawkę. Tylko mnie nie da się w żaden sposób przekupić. - odpowiedział kładąc na to dość duży nacisk.
- Znasz ten świat Darcy, ale to ja z nim walczę od blisko dekady. Wiem, co muszę zrobić. - zarówno by nie dać się złapać, a by sprawiedliwość została wymierzona.

Darcy Bowman

My beloved ghost and me sitting in a tree

: śr sie 05, 2026 2:53 pm
autor: Darcy Bowman
Oczywiście, że Darcy w tym momencie zgrywała twardzielkę. W każdej jednej kwestii. W tym jak się poruszała, jak ignorowała ból, jak mówiła i przede wszystkim… co mówiła. Chciała zachować chociaż resztki zdrowego rozsądku i naprawdę wspinała się w tym momencie na wyżyny własnego opanowania. Miała nadzieję, że uda mu się go przekonać… naprawdę na to liczyła. Była na siebie zła, że to wszystko tak się potoczyło. Mogła nie wysyłać tej głupiej wiadomości, mogła zacząć kłamać, że spóźniła się na samolot i przeciągać to w nieskończoność… mogła zrobić wszystko, żeby został w Walii. Bo czy wierzyła w to, że faktycznie nikt nie był świadomy jego powrotu? Nie. Niestety nie. Może była człowiekiem małej wiary, a może była po prostu realistką, która wiedziała, że nawet jeśli Toronto nie było małym miastem – wiadomości rozchodziły się w nim z prędkością światła. Tak samo jak nie wierzyła, że mógł coś przewidzieć.
Podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć. I przez chwilę milczała… wspięła się jedynie na łóżko, oparła o zagłówek i podciągnęła kolana do klatki piersiowej, żeby móc je objąć ramionami. Pewnie jakiś psychiatryczny guru mógłby stwierdzić, że w ten sposób się przed czymś chroniła… i cóż, może tak było. Na pewno cały czas wbijała spojrzenie w męską sylwetkę siedzącą na łóżku i zastanawiała się nad odpowiedziami.
- Jeśli moje kłopoty miałyby cię uchronić przed zrobieniem tej głupoty? Tak. Chcę. – przyznała dość chłodno – Bo walczysz z tym światem, a nie jesteś jego częścią. Nie jesteś taki jak oni. Nawet jeśli ci się tak wydaje, nawet jeśli nie jesteś całkowicie czysty i robiłeś jakieś głupie interesy z ludźmi tego pokroju… nie jesteś taki. – nie był święty, doskonale sobie zdawała z tego sprawę. Ale to był jeden z powodów przez które ich relacja się w ogóle zaczęła, a później miała okazję się rozwinąć. Grzeczni panowie w garniturach nie byli w jej typie. Tylko jednocześnie wiedziała, że Cadwalader nie był zły – nawet jeśli nie zawsze był dobry. Nie brała pod uwagę, że była tak naiwna, że mogło to tak działać tylko i wyłącznie w jej głowie – A boję się, że się staniesz… i nigdy mi tego nie wybaczysz. Znienawidzisz mnie. Może nie dzisiaj, może nie jutro, ale kiedy dotrze do ciebie… – co zrobił. Wzięła głębszy oddech i na moment przymknęła powieki, odchylając lekko głowę do tyłu i opierając ją o materiałowy zagłówek łóżka. Potrzebowała sekundy albo dwóch… momentu na oddech i zebrani się w sobie. Decyzję, czy w ogóle chce zadać te pytania, które chodziły jej po głowie. Zazwyczaj wychodziła z założenia, że im mniej człowiek wie tym lepiej śpi, ale jak widać niekoniecznie jej się to ostatnio przydało. Zresztą Arvel nie był Danielem. Wróciła do niego spojrzeniem, na tyle czujnym i uważnym jak była w swoim aktualnym stanie. Zmęczenie, ból i ogólne zmarnowanie niewątpliwie odbijały się na jej twarzy.
- Co chcesz właściwie zrobić? Przewidziałeś konsekwencje, więc… jakie mogą być? Czego mogę się spodziewać? Na co musimy się przygotować? Jak będą wyglądały kolejne dni, tygodnie, miesiące albo lata? – potrzebowała wiedzieć. Nigdy nie wybiegała tak daleko w przyszłość, gdy jakkolwiek rozmawiali o swojej relacji, nie robiła dalekosiężnych planów, nie wyobrażała sobie wspólnej starości, ale w tym momencie po prostu chciała wiedzieć.


Arvel Cadwalader