Strona 2 z 2

what the fuck, over

: ndz sie 02, 2026 11:13 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie przede wszystkim nie spodziewała się tego, że jej wizyta w jego mieszkaniu potrwa tak d ł u g o.
Miało to być przecież coś tymczasowego. Chwila na to, aby stanęła na nogi i znalazła miejsce, które sama mogłaby wynająć. To przecież nie tak, że desperacko potrzebowała współlokatora, bo zanim jej sytuacja mieszkaniowa skomplikowała się za sprawą wymówionego przed niemal rokiem najmu, McDowell radziła sobie samotnie całkiem nieźle. I zważywszy na to, jaki styl życia prowadziła, byłoby to dla niej prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie.
A jednak obecność Tracy’ego w pełni jej odpowiadała. Świetnie bawiła się, kiedy razem z nim okupowała kanapę w jego mieszkaniu i wspólnie oglądali kolejny głupi serial, w którego fabułę angażowali się aż za bardzo. Pasowało jej również to, jak poranki spędzali przy wspólnym śniadaniu oraz to, że blondyn w ogóle nie uskarżał się, kiedy któraś z jego koszulek znikała, bo akurat pasowała jej do stylizacji.
Debbie czuła się w tym miejscu nad wyraz s w o b o d n i e, a jednak nie spodziewała się tego, że kiedy ona za bardzo się tu zadomowi, Tracy trochę za bardzo rozgości się w jej umyśle.
Ale tak właśnie się stało, a ona sama nie wiedziała jeszcze, co powinna z tym faktem zrobić.
Teraz jednak zależało jej głównie na tym, aby trochę odgryźć się na nim za to, jak bezczelnie sobie z niej zażartował. Zmrużyła powieki i jeszcze przez chwilę lustrowała go spojrzeniem, które spochmurniało nieco, kiedy zorientowała się, co tak właściwie robił. Był bezczelny, ale przy tym niesamowicie rozczulający. — Jak dalej będziesz taki złośliwy to możesz zapomnieć o tym, że w kolejnych dostawach będzie jakakolwiek koronka — zagroziła, a dla powagi swoich słów wycelowała w niego tym nożem, którym jeszcze przed chwilą rozcinała taśmę. Zaraz jednak odłożyła go na miejsce, choć wnosząc po tym, jak radził sobie z tą paczką, nie byłaby w stanie wyrządzić nim jakiejkolwiek szkody.
Ale o tym zapomniała już całkowicie, kiedy przeszła do kolejnej kwestii. Zupełnie nie przejęła się zarzutem, że trochę za bardzo ją przy tym rozwlekła. — Pamiętasz Archera? Chociaż w sumie nie wiem, czy kiedykolwiek wspominałam o nim z imienia — zawiesiła się na moment, próbując to sobie przypomnieć. — W każdym razie byłam z nim, zanim nie postanowiłeś zaprosić mnie do swojego pokoju z zepsutą klimatyzacją i brakiem koszulki — końcówkę wyjaśniła trochę tak, jakby przedstawiała mu jakiś zarzut.
Częściowo uważała, że to jego wina, że nigdy nie umiała mu się oprzeć.
Jak się do niego wprowadzałam to zarzekałam się przed babcią, że to naprawdę na poważnie i teraz na pewno mi się uda — wyjaśniła, marszcząc przy tym nos. Nie była szczególnie zadowolona z efektów. — A ona dzwoniła wczoraj i zaprosiła mnie na urodziny w weekend, a ja naprawdę nie chcę znowu się tłumaczyć, więc… Potrzebuję chłopaka, a skoro to przez ciebie się wszystko rozleciało to w sumie jesteś mi to winny — dla pewności obróciła to tak, aby czuł się zobowiązany, choć miała cichą nadzieję na to, że i bez tego by jej nie odmówił.
Były to przecież tylko trzy dni, a oni i bez tego zachowywali się niemal jak p a r a.

Tracy Raynott