clean up the rot before it digs too deep
: wt sie 18, 2026 2:59 pm
Wsunął dłonie do kieszeni, podążając za nią po schodach bez pośpiechu, nie burząc się otwarcie na to przedszkolne zagranie po jej stronie. To była strata czasu i energii, a zysk był niewielki przy tak banalnej przepychance. Na pewno nie zostawiłoby to takiego posmaku, jaki został w nim, gdy Navarro zamiast się odciąć, potraktować go ciężkim kontrargumentem, sprowadziła go wyłącznie do, jakże błyskotliwego, strasznie dużo pierdolisz.
Zostawiła jednak w nim coś, czego nie potrafił zignorować i co skutecznie odciągnęło jego myśli od chwilowego triumfu.
Tysiąc dwieście siedemdziesiąt osiem. Ani tysiąc z hakiem, ani trzy i pół roku, tylko dokładnie tysiąc dwieście siedemdziesiąt osiem.
Uśmiech pojawił się znów na jego twarzy powoli, zanim zdążył go powstrzymać. Szczególnie też nie próbował tego zrobić.
Popatrz, popatrz. Ja nawet nie pamiętam naszego pierwszego spotkania
Było to oczywiście kłamstwo. Pamiętał, choć niekoniecznie w kontekście daty czy konkretnego dnia – pamiętał jednak miejsce, jaka była wtedy pogoda, w co była ubrana, jak ułożone były jej włosy. Pamiętał również sposób, w jaki po raz pierwszy wypowiedziała jego nazwisko i to, że nie spodobała mu się od razu, co, biorąc pod uwagę dalszy rozwój wydarzeń, należałoby uznać za wyjątkowo sprawnie działający instynkt. Dokładnie ten, na którym opierał większość swoich osądów.
Więc po drodze musiało wydarzyć się coś, co tę perspektywę odwróciło, a to było rzadkością. To świadczyło o tym, że była wyjątkowa, a w jego klasyfikacji tytuł ten wyjątkowo rzadko rozdawał. I nawet teraz nie mógł jej tego odebrać.
Stanął w progu mieszkania i omiótł wnętrze spojrzeniem. Przez kilka następnych sekund wyglądał tak, jakby właśnie ktoś poinformował go, że w ramach warunków zwolnienia warunkowego zobowiązany był również nabawić się grzybicy.
— Federalny budżet naprawdę ledwo zipie, co? — Komedia komedią, ale w tym wypadku to był śmiech przez łzy. Za bardzo lubił luksus i za bardzo był do niego przyzwyczajony, aby teraz tak po prostu przełknąć coś, czego nawet nie dało się nazwać warunkami polowymi. Oszczędzając w słowach: było paskudnie.
Obrzydzenie zdołało zakrzywić kącik jego ust, gdy jego wzrok zatrzymał się na kanapie.
Przeniósł spojrzenie na Biancę dopiero wtedy, gdy wskazała mu kanapę z miną sugerującą, że właśnie przekazała mu apartament prezydencki, a nie kawałek materiału zawieszony nad konstrukcją, która przy odrobinie pecha mogła złożyć się pod nim jeszcze przed pierwszą w nocy.
— Cała moja? — upewnił się, zerkając na nią z przesadnie poważnym uznaniem. — Rozpieszczasz mnie. — Nie zamierzał jednak urządzać awantury o kanapę, co nie znaczyło, że był zadowolony. Jedna noc w tej norze raczej go nie zabije, choć był gotów uznać to za kolejną rzecz, którą federalni najwyraźniej postanowili sprawdzić empirycznie.
Istotniejszym było rozeznać się i sprawdzić zasięg jej kontroli oraz spojrzenia, aby móc wypatrzeć jakąkolwiek lukę, która pozwoliłaby mu wykonać pierwsze ruchy w kierunku wyciągnięcia się z tego gówna.
Sytuacja była… nieidalna.
— Ale przyznam, że obroża i legowisko to bardzo konsekwentny motyw przewodni. — Wyprostował się i zerknął na nadajnik przy kostce, po czym znów na nią. — Brakuje tylko miski z moim imieniem. — Wcale nie było mu tak do śmiechu. Zresztą powinien był uważać, bo Navarro wyglądała jak ktoś, kto przy odpowiednio złym humorze potraktowałby pytanie całkowicie dosłownie.
Obejrzał się w stronę
— Zakładam, że księżniczka zajmuje sypialnię i łóżko? — zapytał, jakby odpowiedź nie była oczywista.
Była. I była w pełni zrozumiała. Sam też wolałby się zamknąć na klucz i oddzielić od samego siebie. Inna sprawa, że Navarro, jak mało kto, powinna wiedzieć, że wysłużony rygiel był dla niego przeszkodą taką, że równie dobrze mogłoby jej nie być.
— Tylko drzwi z zamkiem i gnata dali ci do obrony przede mną? — Przechylił głowę. — Myślisz, że sobie poradzisz? — spytał nieco niższym tonem, a jego spojrzenie przesunęło się po niej powoli, bez pośpiechu i bez próby ukrycia, że robi to celowo. Podniósł przy tym kącik ust, układając go do charakterystycznego dla niego wyrazu; nie przesunął się w jej stronę samą prowokację zostawiając w słowach.
careful, schatje. You might actually like what you find.
Zostawiła jednak w nim coś, czego nie potrafił zignorować i co skutecznie odciągnęło jego myśli od chwilowego triumfu.
Tysiąc dwieście siedemdziesiąt osiem. Ani tysiąc z hakiem, ani trzy i pół roku, tylko dokładnie tysiąc dwieście siedemdziesiąt osiem.
Uśmiech pojawił się znów na jego twarzy powoli, zanim zdążył go powstrzymać. Szczególnie też nie próbował tego zrobić.
Popatrz, popatrz. Ja nawet nie pamiętam naszego pierwszego spotkania
Było to oczywiście kłamstwo. Pamiętał, choć niekoniecznie w kontekście daty czy konkretnego dnia – pamiętał jednak miejsce, jaka była wtedy pogoda, w co była ubrana, jak ułożone były jej włosy. Pamiętał również sposób, w jaki po raz pierwszy wypowiedziała jego nazwisko i to, że nie spodobała mu się od razu, co, biorąc pod uwagę dalszy rozwój wydarzeń, należałoby uznać za wyjątkowo sprawnie działający instynkt. Dokładnie ten, na którym opierał większość swoich osądów.
Więc po drodze musiało wydarzyć się coś, co tę perspektywę odwróciło, a to było rzadkością. To świadczyło o tym, że była wyjątkowa, a w jego klasyfikacji tytuł ten wyjątkowo rzadko rozdawał. I nawet teraz nie mógł jej tego odebrać.
Stanął w progu mieszkania i omiótł wnętrze spojrzeniem. Przez kilka następnych sekund wyglądał tak, jakby właśnie ktoś poinformował go, że w ramach warunków zwolnienia warunkowego zobowiązany był również nabawić się grzybicy.
— Federalny budżet naprawdę ledwo zipie, co? — Komedia komedią, ale w tym wypadku to był śmiech przez łzy. Za bardzo lubił luksus i za bardzo był do niego przyzwyczajony, aby teraz tak po prostu przełknąć coś, czego nawet nie dało się nazwać warunkami polowymi. Oszczędzając w słowach: było paskudnie.
Obrzydzenie zdołało zakrzywić kącik jego ust, gdy jego wzrok zatrzymał się na kanapie.
Przeniósł spojrzenie na Biancę dopiero wtedy, gdy wskazała mu kanapę z miną sugerującą, że właśnie przekazała mu apartament prezydencki, a nie kawałek materiału zawieszony nad konstrukcją, która przy odrobinie pecha mogła złożyć się pod nim jeszcze przed pierwszą w nocy.
— Cała moja? — upewnił się, zerkając na nią z przesadnie poważnym uznaniem. — Rozpieszczasz mnie. — Nie zamierzał jednak urządzać awantury o kanapę, co nie znaczyło, że był zadowolony. Jedna noc w tej norze raczej go nie zabije, choć był gotów uznać to za kolejną rzecz, którą federalni najwyraźniej postanowili sprawdzić empirycznie.
Istotniejszym było rozeznać się i sprawdzić zasięg jej kontroli oraz spojrzenia, aby móc wypatrzeć jakąkolwiek lukę, która pozwoliłaby mu wykonać pierwsze ruchy w kierunku wyciągnięcia się z tego gówna.
Sytuacja była… nieidalna.
— Ale przyznam, że obroża i legowisko to bardzo konsekwentny motyw przewodni. — Wyprostował się i zerknął na nadajnik przy kostce, po czym znów na nią. — Brakuje tylko miski z moim imieniem. — Wcale nie było mu tak do śmiechu. Zresztą powinien był uważać, bo Navarro wyglądała jak ktoś, kto przy odpowiednio złym humorze potraktowałby pytanie całkowicie dosłownie.
Obejrzał się w stronę
— Zakładam, że księżniczka zajmuje sypialnię i łóżko? — zapytał, jakby odpowiedź nie była oczywista.
Była. I była w pełni zrozumiała. Sam też wolałby się zamknąć na klucz i oddzielić od samego siebie. Inna sprawa, że Navarro, jak mało kto, powinna wiedzieć, że wysłużony rygiel był dla niego przeszkodą taką, że równie dobrze mogłoby jej nie być.
— Tylko drzwi z zamkiem i gnata dali ci do obrony przede mną? — Przechylił głowę. — Myślisz, że sobie poradzisz? — spytał nieco niższym tonem, a jego spojrzenie przesunęło się po niej powoli, bez pośpiechu i bez próby ukrycia, że robi to celowo. Podniósł przy tym kącik ust, układając go do charakterystycznego dla niego wyrazu; nie przesunął się w jej stronę samą prowokację zostawiając w słowach.
careful, schatje. You might actually like what you find.