Huntsville
: czw sie 06, 2026 7:08 am
Pomogę.. I pomógł choć to sprawiło, że Zoya momentalnie straciła ochotę zarówno na kawę jak i na zapiekankę makaronową, a sądząc po zachowaniu Luciena, jemu również na tę chwilę jedzenie wypadło z głowy.
Ucieszyła się więc, kiedy zgodził się na jej dość niecodzienną propozycję lepszego poznania się. Właściwie mogli po prostu porozmawiać przy stole, jednak wydawało się to zbyt szablonowe i zupełnie niepasujące do ich s z a l o n e j znajomości. Zoya minowolnie nabrała ochoty, aby po raz kolejny wyjść poza umowne ramy właściwego zachowania.
Przy pierwszym kontakcie, kiedy to sam Lucien zainicjował jeszcze mniejszy dystans i przysunął się bliżej, muskając kciukiem jej udo, drgnęła. Z jednej strony, no sodziewała się takiego kontaktu, a jednak wciąż nie była przyzwyczajona do tego, że obok niej, w rodzinnym domu, znajdował się obcy mężczyzna.
Mężczyzna, który teoretycznie niczego od niej nie chciał.
Prychnęła rozbawiona, gdy na wzmiankę o braciach stwierdził, że zabrzmiało to groźnie. Nie dodała już, że czworo z nich było starszych nawet od niego i od zawsze bardzo się o nią troszczyli. Ba! Prawdopodobnie nie spodobałaby im się wizja tej całej ciąży z nieznajomym facetem poznanym w klubowej alejce. Niezależnie od tego, że ów facet cieszył się sławą i dysponował potężnym majątkiem, oczywiście.
Hasła, które definiowały Zoyę, szybko przerodziły się w te, które definiowały Luciena Spencera.
Nie zdążyła zaprotestować, kiedy z tym swoim łobuzerskim uśmiechem odebrał jej marker. Zoi całkiem podobała się ta przekora Luciena, zmieszana z domieszką nieustępliwości, gdy uparcie stawiał na swoim. Na razie niewiele mogła o nim powiedzieć. Właściwie praktycznie się nie znali, ale o zgrozo, miała jakieś durne wyobrażenie, że właśnie takim zachowaniem rzucał na nią swój urok.
Dłoń Luciena, która przesunęła się wzdłuż łydki Zoi, była chwilą, przy której wstrzymała oddech. Uświadamiała sobie, że był zbyt blisko i z zadziwiającą swobodą właśnie dotykał jej ciała, pomimo że raptem trzy minuty wcześniej sama robiła dokładnie to samo.
Siedziała więc nieruchomo i jedynie odchyliła się do tyłu, opierając dłonie za plecami, aby łatwiej utrzymać równowagę, gdy uniósł jej nogę.
Potem patrzyła na niego znad niecelowo wypiętej piersi. Obserwowała, jak zastanawiał się nad tym, co chciał napisać. Później wsłuchiwała się w każde słowo Luciena i z uwagą śledziła, jak w jego oczach pojawiły się wesołe iskierki, gdy wspominał o zegarkach. Nawet skinęła z uznaniem głową, kiedy pokazał swojego Rolexa. Może i nie rozumiała zamiłowania do kupowania tak drogich przedmiotów, ale skoro sprawiało mu to przyjemność, nie zamierzała komentować.
Kiedy wspomniał o tańcu, Zoya roześmiała się głośno. Nie drwiła z niego! Po prostu ani trochę nie spodziewała się, że ktoś taki jak Lucien Spencer, światowa gwiazda Formuły GT, potrafił dobrze tańczyć. Błędnie zaszufladkowała go jako człowieka, którego całe życie kręci się wyłącznie wokół sportu i tej niezrozumiałej prędkości. Ale przecież...znowu powtórzę w gruncie rzeczy niczego o sobie nie wiedzieli.
Natomiast na wzmiankę o gotowaniu ponownie tylko pokiwała głową. Nie każdy musiał być mistrzem kuchni.
Zaraz zrobiło się Zoi cieplej i aż drgnęła, gdy poczuła nacisk markera na udzie. Raczej nie spodziewała się, że będzie pisał właśnie w tak wrażliwym dla niej miejscu, więc mimowolnie przygryzła dolną wargę i skupiła wzrok na powstającym napisie foodie. Jednocześnke usilnie starała się nie gapić znowu na twarz Luciena.
— Rozumiem. — Wyrwała mu pisak i niespodziewanie przysunęła się do jego torsu. Nie chciała jednak dać się ponieść atmosferze tej chwili, dlatego pospiesznie poprawiła się na blacie i delikatnie uniosła mu koszulkę, odsłaniając wyraźnie zarysowane zagłębienie nad biodrem. Chyba dopiero wtedy dotarło do niej, jak nieostrożnie postąpiła, bo ponownie zalała ją fala gorąca. Pomimo tego pochyliła się, prawid składając wpół i wypisała ten przedostatni wyraz Luciena. Gotowanie. — Moja mama zmarła, kiedy miałam dwanaście lat. Od tamtej pory musiałam nauczyć się gotować dla braci, którzy pomagali ojcu prowadzić gospodarstwo. Nie wszystko lubię jeść, ale chyba wszystko potrafię przygotować. — Kiedy to mówiła, siedziała już prosto i patrzyła Lucienowi w oczy, wciąż jednak trzymając jego koszulkę uniesioną do połowy brzucha. Spojrzenie Zoi było uważniejsze i poważniejsze niż wcześniej, jakby chciała mu tym przekazać, że właśnie podzieliła się czymś naprawdę ważnym.
Zoya Weasley dorosła w chwili, gdy zmarła Acacia.
W końcu westchnęła i znowu zaczęła pisać - tym razem na brzuchu Luciena. Umieściła tam dwa hasła: klaustrofobia i astma, które właściwie nie wymagały szerszego wyjaśnienia. Powiedziała mu jedynie, w której przegródce plecaczka trzymała inhalator i jak powinien go użyć.
Potem uniosła jego koszulkę jeszcze wyżej. Materiał uparcie zsuwał się z powrotem i zasłaniał pożądany fragment skóry, więc nagle podciągnęła go aż pod szyję, po czym zdjęła mu go przez głowę.
I właśnje wtedy Zoya nerwowo przełknęła ślinę. Nie kryła nawet (albo nie potrafiła ukryć) ciekawskiego spojrzenia, którym powoli przesunęła po odsłoniętej klatce piersiowej mężczyzny.
Po chwili, jakby dopiero zorientowała się, że zbyt długo się wpatrywała, odchrząknęła i położyła lewą dłoń na jego barku. Prawą ponownie zaczęła pisać.
A l k o h o l.
— Często nie panuję nad sobą, kiedy za dużo wypiję. — Narysowała pokraczną strzałkę, która wskazywała na prawy obojczyk, gdzie dopisała złe wybory. — Ale niezależnie od tego, czy coś wypiłam, czy nie, okropnie wybieram mężczyzn.
Odłożyła marker na blat i odchyliła się trochę do tyłu, aby lepiej przyjrzeć się efektowi swojej pracy. Tors Luciena wyglądał... dziwnie. Był pokryty dużymi, czarnymi napisami, ale w żaden sposób nie odbierały one uroku jego sylwetce. Pomini że był szczupły, miał naprawde wyraźnie zarysowane mięśnie. Za każdym razem, gdy Zoya przesuwała po nich markerem, czuła jakąś ekscytacje.
Uśmiechnęła się zawadiacko i w końcu uniosła brodę, aby spojrzeć Lucienowi prosto w oczy. Jednocześnie poruszyła się na blacie, poprawiając ułożenie nóg, pomiędzy którymi wciąż się znajdował. Jedną stopę, z jakiej właśnie spadł kapeć, oparła o klamkę szafki pod spodem, przez co uniosła kolano wyżej.
Ta bliskość działała na nią w dziwny sposób. Z jednej strony odbierała cały komfort i sprawiała, a z drugiej... c h y b a wcale nie chciała, aby się odsunął. Zoya nie była jeszcze w stanie sie do tego przyznać, ale czerpała satysfakcję, że mogli patrzeć na siebie z tak niewielkiej odległości.
Patrzeć i poznawać się w tak odmienny sposób. Była zaintrygowana.
Lucuś
Ucieszyła się więc, kiedy zgodził się na jej dość niecodzienną propozycję lepszego poznania się. Właściwie mogli po prostu porozmawiać przy stole, jednak wydawało się to zbyt szablonowe i zupełnie niepasujące do ich s z a l o n e j znajomości. Zoya minowolnie nabrała ochoty, aby po raz kolejny wyjść poza umowne ramy właściwego zachowania.
Przy pierwszym kontakcie, kiedy to sam Lucien zainicjował jeszcze mniejszy dystans i przysunął się bliżej, muskając kciukiem jej udo, drgnęła. Z jednej strony, no sodziewała się takiego kontaktu, a jednak wciąż nie była przyzwyczajona do tego, że obok niej, w rodzinnym domu, znajdował się obcy mężczyzna.
Mężczyzna, który teoretycznie niczego od niej nie chciał.
Prychnęła rozbawiona, gdy na wzmiankę o braciach stwierdził, że zabrzmiało to groźnie. Nie dodała już, że czworo z nich było starszych nawet od niego i od zawsze bardzo się o nią troszczyli. Ba! Prawdopodobnie nie spodobałaby im się wizja tej całej ciąży z nieznajomym facetem poznanym w klubowej alejce. Niezależnie od tego, że ów facet cieszył się sławą i dysponował potężnym majątkiem, oczywiście.
Hasła, które definiowały Zoyę, szybko przerodziły się w te, które definiowały Luciena Spencera.
Nie zdążyła zaprotestować, kiedy z tym swoim łobuzerskim uśmiechem odebrał jej marker. Zoi całkiem podobała się ta przekora Luciena, zmieszana z domieszką nieustępliwości, gdy uparcie stawiał na swoim. Na razie niewiele mogła o nim powiedzieć. Właściwie praktycznie się nie znali, ale o zgrozo, miała jakieś durne wyobrażenie, że właśnie takim zachowaniem rzucał na nią swój urok.
Dłoń Luciena, która przesunęła się wzdłuż łydki Zoi, była chwilą, przy której wstrzymała oddech. Uświadamiała sobie, że był zbyt blisko i z zadziwiającą swobodą właśnie dotykał jej ciała, pomimo że raptem trzy minuty wcześniej sama robiła dokładnie to samo.
Siedziała więc nieruchomo i jedynie odchyliła się do tyłu, opierając dłonie za plecami, aby łatwiej utrzymać równowagę, gdy uniósł jej nogę.
Potem patrzyła na niego znad niecelowo wypiętej piersi. Obserwowała, jak zastanawiał się nad tym, co chciał napisać. Później wsłuchiwała się w każde słowo Luciena i z uwagą śledziła, jak w jego oczach pojawiły się wesołe iskierki, gdy wspominał o zegarkach. Nawet skinęła z uznaniem głową, kiedy pokazał swojego Rolexa. Może i nie rozumiała zamiłowania do kupowania tak drogich przedmiotów, ale skoro sprawiało mu to przyjemność, nie zamierzała komentować.
Kiedy wspomniał o tańcu, Zoya roześmiała się głośno. Nie drwiła z niego! Po prostu ani trochę nie spodziewała się, że ktoś taki jak Lucien Spencer, światowa gwiazda Formuły GT, potrafił dobrze tańczyć. Błędnie zaszufladkowała go jako człowieka, którego całe życie kręci się wyłącznie wokół sportu i tej niezrozumiałej prędkości. Ale przecież...
Natomiast na wzmiankę o gotowaniu ponownie tylko pokiwała głową. Nie każdy musiał być mistrzem kuchni.
Zaraz zrobiło się Zoi cieplej i aż drgnęła, gdy poczuła nacisk markera na udzie. Raczej nie spodziewała się, że będzie pisał właśnie w tak wrażliwym dla niej miejscu, więc mimowolnie przygryzła dolną wargę i skupiła wzrok na powstającym napisie foodie. Jednocześnke usilnie starała się nie gapić znowu na twarz Luciena.
— Rozumiem. — Wyrwała mu pisak i niespodziewanie przysunęła się do jego torsu. Nie chciała jednak dać się ponieść atmosferze tej chwili, dlatego pospiesznie poprawiła się na blacie i delikatnie uniosła mu koszulkę, odsłaniając wyraźnie zarysowane zagłębienie nad biodrem. Chyba dopiero wtedy dotarło do niej, jak nieostrożnie postąpiła, bo ponownie zalała ją fala gorąca. Pomimo tego pochyliła się, prawid składając wpół i wypisała ten przedostatni wyraz Luciena. Gotowanie. — Moja mama zmarła, kiedy miałam dwanaście lat. Od tamtej pory musiałam nauczyć się gotować dla braci, którzy pomagali ojcu prowadzić gospodarstwo. Nie wszystko lubię jeść, ale chyba wszystko potrafię przygotować. — Kiedy to mówiła, siedziała już prosto i patrzyła Lucienowi w oczy, wciąż jednak trzymając jego koszulkę uniesioną do połowy brzucha. Spojrzenie Zoi było uważniejsze i poważniejsze niż wcześniej, jakby chciała mu tym przekazać, że właśnie podzieliła się czymś naprawdę ważnym.
Zoya Weasley dorosła w chwili, gdy zmarła Acacia.
W końcu westchnęła i znowu zaczęła pisać - tym razem na brzuchu Luciena. Umieściła tam dwa hasła: klaustrofobia i astma, które właściwie nie wymagały szerszego wyjaśnienia. Powiedziała mu jedynie, w której przegródce plecaczka trzymała inhalator i jak powinien go użyć.
Potem uniosła jego koszulkę jeszcze wyżej. Materiał uparcie zsuwał się z powrotem i zasłaniał pożądany fragment skóry, więc nagle podciągnęła go aż pod szyję, po czym zdjęła mu go przez głowę.
I właśnje wtedy Zoya nerwowo przełknęła ślinę. Nie kryła nawet (albo nie potrafiła ukryć) ciekawskiego spojrzenia, którym powoli przesunęła po odsłoniętej klatce piersiowej mężczyzny.
Po chwili, jakby dopiero zorientowała się, że zbyt długo się wpatrywała, odchrząknęła i położyła lewą dłoń na jego barku. Prawą ponownie zaczęła pisać.
A l k o h o l.
— Często nie panuję nad sobą, kiedy za dużo wypiję. — Narysowała pokraczną strzałkę, która wskazywała na prawy obojczyk, gdzie dopisała złe wybory. — Ale niezależnie od tego, czy coś wypiłam, czy nie, okropnie wybieram mężczyzn.
Odłożyła marker na blat i odchyliła się trochę do tyłu, aby lepiej przyjrzeć się efektowi swojej pracy. Tors Luciena wyglądał... dziwnie. Był pokryty dużymi, czarnymi napisami, ale w żaden sposób nie odbierały one uroku jego sylwetce. Pomini że był szczupły, miał naprawde wyraźnie zarysowane mięśnie. Za każdym razem, gdy Zoya przesuwała po nich markerem, czuła jakąś ekscytacje.
Uśmiechnęła się zawadiacko i w końcu uniosła brodę, aby spojrzeć Lucienowi prosto w oczy. Jednocześnie poruszyła się na blacie, poprawiając ułożenie nóg, pomiędzy którymi wciąż się znajdował. Jedną stopę, z jakiej właśnie spadł kapeć, oparła o klamkę szafki pod spodem, przez co uniosła kolano wyżej.
Ta bliskość działała na nią w dziwny sposób. Z jednej strony odbierała cały komfort i sprawiała, a z drugiej... c h y b a wcale nie chciała, aby się odsunął. Zoya nie była jeszcze w stanie sie do tego przyznać, ale czerpała satysfakcję, że mogli patrzeć na siebie z tak niewielkiej odległości.
Patrzeć i poznawać się w tak odmienny sposób. Była zaintrygowana.
Lucuś