An ex is an ex for a reason
: wt sie 11, 2026 2:25 am
Ciągłe dążenie do realizacji kolejnych naszych większych czy mniejszych pragnień to według Meadow sens życia. Nie chciała obudzić się pewnego dnia bez tego co pchnęłoby ją do wyjścia z domu. Wtedy zastanawiałaby się nad tym, czy to wszystko w ogóle ma jakiś sens. Szukała tego przez cały czas, w swojej pracy, w tym by wreszcie zacząć się z kimś spotykać. Nie dało się przecież zapomnieć o tym, że czuła się najszczęśliwsza w związku, nawet jeśli ten związek był skazany na porażkę. Dopiero po czasie rozmyślała o tym co poszło nie tak ale jak wiadomo od tego wyciągała najwięcej wniosków. Liczyła, że mogła się nauczyć też od tego jak życie toczyło się jeśli chodzi o jej byłych partnerów i partnerki. Tutaj jednak też nie można mówić o zawrotnej liczbie.
Zaylee zaliczała się do osób, które wydawały się wyjątkowe nie tylko ze względu na to, że kiedyś obdarzyła ją silnymi uczuciami ale przez to, że jej praca jest dla samej Meadie tym, czego ona sama nie mogła by robić. Badanie zwłok, kiedy dla niej samo pobranie krwi wydawało się najgorszą chwilą w życiu i od samego myślenia o tym robiło jej się słabo. Potrafiła wytrzymać naprawdę sporo i jej prób bólu również był wysoki to w tej kwestii kompletnie nie widziała siebie jako koronerkę. Kogoś, kto na co dzień zajmuje się krojeniem zwłok. Zdecydowanie to było poza jej jakimkolwiek zasięgiem. Po raz kolejny spojrzała na swoją byłą w innym świetle, jakby teraz zauważała to co przed laty było przykryte przez częste kłótnie i seks.
- Na pewno jesteś bardziej odporna na trupy niż ja - skwitowała tymi słowami, to że jeśli postawić ją teraz obok martwego ciała, to zemdlałaby albo po prostu uciekła. Nawet zapach rozkładającego się ciała był dla niej obrzydliwy a co dopiero grzebanie w środku, przyglądanie się i badanie każdego z kolejnych narządów. Trzeba wytworzyć w sobie odporność na to wszystko, choć czasami bywało to, że ktoś rodził się z większą odpornością, na te wszystkie potworności. Miała jednak nadzieję, że Miller nie jest jedną z tych osób, które zajadają się pączkiem, podczas krojenia. Chyba nie potrafiłaby sobie tego wszystkiego wytłumaczyć tak na swojski rozum.
- Nie chodzi o to czy jest normalna. Mogłam się przecież zainteresować tym czy miałaś jakieś ciekawego, nadzwyczajne przypadki - uniosła brwi, jakby w tym momencie chciała odzyskać odpowiedź na jej propozycje. W rzeczywistości, nie powinny rozmawiać o tym wszystkim w kawiarni. W miejscu, gdzie ktoś mógł usłyszeć o szczegółach, które mogły przerażać, śmieszyć albo kogoś oburzyć. Obie miały specyficzne poczucie humoru - Może jakieś niedorzeczne powody dla których ktoś zmarł? - zapytała wreszcie, pochylając się w tym samym momencie w jej kierunku. Tym samym chciała uniknąć tego by ktoś je podsłuchał. Zaraz się wyprostowała i machnęła dłonią - Nie musisz odpowiadać, chociaż jestem ciekawa - zaśmiała się pod nosem. Zabrzmiała jak jakaś psycholka, która próbowała wyciągnąć od niej szczegóły dotyczące autopsji, którymi później mogłaby się podzielić z innymi.
Praca była dla niej ważna i była też próbą pokazania wszystkim, że jest w tym najlepsza. Miała obsesję na punkcie tego by ciągle stać na szczycie. Może nie do końca działało to na jej korzyść bo przecież taka niezdrowa konkurencja, kiedyś mogła skończyć się tragedią. Mimo wszystko pozostawała w pracy, która dawała jej satysfakcję, chwilami chyba lepszą niż seks i inne rozrywki, które uwielbiała. Chociaż tutaj może sobie tak porównywać bo ostatnio nie miała zbytnio czasu by spotykać się z kimś, nawet na krótką chwilę.
- Oczywiście, że jestem. Nie mówię tego bo jestem zapatrzona w siebie - próbowała się teraz nie roześmiać ale miała z tym kłopoty - Jasne, przecież wiesz, że nie usiedziałabym tam i udawała, że wszystko jest w porządku, kiedy każdy zacząłby mnie wkurzać - zmierzyła wzrokiem kelnerkę od której odebrała swoją kawę. Zamieszała jeszcze łyżeczką i powoli upiła odrobinę, żeby spróbować. Mruknęła jedynie, że jest zadowolona. Oczywiście to nie jest najlepsza kawa jaką piła ale ta nie była aż taka zła.
Dobrze, że w tym momencie odłożyła filiżankę i wbiła swój wzrok w Zaylee. Nie spodziewała się, tego co usłyszała. Nawet ta bezsensowna odpowiedź miała teraz więcej sensu niż to, że starała się o dziecko ze swoją żoną. Oczywiście to nie tak, że tego dla niej nie chciała. Po prostu nie pomyślałaby, że to wszystko stałoby się tak szybko? A może naprawdę nie znała swojej byłej aż tak dobrze. Przecież praktycznie nie rozmawiały o tym.
- Pierdolisz? - wybałuszyła oczy i znowu milczała - Znaczy się. Gratuluję. Naprawdę cieszę się - uśmiechnęła się do niej. Szczerze i z pewną radością ale z drugiej strony docierało do niej, że ona nie może się pochwalić ani jednym ani drugim ani tym, że kogoś ma. Wreszcie usłyszała pytanie o jej własne życie prywatne - Nie, żadne z tych. Nadal singielka. Nie udało mi się nikogo namówić na małżeństwo i raczej nie nadaję się na bycie matką. Kto by ze mną wytrzymał? - prychnęła pod nosem bo ona nie czuła się gotowa na żaden z tych kroków. Może i to lepiej, że jeszcze nie urodziła dziecka. Nie potrafiła porzucić swojego dotychczasowego życia dla drugiej osoby - Mniejsza ze mną. Już od dawna jesteście razem? Dziesięciolatek? W sumie dobra decyzja, nie musicie się babrać z pieluchami - zaśmiała się cicho pod nosem. Nie chcąc sobie z tego żartować a raczej podziwiając kobiety, że w ogóle chciały dać temu dziecku kochający dom.
zaylee miller
Zaylee zaliczała się do osób, które wydawały się wyjątkowe nie tylko ze względu na to, że kiedyś obdarzyła ją silnymi uczuciami ale przez to, że jej praca jest dla samej Meadie tym, czego ona sama nie mogła by robić. Badanie zwłok, kiedy dla niej samo pobranie krwi wydawało się najgorszą chwilą w życiu i od samego myślenia o tym robiło jej się słabo. Potrafiła wytrzymać naprawdę sporo i jej prób bólu również był wysoki to w tej kwestii kompletnie nie widziała siebie jako koronerkę. Kogoś, kto na co dzień zajmuje się krojeniem zwłok. Zdecydowanie to było poza jej jakimkolwiek zasięgiem. Po raz kolejny spojrzała na swoją byłą w innym świetle, jakby teraz zauważała to co przed laty było przykryte przez częste kłótnie i seks.
- Na pewno jesteś bardziej odporna na trupy niż ja - skwitowała tymi słowami, to że jeśli postawić ją teraz obok martwego ciała, to zemdlałaby albo po prostu uciekła. Nawet zapach rozkładającego się ciała był dla niej obrzydliwy a co dopiero grzebanie w środku, przyglądanie się i badanie każdego z kolejnych narządów. Trzeba wytworzyć w sobie odporność na to wszystko, choć czasami bywało to, że ktoś rodził się z większą odpornością, na te wszystkie potworności. Miała jednak nadzieję, że Miller nie jest jedną z tych osób, które zajadają się pączkiem, podczas krojenia. Chyba nie potrafiłaby sobie tego wszystkiego wytłumaczyć tak na swojski rozum.
- Nie chodzi o to czy jest normalna. Mogłam się przecież zainteresować tym czy miałaś jakieś ciekawego, nadzwyczajne przypadki - uniosła brwi, jakby w tym momencie chciała odzyskać odpowiedź na jej propozycje. W rzeczywistości, nie powinny rozmawiać o tym wszystkim w kawiarni. W miejscu, gdzie ktoś mógł usłyszeć o szczegółach, które mogły przerażać, śmieszyć albo kogoś oburzyć. Obie miały specyficzne poczucie humoru - Może jakieś niedorzeczne powody dla których ktoś zmarł? - zapytała wreszcie, pochylając się w tym samym momencie w jej kierunku. Tym samym chciała uniknąć tego by ktoś je podsłuchał. Zaraz się wyprostowała i machnęła dłonią - Nie musisz odpowiadać, chociaż jestem ciekawa - zaśmiała się pod nosem. Zabrzmiała jak jakaś psycholka, która próbowała wyciągnąć od niej szczegóły dotyczące autopsji, którymi później mogłaby się podzielić z innymi.
Praca była dla niej ważna i była też próbą pokazania wszystkim, że jest w tym najlepsza. Miała obsesję na punkcie tego by ciągle stać na szczycie. Może nie do końca działało to na jej korzyść bo przecież taka niezdrowa konkurencja, kiedyś mogła skończyć się tragedią. Mimo wszystko pozostawała w pracy, która dawała jej satysfakcję, chwilami chyba lepszą niż seks i inne rozrywki, które uwielbiała. Chociaż tutaj może sobie tak porównywać bo ostatnio nie miała zbytnio czasu by spotykać się z kimś, nawet na krótką chwilę.
- Oczywiście, że jestem. Nie mówię tego bo jestem zapatrzona w siebie - próbowała się teraz nie roześmiać ale miała z tym kłopoty - Jasne, przecież wiesz, że nie usiedziałabym tam i udawała, że wszystko jest w porządku, kiedy każdy zacząłby mnie wkurzać - zmierzyła wzrokiem kelnerkę od której odebrała swoją kawę. Zamieszała jeszcze łyżeczką i powoli upiła odrobinę, żeby spróbować. Mruknęła jedynie, że jest zadowolona. Oczywiście to nie jest najlepsza kawa jaką piła ale ta nie była aż taka zła.
Dobrze, że w tym momencie odłożyła filiżankę i wbiła swój wzrok w Zaylee. Nie spodziewała się, tego co usłyszała. Nawet ta bezsensowna odpowiedź miała teraz więcej sensu niż to, że starała się o dziecko ze swoją żoną. Oczywiście to nie tak, że tego dla niej nie chciała. Po prostu nie pomyślałaby, że to wszystko stałoby się tak szybko? A może naprawdę nie znała swojej byłej aż tak dobrze. Przecież praktycznie nie rozmawiały o tym.
- Pierdolisz? - wybałuszyła oczy i znowu milczała - Znaczy się. Gratuluję. Naprawdę cieszę się - uśmiechnęła się do niej. Szczerze i z pewną radością ale z drugiej strony docierało do niej, że ona nie może się pochwalić ani jednym ani drugim ani tym, że kogoś ma. Wreszcie usłyszała pytanie o jej własne życie prywatne - Nie, żadne z tych. Nadal singielka. Nie udało mi się nikogo namówić na małżeństwo i raczej nie nadaję się na bycie matką. Kto by ze mną wytrzymał? - prychnęła pod nosem bo ona nie czuła się gotowa na żaden z tych kroków. Może i to lepiej, że jeszcze nie urodziła dziecka. Nie potrafiła porzucić swojego dotychczasowego życia dla drugiej osoby - Mniejsza ze mną. Już od dawna jesteście razem? Dziesięciolatek? W sumie dobra decyzja, nie musicie się babrać z pieluchami - zaśmiała się cicho pod nosem. Nie chcąc sobie z tego żartować a raczej podziwiając kobiety, że w ogóle chciały dać temu dziecku kochający dom.
zaylee miller