money, money, money it realy is so funny
: sob sie 01, 2026 11:20 am
Proste czynności były najprzyjemniejsze. Mógł się nim oddawać bez większego zastanowienia. Nie żeby robił cokolwiek bezmyślnie. Musiał się pilnować ze wszystkim, nawet z ilością kremów, które w siebie wcierał. Poza tym lubił również ten swój poranny rytuał, że oddawał się sobie i swoim przyjemnościom, zanim odda się innym. Niewiele miał w ciągu dnia takich momentów, że mógł pobyć naprawdę sam. Dzisiejszy poranek traktował w sumie tak samo, bo obecność Edwarda nie była przytłaczająca. Mężczyzna nie wymagał od niego nic poza obecnością. Było to a swój sposób urocze. I dziwne, dlatego, że Alfie był przyzwyczajony do zupełnie innego zachowania i traktowania. Większość mężczyzn, z którymi się spotykał chciała i wymagała od niego różnych czynności. W końcu mu płacili, więc oczekiwali od niego, że w jakiś sposób się odwdzięczy. Bo jego relacje z innymi nie były szczere, bezinteresowne. Nie przeszkadzało mu to.
Z Edwardem również zawierali pewne transakcje. Wiedział, że ten od niego czegoś oczekuje, jednak nie wydawał poleceń, nie mówił Alfiemu, co powinien zrobić. W sumie oczekiwał tego od niego. Co Bloom traktował jako błogosławieństwo, bo faceci potrafili być wymagający. A bogaci mieli wymagania, o których nie śniło się innym ludziom, którzy nie żyli na ich poziomie.
Czuł, jak wilgoć osiada na jego rękach, karku i nogach. Czuł też, jak jego włosy się skręcają od zaparowanej i dusznej, przepełnionej zapachami żelu, olejków i lawendy. Był to przyjemny aromat, który sprawiał, że Alfie przez chwile mógł poczuć się jak w domu. Nie dlatego, że jego rodzinny dom korzystał z tych samych produktów, ale przypomniał mu się płyn do płukania tkanin – również o zapachu lawendy, jednak mniej naturalny, a znacznie bardziej chemiczny. Tani.
– Cieszę się – odpowiedział na jego słowa. Była to jednak wyuczona i automatyczna odpowiedź. Wiedział, że Edward będzie bardziej niż zadowolony z faktu, że Alfie kazał mu coś zrobić. Nawet jeśli jutrzejszego dnia nie będzie już tego pamiętać i blondyn będzie mógł mu o tym przypomnieć jeszcze raz. Bo nawyki ciężko było zmienić, jeśli nie robiło się tego specjalnie. Alfie na przykład wielokrotnie musiał pilnować się, by robić coś w sposób inny, niż było to dla niego intuicyjne.
Uśmiechnął się, słysząc krzątaninę za drzwiami, co mogło oznaczać, że Marta przyniosła mu tabletki. Nie śpieszył się z pójściem po nie, bo dłonie miał zajęte wcieraniem kolejnej porcji kremu w drugą nogę. Na szczęście nie musiał nigdzie iść, bo Edward go wyręczył i przyniósł tacę z tabletkami.
– Znalazłeś moje skarpetki – powiedział, patrząc na niego z dołu. Jego uśmiech się poszerzył, gdy Edward stanął przed nim. Bez nuty skrępowania, czy jakiegokolwiek zawahania, oparł swoją stopę o jego biodro. Tak było łatwiej rozsmarowywać krem, niż pochylać się, zwłaszcza jeśli bolała kogoś głowa. Potrzebował tych tabletek. Musiał się jak najszybciej uporać z sobą. Powoli wcierał krem w swoją łydkę, napierając stopą na zakryte ręcznikiem ciało swojego towarzysza. Szorstki i gruby materiał ręcznika drapał podbicie jego stopy i łaskotał go lekko w podbicie.
– Ale najpierw śniadanie – powiedział. Musieli coś zjeść, coś lepszego niż zwykłe, robione na szybko tosty. W sumie to jego żołądek powoli się uspokajał. Już nie tańczył piruetów, więc Alfie uznał, że jest głodny. Nie mogli też paradować po sklepach z pustymi brzuchami.
– Musisz mi ubrać skarpetki… i podać tabletki – powiedział, odkładając krem na bok, a dłonie obcierając o przedramiona. Wciąż był tłusty od kremu, więc musiał poczekać na to, aż specyfik wsiąknie.
Edward Wentworth
Z Edwardem również zawierali pewne transakcje. Wiedział, że ten od niego czegoś oczekuje, jednak nie wydawał poleceń, nie mówił Alfiemu, co powinien zrobić. W sumie oczekiwał tego od niego. Co Bloom traktował jako błogosławieństwo, bo faceci potrafili być wymagający. A bogaci mieli wymagania, o których nie śniło się innym ludziom, którzy nie żyli na ich poziomie.
Czuł, jak wilgoć osiada na jego rękach, karku i nogach. Czuł też, jak jego włosy się skręcają od zaparowanej i dusznej, przepełnionej zapachami żelu, olejków i lawendy. Był to przyjemny aromat, który sprawiał, że Alfie przez chwile mógł poczuć się jak w domu. Nie dlatego, że jego rodzinny dom korzystał z tych samych produktów, ale przypomniał mu się płyn do płukania tkanin – również o zapachu lawendy, jednak mniej naturalny, a znacznie bardziej chemiczny. Tani.
– Cieszę się – odpowiedział na jego słowa. Była to jednak wyuczona i automatyczna odpowiedź. Wiedział, że Edward będzie bardziej niż zadowolony z faktu, że Alfie kazał mu coś zrobić. Nawet jeśli jutrzejszego dnia nie będzie już tego pamiętać i blondyn będzie mógł mu o tym przypomnieć jeszcze raz. Bo nawyki ciężko było zmienić, jeśli nie robiło się tego specjalnie. Alfie na przykład wielokrotnie musiał pilnować się, by robić coś w sposób inny, niż było to dla niego intuicyjne.
Uśmiechnął się, słysząc krzątaninę za drzwiami, co mogło oznaczać, że Marta przyniosła mu tabletki. Nie śpieszył się z pójściem po nie, bo dłonie miał zajęte wcieraniem kolejnej porcji kremu w drugą nogę. Na szczęście nie musiał nigdzie iść, bo Edward go wyręczył i przyniósł tacę z tabletkami.
– Znalazłeś moje skarpetki – powiedział, patrząc na niego z dołu. Jego uśmiech się poszerzył, gdy Edward stanął przed nim. Bez nuty skrępowania, czy jakiegokolwiek zawahania, oparł swoją stopę o jego biodro. Tak było łatwiej rozsmarowywać krem, niż pochylać się, zwłaszcza jeśli bolała kogoś głowa. Potrzebował tych tabletek. Musiał się jak najszybciej uporać z sobą. Powoli wcierał krem w swoją łydkę, napierając stopą na zakryte ręcznikiem ciało swojego towarzysza. Szorstki i gruby materiał ręcznika drapał podbicie jego stopy i łaskotał go lekko w podbicie.
– Ale najpierw śniadanie – powiedział. Musieli coś zjeść, coś lepszego niż zwykłe, robione na szybko tosty. W sumie to jego żołądek powoli się uspokajał. Już nie tańczył piruetów, więc Alfie uznał, że jest głodny. Nie mogli też paradować po sklepach z pustymi brzuchami.
– Musisz mi ubrać skarpetki… i podać tabletki – powiedział, odkładając krem na bok, a dłonie obcierając o przedramiona. Wciąż był tłusty od kremu, więc musiał poczekać na to, aż specyfik wsiąknie.
Edward Wentworth