Strona 2 z 3

Huntsville

: czw sie 06, 2026 7:08 am
autor: Zoya Weasley
Pomogę.. I pomógł choć to sprawiło, że Zoya momentalnie straciła ochotę zarówno na kawę jak i na zapiekankę makaronową, a sądząc po zachowaniu Luciena, jemu również na tę chwilę jedzenie wypadło z głowy.
Ucieszyła się więc, kiedy zgodził się na jej dość niecodzienną propozycję lepszego poznania się. Właściwie mogli po prostu porozmawiać przy stole, jednak wydawało się to zbyt szablonowe i zupełnie niepasujące do ich s z a l o n e j znajomości. Zoya minowolnie nabrała ochoty, aby po raz kolejny wyjść poza umowne ramy właściwego zachowania.
Przy pierwszym kontakcie, kiedy to sam Lucien zainicjował jeszcze mniejszy dystans i przysunął się bliżej, muskając kciukiem jej udo, drgnęła. Z jednej strony, no sodziewała się takiego kontaktu, a jednak wciąż nie była przyzwyczajona do tego, że obok niej, w rodzinnym domu, znajdował się obcy mężczyzna.
Mężczyzna, który teoretycznie niczego od niej nie chciał.
Prychnęła rozbawiona, gdy na wzmiankę o braciach stwierdził, że zabrzmiało to groźnie. Nie dodała już, że czworo z nich było starszych nawet od niego i od zawsze bardzo się o nią troszczyli. Ba! Prawdopodobnie nie spodobałaby im się wizja tej całej ciąży z nieznajomym facetem poznanym w klubowej alejce. Niezależnie od tego, że ów facet cieszył się sławą i dysponował potężnym majątkiem, oczywiście.
Hasła, które definiowały Zoyę, szybko przerodziły się w te, które definiowały Luciena Spencera.
Nie zdążyła zaprotestować, kiedy z tym swoim łobuzerskim uśmiechem odebrał jej marker. Zoi całkiem podobała się ta przekora Luciena, zmieszana z domieszką nieustępliwości, gdy uparcie stawiał na swoim. Na razie niewiele mogła o nim powiedzieć. Właściwie praktycznie się nie znali, ale o zgrozo, miała jakieś durne wyobrażenie, że właśnie takim zachowaniem rzucał na nią swój urok.
Dłoń Luciena, która przesunęła się wzdłuż łydki Zoi, była chwilą, przy której wstrzymała oddech. Uświadamiała sobie, że był zbyt blisko i z zadziwiającą swobodą właśnie dotykał jej ciała, pomimo że raptem trzy minuty wcześniej sama robiła dokładnie to samo.
Siedziała więc nieruchomo i jedynie odchyliła się do tyłu, opierając dłonie za plecami, aby łatwiej utrzymać równowagę, gdy uniósł jej nogę.
Potem patrzyła na niego znad niecelowo wypiętej piersi. Obserwowała, jak zastanawiał się nad tym, co chciał napisać. Później wsłuchiwała się w każde słowo Luciena i z uwagą śledziła, jak w jego oczach pojawiły się wesołe iskierki, gdy wspominał o zegarkach. Nawet skinęła z uznaniem głową, kiedy pokazał swojego Rolexa. Może i nie rozumiała zamiłowania do kupowania tak drogich przedmiotów, ale skoro sprawiało mu to przyjemność, nie zamierzała komentować.
Kiedy wspomniał o tańcu, Zoya roześmiała się głośno. Nie drwiła z niego! Po prostu ani trochę nie spodziewała się, że ktoś taki jak Lucien Spencer, światowa gwiazda Formuły GT, potrafił dobrze tańczyć. Błędnie zaszufladkowała go jako człowieka, którego całe życie kręci się wyłącznie wokół sportu i tej niezrozumiałej prędkości. Ale przecież... znowu powtórzę w gruncie rzeczy niczego o sobie nie wiedzieli.
Natomiast na wzmiankę o gotowaniu ponownie tylko pokiwała głową. Nie każdy musiał być mistrzem kuchni.
Zaraz zrobiło się Zoi cieplej i aż drgnęła, gdy poczuła nacisk markera na udzie. Raczej nie spodziewała się, że będzie pisał właśnie w tak wrażliwym dla niej miejscu, więc mimowolnie przygryzła dolną wargę i skupiła wzrok na powstającym napisie foodie. Jednocześnke usilnie starała się nie gapić znowu na twarz Luciena.
Rozumiem. — Wyrwała mu pisak i niespodziewanie przysunęła się do jego torsu. Nie chciała jednak dać się ponieść atmosferze tej chwili, dlatego pospiesznie poprawiła się na blacie i delikatnie uniosła mu koszulkę, odsłaniając wyraźnie zarysowane zagłębienie nad biodrem. Chyba dopiero wtedy dotarło do niej, jak nieostrożnie postąpiła, bo ponownie zalała ją fala gorąca. Pomimo tego pochyliła się, prawid składając wpół i wypisała ten przedostatni wyraz Luciena. Gotowanie.Moja mama zmarła, kiedy miałam dwanaście lat. Od tamtej pory musiałam nauczyć się gotować dla braci, którzy pomagali ojcu prowadzić gospodarstwo. Nie wszystko lubię jeść, ale chyba wszystko potrafię przygotować. — Kiedy to mówiła, siedziała już prosto i patrzyła Lucienowi w oczy, wciąż jednak trzymając jego koszulkę uniesioną do połowy brzucha. Spojrzenie Zoi było uważniejsze i poważniejsze niż wcześniej, jakby chciała mu tym przekazać, że właśnie podzieliła się czymś naprawdę ważnym.
Zoya Weasley dorosła w chwili, gdy zmarła Acacia.
W końcu westchnęła i znowu zaczęła pisać - tym razem na brzuchu Luciena. Umieściła tam dwa hasła: klaustrofobia i astma, które właściwie nie wymagały szerszego wyjaśnienia. Powiedziała mu jedynie, w której przegródce plecaczka trzymała inhalator i jak powinien go użyć.
Potem uniosła jego koszulkę jeszcze wyżej. Materiał uparcie zsuwał się z powrotem i zasłaniał pożądany fragment skóry, więc nagle podciągnęła go aż pod szyję, po czym zdjęła mu go przez głowę.
I właśnje wtedy Zoya nerwowo przełknęła ślinę. Nie kryła nawet (albo nie potrafiła ukryć) ciekawskiego spojrzenia, którym powoli przesunęła po odsłoniętej klatce piersiowej mężczyzny.
Po chwili, jakby dopiero zorientowała się, że zbyt długo się wpatrywała, odchrząknęła i położyła lewą dłoń na jego barku. Prawą ponownie zaczęła pisać.

A l k o h o l.

Często nie panuję nad sobą, kiedy za dużo wypiję. — Narysowała pokraczną strzałkę, która wskazywała na prawy obojczyk, gdzie dopisała złe wybory. — Ale niezależnie od tego, czy coś wypiłam, czy nie, okropnie wybieram mężczyzn.
Odłożyła marker na blat i odchyliła się trochę do tyłu, aby lepiej przyjrzeć się efektowi swojej pracy. Tors Luciena wyglądał... dziwnie. Był pokryty dużymi, czarnymi napisami, ale w żaden sposób nie odbierały one uroku jego sylwetce. Pomini że był szczupły, miał naprawde wyraźnie zarysowane mięśnie. Za każdym razem, gdy Zoya przesuwała po nich markerem, czuła jakąś ekscytacje.
Uśmiechnęła się zawadiacko i w końcu uniosła brodę, aby spojrzeć Lucienowi prosto w oczy. Jednocześnie poruszyła się na blacie, poprawiając ułożenie nóg, pomiędzy którymi wciąż się znajdował. Jedną stopę, z jakiej właśnie spadł kapeć, oparła o klamkę szafki pod spodem, przez co uniosła kolano wyżej.
Ta bliskość działała na nią w dziwny sposób. Z jednej strony odbierała cały komfort i sprawiała, a z drugiej... c h y b a wcale nie chciała, aby się odsunął. Zoya nie była jeszcze w stanie sie do tego przyznać, ale czerpała satysfakcję, że mogli patrzeć na siebie z tak niewielkiej odległości.
Patrzeć i poznawać się w tak odmienny sposób. Była zaintrygowana.

Lucuś

Huntsville

: czw sie 06, 2026 3:57 pm
autor: Lucien Spencer
Jedzenie istotnie było ostatnim, o czym myślał w chwili, gdy niepostrzeżenie zmniejszył między nimi dystans. Podejmując się pomocy, kierował się zwykłą przyzwoitością, ale kiedy już pojawił się przy niej, wcale nie miał ochoty się odsuwać.
Zwłaszcza, że i ona nie wyrażała ku temu chęci, proponując mu w zamian bardzo nieszablonową możliwość poznania się. Była ona na tyle intrygująca, że byłby głupcem, gdyby się na to nie zgodził.
Gdy zaczęła zapisywać na nim pierwsze słowa, powoli zaczął zdawać sobie sprawę również z tego, że chyba rzeczywiście był głupcem, uważając, że balansowanie na granicy przyzwoitości i nierozwagi dało się utrzymać pod pełną kontrolą. Tej przy niej miał stanowczo zbyt mało.
Mimo to, jak gdyby nigdy nic, podjął tę grę, muskając skórę jej łydki po to, by zaraz objąć ją dłonią i zostawić na niej swoje hasła. W tym czasie kątem oka dostrzegł, jak Zoya odruchowo podparła się rękami do tyłu, wyciągając swoje ciało. Ten niewinny ruch uwydatnił jej walory, dając mu wyjątkowo atrakcyjną perspektywę.
To wymagało skupienia, które przeniósł na jej nogę, by w trakcie wyjaśniania definicji, zatrzymywać spojrzenie na jej bystrych niebieskich tęczówkach. Kiedy jednak usłyszał jej śmiech, przekrzywił nieco głowę na bok.
No co? Uważasz, że tacy jak my lubią wyłącznie się ścigać? — uniósł wysoko brew z czającym się w oczach rozbawieniem. Postawione przez niego pytanie brzmiało jak wyzwanie, na które oczekiwał odpowiedzi, ciekaw jej spostrzeżeń. — Wbrew pozorom poczucie rytmu jest związane z jazdą bardziej, niż mogłoby się wydawać. Każde okrążenie zależy od płynności jazdy. Jeśli nie wyczujesz tempa, zaczynasz walczyć z autem, zamiast je prowadzić — wyjaśnił swobodnym tonem, wcale nie próbując jej pouczać, a raczej przedstawić punkt widzenia, którego pewnie nie znała. Z resztą, było to uniwersalne wyjaśnienie, bo dotyczyło zarówno wyścigu, tańca, jak i innych dziedzin rozrywki, w których rytm miał nie lada znaczenie. A on w każdej z nich lubił mieć kontrolę.
Pisanie po udzie również i jemu wydało się trochę kontrowersyjne, ale nie wahał się ani chwili, łaskocząc jej wrażliwszą część skóry markerem, w przelocie muskając ją również bokiem dłoni. Widział to drobne skubnięcie wargi i zaintrygowanie, z jakim wpatrywała się w litery. Gdy ciemnowłosa momentalnie zbliżyła się do niego, na chwilę wstrzymał powietrze. Zaskoczyła go, a więc z pewnym opóźnieniem zorientował się, że zrobiła to po to, by odebrać od niego pisak. W momencie, gdy uniosła jego koszulkę, powiódł za nią spojrzeniem w dół, czując, jak po plecach przebiega go delikatny dreszcz. Nawet nie zauważył, kiedy zaczął bardziej pilnować swojego oddechu.
Oparł się obiema rękami o krawędź blatu tuż przy jej udach, udostępniając jej przestrzeń do pisania, jakby całym ciałem mówił jej rozgość się. Mimowolnie napiął mięśnie, czując przyjemnie łaskotanie. Gdy się wyprostowała, zerknął na kilka sekund na hasło, po czym słysząc jej głos, automatycznie powrócił do niej swoim jasnym, przenikliwym spojrzeniem. Jej wyjaśnienie okazało się być niezwykle ważne. Na wspomnienie o zmarłej matce poczuł nagłe ukłucie żalu, ale w oczach dziewczyny dostrzegł coś innego, czego do tej pory mu nie pokazywała. Coś znacznie bardziej uważnego, ufnego, jakby właśnie przełamywali niewidzialną barierę, wprowadzając do atmosfery zupełnie inny rodzaj intymności. I wcale nie chodziło tu o to, że czuł aż nazbyt świadomie każdą część jej ciała, które stykało się z jego własnym.
Pokiwał nieznacznie głową. — Muszą mieć z Tobą bardzo dobrze — przyznał po chwili spokojnym głosem, finalnie odnosząc się do części o gotowaniu. Choć na jego usta cisnęło się coś więcej, nie mógł ryzykować popsuciem im tej chwili szczerości, więc nadanie rozmowie lżejszego tonu było najlepszym, co mógł zrobić.
Wzmianka o klaustrofobii i astmie zaskoczyła go, co okazał drgnięciem brwi, niemniej słuchał uważnie, jak powinien postąpić w przypadku ataku. Następne przesunięcie granatowego materiału i spotkanie się z oporem skończyło się zdecydowanym odruchem z jej strony, a zrozumiawszy, co planowała, mężczyzna nieznacznie parsknął śmiechem. — Wystarczyło powiedzieć — mówiąc to, podniósł na chwilę ręce, żeby pomóc jej ściągnąć z siebie tę zupełnie niepotrzebną w tej chwili koszulkę. Mimo jego uwagi podobał mu się ten temperament, jaki Zoya przejawiała.
Niewiele zmieniło się od ostatniego razu — zauważył, przygryzając wargę, by nieudolnie powstrzymać rozbawienie, kiedy zobaczył, jak z nieukrywanym zaintrygowaniem obserwowała jego klatkę piersiową, by w następnej chwili powędrować wzrokiem za markerem, znaczącym kolejne litery. Na jej wyznanie ściągnął nieco brwi.
Jestem Twoim złym wyborem? — zapytał, nie potrafiąc ugryźć się w język. Po jego rozbawionych iskrach w oczach i lekkim tonie można było wywnioskować, że nie było to poważne pytanie, ale był niezmiernie ciekaw odpowiedzi.
Właściwie cała jej odpowiedź go zaciekawiła. On nie miał problemów z używkami, ale zdawał sobie sprawę, jak wyglądały skutki nadmiernej ilości alkoholu. Jeden z nich miał zaważyć na całym jego życiu. Ale czy teraz o tym myślał? Obserwując, jak Zoya skupia wzrok na jego torsie, te myśli chwilowo odpłynęły gdzieś w siną dal.
Jej pełne zadowolenia, pewne siebie spojrzenie mówiło wiele. Na sekundę zerknął na jej nogę, którą niepozornie podniosła, opierając się swobodnie o jego biodro, po czym wrócił do niej spojrzeniem, nieświadomie zagryzając dolną wargę. Świadomie, czy nie, kierowała jego myśli na coraz mniej bezpieczne tory. I jeszcze o tym nie wiedziała, że on cholernie lubił igrać z ogniem.
Stanowczym gestem złapał ją za biodra, przyciągając do siebie i na chwilę bez słowa patrzył w jej oczy. Kilka sekund później przeniósł dłonie wzdłuż jej bioder, które opinały spodenki i wsunął palce pod jej top, by nie odrywając wzroku od Zoi, unieść materiał do góry i ściągnąć z niej cienką bluzkę. Ta ukazała mu kształtne piersi, ukryte opinał stanik. Na chwilę przeniósł spojrzenie niżej, całkowicie ukontentowany tym widokiem.
Tak będzie wygodniej — przyznał, powracając wzrokiem w jej niebieskie tęczówki, a kąciki jego ust samoistnie uniosły się ku górze w zawadiackim geście. W tym samym czasie sięgnął po marker i oparł się przedramieniem o blat, żeby mieć wygodny dostęp do jej brzucha. Prędkość była jego pierwszym słowem.
Ściganie się to jedno, ale prędkość daje mi poczucie kontroli. Podczas jazdy to ja decyduję o tym, jak będzie wyglądała moja droga — wyznał, zapisując następne hasło obok. Nie wybrzmiało to na głos, ale za jego słowami krył się fakt, że nie zawsze miał wpływ na swoje życie. Było ono ukierunkowane od dziecka i wpojone w krew, zanim zdążył przekonać się, czy był dobry w czymś innym. Co nie znaczyło, że nie kochał wyścigów.
Z kolei kariera zawsze była dla niego największą wartością, której poświęcił niemal całe swoje życie. Mówiąc o niej, podniósł się i, opierając się dłonią przy nodze Zoi, nieznacznie westchnął, po czym pochylił się nad dziewczyną, żeby na jej dekolcie napisać wygrana = upór.
Zawsze lubiłem być pierwszy. Wszędzie, bez względu na konkurencję. Jak się już na coś uprę to muszę to zdobyć i nie ustępuję, póki tak się nie stanie — przyznał cicho, bo znalazłszy się na odległości niespełna kilkunastu centymetrów od jej twarzy, wydawało mu się to znacznie bardziej na miejscu.
Przez kilka sekund przyglądał się napisom na jej dekolcie i falującym piersiom, czując rosnące w powietrzu napięcie. Bezwiednie oblizał wargi, po czym przesunął wzrokiem nieco wyżej, na jej obojczyk i łabędzią szyję, nagle odczuwając potrzebę podzielenia się czymś więcej.
Uniósł rękę, opierając się całym ciężarem bioder o blat, po czym ujął dziewczynę za brodę i delikatnie obrócił ją na bok. Drugą ręką subtelnie poprawił jej włosy z ramienia na plecy, odsłaniając tę część skóry, na której z pełną uwagą zaczął pisać litery. Nie zmieściły się one tak, jak tego oczekiwał, dlatego pomógł sobie palcem przesunąć nieco jej ramiączko, które opadło jej na ramię, ostatecznie układając na niej wyraz rozsądek. Odłożył marker na bok, zamykając ją między swoimi ramionami.
Nie odchylił się, pozwalając, żeby jego ciepły oddech odbijał się na jej nagiej skórze, oznaczonej napisem, jednocześnie czując jej ciepło na własnym ramieniu. Odwrócił do niej twarz, by odnaleźć jej spojrzenie.
Zwykle staram się kierować w życiu rozsądkiem, planować z wyprzedzeniem, mieć wszystko pod pełną kontrolą, ale jakimś cudem jako jedyna skutecznie mnie tego rozsądku pozbawiasz — mruknął, patrząc jej przez chwilę w oczy, zanim przesunął je niżej, na wydatne wargi.
Nie kłamał. Jego rozsądek ulotnił się szybciej, niż zdążył zastanowić się, czym mógł skończyć się ich pocałunek. Po prostu to zrobił.

jego brak rozsądku

Huntsville

: pt sie 07, 2026 12:07 am
autor: Zoya Weasley
Tak, Lucien — odparła, wciąż chichocząc. — Tak właśnie uważałam, ale dziękuję, że mi to tak ładnie wyjaśniłeś — dodała, choć w tym podziękowaniu, tak naprawdę było niewiele szczerej wdzięczności. Po prostu nie zamierzała z nim dyskutować, bo mimo wszystko uważała, że miał rację. Zbyt pochopnie go oceniła, patrząc wyłącznie przez pryzmat wykonywanego zawodu. Nawet tempo, o którym tak przekonująco mówił, rzeczywiście miało swoje znaczenie w życiu.
Mieli ze mną dobrze. Od jakiegoś czasu mamy luźniejsze relacje. Rozjechaliśmy się po Kanadzie — wyjaśniła zdawkowo, nie chcąc wdawać się w szczegóły.
Była pewna, że wciąż wszyscy darzyli się miłością, jednak odkrycie prawdy o tym, że została podmieniona w szpitalu, sprawiło, że nie potrafiła już patrzeć na nich w ten sam sposób. Ta informacja odebrała Zoi istotną część jej tożsamości i pomimo upływu lat nadal próbowała wszystko sobie poukładać. Odsunęła się od rodziny, wyjechała, aby poznać swoich biologicznych rodziców, a do gospodarstwa wracała tylko wtedy, gdy sama czuła taką potrzebę lub po prostu miała na to ochotę.
Tego jednak nie musiał wiedzieć.
Tak naprawdę, gdyby Lucien wybrał pisanie po jej ramieniu, tak jak zazwyczaj robili to bracia Zoi, a nie po udzie, najpewniej nie zdecydowałaby się przenieść swoich napisów na tors mężczyzny. Na pewno też nie ściągnęłaby z niego koszulki. Było to naprawdę nierozsądne, a przede wszystkim dwuznacze, co zresztą sam skwitował komentarzem, że wystarczyło po prostu powiedzieć.
Powiedzieć nie chciała, bo sama nie zdawała sobie sprawy z tego, że miała ochotę popatrzeć na półnagiego Luciena. Uświadomiła sobie to dopiero w chwili, gdy jego odsłonięty tors znalazł się w zasięgu jej wzroku. Sam Lucien szybko wyrwał ją z dziwnej dezorientacji kolejnym komentarzem, na który odpowiedziała jedynie pełnym dezaprobaty mlaśnięciem.
Jesteś moim najgorszym wyborem — odpowiedziała całkiem serio, pomimo że wcale nie musiała tego robić, bo pytania były przecież zabronione.
Widziała, że jego to bawiło, jednak w głosie Zoi naprawdę pobrzmiewała powaga.
Gdyby tamtego wieczoru go nie wybrała, nie musieliby teraz mierzyć się z konsekwencjami ciąży. Gdyby nie zachęciła go do seksu, nie musieliby się poznawać. Gdyby tylko zdołała powstrzymać własne pożądanie, nie musiałaby patrzeć na niego w ten dziwny, zupełnie nowy dla siebie sposób i zastanawiać się, dlaczego tak łatwo zaczęła mu ulegać.
Myślała o tym tylko przez chwilę, bo wszystkie kotłujące się w niej emocje odpłynęły, gdy ponownie pogrążyli się w grze. I słów i ciał, które zadziwiająco na siebie oddziaływały.
Aleee....
W żadnym razie nie zamierzała prowokować Luciena. Zupełnie niewinnie, jedynie dla większej wygody, przestawiła nogę, co szybko wywołało lawinę kolejnych gestów. Zoya drgnęła gwałtownie, kiedy mężczyzna chwycił ją za biodra, a jej mięśnie mimowolnie się napięły, gdy przyciągnął ją do siebie tak, że kroczem zetknęła się z jego podbrzuszem.
Nie zareagowała jednak żadnym sprzeciwem, najwyraźniej zbyt zdezorientowana i zapatrzona w oczy Luciena. Nie poruszyła się nawet wtedy, gdy wsunął palce pod top, wywołując gorąco na jej skórze, a następnie sprawnie pozbył się ubrania.
W pierwszym odruchu, zapragnęła się zasłonić przed jego spojrzeniem. Zapragnęła wyznaczyć granicę, którą przecież po raz kolejny przekroczyli. Zamiast tego jedynie przełknęła ślinę i nerwowo zacisnęła szczękę, po czym intuicyjnie odchyliła się do tyłu, aby w pełni udostępnić mu swój brzuch do pisania.
Zapędzali się coraz dalej, poruszając po grząskim gruncie. W tracie doskonale widziała intencje malujące się na twarzy Luciena. Podejrzewała jednak, że sama kierowała się podobnymi pragnieniami; że w niej również tkwił ten sam brak rozwagi. Ciepło rozlewające się po ciele tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu.
Masz racje — potaknęła. Obserwowała jak patrzył; jak uniósł kąciki ust w zawadiackim geście, po czym oparł się przedramieniem o blat, aby następnie kontynuować zabawę.
Zerknęła na słowo prędkość, które naprawdę spodziewała się prędzej czy później ujrzeć na swojej skórze i dokładnie wysłuchała tego, co mówił. Nie doszukała się jednak ukrytego faktu. Na tego typu rzeczy jeszcze zbyt słabo się znali.
Jesteś bardzo zychwały — skomentowała trzecie wyznanie wygrana = upór, które powstało na dekolcie. Czuła, że to wszystko, co właśnie o sobie zdradził idealnie odzwierciedlało osobowość Luciena Spencera, ale tego którego wpierw lepiej poznała z internetów, lecz to chyba nie ta twarz mężczyzny sprawiła, że poczuła się nim zaintrygowana. — Nie możesz mieć wszystkiego, czego chcesz — rzuciła krytycznie chwilę przed tym, jak zaczął doglądać jej piersi. Nie poruszyła się, choć zacisnęła wargi tak mocno, że z pewnością mógł się domyślić, że taka bliskość robiła na niej wrażenie. Zwłaszcza że zaraz oparł się całym ciężarem o kuchenny blat, a przy okazji o nogi Zoi, na co zareagowała bezwolnym westchnięciem.
Nie wiedziała do czego zmierzał, choć raptem chwilę później domyśliła się, bo delikatnie obrócił jej brodę na bok i odgarnął włosy z ramienia. Wybrał nowe miejsce na napis, więc poruszyła się, aby poprawić swoją pozycję. Jedną ręką podpierała blat, a drugą luźno trzymała na nodze, niby przypadkiem opuszkami palców muskając nagą skórę Luciena nad pasem od spodenek.
Wzdrygnięciem zareagowała na opadające ramiączko stanika. I mimo że nie poruszyła głową, kątem oka zerknęła na mężczyznę. Jego ciepły oddech wywoływał na jej skórze dreszcz i podsycał te dziwne, niegrzeczne pragnienia, którym jednocześnie nie chciała i chciała się poddać. Wariowała. Czuła to każdym atomem swojego ciała, dlatego niemal bezwiednie, w miejscu, jakie wcześniej jedynie delikatnie muskała palcami, nagle wbiła paznokcie.
Gdy zauważyła, że Lucien skończył i odłożył mazak, nerwowo skierowała twarz w jego stronę, zupełnie nie przewidując, że zamknie ją między swoimi ramionami. Natychmiast złapali kontakt wzrokowy, co wydało się Zoi bardzo niebezpieczne.

Słuchała.

Słuchała z duszą na ramieniu i kłębiącym się w sercu niepokojem, gdy opowiadał o rozsądku, planowaniu oraz kontroli. A także o tym, jak bardzo go dekoncentrowała, na co zdumiona rozchyliła wargi, nie wiedząc, jak właściwie to skomentować. Zwłaszcza że po chwili Lucien przeniósł spojrzenie na jej usta, tym samym jeszcze bardziej wybijając Zoyę z pantałyku.
I wtedy nastąpił pocałunek, przed którym w pierwszym momencie chciała się wzbronić. Poderwała dłonie do ramion Luciena, gotowa go odepchnąć, ale ostatecznie nie dała rady. Wystarczyła ta jedna, cholerna chwila, jeden oddech i bliskość, jakiej spróbowała sobie odmówić, aby wszystko straciło znaczenie. Zoya osłabła pod wpływem tej niespodziewanej pieszczoty i zaraz odpowiedziała z podobną intensywnością.
I tęsknotą.
Mimowolnie zacisnęła uda na biodrach Luciena, a ramionami mocniej objęła jego kark. Chciała poczuć go jeszcze bardziej, dlatego mocniej rozchyliła wargi, pozwalając, aby ich języki zasmakowały siebie nawzajem. Co jakiś czas subtelnie szczypała usta Spencera swoimi, unosiła wyżej klatkę piersiową lub cicho wzdychała, całkowicie oddając się tej intymności.
W pewnym momencie zsunęła dłoń niżej, wyznaczając paznokciami ścieżkę wzdłuż torsu mężczyzny, aż zatrzymała się przy guziku jego spodenek, który niespodziewanie rozpięła. Jednak chwilę później zwątpiła w dalsze poczynania i po prostu ułożyła rękę na jego piersi, czując pod opuszkami palców, jak intensywnie biło mu serce.
Wtem dookoła rozległo się pikanie, które oderwało Zoyę od ust Luciena. Oszołomiona wszystkimi nagłymi doznaniami, mozolnie odsunęła twarz od twarzy Spencera i, wciąż trzymając dłoń na jego karku, spojrzała w stronę kuchnenki. Przypomniała ona, że czas podgrzewania zapiekanki dobiegł końca.
Mogli wreszcie zasiąść do stołu.

Lucien Spencer

Huntsville

: sob sie 08, 2026 11:06 pm
autor: Lucien Spencer
Na jej przytaknięcie pokiwał głową, mrużąc przy tym nieznacznie oczy, bo w tonie jej głosu bez problemu wyczuł tę nutę ironii. Jednocześnie uniesiony kącik ust zdradzał, że w zupełności nie miał jej tego za złe.
Jeszcze wiele będziesz musiała się nauczyć — stwierdził w zamian swobodnym tonem, jakby to była oczywista oczywistość. Nie musiał kończyć zdania na głos, słowa niewypowiedziane zawisły między nimi w powietrzu, sugerując, co miał na myśli - ich obojga czekała nauka samych siebie, skoro dziecko miało nieodwracalnie związać ich życia. A akurat do takiej nauki nie miał żadnych przeciwwskazań.
Gdy Zoya go poprawiła, skinął lekko głową, czując, że nasuwające się w jego myślach pytania nie były w tym momencie stosowne. Z drugiej strony ta informacja sprowadziła go do jednego wniosku - byli sami.
Jadąc do Huntsville, zastanawiał się, co go tutaj spotka. Brał pod uwagę fakt, że dziewczyna nie będzie chciała z nim rozmawiać, oraz że być może pozna członków jej rodziny. Lucien co prawda, na razie nikomu nie zamierzał mówić o zaistniałej sytuacji, woląc samemu najpierw przetrawić sprawę i zastanowić się nad rozwiązaniami, zanim zaalarmuje rodziców i Johnny’ego, ale ciemnowłosa mogła kogoś już poinformować o ciąży. Zwłaszcza, że zdecydowała już, iż chciała urodzić to dziecko.
Może to było z jego strony lekkomyślne, że nie powiedział nikomu, dokąd się wybiera, ale nie sądził, że jej tata czy którykolwiek z braci pogrzebie go żywcem. W końcu postanowił nie uchylać się od odpowiedzialności, prawda?
Pewnie gdyby nie byli na farmie zupełnie sami, nie pozwoliliby sobie na grę, która pochłonęła całą ich uwagę i wzbudzała coraz większą ciekawość, doprowadzając do ściągnięcia z niego koszulki.
Najgorszy wybór. Uśmiechnął się pod nosem. Miał nadzieję na najlepszy z najgorszych. Lubił być najlepszy i zawsze do tego dążył, co z resztą chwilę później sam miał jej wyznać. Najgorszy nie brzmiał najlepiej, ale zaczynał rozumieć, czemu myślała o tym w ten sposób. Po tamtej nocy mieli się przecież już więcej ze sobą nie spotkać. A na pewno nie w okolicznościach, które sprowadziły go na jej farmę.
Ale to wciąż wybór — zauważył, wyciągając z tego stwierdzenia jeden pozytyw na własną korzyść nawet, jeśli miał nie zostać przez nią doceniony. W dodatku bogaty wybór, choć wolał nie wspominać już o tym na głos. Wybór, który zapewni dziecku wszystko, czego będzie potrzebowało. O to nie musiała się martwić.
Z każdą chwilą Lucien coraz bardziej zaczynał gubić cel ich gry, skupiając się na kolejnych hasłach, ich definicjach i dotyku ich ciał. Pod wpływem jej naturalnych, niewinnych odruchów, które działały na niego bardziej, niż by tego chciał, zaczynał ulegać jej wpływowi.
Przyciągając ją do siebie i ściągając z niej top, sam przekroczył niepisaną granicę, sprawiając, że powietrze między nimi stężało. Mogła zaprotestować, ale fakt, że tego nie zrobiła, wcale nie pomagał mu zachować rozsądku, jedynie skłaniając go do dalszych zuchwałych poczynań.
Dziękuję — posłał jej dokładnie tak arogancki uśmiech, jakiego się po nim spodziewała, choć rozbawione iskierki w jego oczach mówiły, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to wcale nie był komplement. — Czemu nie? — zapytał, spoglądając na nią przez chwilę nieco bardziej intensywnie, zupełnie ignorując jawną krytykę w jej głosie. Często spotykał się z tym stwierdzeniem, ale nadal nie rozumiał, czemu tak wielu ludzi posiadało takie ograniczające myślenie. Osobiście uważał, że jeśli czegoś naprawdę się chciało, prędzej czy później znalazło się sposób, żeby to otrzymać. Wystarczyło odznaczać się sporą konsekwencją. Arogancja czy zuchwałość bywały w tym bardzo pomocne.
Ta gra przybrała nad wyraz niebezpieczny wymiar, kiedy markerem zaczął kreślić słowo na jej szyi. Miarowy oddech ciemnowłosej i koniuszki palców łaskoczące jego podbrzusze rejestrował aż nazbyt świadomie. Podobnie jak przechodzący przez jej ciało dreszcz w momencie, gdy usunął sobie z drogi przeszkadzające mu ramiączko. Konsekwencją tego stało się również nieoczekiwane wbicie się jej paznokci w jego skórę, przez co momentalnie spiął mięśnie brzucha, w ostatniej chwili dusząc w sobie pomruk. Ten niby niewielki odruch przypomniał mu ulotne chwile w alejce i uświadomił mu, że sprawiało mu to niepokojącą przyjemność.
Jej bliskość nadała kierunek jego słowom, sprowadzając ich znaczenie do niej. Jego rozsądek przy niej przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie, niechlubnie przegrywając z ukrytymi pod skórą pragnieniami. Zasmakowania jej warg, które lekko rozchylone, wydały mu się wabić go jeszcze bardziej.
Nie potrafił się jej oprzeć. Pocałunek wyzwolił w nim to samo, co ostatnim razem — pożądanie, które coraz wyraźniej dało się wyczuć w jego intensywności, gdy go pogłębił. W chwili, kiedy Zoya przylgnęła do niego całym swoim ciałem, objął ją mocno, nie chcąc pozostawić między nimi żadnej przestrzeni. Oddając się słodkiemu zapomnieniu, sunął dłońmi wzdłuż jej pleców, pośladków i ud, jakby chciał nie tylko poczuć, ale i zapamiętać każdy skrawek jej ciała.
Paznokcie wędrujące po jego torsie, zbliżające się ku dołowi, wywołały w nim dreszcz, który wzmógł jego zachłanność. Kolejny przebiegł po jego plecach w momencie, kiedy dziewczyna zwinnym ruchem odpięła mu guzik w spodniach, na co na kilka sekund zacisnął swoje dłonie na niej mocniej. W następnej chwili bezwiednie przesunął dłonią do jej stanika i wsunął palce pod pasek, żeby go rozpiąć.
Niespodziewany pisk rozlegający się po kuchni sprowadził go na ziemię. Zatrzymał się w miejscu, przerywając pocałunek i również spojrzał w tamtym kierunku, dysząc nieznacznie, dopiero po kilku sekundach uświadamiając sobie, co tak brutalnie przerwało ich zbliżenie.
Upojony Zoyą, całkowicie zapomniał o zapiekance, którą włączyła. Pikanie kuchenki było niczym znak, który przypomniał mu, po co właściwie przyjechał. Mieli rozmawiać, a tymczasem znów wykorzystali swoje języki w całkiem inny sposób.
Westchnął nieznacznie, po czym przeniósł spojrzenie na Zoyę i oblizał wargi, by zaraz uśmiechnąć się z niedowierzaniem, co ona z nim robiła.
Chyba niekoniecznie to miałaś na myśli, proponując bliższe poznanie się — wychrypiał, powoli wycofując ręce z pleców na jej uda, na których się zatrzymał, subtelnie je masując, by jeszcze przedłużyć tę intymną chwilę.
Mimo wszystko wcale nie czuł przy tym żadnej niezręczności. Obnażył się przed nią nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, wspominając jej o tym, że stanowiła dla niego pewną słabość. Nie ukrywał się ze swoimi pragnieniami, ale brak granic był bardzo niebezpieczny, o czym właśnie nieomal po raz kolejny zdołali się przekonać.
Na sekundę opuścił spojrzenie na jej udo, na którym widniało napisane przez niego słowo foodie, po którym powoli przesunął kciukiem.
Nie pozostało mi nic innego, jak przekonać się, jak dobrze gotujesz — wyznał, powracając do niej spojrzeniem i unosząc delikatnie kąciki ust. Jedzenie wciąż nie znajdowało się w tej chwili na szczycie jego pragnień, ale najrozsądniej było nieco ostudzić swoje emocje. Poza tym chyba dowiódł swego - ona wobec niego też nie była obojętna. Z tą myślą jedną ręką złapał ją za biodro, drugą za nogę i ostrożnie pomógł jej zsunąć się z blatu i stanąć na nogi. Zanim jednak się od niej odsunął, jeszcze pochylił się do jej ucha.
Ale bez tego topu jest Ci o wiele lepiej — mruknął, po czym z łobuzerskim uśmiechem wyprostował się i przepuścił ją, żeby zajęła się tą nieszczęsną zapiekanką, sam nie planując zakładać swojej brudnej koszulki.

Zoyaaaa

Huntsville

: ndz sie 09, 2026 10:39 pm
autor: Zoya Weasley
Z pewnością jeszcze bardzo dużo będzie musiała się nauczyć. W końcu miała zaledwie dwadzieścia pięć lat i całe życie stało przed nią otworem i to nie tylko w kwestii ciąży. Na słowa Luciena jedynie się uśmiechnęła i trochę lekceważąco wzruszyła ramionami.
Na razie Zoya nie zamierzała informować rodziny. Tak naprawdę bała się reakcji braci, którzy, chociaż sami mieli na sumieniu wiele one night stand, z pewnością nie poparliby jej nieplanowanej ciąży. Niemniej wiadome było, że w końcu zaakceptowaliby ten fakt i na pewno wsparli siostrę, ale w pierwszej kolejności musiałaby się nasłuchać kazań. Nawet od bliźniaka, który prawdopodobnie miał rozum złotej rybki.
Zoya powiedziała natomiast koleżankom. Musiała się komuś wygadać, skoro początkowo na ojca dziecka nie mogła liczyć. Właściwie nawet nie wiedziała, czy później będzie mogła na nim polegać, bo na razie zamiast rozmawiać o konsekwencjach, wyciągali wnioski dotyczące samych siebie.
Słodkie wnioski.
Wybrnął. Naprawdę wybrnął, kiedy zaznaczył, że decyzja dotycząca tamtej gorącej nocy nadal pozostawała wyborem Zoi. I chociaż chciałaby zaprzeczyć, chciałaby coś dodać, nie mogła. Lucien miał rację, dlatego potaknęła w milczeniu, przy czym na krótką chwilę odwróciła od niego spojrzenie.
Nie żałowała, tak sobie ciągle powtarzała. Jednak - pewne rzeczy powinni po prostu zrobić inaczej i pieniądze nie grały tutaj żadnej roli.
To nie była pochwała i była pewna, że Lucien usłyszał sarkazm, który wybrzmiewał w jej głosie. Był niebywale arogancki i z jednej strony nie do końca podobało podobało się to Zoi, a z drugiej sprawiało, że była nim zaintrygowana. Równoważył złe cechy charakteru tymi dobrymi, jak chociaż charyzmą.
Dziwnie prowadziło się taką rozmowe, będąc w połowie rozebranym i pod ostrzałem bardzo uważnego spojrzenia drugiej osoby. Zoya pilnowała się, aby przypadkiem się nie zająknąć i pod wpływem takiej bliskości nie zmienić zdania, i nie powiedzieć czegoś innego. Wszakże nie chciała obrazić Luciena, a z drugiej strony nie było nic złego w tym, że uważała inaczej, prawda?
A czemu tak? — prychnęła. — Czasem pokora potrafi przynieść więcej korzyści. Zbyt duża pewność siebie prowadzi do dążenia do celu po trupach — powiedziała z kolejną dawką krytyki, po czym prędko zacisnęła usta. Na moment poczuła się zdenerwowana, choć właściwie c h y b a nie miała ku temu powodów. Lucien Spencer jakoś musiał dostać się na sam szczyt kariery i Zoya nie powinna się dziwić, że był jaki był.
Ostatecznie postanowiła udawać, że… wcale jej to nie obchodziło i wyżej uniosła brodę, kiedy kreślił słowa na jej szyi.
Musiała przyznać, że naprawdę szybko udało mu się przegonić wszystkie te dziwne, sceptyczne myśli, które szturmem zaatakowały jej umysł. Ponownie poczuła przyjemne napięcie w dole brzucha i po porstu zapragnęła go natychmiast. Łapczywie i intensywnie. Tak mocno, że ciało Zoi reagowało instynktownie na każdy bodziec wychodzący z inicjatywy Luciena.
Co gorsza, cholera, była trzeźwa. Mogła nad sobą zapanować, ale naprawdę-naprawdę nie chciała tego robić, coraz bardziej tonąc w pocałunkach i dotyku, który palił jej skórę.
Była pewna, że to źle się skończy! A jednocześnie była przekonana, że Lucien nie miał nic przeciwko temu, aby dobrała się do jego spodni, bo kiedy rozpracowała guzik, mocniej zacisnął dłonie na jej ciele. Wtedy westchnęła uradowana wprost w jego usta, a potem jęknęła uroczo i uśmiechnęła się pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim, gdy sięgnął do jej stanika.
Chciała, naprawdę chciała, aby po raz kolejny zapomnieli się w swoich ramionach; aby zrobił z nią masę brzydkich rzeczy i nie powstrzymał się ani odrobinę. Jednak los postanowił sobie z niej zakpić i zastopowal ich przed kulminacyjnym momentem, jednocześnie przywołując rozsądek, który podobnie jak Lucien, Zoya straciła przez pożądanie.
Rzeczywiście. Nie o to mi chodziło. — Powiedzieć, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, to wciąż za mało.
Problem w tym, że teraz, kiedy pikanie kuchenki nieco otrzeźwiło jej umysł, poczuła niezręczność. Mimowolnie, patrząc mężczyźnie w oczy, odsunęła dłonie od jego ciała i oparłszy je na blacie, zacisnęła pięści. Najwyraźniej Lucien również postanowił się wycofać, bo zsunął ręce z jej pleców.
Oddech jednak szybko utknął Zoi w gardle, gdy ułożył dłonie na jej udach i zaczął subtelnie je masować. Wówczas całe zdenerwowanie zdawało się ulecieć. Widząc, że Spencer czuł się w tej sytuacji komfortowo, mogła przyznać sama przed sobą, że nadal odpowiadała jej taka bliskość. Zaraz drgnęła, kiedy przesunął kciukiem po słowie foodie, a chwilę później prychnęła rozbawiona, gdy wspomniał o jedzeniu i ściągnął ją z blatu.
Szkoda, że nie jest ci dane zobaczyć, co jest pod resztą ubrań. To jest właśnie ta pokora, o której wspominałam — zakpiła pół żartem, pół serio. Popatrzyła na mężczyznę kątem oka, nie poruszając nawet głową, po czym teatralnie zmrużyła powieki. Dostrzegła na jego twarzy ten przebiegły uśmieszek, który wywołał kolejną falę ciepła i wesołości.

Arogancki.

Chyba nie chciała dać mu więcej satysfakcji, dlatego po prostu wyminęła Luciena, aby sięgnąć po jedną z przewieszonych przez krzesło koszulek, które schły po praniu. Pośpiesznie ją założyła, po czym ruszyła, aby rozprawić się z tą nieszczęsną niszczycielką dobrej zabawy. Zapiekanką.
Piętnaście minut później oboje siedzieli przy stole na przeciwko siebie. Zoya dłubała widelcem w makaronie i pomidorach, i tylko co jakiś czas brała kęs. Obok talerzy stały dwa parujące kubki z kawą.
Chyba ci smakowało — zauważyła, po tym jak Lucien szybko pochłonął swoją porcję. — Słuchaj — zaczęła poważnie. N a g l e uznała, że powinni wrócić do pierwotnego tematu ich spotkania i… cholera, więcej się nie rozpraszać, bo najwyraźniej coś, czego Zoya nie potrafiła określić, niebywale ich do siebie ciągnęło. — Mam lekarza za dwa tygodnie. Nie udało mi się umówić wcześniej. Wszędzie mają jakieś obłożenie, więc muszę trochę poczekać. Mam nadzieję, że znajdziesz czas, aby spotkać się po wizycie. — Przełknęła nerwowo ślinę, ale nawet na sekundę nie spuściła wzroku z oczu mężczyzny. W końcu cmoknęła i sama sobie potaknęła, a potem skrzyżowała ramiona, i zatopiła się plecami na oparciu krzesła. — Kiedy wyjeżdżasz?
Poszukiwania Luciena sprawiły, że Zoya przeprowadziła całkiem dobry research w internecie. Wiedziała co nieco o tym jak wyglądała ta cała formuła GT3, o którą było tyle szumu w Toronto, przebieg kariery oraz treningów.

Arogancki Lucuś

Huntsville

: śr sie 12, 2026 3:35 pm
autor: Lucien Spencer
Przed nimi zdecydowanie jeszcze wiele było niewiadomych. I wiele rzeczy, których musieli się nauczyć. Lucien nie przypuszczał, że pewne doświadczenia przyjdą do niego tak szybko, przez chwilę nawet nie chcąc się z nimi zmierzyć. Ostatecznie jednak nie był tak lekkomyślny, żeby nie spróbować podejść do sprawy w bardziej polubowny sposób.
Z tym, że to pojednanie bardzo szybko przybrało całkiem nieoczekiwany wymiar, nie mający zbyt wiele wspólnego z tematem ciąży.
Będąc na wpół nagimi, coraz trudniej było zachować pozory zwykłej gry, a napięcie w powietrzu dawało się wyczuć niemal namacalnie. Mimo to nie miał żadnego problemu z intymnością, jaka się między nimi wytworzyła, wciąż będąc niezmiernie ciekawym, do czego ich to wszystko zaprowadzi.
Na razie zauważył jedno — zbyt duża pewność siebie wzbudzała w Zoi dziwną nerwowość. Oczywiście, mogła mieć inne zdanie na ten temat, już spotykał się z krytyką swojego uporu. Często też innych irytowało to, że żeby zdobyć to, na czym mu zależało, korzystał ze wszystkich swoich możliwości, których dostarczały mu znajomości i pieniądze. A tego niestety oni nie mieli. Ale ciemnowłosej raczej nie chodziło o zawiść.
Krzywdzenie innych po drodze nie leży w mojej naturze — wyznał spokojnie, chcąc wyprowadzić ją tym z błędu. Zdobywał swoje cele, ale na pewno nie kosztem bliskich. — Ale masz rację. Odrobina pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziła, pod warunkiem, że naprawdę warto na coś czekać — powiedział zupełnie szczerze. Nie lubił zbyt długo czekać i karmić się nadzieją, że może kiedyś w końcu się uda. Musiał mieć pewność, że miał na co czekać. A sądząc po sposobie, w jaki zaciskała wargi, a następnie pozwoliła mu pisać po szyi, instynktownie reagując na jego drobne gesty, nie miał podstaw, by mieć jakiekolwiek wątpliwości, że to, co robił, nie było jej obojętne.
Potem wszystko przyspieszyło. Poddawał ją pieszczotom ust i dłoni, a czując, że oddawała mu pocałunki z tą samą mocą, jego myśli zaczęły błądzić w kierunku coraz bardziej lubieżnych rejonów. Pragnął zrobić z nią wszystko to, co podsuwało mu palące pożądanie. Chciał ją poczuć bliżej, bardziej, mocniej. Chciał się przy niej zapomnieć.
Rzeczywistość jednak dała o sobie znać, i to bardzo brutalnie, pozostawiając w nim niedosyt. Nie dał po sobie poznać, jak bardzo niezadowolony był z powodu faktu, że musieli przerwać. Z drugiej strony tak przecież należało postąpić. Sam dosłownie chwilę temu przyznał, że odrobina pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Uśmiechnął się pod nosem na jej przytaknięcie. Sytuacja bardzo szybko wymknęła się spod kontroli, ale przynajmniej wiedział już, że to, co działo się między nimi, nie było tylko jego wymysłem. Oboje tego chcieli. Dlatego czuł się w jej obecności tak komfortowo.
W rzeczy samej — przytaknął, kręcąc z rozbawieniem głową. Zdążył zauważyć, że Zoya zbyt często miała rację, ale dziwnym trafem wcale nie przeszkadzało mu zgadzanie się z nią. Na pewno nie w takich kwestiach. Bo naprawdę cholernie było mu szkoda, że nie dane mu było poznać jej całej. Ale na to mógł przyjść jeszcze czas. Pokora.
Patrzył, jak z pełną premedytacją zakłada luźniejszą koszulkę, żeby zrobić mu na złość, aż przygryzł wargę, próbując opanować śmiech.
Kilkanaście minut później siedział już przy stole, kończąc swoją porcję zapiekanki. Tak naprawdę zjadłby cokolwiek, żeby opanować głód po poranku pełnym wyzwań, ale jej zapiekanka smakowała tak dobrze, że nie potrafił opanować się przed swoim łakomstwem. Pusty talerz był najlepszym dowodem na jego wyznanie, które nadal widniało na jej udzie. Poza tym, z pełnym żołądkiem rozmawiało się o wiele lepiej.
Już dawno nie jadłem tak dobrej. Była pyszna, dziękuję — potaknął wyraźnie ukontentowany, oblizując wargi i odkładając widelec na talerz, by następnie przysunąć sobie bliżej kawę.
Na jej poważny głos uniósł na nią uważne spojrzenie. Czując, że przechodzili do tego najważniejszego etapu rozmowy, mimo wszystko cieszył się, że miała na sobie tę koszulkę. W takiej chwili nie mógł się rozpraszać.
Słuchał jej, na ułamek sekundy unosząc brwi, gdy dotarło do niego, że jeszcze czekała ją wizyta u lekarza. Testy przecież bywały trefne, a oni potrzebowali niepodważalnego potwierdzenia. Zaraz jednak jego uwagę przykuło ostatnie zdanie dotyczące ich spotkania po. Na krótką chwilę zamyślił się, przenosząc spojrzenie na obejmowany dłonią kubek z napojem bogów i rozważając scenariusze. Żaden z nich nie był dostatecznie rozsądny. — Przyjadę po Ciebie i odwiozę Cię do domu. Daj tylko znać kiedy i gdzie dokładnie mam się zjawić — powiedział w końcu, patrząc na nią ponownie ze zdecydowaniem w oczach. Akurat w ciągu najbliższych trzech tygodni mogła na niego liczyć. Na tyle, na ile pozwalało mu bezpieczeństwo jego wizerunku. Jakkolwiek by chciał być na tej wizycie, wesprzeć Zoyę i przede wszystkim usłyszeć werdykt bezpośrednio od lekarza, tak nie mógł sobie pozwolić, żeby ten temat wyciekł zbyt szybko. W jego życiu nie było więcej miejsca na błędy i musiał być ostrożny w tak delikatnej sprawie. — Niedzielny wyścig pechowo był ostatnim z pierwszej części sezonu — mimowolnie się skrzywił na myśl o tym, jak złe wrażenie po sobie zostawił. — Teraz mam 3 tygodnie wolnego, zanim wrócę do pracy. — Z jednej strony wyjazd do Huntsville i chwilowy odwyk od telefonu i internetu był dla niego dobrą odmianą, bo odkąd wypadł poza tor, w mediach aż wrzało. I choć nie był z tego powodu dumny, zastanawiało go, czy ciemnowłosa cokolwiek o tym słyszała.
Zoya trafiła na dobry moment. Jeśli chcieli się poznać i spędzić ze sobą trochę czasu przed wizytą, zamierzał pozostać na miejscu. Wyjazd do Włoch mógł poczekać.
Myślałaś już o tym, jak chciałabyś, żeby wyglądały najbliższe miesiące? — zagadnął ostrożnie. W tym pytaniu dało się wyczuć podwójne dno — ciekawiło go przede wszystkim, jak duże oczekiwania miała wobec niego.

Zoyka

Huntsville

: czw sie 13, 2026 12:38 am
autor: Zoya Weasley
Zoya nie była zawistna.
Była po prostu ostrożna i wolała, aby Lucien również taki pozostał; aby schował swoją arogancję i zuchwałość do kieszeni.
Spojrzała mu naprawdę głęboko w oczy, jakby podświadomie próbowała odnaleźć w nich domieszkę kłamstwa, ale instynkt podpowiadał jej, że znów był z nią szczery. Pomimo ich drugiego spotkania i tego, jak paskudnie się wtedy poczuła, nie wyglądał na kogoś, kto byłby zdolny z premedytacją skrzywdzić drugiego człowieka.
Trochę dumna, skinęła głową, kiedy się z nią zgodził. Potem, zupełnie nieświadomie, dała mu do zrozumienia, jak silnie na jej zmysły działała jego bliskość. Ciało Zoi z niesamowitą żarliwością odpowiedziało na każdy kontakt. Było całkowicie zachwycone jego wszelkiego rodzaju dotykiem, który nieszczęśliwie dobiegł końca.
Zoya nie była z kamienia. Lubiła fizyczny kontakt z mężczyznami, jednak tym razem, nawet jeśli ewidentnie ciągnęło ich do siebie, uznała, że dobrze się stało, że przerwali. Mieli już za sobą o jedną nierozsądną decyzję za dużo, a gdzieś z tyłu głowy przemknęła jej myśl, że... być może nie powinni budować relacji w taki sposób.
Z drugiej strony, jak mogła oprzeć się tak doskonałemu egzemplarzowi, który na dodatek wydawał się nią równie zainteresowany? Aż westchnęła, tocząc przez parę sekund wewnętrzną walkę z samą sobą, coś między przeklętym nierozsądkiem a ostatnią trzeźwomyślacą klepką.
Cieszę się — potaknęła i mimowolnie zsunęła spojrzenie z twarzy Luciena na jego nagą klatkę piersiową, aby zaraz znów utkwić wzrok w jego jasnych oczach. To, co przed chwilą wydarzyło się między nimi, wciąż wywoływało w niej dreszcze, których z sama zaczęła się wstydzić. Niemniej musieli dojść do jakiegoś konsensusu i bynajmniej nie w kwestiach łóżkowych.
Obserwowała mimikę mężczyzny, kiedy mówiła o wszystkim, co w końcu należało powiedzieć. Widziała malujące się w jego źrenicach zwątpienie i chyba nawet nie miałaby mu za złe, gdyby odmówił. Zoya zdążyła nerwowo przełknąć ślinę i podobnie jak on, zacisnęła palce obu dłoni na kubku, kiedy niespodziewanie zabrał głos, sprawiając, że po raz kolejny obdarzyła go uwagą.
W poniedziałek. Nie ten, tylko następny. Gabinet jest obok szpitala — odpowiedziała prędko.
Czuła, że z pewnością łatwiej byłoby jej dogadać się w kwestii ciąży z kimś, kogo twarz nie wisiała na plakatach w całym Toronto. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak dużym mankamentem przy ewentualnym wychowywaniu dziecka mogłaby okazać się rozpoznawalność Luciena.
Zawahała się, kiedy wspomniał o wyjściu, po czym, chyba tylko po to, aby zyskać chwilę na zebranie myśli, upiła łyk kawy.
— Widziałam. Wyświetliły mi się rolki w social mediach. — Przygryzła wewnętrzną stronę policzka. — Przykro mi, Lucien. Gdy tamtego dnia wyszłam z szatni, życzyłam ci, żebyś złapał gumę. Mam nadzieję, że nic ci się nie stało — powiedziała szczerze.
Zoya nie do końca rozumiała, ile Lucien mół stracić, kończąc sezon w taki sposób. Była dość niedoinformowana, a przy tym naiwna, sądząc, że jedynym zagrożeniem było jego zdrowie. Jeśli więc odczuwała zmartwienie, dotyczyło ono wyłącznie tego, czy nie odniósł poważniejszych obrażeń.
Trzy tygodnie wydawały się Zoi odpowiednim czasem, aby wstępnie wszystko sobie poukładać. Tak naprawdę nie potrzebowała Luciena. Po ich ostatniej rozmowie nawet nie sądziła, że będą mieli ze sobą jakikolwiek kontakt, więc teraz na nowo musiała oswoić się z sytuacją i chyba przywyknąć do myśli, że chciał brać udział w życiu ich dziecka. Przynajmniej takie stwarzał wrażenie.
Kiedy z ust Luciena padło pytanie, odruchowo schowała dłonie pod stół, a następnie nerwowo splotła ze sobą palce.
Początkowo naprawdę nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć. Nie miała opracowanego szczegółowego planu, a jedynie zalążki pojedynczych pomysłów, na które wpadała pomiędzy jedną histerią a drugą.
Chcę jak najdłużej pracować, a kiedy nie będę już w stanie, prawdopodobnie przeniosę się do rodziny. Obecnie wynajmuję pokój, więc po narodzinach nie będzie nam tam wygodnie. — Zoya nie miała żadnych oczekiwań względem Luciena, ale… biorąc pod uwagę, że wszystko zmierzało ku temu, że będą w stanie się dogadać, nie zamierzała robić mu pod górę. — Pytanie, co z tobą? Przyjechałeś dowiedzieć się, czy rzeczywiście nie zamierzam zepsuć ci kariery, czy może dlatego, że chcesz być w tym wszystkim obecny?
Bardzo chciała wiedzieć, co siedziało mu w głowie. Bardzo chciała rozjaśnić, choć jedną sytuację. To nie była łatwa rozmowa, ale naprawdę potrzebna, jeżeli mieli ruszyć dalej.
Razem albo osobno.

Lucien Spencer

Huntsville

: czw sie 13, 2026 2:24 pm
autor: Lucien Spencer
Zwątpienie, które Zoya ujrzała w oczach Luciena, spowodowane było wieloma myślami, które nasunęły mu się w chwili, gdy mówiła o lekarzu. Jego wahanie wbrew pozorom nie dotyczyło tego, czy się spotkać, a jak to zrobić, żeby zniwelować szkody, jakie mogłoby wyrządzić pojawienie się na miejscu i spotkanie z nią, jeśli ktoś by go rozpoznał. Bez wątpienia wolał ograniczyć tę możliwość do minimum, nie tylko ze względu na siebie, ale i na ciemnowłosą, której media nie dałyby później spokoju. Jego życie naprawdę nie było takie proste i wolał oszczędzić jej tych trudności. I tak przez niego miała już wystarczająco wiele problemów.
Poniedziałek, za dwa tygodnie. Pokiwał głową, bezgłośnie przyjmując tę informację do wiadomości. Rozwiązanie, które zaproponował było najlepszym, co mógł dla niej zrobić. Musiało mu wystarczyć potwierdzenie badania. A czas, jaki zyskał, pozwalał mu na spokojnie ułożyć sobie wszystko w myślach i przygotować się na to, co mogło nastąpić.
Gdy wspomniała o rolkach z jego incydentu, mimowolnie się skrzywił. Wystarczyła mu już lawina pytań po wyścigu i ciągłe powiadomienia w telefonie, by upewnić się, że ta sytuacja nie przejdzie bez echa, ale świadomość, że to widziała, wzbudziła w nim mieszane uczucia.
Nie pozwolił jednak zatrzymać się myślom przy tym na dłużej, bo w następnej chwili usłyszał jej wyznanie. Na sekundę zatrzymał na niej spojrzenie, chcąc w jej niebieskich oczach znaleźć potwierdzenie szczerości, którą usłyszał w jej głosie. Jej powaga i malująca się na twarzy niezręczność potwierdzały jej autentyczność. Pokręcił głową.
To nie Twoja wina, miałaś prawo być zła — zaoponował wyrozumiale. Już zdążyli uzgodnić wspólnie, że zachował się jak dupek. A czające się w jej źrenicach zmartwienie spowodowane było wyłącznie wyrzutami sumienia i nie należało tego przypisywać niczemu więcej. — To ja popełniłem błąd, zarówno na torze, w szatni, jak i pod klubem — opanowany głos przy ostatnich słowach nieznacznie zadrżał, gdy odczuł brzemię własnych decyzji. — Przyszłaś do mnie porozmawiać, a ja zamiast pozwolić Ci mówić, tylko Cię zaatakowałem. Pewnie złapanie gumy to niejedno z rzuconych przez Ciebie wtedy życzeń — mimo poważnego tonu rozmowy na koniec na jego twarzy zawitał niewielki cień uśmiechu. Nie miał jej za złe tego, co się stało. Może i bywał zbyt arogancki, ale potrafił przyjąć odpowiedzialność na siebie za swoje winy. I przyznawać się do błędu.
Jej wizyta w szatni, chcąc nie chcąc, miała na niego ogromny wpływ, przez który nie potrafił skupić się na tym, w czym przecież był najlepszy. Mógł zaprzeczać przed kamerami, że to wydarzenie było zwykłym roztargnieniem, ale Zoya w tym momencie jako jedyna znała tego prawdziwą przyczynę. Czuł się z tym dziwnie.
I naprawdę doceniam, że nie spełniłaś swojej groźby — dodał po chwili. Był zupełnie poważny. Gdyby to zrobiła, świat bez najmniejszego problemu połączyłby fakty, a wtedy nie pojawiłby się tu w Huntsville, tylko najpewniej rozmawiałby z prawnikami i tę sprawę załatwiliby inaczej.
W gruncie rzeczy cieszył go fakt, że Zoya nie okazała się tak zawistna. Nadal miała w sobie coś, co przejawiała podczas ich pierwszego spotkania. A skoro ich drogi miały połączyć się na zawsze, musiał poznać ją lepiej. Wbrew pozorom nie pod kątem atrakcyjności i fizyczności, które wciąż niezaprzeczalnie na niego działały.
Przyjechał do niej przede wszystkim po to, żeby przekonać się, z kim miał do czynienia. Poznać , jej plany na najbliższy czas, żeby nakreślić sobie w głowie obraz matki jego przyszłego dziecka i sprawdzić, czy potrafili się dogadać. Dopiero na tej podstawie mógł postanowić, co dalej. Nauczony na ostatnim błędzie, nie chciał po raz kolejny wyciągać pochopnych wniosków.
Dlatego zadał to pytanie. Bacznie ją obserwował, a więc widział, że stanowiło dla niej pewien dyskomfort, jednak w jego mniemaniu było kluczowe do zrozumienia swojego położenia. Słysząc o przeprowadzce, w pierwszym odruchu pomyślał o zaproponowaniu jej mieszkania w Toronto, ale w porę ugryzł się w język. Nie wydawało mu się to w tym momencie stosowne pod wieloma względami. Szczególnie nie chciał podejmować decyzji finansowych bez konsultacji. Domyślał się, że przed składaniem jakichkolwiek obietnic należało podpisać jakąś umowę, ustalić konkrety i zabezpieczyć przyszłość swoją i ich. A na to było jeszcze odrobinę za wcześnie.
Rodziny? Tu w Huntsville? — podłapał w zamian po chwili, nieco ściągając brwi. Ewentualne podróże z Toronto na wieś mogłyby utrudnić mu wiele. Nie był tym pomysłem zachwycony, ale nie zamierzał tego po sobie okazać.
Z kolei jej następne pytanie okazało się bardzo trafne. I bardzo bezpośrednie. Lucien przygryzł wargę, przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią, aż w końcu przełknął ślinę i westchnął ciężko.
Całe moje życie pracowałem na to, żeby znaleźć się w miejscu, w którym jestem. Nie mogę teraz tego zaprzepaścić — wyjaśnił z wolna, wzruszając bezradnie ramionami. Rysy na jego wizerunku mogłyby źle wpłynąć na kontrakty ze sponsorami, a to wiązało się z innymi konsekwencjami. Był związany wieloma różnymi umowami. Obawa o karierę mocno go więc motywowała. Miał nadzieję, że ciemnowłosa to zrozumie. Ale to nie było wszystko. Zwilżył nerwowo wargi.
Nie mogę być obecny przez cały czas, mam mnóstwo zobowiązań i praca pochłania większość mojego życia, ale… — na krótką chwilę zawiesił głos — …chcę być częścią życia dziecka. Muszę tylko zastanowić się, jak to rozwiązać — przyznał finalnie, patrząc na Zoyę z opanowaniem i pewnością, która miała dodać mu siły. Liczył tylko na to, że mu na to pozwoli, na jego warunkach, choć na pewno nie byłyby dla niej krzywdzące. Tego miał już sam dopilnować.


matka mojego dziecka

Huntsville

: czw sie 13, 2026 4:34 pm
autor: Zoya Weasley
Chciałam wydrapać ci oczy — wtrąciła, zdradzając swoje pierwsze intencje, które towarzyszyły jej w drodze na tor. Niekoniecznie musiał o tym wiedzieć, ale skoro rozmawiali szczerze... W trakcie tamtego spotkania pojawiły się inne emocje, jakie ostatecznie sprawiły, że szatnię opuściła wściekła i rozżalona.
Słuchała jednak dalej tego co mówił, początkowo z tak wielkim opanowaniem, a potem również z czającymi się w głosie uczuciami. Wówczas Zoya mimowolnie mocniej zacisnęła palce na kolanach, spięła ramiona i spuściła głowę, nie mogąc dłużej utrzymać z Lucienem kontaktu wzrokowego.
Pod powiekami zapiekły ją łzy, dlatego impulsywnie przygryzła wargę i zadrżała.
Przez cały ten czas bała się odpowiedzialności i zarzutów pod jej adresem, które mogłyby paść z ust bliskich. Bała się krytyki, a ten wewnętrzny, naprawdę głęboko skrywany strach chowała pod maską sztucznej pewności siebie.
Nie chciała przecież się załamać. Chciała stanąć naprzeciw konsekwencjom, ale słowa Luciena skruszyły tę całą siłę, którą tak zapalczywie usiłowała każdego dnia z siebie wykrzesać. Kiedy powiedział, że to on popełnił błąd, choć sama zgadzała się z tym jedynie połowicznie, poczuła, jakby ktoś zdjął z jej ramion ogromny ciężar.
Na końcu zaśmiała się przez wezbrane w gardle emocje, gdy wspomniał o rzuconych życzeniach, po czym pospiesznie starła z kącików oczu łzy. Nie pozwoliła im wypłynąć.
Powiedziałam ci w stajni, że nie powinnam była tego w ogóle mówić. Tamta nasza rozmowa powinna była odbyć się zupełnie inaczej, ale ostatecznie nawet nie wiem, co bym zmieniła. Skontaktowanie się z tobą było trudne — nawiązała do tego, co zdążyła mu wcześniej powiedzieć. Wyglądało na to, że oboje żałowali tamtego dnia i tego, że nie wykazali się wobec siebie większą wyrozumiałością.
Było im ciężko i własciwie to zrozumiałe.
Ta postawa Luciena rzucała Zoi zupełnie inne światło na jego osobę. Teraz postrzegała go jako młodego mężczyznę, który właśnie kroczył u szczytu karieryi znajdował się w jakims kulminacyjnym punkcie życia, a jednocześnie wcale nie sprawiał wrażenia kogoś, kto zamierzał unikać odpowiedzialności.
Rozmawiali w miarę spokojnie przy kubkach kawy i chociaż atmosfera między nimi zdawała się na przemian gęstnieć i rozrzedzać, słowa po prostu płynęły.
Hmm... — Popatrzyła na Luciena, po czym znowu odwróciła wzrok. — Jeszcze nie wiem. W Huntsville byłoby mi najwygodniej, bo jest tu najwięcej miejsca i dobra przestrzeń dla małego dziecka, ale nie jestem pewna czy dogadam się z ojcem. Muszę to jeszcze przemyśleć. — Nie chciała mu wszystkiego objaśniać; tego, że miała dwie rodziny i obie traktowała naprawdę poważnie. Jednocześnie próbowała dać mu do zrozumienia, że nie miał nic do powiedzenia w kwestii tego, gdzie zamieszka po porodzie. I gdyby Lucien zaproponował Zoi mieszkanie w Toronto, na pewno by odmówiła. Nie czułaby się komfortowo, żyjąc na jego garnuszku w takiej relacji, jaką mieli obecnie.
Czyli niewiadomej.
Coś zakuło Zoyę, kiedy wspomniał, że nie mógł zaprzepaścić tego na co tak mocno pracował. Z jednej strony doskonale to rozumiała. Był rozchwytywaną gwiazdą, która świetnie radziła sobie z konkurencją, co rzutowało na zdobywanie dla ich kraju medali.
Chyba sama źle by się poczuła, gdyby zrezygnował z tego wszystkiego dla niej. Z drugiej strony wizyta Luciena zaszczepiła w Zoi nadzieję, że w jakimś stopniu chciałby być obecny.
I już zamierzała mu przytaknąć, kiedy niespodziewanie po kolejnym rzucie oczu na twarz mężczyzny zauważyła, że zwilżył wargi i kontynuował. Wówczas uniosła brwi, a dopiero chwilę później skinęła głową zadowolona z tego, co ostatecznie usłyszała.
Zanim zaczniesz nad tym wszystkim myśleć, musisz wiedzieć, że nie chcę być z tobą w żadnym związku z powodu dziecka — wypaliła znienacka.
Ile to już razy słyszała, że jej znajomi - wcale nie niesławni - brali śluby tylko i wyłącznie ze względu na ciążę, a potem dusili się w takiej relacji. Nie wiedziała, jak było ze szlachtą, ale uznała, że Lucien powinien znać jej stanowisko, gdyby tez wpadł na taki durny pomysł.
Nie zamierzam niczego udawać — zaznaczyła ponownie. — Chroń mnie i moją rodzinę przed prasą tak długo, jak się da — poprosiła. — W zamian, jak przyjdzie już pora, będę robiła i mówiła przed reporterami to, co chcesz.
Wiedziała, że prędzej czy później w końcu ktoś się do nich dokopie. Nie będą w stanie ukryć dziecka, co zresztą na dłuższą metę byłoby nawet niezdrowe, ale Zoya miała nadzieję, że przynajmniej przez okres ciąży uda im się przejść spokojnie i bez niepotrzebnego rozgłosu.

Lucuś

Huntsville

: pt sie 14, 2026 9:53 pm
autor: Lucien Spencer
Jej wtrącenie spotkało się z cichym parsknięciem, a później pokiwaniem zgodnie głową. Gdyby zdecydowała się rzucić na niego z pazurami, ich znajomość z pewnością potoczyłaby się w zupełnie innym kierunku, niż teraz. Narzędziem zbrodni byłyby same paznokcie, które jeszcze chwilę temu tak zachłannie wbijała w jego skórę, bynajmniej nie z powodu chęci wyrządzenia mu krzywdy.
Przyjmując całą winę na siebie, nie miał pojęcia, jak wpłynie to na Zoyę. Nie sądził, że to proste wyznanie wzbudzi w niej taką falę emocji, którą próbowała za wszelką cenę przed nim ukryć. Jej nagłe spięcie, odwrócenie wzroku i mocne przygryzienie wargi świadczyło o gwałtownych odczuciach, które najwyraźniej piętrzyły się u niej od dłuższego czasu.
Niemniej czuł się odpowiedzialny za to, co się stało oraz za to, w jaki sposób miało zmienić się ich życie. Rozumiał też, że w głównej mierze to na niej spadnie obowiązek wychowania dziecka, bo on tak, jak uprzedził, przez całe życie poświęcał się głównie karierze i raczej nie zamierzało się to zmienić.
Reakcja Zoi mimowolnie wzbudziła w nim niepokój. Jednocześnie chciał coś zrobić, może dodać jej jakoś otuchy, ale też nie wiedział, jak powinien się zachować, i czy w ogóle pozwoliłaby mu na to. Dlatego widząc, co się z nią działo, postanowił przełamać swoje słowa żartem. Jej śmiech i powracający do niej rezon był dowodem na to, że mu się udało, na co kącik jego ust bezwolnie uległ poszerzeniu.
Ale udało Ci się. A sądząc po znalezieniu tak nietypowego sposobu, najwyraźniej jesteś bardziej twarda niż myślisz — przyznał lżejszym tonem, choć pod warstwą żartobliwości w jego głosie pobrzmiewało też pewne uznanie. Kiedy na moment obdarzył ją uważniejszym spojrzeniem, jego niebieskie źrenice stały się nieco cieplejsze. To mogło upewnić Zoyę, że wbrew pozorom wcale nie żartował i rzeczywiście miał na myśli to, co powiedział.
W jego oczach ciemnowłosa nie widniała już jako problematyczna, roszczeniowa kobieta szukająca bogatego łosia, żeby zapewnić sobie i dziecku stateczną przyszłość. Wyglądało też na to, że nie próbowała zyskać niczego konkretnego na znajomości z kimś takim, jak Lucien.
Była za to nad wyraz szczerą, może trochę szaloną, ale dobrą dziewczyną z głową na karku, która mimo diametralnych różnic między nimi, potrafiła spojrzeć na niego i wszystko, co ze sobą wnosił, z dozą zrozumienia i akceptacji. Z każdą chwilą przy niej odnosił coraz większe wrażenie, że istniała realna szansa na dojście z nią do porozumienia. Nie tylko pod kątem fizycznej bliskości, ale i mentalnym.
Dobra przestrzeń? — dopytał, nie do końca rozumiejąc, co miała na myśli. Wciąż nie zamierzał wdawać się w szczegóły dotyczące miejsca zamieszkania jej i ich dziecka, z jej wypowiedzi wnioskując, że to i tak podlegało jeszcze namysłowi. Teoretycznie miała jeszcze jakieś siedem miesięcy, żeby na coś się zdecydować.
Naciskanie w tym momencie na to, by jednak wzięła pod uwagę mieszkanie w mieście, byłoby niestosowne. Z tyłu głowy huczała mu myśl, że ta decyzja nie należała do niego, bo przecież to im miało być najwygodniej. W tej kwestii musiał zagryźć zęby i powstrzymać się przed własnymi uwagami. To było teraz jedyne słuszne podejście.
Kariera. To była jedyna rzecz, która nie podlegała kompromisom. Myślał o niej przede wszystkim, ale jednocześnie nie była wszystkim, co chciał poruszyć w tej rozmowie. Potrzebował zaznaczyć swoje stanowisko w tej sprawie. Naprawdę chciał stanowić choćby ułamek części życia dziecka. Jej skinięcie głową nieznacznie go ucieszyło.
Gdy jednak po chwili usłyszał niespodziewane wyznanie ciemnowłosej, na moment uniósł brwi. W tej jednej chwili trybiki w jego głowie pracowały nad wyraz szybko.
Och, nie brałem tego pod uwagę — zapewnił ją bez namysłu. — Nie rozumiem robienia takich rzeczy na siłę, jeśli rodzice nie potrafią dogadać się nawet w podstawowych kwestiach — stwierdził z przekonaniem.
Ślub z rozsądku. Z tym, że to nie był rozsądek, tylko głupota. Nierozsądnie było wiązać się z kimś dla dobra kogoś innego nawet, jeśli chodziło o dziecko. Nie widział sensu w celowym unieszczęśliwianiu się. Jeździł ponad dwieście na godzinę. Zbyt dobrze wiedział, jak szybko, w jednej sekundzie można stracić życie. Ono było jedno, nie było więc w nim miejsca na rujnowanie go sobie taką głupią decyzją.
Taki mam zamiar — wtrącił na wspomnienie o ochronie przed prasą. Jemu też nie było na rękę zbyt wczesne wyjście na jaw tej ciąży. Ale w momencie, kiedy usłyszał jej łagodną prośbę, tym bardziej postanowił tego dopilnować.
Za to, kiedy usłyszał, że w zamian będzie z nim zgodna, przytaknął jej głową, pozwalając, by na krótką chwilę zapadła między nimi cisza. W tym czasie analizował w myślach to, co udało im się ustalić, a także jej ostatnie słowa, by w końcu mimowolnie przez jego twarz przebiegł nieco łobuzerski uśmiech.
Wszystko, co chcę? — rzucił zaczepnie, posyłając jej znaczące spojrzenie, jednocześnie zamierzając nadać ich rozmowie na nowo lżejszego tonu.

pani "zrobię i powiem to, co chcesz"