Strona 2 z 2

dying, coming back and other ways to avoid defining the relationship

: pt sie 21, 2026 8:27 pm
autor: hayden tanner
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Cesare Castelvetri

dying, coming back and other ways to avoid defining the relationship

: pn sie 24, 2026 8:57 am
autor: Cesare Castelvetri
Łazienka była urządzona w elegancki sposób, który przywodził na myśl wnętrza luksusowych wili znad włoskiego wybrzeża. Dom Castelvetriego zaprojektowano w jasnych kolorach. Nie była to jednak zimna, szpitalna czystość, ale odcień kości słoniowej, jakby ktoś zmieszał biel ze złotem i promieniami słońca. W wannie nad ich głowami rozpościerały się duże, zielone liście egzotycznego kwiatu. W mieszkaniu było sporo roślin, a opieki nad nimi Cesare zatrudniał dziewczynę, która raz w tygodniu zajmowała się sprzątaniem, robieniem zakupów czy właśnie podlewaniem. Nie brakowało też dzieł sztuki w postaci obrazów, rzeźb czy wazonów, które mimo swoich cen stanowiły przedmioty codziennego użytku.
Cesare od małego otaczał się pięknymi przedmiotami, dlatego miał doskonały gust, jeśli chodzi o urządzanie przestrzeni. Wybierał sobie również pięknych kochanków, którzy dobrze prezentowali się u jego boku.
W ostatnim czasie Hayden jednak sporo stracił na urodzie. Jego skóra miała niezdrowy odcień, oczy zazwyczaj błyszczały gorączkowo, a ciało wraz z utratą wagi traciło również na atrakcyjności.
Do tego stopnia, że Cesare zastanawiał się, dlaczego jeszcze jest z Haydenem. Dlaczego go utrzymuje. Dlaczego nie wycofał się z głupiego pomysłu na prowadzenie restauracji, która była bliska bankructwa. Bo jeśli to nie była uroda, to co trzymało go przy chłopaku? Poczucie obowiązku?
W odpowiedzi na pocałunek w ślad po ugryzieniu zamyślony pogłaskał jego ramię. Słuchał tłumaczeń. Woda cicho szumiała, a jego myśli na moment gdzieś odpłynęły, dlatego Hayden nie otrzymał odpowiedzi na swoje przestraszone pytanie od razu. Cesare mrugnął, wracając do rzeczywistości i ponownie skupiając spojrzenie na chłopaku. Sięgnął ręką wyżej i przesunął kciukiem po jego opuchniętym policzku.
Nie jestem zły — odparł, co właściwie było zgodne z prawdą. Zmęczony. To słowo wydawało mu się dużo bardziej odpowiednie. Westchnął ciężko, ponownie zatrzymując wzrok na kafelkach przed sobą. Nie martwił się samochodem, chociaż ich sytuacja finansowa pozostawiała wiele do życzenia. Cesare jednak nie dbał o pieniądze, bo wiedział, że rodzice dorzucą się, kiedy będzie już głęboko w dupie.
Brak prawa jazdy był również sporym kłopotem, ale może dobrze, żeby Hayden wrócił do jeżdżenia metrem i przypomniał sobie, jak wyglądało jego życie, zanim się poznali? Wszyscy ostrzegali go przed przyjęciem pod swój dach chłopaka z ulicy. Znajomi powtarzali, że pochodzą z innych bajek, a różnica wieku nie pozwoli im się zrozumieć.
Cóż mieli rację i jednocześnie jej nie mieli, bo to właśnie w towarzystwie Haydena Cesare czuł się najlepiej.
Wykąpię cię. Śmierdzisz szpitalem — postanowił, odsuwając się lekko, by sięgnąć po słuchawkę prysznica. — Pochyl głowę — polecił, łagodnie naciskając na jego potylicę. Ciepła woda zaczęła spływać po ciemnych lokach. Przesunął dłonią po jego karku, a potem wsunął palce we włosy. W milczeniu zmoczył je starannie, a następnie sięgnął po szampon i bez pośpiechu zaczął wmasowywać go w skórę głowy kolistymi, przyjemnymi ruchami, co stanowiło kontrast dla słów, które chwilę potem padły. — Nie jestem zły, ale jeżeli jeszcze raz przyłapię cię na ćpaniu, to będziesz musiał się wyprowadzić. Zrozumiałeś?
Nie był pewien, czy uda mu się spełnić groźbę i wyrzucić go z domu, ale potrzebował powiedzieć coś, co wstrząśnie jego partnerem i zmusi go do zmiany zachowania.

hayden tanner

dying, coming back and other ways to avoid defining the relationship

: śr sie 26, 2026 8:19 pm
autor: hayden tanner
Nie bez powodu skutecznie omijał choćby krótkie zerknięcie w lustro w ich przestronnej łazience. Wiedział, że nie wyglądał ostatnio najlepiej; przez zażywanie narkotyków jego apetyt w zasadzie nie istniał, więc kilogramy spadały zdecydowanie w szybkim tempie, a Tanner zawsze był szczupły w ten szczególny sposób. Aktualnie jego kości były widoczne, skóra straciła na typowym blasku. Był blady, jego policzki były zapadnięte, gesty nerwowe, a oczy albo rozbiegane, albo wytrzeszczone. Wypadały mu włosy, skubał skórki od paznokci i dużo łatwiej było o siniaki na ciele. Po wypadku tym bardziej nie wyglądał dobrze, więc choć jeszcze chwilę temu uprawiali seks, tak Tanner obawiał się, że Cesare przestanie go dotykać.
A tego by nie przeżył. Nienawidził siebie wystarczająco mocno, aby znosić jeszcze pełen litości i obrzydzenia wzrok kochanka. Nie potrafił jednak z tym zrobić absolutnie nic, a przynajmniej jeszcze nie teraz.
Cisza też go dręczyła. Przyglądał się zamyślonej minie Czarka, gdy jak zbity pies wtulał się w jego ramię, bojąc się usłyszeć najgorszego. Zniknęła ta wojownicza wola, którą jeszcze miał w sobie przez pierwsze pięć minut bycia w domu. Teraz na nowo był potulny, przygaszony i smutny. Schodziły z niego narkotyki, które zażył w drodze ze szpitala. Desperacko pragnął wciągnąć kolejną kreskę, ale zamiast tego poruszył się niespokojnie i cicho odetchnął, gdy Castelvetri zapewnił, że nie jest na niego zły.
To dobrze — mruknął cicho, pozostawiając już dla siebie drugą część zdania, jaką było, że by tego absolutnie nie przeżył.
Chociaż… nie było to znowu takie pewne, w końcu wychodziło na to, że był całkiem wytrzymały.
Posłusznie pochylił głowę, przymykając powieki, gdy Cesare zaczął go myć. Relaksował się pod wpływem delikatnego dotyku i nie miał pojęcia, w którym momencie znowu zaczął drżeć. Woda była ciepła, a on powinien się w niej uspokoić. Na nowo zaczynał pachnieć jak on, jak jego kochanek i wszystko, co było domowe. Było d o b r z e. Cesare go kochał.
A jednak zesztywniał, gdy do jego mózgu dotarł sens wypowiedzianych słów. Przez chwilę milczał, zanim kilkakrotnie zamrugał, aby odgonić łzy i na nowo kurczowo złapał się partnera, utrudniając mu mycie jego włosów.
Nie — szepnął, chociaż to nie był sprzeciw do jego słów. Hayden doskonale wiedział, że nie poradziłby sobie bez niego. Nieważne, jakie bzdury wygadywał w szpitalu do Ally; nieważne, jak wielki plan zostawienia go i rozpoczęcia ż y c i a na nowo sobie ustalił, wiedział, że nie dałby rady znieść dwudziestu czterech godzin bez Czarka. Potrzebował go, aby mieć jakąkolwiek siłę witalną. — Nie będę brał. Obiecuję. To ostatni raz. Zmienię się. Pójdę na siłownię, udoskonalę menu w restauracji, zrobię wszystko, tylko… — mamrotał, podnosząc głowę i szklistymi oczami spojrzał na mężczyznę, łapiąc w drżące, kościste palce jego dojrzałą twarz. Wygładził zarost, pociągnął nosem i oparł czoło o to jego, przy okazji brudząc go pianą. — nie zostawiaj mnie. Przepraszam za wszystko. Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko, nawet to — nadal burczał, składając na jego wargach mokry, słony pocałunek i lada moment przylgnął do szerokiej, opalonej piersi.
Przekonanie, że przecież brał przez n i e g o, zniknęło. Przykleił się do tych pieprzonych słów Aldridge, która mu mówiła, że to tylko jego wina i teraz również nie chciał zmieniać się dla siebie — bo uważał, że nie był tego wart i nie powinien nawet ż y ć — ale dla Cesarego, którego miłość była dla niego ważniejsza, niż cokolwiek innego na tym świecie.
Sam zrobię promocję. Nadrobimy straty finansowe, będziemy szczęśliwi — obiecał, desperacko chcąc w to wierzyć. Nie miał też wyboru, albowiem gdyby wylądował na bruku, stoczyłby się już w pełni i zarówno on sam, jak i Castelvetri o tym wiedzieli.

Cesare Castelvetri

dying, coming back and other ways to avoid defining the relationship

: pt sie 28, 2026 1:27 pm
autor: Cesare Castelvetri
Sposób, w jaki Hayden do niego przylgnął, gdy na horyzoncie choćby pojawiła się perspektywa rozstania, sprawił mężczyźnie niezdrową satysfakcję. Objął go jedną ręką, pozwalając, by wcisnąć głowę w zagłębienie jego szyi i zostawił na zaroście ślad słodko pachnącej piany. Pogłaskał go leniwym, powolnym gestem, słuchając tych wszystkich gorączkowych zapewnień, które tak naprawdę nie były wiele warte.
Wiem, skarbie. A ja cię nie zostawię, bo przecież beze mnie sobie nie poradzisz — wyszeptał mu czule do ucha, choć słowa były bezlitosną manipulacją, która miała utwierdzić Haydena w przekonaniu, że jest mu niezbędny.
Bo był.
W końcu kto fundował mu to wygodne życie? A w zamian oczekiwał tylko miłości i oddania.
Ale będziesz też musiał zacząć chodzić na terapię grupową — przytrzymał go, gdyby Hayden zamierzał odsunąć się lub protestować. Rzucił mu stanowcze spojrzenie. — Uporządkować to, co dzieje się w tej ślicznej główce — westchnął, odsuwając się lekko. Nacisnął znów na jego kark, by pochylił głowę i pozwolił mu dokończyć wcieranie szamponu w skórę głowy. — A potem zajmiemy się restauracją — dodał, sięgając po prysznic. Puścił wodę, upewniając się, że temperatura jest odpowiednia.
Zaczął dokładnie spłukiwać szampon z ciemnych loków. Robił to skrupulatnie i bez pośpiechu. Hayden posłusznie wrócił do domu i okazywał pokorę, więc nie zamierzał go karać.
Gdy zakończył, sięgnąć po jedną z tych pachnących, niemożliwie drogich odżywek, które idealnie wydobywały skręt. Wtarł ją w końcówki, ponieważ troska o kochanka sprawiała mu przyjemność. Zadba o niego i znów uczyni go swoim ślicznym chłopcem.
Psuł go po to, żeby móc znowu naprawić i trzymał w przeświadczeniu, że bez niego się rozsypie.
Nie jesteś szczęśliwy teraz? Tutaj? Ze mną? — zapytał z głębokim smutkiem, jakby nie widział łez, które nadal połyskiwały w oczach chłopaka. Jakby to Hayden sprawiał mu przykrość i nie doceniał wszystkiego, co Cesare dla niego robi. Ujął jego podbródek, a dłonie miał śliskie od odżywki. — Ja jestem szczęśliwy tylko z tobą. Reszta nie ma znaczenia — zapewnił, całując wilgotne, pachnące włosy.
Dokończył kąpiel, po której pomógł mu wyjść z wanny, a następnie skrupulatnie wytarł, marszcząc się, gdy sunął tkaniną po zasinieniach. Na koniec otulił go swoim odrobinę za dużym szlafrokiem i ustawił przed lustrem. Stanął za jego plecami, opierając dłonie na szczupłych ramionach. Zatrzymał wzrok na odbiciu. Poprawił mu włosy i lekko uniósł podbródek.
Widzisz? Już jest lepiej — ucałował bok jego głowy, zadowolony z osiągniętego efektu. — Jutro o szesnastej ma przyjść jakaś para, która chciałaby zorganizować w naszej restauracji wesele. Zależy mi, żebyś dobrze wypadł. Co powiesz na to, żeby od rana wybrać się na masaż? Do fryzjera? Jedno słowo i umówię ci wizytę — zaproponował hojnie i niemal troskliwie, choć może powinni nieco rozsądniej dysponować domowym budżetem.

hayden tanner

dying, coming back and other ways to avoid defining the relationship

: pn sie 31, 2026 7:55 pm
autor: hayden tanner
Beze mnie sobie nie poradzisz.
Hayden zacisnął mocno powieki, pozwalając, aby kolejny raz tego wieczoru słone łzy spłynęły po jego policzkach. Doskonale o tym wiedział. Ilekroć próbował wyobrazić sobie życie bez Cesarego, jego ciałem i duszą wstrząsał niewyobrażalny ból. Wiedział, że momentalnie przyjąłby najgorszy syf, jakim poczęstowano go na ulicy. Nie zastanawiał się nad niczym. Ukradł wódkę, byleby skończyć ze sobą w najbardziej podły sposób. Przecież Tanner nie wyobrażał sobie bez niego życia. Jak miałby funkcjonować, nie mogąc schować się w ciepłych ramionach, w słodkich, nieprawdziwych zapewnieniach, bez wszelkich dobroci, które ofiarował mu Czarek? Nie był wystarczająco silny.
Był bez niego NIKIM.
Zmarszczył swoje brwi, słysząc wzmiankę o terapii grupowej. Zadarł podbródek, jakby miał w sobie jeszcze jakieś ostatnie chęci walki, ale stanowcze spojrzenie ponownie sprawiło, że spokorniał. Do krwi przegryzł wnętrze policzka. Nie wyobrażał sobie siebie w sali pełnej dziwnych ludzi, którzy opowiadali o swoich traumach. Nie sądził, aby mógł tam powiedzieć cokolwiek i jeszcze znosić oceniające spojrzenia innych ludzi. Niemniej, może jego partner miał rację? Może naprawdę tego potrzebował? Castelvetri zawsze wiedział, czego Haydenowi było trzeba. Nie mógł się przecież mylić, a jeśli to był jeden z warunków niezostawienia go, musiał na niego przystać.
Dobrze — powiedział finalnie, pochylając głowę i pozwalając, aby kochanek zajął się nim do końca. Czuł się jak bezbronne dziecko. Zupełnie obdarty z godności, z każdej emocji, bo wszystko ofiarował jemu. Bezgraniczna, toksyczna miłość była zarówno kulą u nogi, jak i kamizelką, chroniącą przed utopieniem. Przy mocniejszych porywach Hayden czuł, jak gorycz wypełnia jego usta i go dusi, a lada moment wypływał znowu na powierzchnie, czerpiąc oddech w płuca.
Oczywiście, że jestem. Przy tobie jestem najszczęśliwszy. Nie chcę, żebyśmy to stracili. Nie chcę być tego powodem — bo tak się czuł. Wystarczyło kilka słodko-słonych słów od mężczyzny, aby Tanner na nowo szukał błędu w sobie. Było to doprawdy żenujące, jak łatwo zapominał o zdradach i akceptował zapewnienie, że Czarek był szczęśliwy tylko z nim. Jak mógłby jednak kłamać, kiedy go mył, całował, opiekował się nim i ponownie przyjmował?
Hayden musiał wdrążyć plan poprawy samego siebie jak najszybciej.
Tak. Proszę. Będę wyglądał lepiej i przygotuję dla nich specjalne menu poczęstunkowe. Pod moją nieobecność przyszły pewnie składniki, prawda? Na pewno nas wybiorą. Może udasz się na masaż… albo nie. Zrobię ci niespodziankę, jak później przyjdziesz — uśmiechnął się, odwracając, aby ucałować policzek Cesarego. Chciał go uszczęśliwić sobą, swoim wyglądem i zaangażowaniem. Był mu w końcu tyle winien. Także teraz, gdy po dodatkowym umyciu zębów i pielęgnacji twarzy równie drogimi kosmetykami, stanął w kuchni w szlafroku, aby przygotować dla nich herbatę. Nieważne, jak bardzo ręka go świerzbiła, aby z lodówki wyjąć wino, a nie plasterki cytryny. — Lacoste sobie poradził? — zagaił, wspominając swojego pomocnika w kuchni, który musiał robić w restauracij wszystko, gdy Hayden był w szpitalu. Najdłuższy ich pracownik, który chyba nie spał z Cesare i to zapewne tylko dlatego, że był zagorzałym, heteroseksualnym mężczyzną, który momentami traktował Haydena jak syna.

Cesare Castelvetri

dying, coming back and other ways to avoid defining the relationship

: czw wrz 03, 2026 12:46 pm
autor: Cesare Castelvetri
Hayden w końcu zaczął zachowywać się tak, jak należało. Cesare był naprawdę zadowolony z osiągniętego efektu. Pogłaskał go po głowie, usatysfakcjonowany otrzymaną obietnicą. Liczył na to, że tym razem jego facet dotrzyma słowa. W końcu mówił z takim przekonaniem i determinacją, a Castelvetri naprawdę nie potrzebował teraz na głowie dodatkowych problemów. Musiał zająć się restauracją, która znajdowała się na krawędzi bankructwa.
Poza tym uwielbiał, gdy Hayden patrzył na niego tak, jakby nie mógł bez niego żyć.
Przed lustrem zacisnął jeszcze palce na końcówkach wilgotnych loków, wcierając w nie pachnący migdałami olejek. Uciskał je tak przez chwilę i starannie układał na głowie, podziwiając osiągnięty efekt w lustrze. Wystarczyłaby odrobina makijażu, żeby zakryć siniaki i Tenner wyglądałby całkiem porządnie.
Niespodziankę? — mruknął, głaszcząc jego biodro przez gruby materiał szlafroka. — Nie mogę się doczekać — dodał, a napięcie w końcu opuściło jego ramiona i kark. Wszystko wróciło do normy.
Nałożył atłasowe spodnie od piżamy, zostawiając Haydena samego w łazience. Nie zamknął jednak za sobą drzwi, bo przez najbliższe dni zamierzał trzymać się zasady ograniczonego zaufania.
Wrócił do salonu, siadając na kanapie i złapał za telefon. Bez większego zainteresowania zaczął przeglądać instagrama, który pełen był pięknych i chętnych chłopaków. Wspaniałomyślnie zignorował wyskakujące powiadomienie o przychodzącym zaproszeniu. Kliknął nieodczytane wiadomości.
“Wszystko w porządku, kochanie?”
“Martwię się”
“Daj tylko znać, że żyjesz”
“Słuchaj, fiucie, jeśli myślisz, że możesz mnie tak po prostu ignorować, to się, kurwa grubo mylisz”
Cesare uśmiechnął się leniwie do telefonu. Miał swój typ. Kochał temperamentny chłopaków.
“Przepraszam, mój brat wylądował w szpitalu. Musiałem się nim zająć”
Wysłał odpowiedź i obserwował podskakujące kropeczki. Zamyślony podrapał się po zarośniętym policzku.
“Myślałem, że już nie napiszesz”
“Naprawdę nie mogłem. Tęskniłeś?”
“Tak. Okropnie. Spotkamy się?”
Uniósł wzrok znad telefonu, spoglądając na krzątającego się po kuchni Haydena. Rozproszony potrzebował chwili, by zorientować się, co dokładnie chłopak powiedział. Mrugnął powoli, przywołując na ustach uprzejmy uśmiech.
Lacoste? — mruknął, przywołując w myślach kontekst pytania, by zyskać na czasie. Wodził wzrokiem za Haydenem, który w tym domowym wydaniu wyglądał naprawdę uroczo. — Przeciętnie, ale najlepiej jak mógł bez twojej pomocy — odpowiedział w końcu, a kącik jego ust uniósł się odrobinę w czarującym uśmiechu. — Umówię tego fryzjera i masaż — zaproponował, wracając spojrzeniem na wyświetlacz telefonu.
“Jutro o 11 na późne śniadanie w kawiarni?”
Odpisał kochankowi, a następnie otworzył aplikację i wybrał fryzjera, do którego Hayden zawsze chodził. Wykupił dla niego cały beuty pakiet, łącznie z masażem i zabiegami na cerę gotów hojnie rozpieszczać partnera.
Jakby tym samym próbował zadośćuczynić za swoją niewierność. Odłożył telefon na kanapie, wyświetlaczem do dołu i wstał z kanapy. Podszedł do Haydena, objął go od tyłu, układając dłonie na wąskich biodrach i przesunął wargami po jego szyi.
Usiądź kochanie i odpocznij. Ja dokończę — zaproponował, zamierzając również przygotować dla nich coś na szybko do zjedzenia, a następnie spędzić leniwy, rodzinny wieczór przed telewizorem.
W końcu przyda im się trochę normalności.

hayden tanner

[koniec :slodziaczek: ]