I could be meaner but jesus said no
: śr wrz 02, 2026 8:06 pm
Nie rozegrała wszystkiego tak, jak powinna i miała tego świadomość. Wiedziała, że podczas rozwodu zawiodła i nawet tłumaczenie się tym, jak bardzo skołowana wówczas była, nie miało poprawić jej sytuacji.
A choć twierdziła, że nie próbowała się usprawiedliwiać, jakaś jej część chciała, aby Reece zrozumiał, dlaczego postąpiła właśnie w taki sposób. Czemu nie odkręciła tego, w co wciągnęła ją prawniczka, tylko pozwoliła, aby spora część jego majątku trafiła właśnie w jej ręce.
Nie chodziło przecież o nic innego, jak o to, że miała wówczas złamane serce.
Prychnęła pod nosem, a choć w pierwszej chwili rozchyliła wargi, aby mu odpowiedzieć, ostatecznie się przed tym powstrzymała. Wiedziała, że czegokolwiek by nie powiedziała, to prawdopodobnie tylko dodatkowo zaogniłoby sytuację między ich dwójką, a przecież ona już teraz nie była kolorowa. Prawdę powiedziawszy Bronte nie miała pojęcia, czego powinna się po nim spodziewać.
Wciskał ten cholerny guzik z takim uporem, iż skłonna była stwierdzić, że kompletnie z w a r i o w a ł.
— Zostaw to w końcu — stanęła w obronie guzika, który przecież niczym mu nie zawinił. Domyślała się, że Reece przelewał na niego całą tę frustrację, którą wywoływała w nim ona, bo sama przecież czuła się podobnie. Kiedy on znajdował się obok, ona nie wiedziała, jak pomóc sobie rozładować emocje.
Nie spodziewała się też, że wszystko utrudni im dodatkowa k a t a s t r o f a. Kiedy poczuła to nagłe szarpnięcie, Bronte pisnęła niekontrolowanie, a przez jej umysł przemknęła gonitwa myśli dotyczących głównie tego, że mechanizm ciągnący ich do góry zaraz się zerwie, a oni wraz z całą konstrukcją poszybują w dół. Nie uspokoiła się w pełni nawet wtedy, kiedy ruch ustał.
Czuła, jak blisko się znajdował, choć na tym skupiła się dopiero po chwili. Kiedy skupiała się na windzie, nie czuła, że jej serce gnało jak szalone. Jak to możliwe, że nawet po tak długim czasie od rozwodu, on wciąż potrafił wywrzeć na niej tak duże wrażenie?
Nim się odezwała, nerwowo oblizała wargi, mając wrażenie, że zaschło jej w gardle. — Nic dziwnego, skoro tak napastowałeś ten guzik — skomentowała, tym razem nie będąc w stanie ugryźć się w język. — Zrobiłeś to celowo? — zapytała po chwili, nie będąc w stanie oprzeć się wrażeniu, że znacznie trudniej było jej złapać oddech. Nie znosiła tak małych pomieszczeń, a fakt, że w środku panowała ciemność, jeszcze to wszystko utrudniał.
— Nie mogę oddychać — rzuciła w momencie, w którym zakręciło jej się w głowie. Doskonale wiedziała, że ewentualna pomoc prawdopodobnie nie nadejdzie szybko.
Reece Murray
A choć twierdziła, że nie próbowała się usprawiedliwiać, jakaś jej część chciała, aby Reece zrozumiał, dlaczego postąpiła właśnie w taki sposób. Czemu nie odkręciła tego, w co wciągnęła ją prawniczka, tylko pozwoliła, aby spora część jego majątku trafiła właśnie w jej ręce.
Nie chodziło przecież o nic innego, jak o to, że miała wówczas złamane serce.
Prychnęła pod nosem, a choć w pierwszej chwili rozchyliła wargi, aby mu odpowiedzieć, ostatecznie się przed tym powstrzymała. Wiedziała, że czegokolwiek by nie powiedziała, to prawdopodobnie tylko dodatkowo zaogniłoby sytuację między ich dwójką, a przecież ona już teraz nie była kolorowa. Prawdę powiedziawszy Bronte nie miała pojęcia, czego powinna się po nim spodziewać.
Wciskał ten cholerny guzik z takim uporem, iż skłonna była stwierdzić, że kompletnie z w a r i o w a ł.
— Zostaw to w końcu — stanęła w obronie guzika, który przecież niczym mu nie zawinił. Domyślała się, że Reece przelewał na niego całą tę frustrację, którą wywoływała w nim ona, bo sama przecież czuła się podobnie. Kiedy on znajdował się obok, ona nie wiedziała, jak pomóc sobie rozładować emocje.
Nie spodziewała się też, że wszystko utrudni im dodatkowa k a t a s t r o f a. Kiedy poczuła to nagłe szarpnięcie, Bronte pisnęła niekontrolowanie, a przez jej umysł przemknęła gonitwa myśli dotyczących głównie tego, że mechanizm ciągnący ich do góry zaraz się zerwie, a oni wraz z całą konstrukcją poszybują w dół. Nie uspokoiła się w pełni nawet wtedy, kiedy ruch ustał.
Czuła, jak blisko się znajdował, choć na tym skupiła się dopiero po chwili. Kiedy skupiała się na windzie, nie czuła, że jej serce gnało jak szalone. Jak to możliwe, że nawet po tak długim czasie od rozwodu, on wciąż potrafił wywrzeć na niej tak duże wrażenie?
Nim się odezwała, nerwowo oblizała wargi, mając wrażenie, że zaschło jej w gardle. — Nic dziwnego, skoro tak napastowałeś ten guzik — skomentowała, tym razem nie będąc w stanie ugryźć się w język. — Zrobiłeś to celowo? — zapytała po chwili, nie będąc w stanie oprzeć się wrażeniu, że znacznie trudniej było jej złapać oddech. Nie znosiła tak małych pomieszczeń, a fakt, że w środku panowała ciemność, jeszcze to wszystko utrudniał.
— Nie mogę oddychać — rzuciła w momencie, w którym zakręciło jej się w głowie. Doskonale wiedziała, że ewentualna pomoc prawdopodobnie nie nadejdzie szybko.
Reece Murray