everybody loves the things you do
: pt wrz 11, 2026 9:55 pm
Nie był w szoku, że nie zachwycił jej swoimi umiejętnościami walki wręcz, a raczej ich brakiem. Już ugryzł się w język przed stwierdzeniem, że jakieś mimo wszystko posiadał, skoro niecałą godzinę później siedzieli prawie cali i zdrowi w jej mieszkaniu. Jego krwawiący nos był niewielką ceną, którą sam za to zapłacił. Zresztą, istniała spora szansa, że ten kąśliwy komentarz mógł go również kosztować szklankę wody, którą mu z dobroci serca podała. I nawet na niego nie wylała! Chwycił ją w dłoń i upił trochę, a w tym czasie nowa koleżanka zaczęła żwawo interesować się jego koszulą. Na tyle, że guziki, jakby same się odpinały. — Widzę, że robisz nam nastrój — zażartował, słysząc dość sugestywne słowa wygrywanej z głośnika piosenki.
Miał wrażenie, że unikała jego wzroku. Nie wydawała się być dziewczyną, która peszyła się takimi sytuacjami - mógł się jednak co do niej z lekka pomylić. W przeciwieństwie do Rae, Louis uważnie się jej przyglądał - temu jak zwinnie palcami sunęła po jego już nie takiej białej koszuli; jak oczami starała się nie natrafić na jego spojrzenie; jak traciła pewność siebie, którą jeszcze chwilę wcześniej wręcz epatowała. Aż w końcu utwór dotarł do kulminującego momentu, a ubranie samo zsunęło się z jego ramion. Brunetka odskoczyła od niego jak poparzona, co wywołała u niego krótki śmiech. Podniósł się z kanapy, odstawiając szklankę z wodą na stół i przeszedł do kuchni. Dziewczyna w tym czasie zniknęła gdzieś z jego koszulą.
Jej lodówka nie świeciła pustkami, jednak zbyt wielu możliwości mu nie dawała również. Kiedy Rae zajmowała się nastawianiem prania, ten zdążył przeszukać jej kuchnie i znaleźć jakieś przyprawy. — Mam szczerze odpowiadać na to pytanie? — zapytał, spoglądając na nią i oczekując podpowiedzi. Skinął głową, gdy dowiedział, się, gdzie skrywa wszystkie garnki. Sięgnął po dwa i po ustawieniu ich na palnikach - rozpoczął swoją magię. Wiedział, że sos zrobi się prędko, więc zaczął od wstawienia wody na makaron. — Aż tak ci przeszkadza mój brak koszuli? — zapytał. Jemu osobiście nie przeszkadzało. Szczerze, czuł się tak lepiej niż w poplamionej koszuli. Rosier nie miał powodów do wstydu. Sylwetkę miał dobrą, a porównując do jego rówieśników, to wręcz bardzo dobrą. — Jeżeli czujesz się nieswojo, to swoją też możesz zdjąć — zaproponował, powątpiewając, że byłoby to rozwiązanie dla niej.
Na desce obok palnika skroił drobno boczek lub coś, co go przypominało. Wrzucił go na zimną patelnię w momencie, w którym ta wróciła do niego do kuchni z bluzą w ręku. — Będzie mi w niej za gorąco — przyznał żartobliwie, jednak wziął ją do ręki. Wpuściła go do swojego mieszkania, zamierzała uprać koszulę, więc nie chciał w bardziej niekomfortowej sytuacji ją jeszcze stawiać. Zarzucił na siebie bluzę. Pachniała nie tak, jakby się tego spodziewał, chociaż nie powinien spodziewać się niczego. — Pasuje mi? — zapytał, zerkając w dół. Nie byłaby to jego pierwsza opcja w sklepie, pewnie nawet nie znalazłaby się na jego liście życzeń, ale przyznać musiał, że była wygodna. Podciągnął rękawy. — Skoro wiesz, gdzie są garnki w kuchni ro pewnie wiesz też jak oddzielić żółtka od białek — stwierdził, wskazując nosem na składniki.
I nagle zaśmiał się, uświadamiając sobie, w jakiej sytuacji się znalazł. Nietypowej i niespodziewanej. — To jest absurdalne — rzucił, mieszając już masę jajeczną. — Chyba robimy coś nie po kolei — stwierdził. — Najpierw jest upojna noc i śniadanie, a nie to — powiedział, zerkając na nią z góry. — Tu nawet nie będzie upojnej nocy.
Rae Westlake
Miał wrażenie, że unikała jego wzroku. Nie wydawała się być dziewczyną, która peszyła się takimi sytuacjami - mógł się jednak co do niej z lekka pomylić. W przeciwieństwie do Rae, Louis uważnie się jej przyglądał - temu jak zwinnie palcami sunęła po jego już nie takiej białej koszuli; jak oczami starała się nie natrafić na jego spojrzenie; jak traciła pewność siebie, którą jeszcze chwilę wcześniej wręcz epatowała. Aż w końcu utwór dotarł do kulminującego momentu, a ubranie samo zsunęło się z jego ramion. Brunetka odskoczyła od niego jak poparzona, co wywołała u niego krótki śmiech. Podniósł się z kanapy, odstawiając szklankę z wodą na stół i przeszedł do kuchni. Dziewczyna w tym czasie zniknęła gdzieś z jego koszulą.
Jej lodówka nie świeciła pustkami, jednak zbyt wielu możliwości mu nie dawała również. Kiedy Rae zajmowała się nastawianiem prania, ten zdążył przeszukać jej kuchnie i znaleźć jakieś przyprawy. — Mam szczerze odpowiadać na to pytanie? — zapytał, spoglądając na nią i oczekując podpowiedzi. Skinął głową, gdy dowiedział, się, gdzie skrywa wszystkie garnki. Sięgnął po dwa i po ustawieniu ich na palnikach - rozpoczął swoją magię. Wiedział, że sos zrobi się prędko, więc zaczął od wstawienia wody na makaron. — Aż tak ci przeszkadza mój brak koszuli? — zapytał. Jemu osobiście nie przeszkadzało. Szczerze, czuł się tak lepiej niż w poplamionej koszuli. Rosier nie miał powodów do wstydu. Sylwetkę miał dobrą, a porównując do jego rówieśników, to wręcz bardzo dobrą. — Jeżeli czujesz się nieswojo, to swoją też możesz zdjąć — zaproponował, powątpiewając, że byłoby to rozwiązanie dla niej.
Na desce obok palnika skroił drobno boczek lub coś, co go przypominało. Wrzucił go na zimną patelnię w momencie, w którym ta wróciła do niego do kuchni z bluzą w ręku. — Będzie mi w niej za gorąco — przyznał żartobliwie, jednak wziął ją do ręki. Wpuściła go do swojego mieszkania, zamierzała uprać koszulę, więc nie chciał w bardziej niekomfortowej sytuacji ją jeszcze stawiać. Zarzucił na siebie bluzę. Pachniała nie tak, jakby się tego spodziewał, chociaż nie powinien spodziewać się niczego. — Pasuje mi? — zapytał, zerkając w dół. Nie byłaby to jego pierwsza opcja w sklepie, pewnie nawet nie znalazłaby się na jego liście życzeń, ale przyznać musiał, że była wygodna. Podciągnął rękawy. — Skoro wiesz, gdzie są garnki w kuchni ro pewnie wiesz też jak oddzielić żółtka od białek — stwierdził, wskazując nosem na składniki.
I nagle zaśmiał się, uświadamiając sobie, w jakiej sytuacji się znalazł. Nietypowej i niespodziewanej. — To jest absurdalne — rzucił, mieszając już masę jajeczną. — Chyba robimy coś nie po kolei — stwierdził. — Najpierw jest upojna noc i śniadanie, a nie to — powiedział, zerkając na nią z góry. — Tu nawet nie będzie upojnej nocy.
Rae Westlake