flames getting higher and you just watch it burn
: czw sie 27, 2026 4:43 pm
Wiedział, że te same emocje, które przedzierały się teraz przez warstwy jego świadomości jednocześnie gościły w jej głowie. I że tym razem to ona wcisnęła przycisk stop, przywołując go z powrotem do rzeczywistości i ustalonego przez nich planu.
Byli ogniem i wodą, ale ich role nieustannie się zmieniały.
Na co dzień to on stopował jej ognisty temperament, on ją uziemiał gdy zaczynała wznosić się w stronę słońca. Wiedział jak ją powstrzymać, ale też jak przekierować jej energię w produktywny sposób. To on był tym stoickim partnerem, on dłużej wytrzymywał nim ponosiły go emocje.
Gdy jednak wreszcie w nim gościły, pozbawiały go resztek kontroli w ułamku sekundy.
Ogniem płonął rzadziej, ale zawsze, gdy to robił, brakowało mu posiadanych przez nią zabezpieczeń. Nie potrafił parzyć wyłącznie osób, które na to zasługiwały - eksplodował wszędzie wokół, raniąc też tych, na których należało mu najbardziej, raniąc s i e b i e. W tej tunelowej wizji widział wyłącznie Collinsa i wyłącznie wtedy, gdy wreszcie został wyprowadzony, gdy miała dopaść go sprawiedliwość, był w stanie znieść to, że nie jego ręka ją wymierzyła.
- Ostro - skwitował mężczyzna, mierząc ją spojrzeniem. - To twoje zwykłe techniki negocjacyjne, detektyw Mercer? - dodał, kąciki jego ust uniosły się w górę w pobłażliwym uśmiechu. - Zwykle działają?
Wiedział, że nie potrzebowała jego obrony - ale w tym samym geście, w którym jej palec musnął męską dłoń dyskretnie, teraz on przysunął się bliżej, dosłownie parę centymetrów. Na tyle, by znaleźć się przed nią, ale jej nie zasłaniać, w geście, który przypominał zwykłe przeniesienie ciężaru z jednej nogi na drugą.
- Wszyscy wiemy, że łasisz się na jego miejsce, Moretti - odparował, wyłącznie przez wgląd na nią nie łapiąc tego zarzuconego w ich stronę h a c z y k a. - Jak myślisz, kiedy dowie się tego Carbone?
Wysunął się naprzód, tym razem świadomie, tym razem pragnąc zwrócić na siebie całą uwagę mężczyzny. Jego głowa przekrzywiła się lekko, przebiegły wyraz wpełznął na twarz gdy mierzył mafioza spojrzeniem.
- I co wtedy zrobi?
Powieki Włocha zmrużyły się lekko, gdy któreś słowa znalazły podatny grunt w jego umyśle. Przez krótkie kilka sekund przy ich stoliku zapadła cisza - wyłącznie gwar otaczających ich ludzi wypełniał pustkę, przypominając o publice, która nieustannie ich oglądała nawet, jeśli nie mogła dosłyszeć treści ich rozmowy.
- Przemyślę to - przyznał, ale nie przed wypowiedzeniem krótkiego, obelżywego słowa wypowiedzianego w języku, którego żadne z nich nie rozumiało. - A na razie wynoście się z mojego lokalu.
Gdzieś w tle, w oddali, z zaplecza dobiegł ich cichy stukot. Przypominał coś głośnego, coś nagłego wytłumionego grubymi ścianami, muzyką i odgłosami rozmów. Madden powoli przeniósł swój wzrok na drzwi prowadzące na zaplecze nim przeniósł go w stronę stojącej obok Margo.
Jak daleko za jej osobistą granicę ją wyprowadził?
Teraz, gdy w pomieszczeniu obok prawdopodbnie doszło do m o r d e r s t w a?
- Jesteśmy w kontakcie - odrzucił, sucho, odwracając się częściowo do wyjścia, czekając jednak, aż kobieta ruszy do niego jako pierwsza nim wykonał choćby jeden krok w jego stronę.
Wsunął dłonie do kieszeni lekkiej kurtki, chowając zaróżowioną skórę knykci, których pieczenie nieustannie przypominało o tym, co działo się tu chwilę temu.
margo mercer
Byli ogniem i wodą, ale ich role nieustannie się zmieniały.
Na co dzień to on stopował jej ognisty temperament, on ją uziemiał gdy zaczynała wznosić się w stronę słońca. Wiedział jak ją powstrzymać, ale też jak przekierować jej energię w produktywny sposób. To on był tym stoickim partnerem, on dłużej wytrzymywał nim ponosiły go emocje.
Gdy jednak wreszcie w nim gościły, pozbawiały go resztek kontroli w ułamku sekundy.
Ogniem płonął rzadziej, ale zawsze, gdy to robił, brakowało mu posiadanych przez nią zabezpieczeń. Nie potrafił parzyć wyłącznie osób, które na to zasługiwały - eksplodował wszędzie wokół, raniąc też tych, na których należało mu najbardziej, raniąc s i e b i e. W tej tunelowej wizji widział wyłącznie Collinsa i wyłącznie wtedy, gdy wreszcie został wyprowadzony, gdy miała dopaść go sprawiedliwość, był w stanie znieść to, że nie jego ręka ją wymierzyła.
- Ostro - skwitował mężczyzna, mierząc ją spojrzeniem. - To twoje zwykłe techniki negocjacyjne, detektyw Mercer? - dodał, kąciki jego ust uniosły się w górę w pobłażliwym uśmiechu. - Zwykle działają?
Wiedział, że nie potrzebowała jego obrony - ale w tym samym geście, w którym jej palec musnął męską dłoń dyskretnie, teraz on przysunął się bliżej, dosłownie parę centymetrów. Na tyle, by znaleźć się przed nią, ale jej nie zasłaniać, w geście, który przypominał zwykłe przeniesienie ciężaru z jednej nogi na drugą.
- Wszyscy wiemy, że łasisz się na jego miejsce, Moretti - odparował, wyłącznie przez wgląd na nią nie łapiąc tego zarzuconego w ich stronę h a c z y k a. - Jak myślisz, kiedy dowie się tego Carbone?
Wysunął się naprzód, tym razem świadomie, tym razem pragnąc zwrócić na siebie całą uwagę mężczyzny. Jego głowa przekrzywiła się lekko, przebiegły wyraz wpełznął na twarz gdy mierzył mafioza spojrzeniem.
- I co wtedy zrobi?
Powieki Włocha zmrużyły się lekko, gdy któreś słowa znalazły podatny grunt w jego umyśle. Przez krótkie kilka sekund przy ich stoliku zapadła cisza - wyłącznie gwar otaczających ich ludzi wypełniał pustkę, przypominając o publice, która nieustannie ich oglądała nawet, jeśli nie mogła dosłyszeć treści ich rozmowy.
- Przemyślę to - przyznał, ale nie przed wypowiedzeniem krótkiego, obelżywego słowa wypowiedzianego w języku, którego żadne z nich nie rozumiało. - A na razie wynoście się z mojego lokalu.
Gdzieś w tle, w oddali, z zaplecza dobiegł ich cichy stukot. Przypominał coś głośnego, coś nagłego wytłumionego grubymi ścianami, muzyką i odgłosami rozmów. Madden powoli przeniósł swój wzrok na drzwi prowadzące na zaplecze nim przeniósł go w stronę stojącej obok Margo.
Jak daleko za jej osobistą granicę ją wyprowadził?
Teraz, gdy w pomieszczeniu obok prawdopodbnie doszło do m o r d e r s t w a?
- Jesteśmy w kontakcie - odrzucił, sucho, odwracając się częściowo do wyjścia, czekając jednak, aż kobieta ruszy do niego jako pierwsza nim wykonał choćby jeden krok w jego stronę.
Wsunął dłonie do kieszeni lekkiej kurtki, chowając zaróżowioną skórę knykci, których pieczenie nieustannie przypominało o tym, co działo się tu chwilę temu.
margo mercer