Strona 2 z 2

The Collector’s Wake

: śr sie 05, 2026 9:51 pm
autor: Edward Wentworth
Edward przez chwilę nic nie powiedział. Po prostu przykucnął obok niego. Dopiero z tej wysokości zauważył, jak bardzo zmieniła się jego twarz. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej wydawała mu się zbudowana z prostych linii. Wszystko było w niej uporządkowane. Spojrzenie, sposób trzymania ramion, nawet milczenie. Teraz ten porządek zaczął się rozszczelniać. Jak dobrze zapięty płaszcz, któremu nagle odpadł pierwszy guzik.
Edward znał ten moment. Nie z medycznych seriali na Netflixie. Z własnych przyjęć. Czasami z własnego doświadczenia. Zbyt wiele razy widział ludzi przekraczających niewidzialną granicę, po której ciało przestawało należeć do rozsądku.
Za oknem ktoś zawołał tak głośno, jakby właśnie odkrył nowy kontynent. Chwilę później rozległ się śmiech, a zaraz po nim cichy plusk. Pewnie znowu ktoś wskoczył do fontanny. Dom przyjmował wszystkie odgłosy jednakowo. Nie rozróżniał zachwytu od katastrofy. W jego murach oba brzmiały podobnie. Edward usiadł na dywanie obok Milesa, opierając plecy o tę samą ścianę. Wełna była miękka i pachniała kurzem, cedrem i odrobiną dymu z kominka, którego nie rozpalano od miesięcy. Lubił ten zapach. Stare domy zawsze przechowują rzeczy dłużej niż ludzie.
- Dobrze. - Odpowiedział. Nie było w tym ani odrobiny bohaterstwa. Brzmiało raczej jak oczywistość. Przez chwilę obracał w dłoniach sygnet, jak robił to zawsze, kiedy nad czymś myślał. Albo gdy stres zaczął dobijać się do świadomości.
- Wiesz... najgorsze w takich nocach jest to, kiedy wszyscy są przekonani, że wszystko pamiętają. - Uśmiechnął się blado, chociaż szczerze to to bawiło. Może ze względu na działający w krwioobiegu alkohol.
- A rano okazuje się, że każdy był na zupełnie innej imprezie. - pokręcił głową próbując uspokoić własne rozbawienie.
Zza uchylonych drzwi przebiegł chłopak z bukietem białych lilii. Jedna z nich odpadła i została na podłodze. Nie zauważył tego. Kilka sekund później pojawiła się dziewczyna w złotej sukni, podniosła kwiat z największą starannością, jakby ratowała coś niezwykle cennego, po czym zniknęła w przeciwnym kierunku. Edward patrzył za nią jeszcze chwilę.
- Domy też mają pamięć. - Mruknął bardziej do siebie. W pewnym momencie odnalazł znów dłoń Milesa. Ścisnął jego palce, jakby chciał dodać mu odwagi?
- Tylko znacznie lepszą od naszej. - Odwrócił głowę do Milesa. Tym razem bez uśmiechu.
- Będzie dobrze. Czujesz się trochę lepiej? - Mówił spokojnie, powoli.
- Ethana znajdziemy później. Albo on znajdzie nas. - wciąż w głowie kołatały mu się wątpliwości czy tajemniczy Ethan w ogóle istnieje. Nagle jednak, Kącik jego ust drgnął ledwie zauważalnie.
- A jeśli jutro okaże się, że naprawdę cię porwałem… - westchnął cicho.
- ...to przynajmniej będę miał bardzo dużo tłumaczenia. - Na moment zamilkł. Potem, zupełnie odruchowo, poprawił Milesowi lekko przekrzywiony kołnierzyk polo. Gest był krótki. Prawie przyjacielski.
- Oddychaj. - To była chyba najprostsza rzecz, jaką powiedział tej nocy. I być może jedyna, która miała jakikolwiek sens.

Miles Howard