My beloved ghost and me sitting in a tree
: wt sie 04, 2026 7:12 pm
Czy na pewno jej się przyda? Czy jeśli znowu zostanie sama da sobie w ogóle radę? Znaczy… pewnie da. Całe życie dawała sobie radę sama, ale pytaniem było, czy jeszcze chciała to robić. I w momencie, gdy się do niej przysunął, gdy ją objął, zamknął ją w swoich ramionach – znała odpowiedź. Nie. Nie chciała… i dlatego znowu zaczęła wpadać w panikę, bo jej głowa podpowiadała jej najczarniejsze z czarnych scenariuszy i nie potrafiła się ich pozbyć. Wyrzuty sumienia zaczęły ją przygniatać jeszcze zanim cokolwiek się wydarzyło. Przecież ją znał… przecież wiedział, że sobie nie wybaczy jeśli stanie mu się coś złego. To ją zje. Jednocześnie była pod wrażeniem jak jego serce równo biło, jakby naprawdę potrafił przy tym wszystkim zachować spokój. To jej trzepotało się w jej klatce piersiowej jak przestraszone zwierzątko. Ale trochę tak się czuła, więc akurat pasowało. Mocniej do niego przylgnęła, zacisnęła powieki i słuchała, co miał do powiedzenia. Był upartym psem…
Tylko już nie był psem.
Pokręciła lekko głową i odsunęła się od niego, gdy jej na to pozwolił. Nie chciała chować głowy w piasek… nawet ukrywając się, czy wyjeżdżając – wcale nie musiała tego robić. Nie musieli. Nie musieli też reagować od razu. Wręcz przeciwnie.
- Nie robisz tego na chłodno. – zaprotestowała – Akcja, reakcja… i rozumiem to. Naprawdę to rozumiem. Uwierz mi, że część mnie chętnie by stąd wyszła i zrobiła coś bardzo głupiego. Bardzo. – nie potrzebowałaby do tego jego wsparcia. Ale wiedziała, że byłoby to głupie i przyniosło więcej szkód niż pożytku.
Odsunęła się od Arvela, wracając do pokoju i siadając na krawędzi łóżka. Szybko jednak na powrót odnalazła jego spojrzenie.
- Nie chcę chować głowy w piasek. Chcę to zrobić… w sposób kontrolowany. Chcę przewidzieć konsekwencje. – nawet jeśli nie było to prawdopodobne w stu procentach, nawet jeśli zawsze istniało ryzyko, że coś się wysypie i nie pójdzie zgodnie z planem to chciała mieć kontrolę. Chociaż jej namiastkę – Oni właśnie tego się teraz spodziewają… Ciebie chcącego sprawiedliwości. – tym bardziej jeśli wiedzieli o jego relacjach z Darcy. Czy raczej relacjach Darcy z nim. Mogła nie wydusić z siebie nawet słowa, ale naprawdę się w ostatnich tygodniach nie ukrywali i to był błąd. Szczególnie, gdy w takich mocno szemranych kręgach miał taką opinię, a nie inną – Niech przestaną. – spodziewać się reakcji. Niech kurz opadnie, niech myślą, że w jakimś stopniu wygrali… nawet jeśli w tym momencie chęć zemsty aż ją paliła to gdzieś z tyłu głowy miała świadomość, że warto było poczekać. Zmniejszyć ryzyko – Albo niech cios zada ktoś, kogo się nie spodziewają. W rzeczach Daniela są brudy na wszystkich… mogą sami zacząć sobie skakać do gardeł. Mogę iść z tym na policję i wszyscy zgniją w więzieniu. Mam pieniądze, na które znajdzie się wielu chętnych gotowych zrobić wszystko. – wyrzucając z siebie kolejne słowa przestała na niego patrzeć. Wbiła wzrok w jakiś punkt na podłodze przed sobą, a oczami wyobraźni widziała każde z tych rozwiązań i jego skutki… i przy żadnym nie musiał podejmować ryzyka. Wiedziała, że uczucia były niebezpieczne. Wystarczyło się nie angażować.
Arvel Cadwalader
Tylko już nie był psem.
Pokręciła lekko głową i odsunęła się od niego, gdy jej na to pozwolił. Nie chciała chować głowy w piasek… nawet ukrywając się, czy wyjeżdżając – wcale nie musiała tego robić. Nie musieli. Nie musieli też reagować od razu. Wręcz przeciwnie.
- Nie robisz tego na chłodno. – zaprotestowała – Akcja, reakcja… i rozumiem to. Naprawdę to rozumiem. Uwierz mi, że część mnie chętnie by stąd wyszła i zrobiła coś bardzo głupiego. Bardzo. – nie potrzebowałaby do tego jego wsparcia. Ale wiedziała, że byłoby to głupie i przyniosło więcej szkód niż pożytku.
Odsunęła się od Arvela, wracając do pokoju i siadając na krawędzi łóżka. Szybko jednak na powrót odnalazła jego spojrzenie.
- Nie chcę chować głowy w piasek. Chcę to zrobić… w sposób kontrolowany. Chcę przewidzieć konsekwencje. – nawet jeśli nie było to prawdopodobne w stu procentach, nawet jeśli zawsze istniało ryzyko, że coś się wysypie i nie pójdzie zgodnie z planem to chciała mieć kontrolę. Chociaż jej namiastkę – Oni właśnie tego się teraz spodziewają… Ciebie chcącego sprawiedliwości. – tym bardziej jeśli wiedzieli o jego relacjach z Darcy. Czy raczej relacjach Darcy z nim. Mogła nie wydusić z siebie nawet słowa, ale naprawdę się w ostatnich tygodniach nie ukrywali i to był błąd. Szczególnie, gdy w takich mocno szemranych kręgach miał taką opinię, a nie inną – Niech przestaną. – spodziewać się reakcji. Niech kurz opadnie, niech myślą, że w jakimś stopniu wygrali… nawet jeśli w tym momencie chęć zemsty aż ją paliła to gdzieś z tyłu głowy miała świadomość, że warto było poczekać. Zmniejszyć ryzyko – Albo niech cios zada ktoś, kogo się nie spodziewają. W rzeczach Daniela są brudy na wszystkich… mogą sami zacząć sobie skakać do gardeł. Mogę iść z tym na policję i wszyscy zgniją w więzieniu. Mam pieniądze, na które znajdzie się wielu chętnych gotowych zrobić wszystko. – wyrzucając z siebie kolejne słowa przestała na niego patrzeć. Wbiła wzrok w jakiś punkt na podłodze przed sobą, a oczami wyobraźni widziała każde z tych rozwiązań i jego skutki… i przy żadnym nie musiał podejmować ryzyka. Wiedziała, że uczucia były niebezpieczne. Wystarczyło się nie angażować.
Arvel Cadwalader