entregar dinero sucio
: śr lip 29, 2026 5:14 pm
trigger warning
przekleństwa, agresja, brońPamiętała dokładnie, jak mówił jej, że ucięli sobie z nim pogawędkę w porcie, kiedy wrócił w środku nocy do domu, waląc rybami. Aktualnie znajdowali się jakieś dziesięć minut od portu, a do tego oni też przecież szukali Luciano. Tylko skąd kurwa wiedzieli o przekazaniu kasy? Skąd mieli informacje kiedy i gdzie oraz kto jest w to zamieszany? Kurwa jak, kiedy Ana wysłała Almie jedynie marne kilka kartek pod drzwi.
Kurwa.
Przeszła jej przez głowę jednak odpowiedź, ale jeśli okaże się prawdą, mogli mieć przejebane…
Może nawet zastanowiła by się nad tym chwile dłużej, połączyła pewne kropki w głowie, ale na to w tamtym momencie nie było czasu. Nie kiedy Rodrigo pierwsze wystartował do małolaty, a zaraz potem wbijał prawdziwy już pistolet prosto w klatkę piersiową jej męża.
Spięła się cała, gotowa rzucić się na wąsacza, nawet jeśli wiedziała, że nie miała żadnych szans. Ale przecież obiecała mu, że przestanie się wychylać, że chociaż spróbuje nie wpierdalać się w momentach, które tego nie wymagały, a tu… Madox chyba wiedział, co robił. Znał tych ludzi, dosłownie z imienia, wiec może powinna chociaż raz mu zaufać, zamiast wyrywać się do pomocy, jak na policyjną matkę Teresę przystało. Zamiast tego zacisnęła mocniej palce na nadgarstku Any. Trochę za mocno, bo dziewczyna syknęła z bólu, ale Pani Noriega nawet tego nie kontrolowała.
A potem zrobiła to jeszcze raz, kiedy Rodrigo znowu na nią spojrzał. Kiedy wypuścił ze swojej parszywej mordy zdanie o tym, że jego goryl lubił takie pyskate ślicznotki.
Nie odpowiadaj.
Nie odpowiadaj.
Nie odpowiadaj.
Nie odpowiadaj.
Powtarzała sobie jak mantrę, chociaż ripostę miała już na końcu języka. Nawet otworzyła kurwa usta i nabrała w płuca powietrza. Jedyne co ją przed tym powstrzymało przed wydaniem dźwięku to widok Madoxa i pierdolonej spluwy przyciśniętej do jego wątroby. Nie mogła ryzykować.
Możesz wybrać, który z gnojków idzie z nami.
Nie no, kurwa. Nie była w stanie stać obok tego objętnie. Ana jęknęła zaraz przy jej twarzy, a potem siorbnęła. Płakała? Jeszcze gorzej. Pilar złapała w płuca więcej powietrza, znowu powstrzymując soczyste chyba cię pojebało, które cisnęło się jej na język. Nie było takiej kurwa opcji, że oni wyjdą stąd z którymkolwiek z dzieciaków. Tylko chyba pyskowaniem wcale tego nie będzie w stanie rozegrać.
— A po co wam tacy gówniarze? — prychnęła z lekką pogardą w głosie. Lubili twarde babki? No to proszę bardzo. — Więcej z nimi będziecie mieć kłopotów niż rozrywki — szarpnęła Anę jeszcze mocniej, a ta tylko kliknęła z bólu i już kompletnie się rozpłakała. — Słyszysz? Będzie ci tak jęczeć nad uchem i jaka to kurwa przyjemność? — rzuciła obojętnym tonem, lekko prześmiewczym, a potem pchnęła dziewczyną prosto w stronę Arana. Nie miała pojęcia, w którą stronę to wszystko pójdzie, ale przecież sprzeciw nie wchodził w grę. Nie kiedy kurwa to już nie była zwykła zabawa z dzieciakami czy jakimś pierwszym, lepszym Gangesem w barze w Rio. Skoro Madox mówił, że ludzie Luny byli niebezpieczni, to Pilar musiała mu wierzyć.
Ana poleciała do przodu i spadła na podłogę tuż pod nogami Arana. Ten wyszczerzył się po części zadowolony, ale wtedy ona zaczęła wyć jeszcze głośniej i się zanosić, ledwo łapiąc powietrze. Nawet jego po kilku sekundach zaczęło to irytować i rzucił jakieś fu pod nosem.
— To może ty pójdziesz z nami, co, Pilar? — wycedził przez zęby wąsacz i podniósł ciemne spojrzenie na jej twarz. Nawet na moment nie opuścił broni, która mierzył w Madoxa i może nawet to byłby dobry moment, żeby Noriega mu ją wyrwał i strzelił mu w łeb, ale przecież nie mogli ich skrzywdzić. Nie kiedy Luna miał ich na świeczniku. Trzeba było grać w tą ich grę. I ona też musiała grać.
— Poszłabym… — zaczęła, zarzucając ręce na biodra i łapiąc przelotnie czarne spojrzenie Madoxa, po czym z walącym w piersi sercem wróciła uwagą do Rodrigo. — Ale kto wtedy znajdzie dla was Luciano? — uniosła brew w górę, ewidentnie dając im do myślenia. Madox w pojedynkę nie mógł wiele, ona miała kontakty, przecież o tym dobrze wiedzieli, skoro wiedzieli też kim była. Musieli ją wcześniej prześwietlić odkąd zaczęła się kręcić z Madoxem. Rodrigo pokręcił wąsem, jakby się nad czymś zastanawiał, a potem zwrócił się do Noriegi.
— Fajna — mruknął obleśnie. — Nie dość, że śliczna, zadziorna to jeszcze mądra. Aż tak dobrze się ruchasz, że ją wyrwałeś? — zaśmiał się, jakby taki komentarz kogokolwiek kurwa z towarzystwa bawił. Cóż, no może jedynie Arana, bo prychnął pod nosem. — W każdym razie — odchrząknął i odsunął w końcu broń od Madoxa, klepiąc sobie lufą o rękę. — Widzisz, Pilar… wszystko super, tylko problem w tym, że tutaj sprawy załatwia się trochę inaczej niż wy… s u k i — znowu się wyszczerzył. — Tutaj kiedy ktoś robi cię w chuja, to dostaje kare. Prawda, przyjacielu? — odwrócił się na pięcie w stronę Madoxa. — A ci gówniarze tutaj z tego co wiem, zrobili cię w chuja. Nie sądzisz, że trzeba ich chociaż ukarać? Czy może kompletnie straciłeś jaja i zapomniałeś jak to się robi? — patrzył na niego wyzywająco, jasno dając znać, że od decyzji Noriegi zależał cały dalszy przebieg rozmowy i tego, co się stanie. Testowali go? Patrzyli, czy można mu ufać? Czy dalej był jednym z nich? Bardzo, kurwa, prawdopodobne.
Madox ς(≖_≖ )ノ

